Rozdział I: Nieprzyjemne przebudzenie

Chłop i najmita. Dwóch osiłków, których połączył tajemniczy almanach. Oraz fakt, że są ścigani.
Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Nie było zbyt wiele czasu na zastanawianie się. Ale do tego, żeby wyczuć strach Rodiego, nie potrzeba było czasu. Varas wiedział, że kroki stawiane w tył, choćby nieświadomie, są oznaką już przegranej walki - tej we własnej głowie.
Najemnik niemal machinalnie ocenił szanse. Gdyby byli w pełni sił i z wysokim morale, mógłby zaryzykować. Jeśli jednak Rodi psychicznie nie stanie na wysokości zadania... Poza tym byli wycieńczeni całym tym porankiem. Podejrzewał ponadto, że nawet ci chudzi i mizerni mają niejednego asa w rękawie.
Ręka kolegi, która pociągnęła go za ramię, była ostatecznym potwierdzeniem decyzji. Cóż, nie pierwszy raz dziś uciekają. To nie wstyd, ale rozwaga.

Najemnik niespodziewanie pchnął ich wcześniejszego rozmówcę pod nogi tej dziwnej grupie. Miał nadzieję, że ten przewróci się, utrudniając napastnikom ruszenie w pogoń. Nie patrząc już na efekt, rzucił się pełnym sprintem w tył, pociągając Rodiego.

Nawet jeśli nie powstrzyma to tej dziwnej grupy, miał nadzieję, że nie wszyscy z nich biegają na tyle szybko, żeby ich dogonić. A to daje szansę na unieszkodliwienie najszybszego, zanim dobiegnie reszta. Zawsze coś. Poza tym cienkie uliczki labiryntu stwarzały dobry teren do uciekania. Co skrzyżowanie pościg musiał stracić kilka cennych chwil na rozejrzenie się. Varas liczył, że uda mu się zaliczyć dwa skrzyżowania na tyle blisko siebie, żeby zniknąć im całkiem z oczu.
Może jednak uda się zwiać? Miał tylko nadzieję, że Rodi nadąży.

Znowu ta adrenalina...

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Rodi rzucił się do biegu jedynie chwilę po Varrasie, jednak ta chwila pozwoliła mu zaobserwować, jak obaj mężczyźni wyciągają coś z małych saszetek przyczepionych do pasa i wciągają do nosów. Sekundę później potrząsnęli głowami i rzucili się w pościg.
Tymczasem kobieta, która albo nie potrzebowała tej substancji, albo - co bardziej prawdopodobne - już była pod jej wpływem, od razu zaczęła biec, szybko zmniejszając dystans. Przynajmniej pod tym względem plan Varrasa wypalił.
Veni, rescripsi, discessi

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
- Rodi - wysapał Varas, odwracając się za siebie i szybko oceniając sytuację. Ta kobieta była jakaś napompowana, skoro tak szybko biegła. A oni do tego uciekali na oślep, mogąc w każdej chwili napatoczyć się na jakiś patrol, nie mówiąc już o wzbudzaniu powszechnego zainteresowania. Nie wierzył, że dalsze uciekanie ma sens - i tak ich dopadną, a do tego wygląda na to, że nie męczą się tak szybko. I nie mają kaca. I nie boli ich żołądek.
- Na trzy stop i walimy - rzucił szybką komendę, mogąc tylko mieć nadzieję, że jego kolega nie pobiegnie dalej.

- TRZY! - krzyknął nagle, poczuwszy jej kroki tuż za sobą. Nie było czasu na raz, ani dwa.
Varas miał plan zatrzymać się niemalże w miejscu i odwinąć, z całej siły zahaczając pięścią o twarz goniącej. Albo łokciem. Albo czymkolwiek. Liczył, że to babę znokautuje, a jeśli nie, to chociaż da im czas, by wyszarpnąć broń.

Nigdy nie bił kobiet. Ale to nie była normalna kobieta. I to nie był normalny dzień. Szybko pozbył się oporów.

Elethain
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Rodi
Najwyraźniej uporał się z nimi również i wieśniak - on też zatrzymał się jak na zawołanie, zacisnął dłonie w kułak i przyszykował się do wymiany ciosów. Jego moralny kompas również nie pozwalał mu podnosić ręki na kobietę - dziwnym jednak trafem okazało się, że w sytuacji zagrożenia życia igiełka wskazała przeciwny kierunek. Bok w bok razem z Varasem Rodi odwrócił się więc i stanął do walki.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Varas wszystko przeprowadził perfekcyjnie. No, niemal perfekcyjne. Jego cios, połączony z pędem biegnącej kobiety, byłby dostatecznie silny by strzaskać jej coniektóre kości... gdyby trafił. Niestety, jako cel wybrał jej głowę, a ona, najwyraźniej obdarzona nadnaturalnym refleksem, zdążyła się pochylić, tak że pięść potężnego mężczyzny musnęła jej włosy.
W tym ułamku sekundy Varas dojrzał jej przekrwione, szalone oczy, dziki uśmiech, błysk metalu w dłoni... I usłyszał jej głuchy jęk, gdy uderzenie Rodiego trafiło ją w splot słoneczny. Cios był tak silny, że farmer aż jęknął z bólu, ale kobietę poderwało z ziemi i rzuciło do tyłu. Runęła na bruk nie wydawszy najmniejszego odgłosu.
Cztery uderzenia serca później, nadbiegli jej dwaj kompani, również teraz pędzący do przodu z nieludzką szybkością.
Veni, rescripsi, discessi

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Dziwne uczucie niepokoiło najemnika, kiedy patrzył na olbrzyma. Miał wrażenie, że to nie do końca są ludzie.

Zatem walka z nimi nie powinna odbywać się na założeniach, że dysponują ludzkimi możliwościami.

A jeśli nie znasz możliwości swojego wroga... to zaczynanie walki jest bliskie samobójstwu.

Wobec tego lepiej tej walki nie zaczynać. Umysł Varasa osiągał swoje najwyższe obroty... a czasu było tak niewiele.
- Ani kroku dalej! - ryknął nagle, wyszarpując zza pasa swój pistolet i od razu celując nim w nadbiegających. - Rozwalę ci łeb - syknął, celując wielkoludowi w głowę.

Miał nadzieję na negocjacje, w czasie których ujawnią się jakkeś nowe fakty, no i na to, że Rodi wymyśli coś mądrego w międzyczasie.

Bardzo nie chciał tej walki również dlatego, że... po prostu bolał go już brzuch. I głowa.
I miał serdecznie dosyć tego skurwiałego dnia.
Pozostawało modlić się w duchu, żeby uwierzyli w ten blef. W końcu nie wiedzieli, że pistolet, nie dość, że bez amunicji, to jeszcze był zepsuty.

Elethain
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Rodi
Gdy metalowa paszcza pistoletu została wycelowana w nadbiegający pościg, Rodi szybko schylił się by podnieść z ziemi metalowy przedmiot upuszczony przez kobietę, którą szczęśliwie rozłożył swoim razem na łopatki. Tak naprawdę, nie miało dla niego najmniejszego znaczenia, czy podniesie z bruku miecz, imbryk czy choćby nawet kompletnie absurdalny przecież cep. Nie miał wyjścia, musiał stać się kolejnym graczem w grze, którą rozpoczął właśnie Varas - a wolał zacząć ją uzbrojonym.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Ręka Rodiego zacisnęła się na rękojeści sztyletu o wyszczerbionym, szerokim ostrzu. Broń w jego silnej ręce wyglądała na żałośnie małą ale zawsze była to broń...
Olbrzym, o dziwo, zachował dość samokontroli by się zatrzymać i dość rozsądku, by unieść ręce, jednocześnie rozglądając się dookoła w poszukiwaniu kryjówki lub czegoś, co by mogło uratować go przed kulą. Niestety, szczurzy chłystek albo nie chciał, albo ogarnięty szałem sprowadzonym przez narkotyk, nie mógł się zatrzymać. Jeden rzut oka na jego przekrwione i rozszerzone oczy, wystarczył, by Varas doszedł do wniosku, że raczej chodziło tu o tę drugą przyczynę.
Teraz pędził, pozornie bezbronny, na Varasa, mającego nad nim znaczącą przewagę wzrostu i wagi. To jednak nie wydawało się martwić szczurka w najmniejszym stopniu...
Veni, rescripsi, discessi

Elethain
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Rodi
Elementem całej tej chaotycznej układanki był jednak również doświadczony w hodowli prosa skacowany farmer z małym wyszczerbionym nożem, którego najgroźniejszą cechą była najprawdopodobniej zdolność do zakażenia ofiary tężcem. Rodi nie był wojownikiem, jego ulubionym narzędziem do bitki była noga od stołu, a on sam nie należał do bystrych ludzi. Mimo to, nawet do niego dotarło, że to w rękawie Varasa siedział teraz cichy władca wszystkich kart. Kiedy ustawiał się między szczurowatym jegomościem a kumplem brał pod uwagę nawet to, że doskonale wiedział o kiepskim stanie pistoletu. To właśnie to rozklekotane narzędzie było teraz kluczem do wyjścia z tej sytuacji i wolał za wszelką cenę nie dać nikomu szansy na odkrycie, iż tężec od jego wyszczerbionego kozika był w tej walce zabójczy bardziej niż ta spluwa.
- Głuchyś? - Rodi stanął między Varasem a szczurowatym, wznosząc zdobyczne ostrze do walki.
Miał nadzieję, że jego gabaryty i siła wystarczą, by powstrzymać natarcie. Pamiętał tego gagatka, zapamiętał tę twarz i błysk obłędu w oczach. Wiedział, że był groźny. W czasie między kolejnymi uderzeniami skołatanego serca pomodlił się do Illany i zacisnął dłoń na rękojeści sztyletu.
Miał nadzieję, że Varas dobrze to wykorzysta.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Najemnik czuł, że nie może dać wielkoludowi choćby sekundy nieuwagi. Z wielką ulgą przyjął postawę Rodiego, który wziął na siebie problem "szczurka". W oczach Varasa ten typo nie wyglądał szczególnie niebezpiecznie - Rodi powinien sobie z nim jakoś poradzić. Tym bardziej, że naćpany koleś pewnie nie będzie grać bardzo defensywnie.

- Na ziemię! - ryknął do wielkiego, mierząc do niego z pistoletu. Trzeba zbudować nad nim jak największą przewagę. Problem robił się tylko taki, że nie wiedział, co dalej... Chciał wyszarpnąć szabelkę, ale w prawej dłoni trzymał pistolet. Gdyby zaczął go przekładać do lewej, zrobiłoby się bardzo podejrzanie, no i olbrzym z pewnością wykorzystałby tę chwilę. Stał więc tak dalej i czekał na ruch przeciwnika, jednocześnie zerkając na walkę tuż obok - aby być gotowym do pomocy, gdyby jednak Rodi nie dawał rady.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Wielkolud zamarł w bezruchu, nie chcąc prowokować Varasa do pociągnięcia za spust. Był ostrożny... ale po jego oczach i po sposobie w jaki zaciskał pięści, widać było, że narkotyk również na niego działał, nawet jeśli wolniej niż na drobnego szczurka. Czy kwestią czasu było, aż szał opanuje wielkoluda? Tego Varas nie wiedział. Wyćwiczony jednak w walkach, bójkach i ciąglej obserwacji pola bitwy, zdał sobie sprawę z czego innego. Rąbnięta przez Rodiego kobieta, bardzo, bardzo powoli i ostrożnie, przewróciła się na brzuch. Powinna leżeć ze wstrząśnieniem mózgu, a może i pęknięciem czaszki... a tymczasem wydawało się, że zbiera siły, by wstać.
Szczurek w rzeczy samej nie myślał nawet o defensywie. Rzucił się na Rodiego, w ostatniej chwili zakładając kastet. Biegł prosto na nóż, tak że wystarczyło zadać proste pchnięcie, by się na niego nabił.
I nabiłby się, gdyby nie stał się coś dziwnego. W momencie, gdy Rodi zaczął zadawać cios, oczy szczurka przesłonił jakby cień... i nagle, zwinął się w delikatnym, oszczędnym, pełnym gracji uniku, jakby wiedział dokładnie, w którą stronę Rodi skieruje ostrze. Następnie błyskawicznie skrócił dystan i rąbnął kastetem... mocno, ale na szczęście nie mając przestrzeni do wzięcia pełnego zamachu.
Veni, rescripsi, discessi

Elethain
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Rodi
Rodiego też jakby zamroczyło, ale nie było w tym ani krzty delikatności, ani gracji, ani niczego innego - może poza gwiazdami, które ukazały się mu przed oczami. Od uderzenia huknęło mu w głowie niby dzwon, a ugodzone miejsce natychmiast zapiekło po bliskim spotkaniu z kastetem. Jednocześnie poczuł w ustach smak krwi, oraz jakby własnych zębów. Na szczęście dla farmera, nie była to jego pierwsza bitka. Otrząsnął się szybko - i z całą siłą i szybkością na jaką go było stać spróbował po prostu złapać chłystka i wykorzystać swoją siłę do zatrzymania go w miejscu. Kompletnie nie zdawał sobie sprawy, że jego wcześniejsze starcie z łowczynią nie zakończyło się jej nokautem - był zbyt zajęty szczurowatym gagatkiem by to nawet zauważyć.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Są kompletnie naćpani. Z jakichkolwiek próśb i negocjacji i tak będą nici - zrozumiał Varas. Trzeba ich po prostu zabić.
A potem zobaczył ruch gdzieś na ziemi pod ścianą.

Ona wstaje... Po takim ciosie.
Rodi sobie nie radzi za dobrze.
A wielkolud zaraz się włączy do walki.

Nie damy rady, przemknęło wojownikowi przez myśl.
I to była ta myśl, której nienawidził najbardziej w świecie. Ta, która uwalniała w nim przyparte do muru zwierzę. Poczuł, jak adrenalina buzuje w żyłach, jak krew wrze, jak wszystko zaczyna się gotować. A potem już nie czuł wiele.

Z dzikim wrzaskiem rzucił swoim pistoletem w wielkoluda, celując prosto w łeb. Ciężkie, metalowe ustrojstwo - normalnego człowieka mogłoby znokautować, ale tutaj liczył przynajmniej na kilka sekund oszołomienia... Zaraz potem wyszarpnął swój oręż i biegł już w stronę kobiety. Zamiar miał prosty. Odrąbać jej łeb, zanim rzuci się na niego ten wielki mięśniak. Nie mogli pozwolić tym ćpunom na uzyskanie przewagi liczebnej, tyle jeszcze rozumiał... Ale co potem? Potem rozmywało się gdzieś na krańcach pola widzenia.

Podobnie jak cała moralność, racjonalność i wyższe funkcje mózgowe...
Zostało tylko zwierzę.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Cień w oczach szczurka. Unik w ostatniej chwili. Szybkie uderzenie kastetem, cios miał trafić Rodiego w splot słoneczny, uderzył w nerkę. Coś chrupnęło. Zamach do kolejnego uderzenia... ale tym razem farmer zacisnął na zbliżającym się ramieniu swoje ręce. Szczurek mógł nie czuć bólu i nadnaturalnie przewidywać ruchy Rodiego, ale masa i mięśnie robiły swoje i gdy Rodi dostał go w swoje ręce, żałosna szarpanina bandyty nie zdała się na wiele...
Cień w oczach wielkoluda. Delikatnie przekrzywił głowę, o parę centymetrów zaledwie, ale to wystarczyło, by pistolet przeleciał tuż obok, ocierając się o jego ucho. Z ponurym uśmiechem rzucił się na Varasa, który pędził w stronę kobiety. Najemnik miał prosty wybór - dobić kobietę, zanim wstanie lub zwrócić się w stronę nadbiegającego przeciwnika.
Veni, rescripsi, discessi

Elethain
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Rodi
Chociaż był skupiony na piskorzu, Rodi kątem oka widział, że również Varas musiał stanąć do walki. I tylko tyle zdążył zauważyć zanim otrzymał kolejny cios od przeciwnika, znacznie bardziej zdecydowany niż poprzedni. Syknął z bólu - tylko tyle i aż tyle. Strach o własne życie usunął się na dalszy plan, gdy o swoje wejście na scenę upomniała się wściekłość. Wykorzystując to, że udało mu się szaleńca pochwycić Rodi spróbował sił w rzemiośle. Co wyjdzie z połączenia głowy szczurowatego z głowicą zdobycznego sztyletu? Na wszelki wypadek użył ku temu siły.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Niestety Varas już nie myślał. Już ogarnął go amok osaczonego zwierzęcia, rzucającego się na wszystko, co w pobliżu. Kiedy tylko dostrzegł biegnącego osiłka, jego umysł natychmiast zaklasyfikował go jako większe zagrożenie niż jakaś tam leżąca, zniszczona kobieta.

Najemnik odwinął się z niebywałą jak na niego gracją i zasypał wielkoluda płynną sekwencją cięć - z góry, z dołu, przez środek, i znowu... Nie celował w żadne konkretne miejsce - chciał go po prostu zmasakrować.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Człowiek z mieczem kontra człowiek bez miecza. Wynik walki powinien być oczywisty, zwłaszcza, że Varas nie był amatorem. Ale wielkolud był. Po prostu. Zbyt. Szybki.
Nie, to nie to. Nie był szybki, ale zdawał się wiedzieć z wyprzedzeniem, gdzie i pod jakim kątem uderzy jego przeciwnik. Wystarczały mu drobne uniki, by schodzić z drogi ciosów*. W miedzyczasie "zniszczona" kobieta podniosła się - nieco chwiejnie bo chwiejnie - na nogi.
Na szczęście amatorski projekt artystyczny Rodiego udał się wręcz znakomicie. Należało mu tylko nadać nazwę bardziej chwytną niż "Martwy szczurowaty typ z sztyletem w oku".
*
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi

Elethain
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Rodi
Rodi nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Tak naprawdę, nawet do niego nie dotarło, że właśnie w tej chwili odebrał komuś życie - nie miał nawet okazji wytłumaczyć sumienia, że nie taki był jego cel, że specjalnie uderzył głowicą, a nie ostrzem. Krwi, która zrosiła mu palce również nawet nie poczuł. W ferworze walki to wszystko gdzieś uciekło - adrenalina buzowała mu w żyłach, a w uszach szumiało tak bardzo, że zagłuszony był nawet tumult własnego serca. Odepchnął chłystka i ruszył na pomoc Varasowi. I to wtedy dopiero zauważył, że wcale nie udało mu się rozłożyć łowczyni na łopatki. Nie zastanawiając się nad niczym ruszył w jej stronę, najszybciej jak tylko potrafił, aż zataczając się od pędu, chcąc barkiem staranować ją z nóg. Wtedy będzie mógł pomóc Varasowi z olbrzymem.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
- Co do kurr...? - Varas nie mógł w to uwierzyć. Natarł jeszcze mocniej, jeszcze bardziej ofensywnie. Ciął szeroko, z prawa i z lewa, nie chcąc dać osiłkowi szansy na zbliżenie.
Aby uniknąć tych ciosów, olbrzym będzie musiał się coraz bardziej cofać, aż w końcu uderzy plecami o ścianę domu.

Ręka bolała go coraz bardziej zauważalnie, a oddech stawał się krótszy. Ale na razie najemnik to ignorował.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Plan Varasa był niezły. Sytuacja patowa - olbrzymowi nie groziło zranienie, ale większy zasięg miecza najemnika uniemożliwiał przeciwnikowi skrócenie dystansu. Jeszcze trochę i wielkolud nie będzie miał dokąd się wycofywać...
Varas nie przewidział jednego - odsieczy dla bandytów. Odsieczy, która przybrała formę... rozpędzonego Rodiego. Kobieta, na którą zaszarżował jakimś cudem nie dość, że zeszła z drogi jego szarży, to jeszcze wyprowadziła kopnięcie w tył kolana przebiegającego obok niej mężczyzny. Kopnięcie nie było mocno, ale dość silne by farmer runął do przodu.
Prosto na Varasa.
Veni, rescripsi, discessi

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Wytrącony z równowagi Varas z trudem zachował kontrolę nad sytuacją. Stracił cenne sekundy, chociażby na to, żeby zorientować się, że to, co go uderzyło, to nie żaden atak, tylko jego przyjaciel. Akurat wyprowadzał natarcie, więc popchnięcie go przez Rodiego jeszcze bardziej zbliżyło go do wielkoluda. Jeśli ten uniknął również i tego, zdecydowanie dalszego niż zamierzany ciosu, miał teraz szansę wyprowadzić kontrę...

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Wielkolud owszem przeprowadził unik, ale - w jakiś sposób czytając w myślach przeciwnika - uchylał się przed ciosem, który Varas zamierzał wyprowadzić, nie tym który w rzeczywistości został wyprowadzony. Zdołał jedynie w ostatniej chwili nieco skręcić tłów, tak że ostrze Varasa "jedynie" wgryzło się mu w bok. Krzyknął z bólu, zachwiał się... po czym lewą ręką unieruchomił dłoń Varasa trzymającą broń, z ostrzem wciąż zablokowanym na żebrze lub innej kości.
Następnie, uniósł jedną ze swoich przypominających bochny pięści i rąbnął Varasa w głowę. Raz. Drugi. Każde uderzenie było jak cios młotem. Uniósł pięść do kolejnego ciosu.
Ostatnio zmieniony 16 sie 2022, 19:39 przez Denadareth, łącznie zmieniany 1 raz.
Veni, rescripsi, discessi

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Oszołomiony najemnik próbował się wyrwać i osłaniać lewą ręką. Był jednak zbyt wolny i zbyt przewidywalny, a łapa wielkoluda trzymała go tak mocno, że mimo starań nie udawało mu się powiększyć dystansu.

Wiedział, że lanie go po mordzie niewiele da, biorąc pod uwagę wytrzymałość tego goryla, brak możliwości wzięcia solidnego zamachu, a także coraz mniej siły w jego własnych pięściach.

Niewiele już myśląc, zrobił jedyne, co dawało choć cień szansy na uniknięcie kolejnych, coraz bardziej nokautujących ciosów - zamiast dystans powiększać, gwałtownie go skrócił, przyskakując go oprycha i owijając rękę wokół jego ramienia. Nie była to jakoś super profesjonalna dźwignia, ale przynajmniej uniemożliwiała olbrzymowi zadawanie ciosów z pełną siłą.
Przy okazji szabla nacisnęła jeszcze mocniej na bebechy wielkoluda, a wyczuwszy to, najemnik spróbował nią jeszcze pokręcić, aby rozorać ranę.

Zwarli się w dziwacznym uścisku jak dwa niedźwiedzie, jeden ryczący z bólu, a drugi z bezsilnej desperacji.

Elethain
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Rodi
Nie pomagało również to, że obok nich leżał na ziemi bezużyteczny wór ziemniaków - farmer we własnej osobie. Nie potrzeba było koronera (jeszcze), żeby dojść do wniosku, że przyczyną wypadku była wysoka prędkość i jej niedostosowanie do warunków panujących na drodze. Obolały i pobrudzony Rodi po raptem chwili zerwał się z powrotem na nogi, zaciskając dłoń na rękojeści sztyletu. Żarty się skończyły - poświęcając kobiecie jedynie ukradkowe spojrzenie, farmer rzucił się na pomoc Varasowi, chcąc za wszelką cenę pomóc mu jak najszybciej położyć olbrzyma, zanim dołączy do nich reszta towarzystwa. Ruszył do swojego własnego natarcia, wybierając atak z boku - mięśniak będzie musiał wybrać, czym będzie wolał oberwać: pięścią Varasa czy nożem Rodiego.

Byli faktycznie jak dwa niedźwiedzie, zwarte w walce na życie i śmierć - Rodi był zaś jak kąsający po łydkach wściekły pies.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Kolejny cios piąchą. I kolejny. Czy ta góra cielska straci w końcu siły? Kolejne uderzenie. Trzask pękającej kości i potok krwi z nosa Varrasa. Obryzgany tą krwią wielkolud uniósł rękę do kolejnego ciosu...
I wtedy zaatakował Rodi. Kobieta próbowała mu zastąpić drogę, ale musiała zejść z drogi jego szarży. Poczuł tylko słabe uderzenie w plecy, gdy ją mijał. Skoncentrował się w pełni na pomocy Varasowi.
Wielkolud może i wolałby obronić się przez nadciągającym nożem, ale wadą jego spotęgowanego narkotykami szału bitewnego było to, że ignorował wszystko, co nie było Varasem. Atak Rodiego zauważył dopiero, gdy sztylet farmera sterczał mu spomiędzy żeber, symetrycznie, po drugiej stronie niż szabla Varasa. Uniósł wolną rękę, ale Rodiemu udało się ją chwycić i unieruchomić. Chociaż wielkolud wciąż szarpał się, mimo że już dawno powinien być martwy. W końcu... po chwili trwającej dłużej niż cała era świata... osunął się na ziemię, a na usta wystąpiła mu krwawa plama.
- Kurwa! - usłyszeli przekleństwo.
Pozostała przy życiu kobieta odwróciła się i zaczęła uciekać. Mogli ją gonić, ale...
Varas spojrzał na kompana i nagle znieruchomiał. Pchany adrenaliną Rodi zdawał się tego jeszcze nie wiedzieć i nie czuć, ale między jego łopatkami tkwiła rękojeść sztyletu, a ubranie wokół niego szybko stawało się czerwone i mokre...
Veni, rescripsi, discessi

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Ta nagła cisza była przemożna.
- Nie - w pierwszym odruchu Varas zanegował to, co widział. A w drugim trzymał już kompana silnie za ramiona. Nie, nie, nie. Chociaż chwila wytchnienia...
- Rodi, nie wyciągaj tego noża - rzekł cicho, próbując skupić wzrok na przyjacielu. - Nie opieraj się o nic. Masz nóż w plerach. Idziemy do uzdro. - Składał krótkie, urywane zdania, po czym osunął się na kolana, tuż koło wielkoluda. Wyglądał tak, jakby jego ciało i umysł były w zupełnej rozsypce, i tylko dusza, jakimś boskim cudem przemawiała jego ustami.

Potrząsnął głową, zauważywszy, jak sam kapie krwią na boki. Szarpnął koszulkę olbrzyma i wytarł sobie nią twarz, krzywiąc się jednocześnie z bólu. Wolał nie wiedzieć, co zostało z jego nosa. Ale nie to było teraz najważniejsze. Najważniejszy był Rodi. Nie mogą tak tu siedzieć i odpływać, choć bardziej nie marzył o niczym innym.

- Rodi, byłeś bardzo dzielny - rzekł już spokojniej, podnosząc swój pistolet i szabelkę. - Teraz musisz być jeszcze bardziej dzielny. Idziemy stąd. Jak się czujesz?

Sięgnął jeszcze do kieszeni pokonanych i przeszukał ich ubrania... może zostało im trochę tego specyfiku? Miał nadzieję, że zaaplikowanie narkotyku wzmocni Rodiego i pozwoli mu dojść do uzdrowiciela o własnych siłach. Miał też nadzieję, że znajdzie jakąkolwiek wskazówkę, która mogłaby pomóc im wyjaśnić ich dramatyczną sytuację. Zerknął raz jeszcze na plecy kompana, aby upewnić się, czy krew już stygnie, czy też rana ciągle mocno krwawi i koniecznie jest jakieś tamowanie.

- Kurwa mać! - W końcu do głosu doszły emocje.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Wielkolud był bliżej - w końcu Varas właśnie skończył wycierać twarz jego koszulą - więc został przeszukany jako pierwszy. I w rzeczy samej, najemnik znalazł dobrej jakości futerał ze skóry, skrywajacy trzy fiolki - z których dwie były puste. Varas wyciągnął trzecią i przyjrzał się jej. Był w niej czarny, oleisty płyn. To musiał być ten narkotyk.
Mięśniak otworzył oczy.
Przecież on nie może jeszcze żyć, nie może!
Jego wielka ręka zacisnęła się na dłoni Varasa. Trzymana przez najemnika fiolka pękła i poczuł jak kawałki szkła wbijają mu się w rękę... a zaraz potem poczuł zimny, parząco zimny płyn z fiolki na dłoni. Druga ręka wielkoluda zacisnęła się na szyi Varasa i zaczęła dusić, jednocześnie przyciągając go w stronę zakrwawionych ust wielkoluda.
- Niespo-kurwa-dzianka - wyszeptał ten z upiornym, krwawym uśmiechem.
Ostatnio zmieniony 16 wrz 2022, 22:51 przez Denadareth, łącznie zmieniany 1 raz.
Veni, rescripsi, discessi

Elethain
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Rodi
Rodi nie był wojownikiem. Nigdy nie był nawet ranny - ot, wachlarz większych lub mniejszych skaleczeń przy pracy z ostrymi narzędziami na farmie. Tak naprawdę, nie docierało do niego jeszcze co się stało. Z każdym kolejnym uderzeniem serca, jakby falami, jedna po drugiej, mózg akceptował nowe fakty.

Babka uciekła.
Varasowi nic nie jest.
Czemu tak zimno mi w plecy?
Dlaczego nie mogę wziąć oddechu?

I wtedy, po tych wszystkich spostrzeżeniach, zaczął docierać do niego ból. Najpierw popękanych żeber, a dopiero później tkwiącego w nim noża. Nie syknął, nie krzyknął. Był w zbyt dużym szoku, gadanie Varasa wleciało jednym uchem, a wyleciało drugim, nie napotkawszy żadnego oporu pomiędzy nimi.

Ten przeszywający ból. To uczucie zimna. Osłabł. Czy ja umrę?

Wtedy zobaczył, nieco otępiałym wzrokiem, że wielkolud jeszcze walczył, jeszcze stawiał opór. Varas był w niebezpieczeństwie. Rodi nawet nie podjął żadnej decyzji - biorąc się w garść w obronie towarzysza podniósł sztylet, którym wcześniej dźgnął olbrzyma i zabił szczurowatego. Obrócił go w dłoni, ostrzem w dół, po czym odpowiedział charkotliwie, tak sobie, jak olbrzymowi:
- Taki chuj.
I w tym momencie na gardziel oprycha spadł sztylet Rodiego. Wbił głęboko, a potem z siłą pociągnął.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Varmadijr ef Kajjen
Oczy najemnika zaokrągliły się - zapewne po części z zaskoczenia, a po części z powodu wielkiej ręki zaciskającej się na jego szyi.
Dlaczego dał się tak podejść, dlaczego nie dobił tego mutanta..?

Widząc, jak Rodi zamierza to zrobić, chciał coś krzyknąć... ale głos ugrzązł mu w gardle.
Zacharczał tylko jak stary gruźlik.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
W oczach mężczyzny znów pojawił się ten atramentowy cień i jakakolwiek magia to była, która pozwalała mu uchylać się przed ciosem, znów się zamanifestowała. Odchylił szyję, by ujść z drogi sztyletu Rodiego... ale tym razem nawet jego niespożyte siły dotarły do kresu.
Ostrze noża wbiło mu się w gardło, przejechało w dół, otwierając szeroką ranę z której buchnęła ciemna - czy z tętnicy nie powinna być jasna? - krew. Część tego makabrycznego prysznica wylądowała na szyi i piersi szamoczącego się Varasa. Uchwyt wielkoluda na szyi najemnika zaczął słabnąć i dłoń się wkrótce zsunęła bezwładnie. Jego druga ręka na chwilę zacisnęła się jeszcze mocnej, wgniatając odłamki szkła w dłoń Varasa, ale potem też się rozluźniła.
Wielkolud otworzył usta. Może chciał coś powiedzieć, albo ugryźć Varasa, ale zaraz jego głowa opadła bezwładnie.
Nie żył już. Tym razem na pewno. No, prawdopodobnie. Być może. Chyba.
Veni, rescripsi, discessi

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość