Herbaciane Przyjęcie - tylko dla Pań

W tym miejscu toczą się wątki, przygody i rozmowy, które nie mają wpływu na fabułę. Mogą być niekanoniczne, można niszczyć światy, to tylko baśnie i legendy...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Dahlien
To ma być taka sesja just for fun, stworzona z dedykacją dla Dena, który szczerze pragnie wydobyć z siebie pokłady żeńskiej energii i w końcu na legalu stworzyć "team S(A)rya" :) Odgrywane tu sceny są poza kanonem fabularnym, ale spokojnie mogą być użyte jako tło historyczne, jeśli ktoś chce w ten sposób stworzyć powiązania między postaciami na przyszłość. Proszę też pamiętać, że nie wszystkie szczegóły tutaj muszą mieć odwzorowanie jeden do jednego ze światem Calivanu (drobne szczegóły czasowe czy lokacyjne).

Obrazek
W bliżej nieokreślonej lokalizacji (acz najpewniej na obrzeżach Nimnaros) stoi rezydencja, która swymi włościami podchodzi pod sam las. To tutaj udało się zorganizować herbaciane spotkanie dla kilku przyjaciółek, zmęczonych ciągłym towarzystwem płci brzydkiej. Bo ileż można słuchać tego charczenia, wycierania brudnej od ubłoconych buciorów podłogi czy zszywać dziurawe skarpetki? Każda kobieta w którymś momencie ma dość słuchania męskiego przechwalania się, kiedy doskonale wie, że większość tych osiągnięć nigdy nie doszłaby do skutku, gdyby nie "pomoc zza kurtyny" z ich udziałem.
Tak też tutaj, dzięki życzliwości gospodarza (mimo, iż to mężczyzna, to jednak zdawał się rozumieć kobiety) przygotowano dla nich stolik w ogrodzie niedaleko linii drzew. Miały mieć również pomoc w postaci żeńskiej kamerdyner. Ta co prawda posiadała specyficzny sposób nakładania makijażu (jak chyba wszyscy w tym domostwie) mając bardzo dużo jasnego podkładu i mocno kontrastujące oczy i usta. Zawsze jednak mówiła prawdę, więc można było na nią liczyć podczas poszukiwań szczerej opinii czy porady.
Ciemne drewno stolika udekorowano bieżnikiem z mchu, na którym ustawiono patery z wszelkiej maścią słodyczami. Dominowały tutaj małe ciastka, ciasteczka, muffinki, oraz ostatni krzyk mody na salonach arystokracji - okrągłe ciastka na patyczku wyglądem przypominające lizaki. Wszystko to oblane białą czekoladą oraz różowym lukrem. Były też pianki owocowe, praliny oraz co tylko jeszcze delikatna dusza pań mogła zapragnąć.
Pomiędzy nakryciami ustawiono wazony z kwiatami, gdzie kompozycja trzymała się w kolorystyce zieleń-biel-pudrowy róż. Niekiedy zdarzyły się również jasnofioletowe barwy świeżo zebranego bzu. Specjalnie dla nich wyciągnięto również porcelanową zastawę - niewielkie filiżanki idealne do porcjowania sobie herbatki, żeby wystygła akurat, by pomiędzy rozmową móc wziąć łyczka. Zarówno one jak i talerzyki były ręcznie malowane, udekorowane roślinnymi motywami, wśród których co jakiś czas przedzierały się małe kotki czy ptaszki.
Arya krzątała się jeszcze przez chwilę poprawiając koronkowe serwetki pod talerzykami. Ostatnio mając więcej wolnego czasu robiła je wieczorami, żeby zająć czymś myśli. Kiedy się kładła wracały do niej bolesne wspomnienia, więc w ten sposób mogła zająć czymś głowę. Efektem jej pracy był teraz ten drobny, acz jakże uroczy akcent na stole. Była już prawie pora, kiedy niedługo dziewczyny powinny zacząć się schodzić. Umówiły się późnym popołudniem, kiedy już można było zapalić lampiony ogrodowe, żeby dodały więcej klimatu ich spotkaniu. Słońce niedługo zacznie się chylić ku zachodowi barwiąc niebo na piękny pomarańcz. Wraz z przybyciem pierwszej zostanie przyniesiony dzbanek z herbatą, podobno jakąś rzadko spotykaną kwiatową mieszanką - prezent od ich gospodarza, Pana Esposito.
Ostatnio zmieniony 23 lip 2022, 16:54 przez Dahlien, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Denadareth
Powóz wynajęty przez Saryę zatrzymał się przed bramą posiadłości pana Espinozy... czy też Alffiego. Sarya wysiadła, zapłaciła woźnicy - dodając do tego napiwek - i zapatrzyła się na budowlę. Trochę czasu minęła odkąd była tu poprzednio. Mimo to, gdy tylko przekroczyła bramę, bez trudu rozpoznała Elojzę.
- Dzień dobry - powiedziała uśmiechając się lekko, po czym z sakwy wyciągnęła ładnie zapakowaną butelkę wina. - Wiem, że to przyjęcie herbaciane, ale proszę przekazać butelkę gospodarzowi, w podzięce za udostępnienie miejsca.
Zaraz jednak dostrzegła organizatorkę przyjęcia.
- Aryo, moja droga! - zawołała ze śmiechem podchodząc bliżej. - Tak się ucieszyłam, gdy dostałam od ciebie wiadomość z zaproszeniem. Dawno się nie widziałyśmy! Wspaniale wyglądasz!
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Dostrzegając w oddali koleżankę rudowłosa odłożyła na miejsce łyżeczkę od herbaty i wygładziła poły swojej sukienki. Niby miały czuć się tu swobodnie, jednak Sarya zawsze była tak elegancka, tryskająca kobiecą siłą, że często onieśmielała bardkę.
Z szerokim uśmiechem na ustach podeszła do koleżanki i uściskała ją całując trzy razy w policzki.
- Sarya, no w końcu! Już się bałam, że będę musiała zjeść sama te wszystkie smakowitości.
Byłoby to doprawdy bardzo przykre doznanie. Przecież każdy kto znał Scarlet doskonale wiedział, że ona nie mogła się opędzić od słodyczy! Niektórzy sprzeczali się nawet, czy jej nienaganna figura to efekt ciągłych ćwiczeń czy po prostu dobry metabolizm. Niemniej słodyczy i cydru to ona nigdy nie odmawiała!
- Chodź, chodź! Pokażę Ci co ostatnio wydziergałam. Pamiętasz jak kiedyś rozmawiałyśmy, że wraca moda na koronki? Zrobiłam kilka serwetek dla praktyki. Może nie są idealne, ale to tak na rozruszanie palców. - Złapała ją za dłoń i poprowadziła do stołu, kiedy to Elojza zniknęła na chwilę w domostwie dostarczyć butelkę szlachcicowi oraz przyrządzić dla panien herbatę. Sarya zapewne mogła też się uśmiechnąć pod nosem. Tak jakby jej ruda koleżanka potrzebowała rozruszania palców, kiedy praktycznie codziennie grała na tylu instrumentach.
- Powiedz mi lepiej o tym Twoim nowym znajomym, z którym się ostatnio widziałaś. Jon, tak? Ciągle o nim wspominałaś. Mam nadzieję, że w końcu wyleczył tego kaca, o którego go przyprawiłaś? - zaśmiała się, jednak po prawdzie była pod wielkim wrażeniem umiejętności czarnowłosej. Z nią nie można było zadzierać. Arya oczywiście nie wiedziała nic o jej podwójnym (a może i potrójnym?) życiu ani tym bardziej działalności złodziejskiej, lecz jak to kobiety o facetach plotkowały przy każdym spotkaniu.

Awatar użytkownika
Denadareth
Sarya nie mogła się nie uśmiechnąć, słysząc potok słów z ust Aryi. Nic dziwnego, że tak sobie ceniła towarzystwo bardki. Zaraz jednak omiotła nieco bardziej ponurym spojrzeniem suto zastawiony stół. O tak, ceniła sobie towarzystwo i przyjaźć Aryi, ale tak bardzo jej zazdrościła utrzymywania tak ślicznej figury mimo słabości to słodyczy. Sama Sarya często, oj za często musiała się ograniczać jeśli chodzi o jedzenie, by zachować swoją sylwetkę. Miała przynajmniej szczęście, że w jej życiu - zwłaszcza biorąc pod uwagę wszelakie rodzaje aktywności nocnej - było sporo ruchu, wysiłku i ćwiczeń.
Oczywiście nie miała wątpliwości, że tym razem się ugnie i skosztuje tego i owego. No i ten delikatny cydr... taki dobry i łagodny, a i tak była pewna, że alkohol ją mocno sieknie.
- Prześliczne! - powiedziała, patrząc na serwetki wykonane przez Aryę. - Ty to naprawdę jesteś kobieta-orkiestra, co się żadnej pracy nie boi.
Sarya, owszem, uczyła się kiedyś podobnej sztuki, wszak każda Andurianka z dobrego domu powinna to potrafić - i pamiętała, że chyba nawet całkiem dobrze jej szło. Sztukę tę porzuciła razem ze starym życiem. Nie była to umiejętność, której oglądanie rozpalałoby mężczyzn. Zręczność palców jednak dalej pielęgnowała, nawet jeśli głównie do używania wytrychów... no i do paru innych czynności.
- A Jon... - Sarya westchnęła i pogroziła Aryi palcem. - On tego kaca może i przeżył, ale ja... - Pokręciła głową. - Wolę nawet nie myśleć o następnym poranku, bo żołądek znów mi się zaczyna skręcać. Całe szczęście, że Jon zaczął już wcześniej pić z Lambertem i że się nie ograniczał, bo gdybym próbowała mu dotrzymać pola to Dom Urody straciłby pracownicę, która zeszłaby na zatrucie alkoholowe.
Zaraz spoważniała.
- A Jon... no cóż... sama nie wiem, czy to jeden z tych brutali, którzy udają wrażliwca, jeden z wrażliwców, którzy udają brutali, czy ktoś tak pokręcony, że nawet z całym moim doświadczeniem z mężczyznami nie potrafię go zrozumieć. - Raz jeszcze, dość teatralnie, westchnęła. - A co u ciebie? Ja ci się wiedzie? Napisałaś jakieś nowe pieśni? I czy twój syreni śpiew usidlił jakiegoś niewinnego żeglarza?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Machnęła ręką na pochwałę koleżanki. Serwetki owszem, były ładne, jednak w wielu miejscach krzywe i gubiące ścieg. Niemniej to były tak drobne błędy, że nie psuły ogólnego wrażenia.
- Jeszcze wiele mi brakuje do profesjonalnych szwaczek i krawczyń, ale nie zamierzam z nimi konkurować na pełnej linii. Wiesz poza tym, to bardziej z potrzeby niż z zainteresowań. Jak za dziecka ojciec się stoczył i opiekowała się mną babcia to nie miała siły, by się wszystkim zająć, ale nauczyła mnie tego i owego.
Na wspomnienie ojca nieco spochmurniała. Może i były strażnik został wyrzucony ze służby niedługo po narodzinach córki, stał się pijakiem jakich wielu, lecz czasem miał chwile nawrócenia, gdy starał się być dobrym tatą. Kilka miesięcy temu jednak zmarł, zamordowany w jednej z portowych uliczek, gdzie najczęściej pijał lub ćpał paj.
No ale nic to. Dziś miało być wesoło! Bardka zaraz się otrząsnęła i znów przybrała uśmiech na twarz.
- Jesteś niemożliwa. Podczas tego całego towarzyszenia mężczyznom przy spotkaniach biznesowych musisz tyle pić, ale w ogóle nie masz do tego głowy. Kiedyś Cię to zgubi. - Tym razem to ona pogroziła jej palcem i się zaśmiała.
- W ogóle to chyba niedługo wpadnę do Was na jakiś masaż. Ostatnio ciągle chodzę spięta i czuję to podczas występów. Ostatnio mało sobie mięśnia nie naciągnęłam przy tańczeniu. Niby się rozciągam, a wcale to nie pomaga. Będę musiała się oddać w Twe sprawne ręce. Nie wiem jak to robisz, ale zawsze bezbłędnie znajdujesz te miejsca, gdzie najbardziej mnie wszystko boli.
Skoro już były we dwie miała doskonały pretekst, żeby zacząć pałaszować dobroci ze stołu. Skusiła się na małą tartaletkę z kremowym musem i świeżymi owocami na wierzchu. A potem wywróciła oczami słuchając koleżanki.
- Bo facetów nie powinnaś nawet próbować zrozumieć. Oni najczęściej pozjadali wszystkie rozumy i wychodzą z założenia, że są pępkiem świata. Dzielą się tylko na dwa rodzaje - tych oczekujących, że każda będzie do nich wzdychać i tych, którzy wolą gonić króliczka.
Pokręciła głową z dezaprobatą oblizując palce z pozostałości kremu.
- Jak dla mnie jeśli szukasz dobrej partii to już o Lambercie powinnaś pomyśleć. Mówiłaś, że ma swój biznes, dobrze zarabia i ma maniery. Brzmi jak o wiele lepsza partia od tego Jona. Szczególnie, że tamtego rzadko kiedy można spotkać trzeźwego.
W tym momencie przyszła do nich Elojza z herbatą. Postawiła na stole sporej wielkości dzbanek, poinstruowała je o czasie parzenia herbaty i odeszła pozwalając cieszyć się dziewczynom ze swojego towarzystwa. Arya zgodnie z poleceniem kamerdynerki sprawdziła stopień nasycenia naparu, po czym zdecydowała się dać mu jeszcze chwilę. Zamiast tego nalała im do kryształowych szklanek wody, do której wcześniej dorzucono pokrojonych truskawek oraz mięty. Lemoniada miała być lekko słodka i orzeźwiająca.
- Napijmy się za to spotkanie! - Stuknęła delikatnie szklanką o tę Saryi i napiła się troszeczkę.
Na pytanie koleżanki z kolei parsknęła śmiechem.
- Oczywiście Sar! Doskonale wiesz, że ja uwielbiam podrywać facetów. Już tylu owinęłam sobie wokół palca! - wywróciła oczami na samo wyobrażenie. -Nieeee... Może zdarzył się raz na jakiś czas koleś, który chciał mi postawić drinka po występie, ale to nie to, czego szukam. Nie interesują mnie przelotne przygody. Podobno moi rodzice za młodu byli w sobie do szaleństwa zakochani... To właśnie tego szukam. Chcę wierzyć, że te wszystkie piosenki o miłości to nie jest tylko sterta bajek. Szczególnie, że ostatnio faktycznie niczego nie napisałam. Znaczy... jest taka jedna pieśń, ale jeszcze jej nie dokończyłam.
Może i tak mówiła, lecz jej dłonie odruchowo dotknęły lutni, która stała obok krzesła śpiewaczki. Muzykę miała we krwi, tak samo jak lekko szpiczaste uszy, o których jednak wiedzieli tylko nieliczni. Sarya była jedną z tych osób.

Awatar użytkownika
Denadareth
Sarya zazwyczaj bardzo dobrze ukrywała swoje uczucia, ale przy Aryi zawsze nieco się rozluźniała. Nie na tyle by pozbyć się wszystkich masek, ale przynajmniej kilku. Dlatego poruszyła się niespokojnie, gdy Arya wspomniała swojego ojca. Skomplikowane uczucia koleżanki do jej rodzica zawsze zastanawiały Saryę. Oczywiście, gdy on jeszcze żył, Arya często była smutna lub zła z powodu zachowania ojca, ale i tak czasem wydawała się za nim tęsknić. Stosunek Saryi do jej rodzica był za to wyjątkowo prosty: miała nadzieję nigdy go więcej nie ujrzeć na oczy. Ale o swoim życiu w Andurii, Sarya nie rozmawiała prawie z nikim; nawet Aryi wyjawiła jedynie parę szczegółów dotyczących rodziny i dzieciństwa.
Dlatego też z wdzięcznością przyjęła zmianę tematu.
- Nawet nie masz pojęcia, jakie to irytujące - powiedziała. - I jeszcze większość z tych facetów, jak widzi, że jestem wstawiona, to jakby poczuła krew i od razu coraz bardziej pcha się z łapami. Jakiś czas temu, udało mi się przygotować specyfik, który... cóż, nie jestem ekspertką od anatomii, ale po wypiciu go, mogę więcej wlać w siebie więcej alkoholu. Wolę jednak go nie nadużywać, bo następnego dnia brzuch i głowa bolą mnie o wiele bardziej. Dlatego dzisiaj go nie brałam - zakończyła, stukając się szklanką z Aryą i popijając wodę z truskawkami. - Herbata też pachnie smakowicie - zauważyła. - Służący Lamberta, Taler, również robi wspaniałą. Pokazał mi parę ciekawych herbat, będę musiała cię kiedyś poczęstować.
Wzmianka o Lambercie sprawiła, że Sarya roześmiała się perliście.
- "Dobra partia"? "Ma swój biznes"? - Sarya powtórzyła słowa koleżanki. - Przypomnij mi, Arya, ile lat jesteś ode mnie starsza? - Sarya zapytała, wiedząc dobrze, że różnica wieku między nimi, jakkolwiek drobna, jest odchylona w drugą stronę. - Brzmisz jak moja matka. I ciotka. I druga ciotka. - Przestała się śmiać i westchnęła głęboko. - Zarabiam dostatecznie dobrze, by nie potrzebować mężczyzny, by mnie utrzymywał. To znaczy, w pewien sposób utrzymują mnie mężczyźni - uśmiechnęła się i machnęła ręką - ale wiesz, o co mi chodzi. Chociaż przyznaję, że dobre maniery są zawsze mile widziane. Jeśli chodzi jednak o coś na dłużej...
Sarya wzruszyła krótko ramionami i zamilkła na chwilę.
- Teraz to ja zabrzmię, jak stara stetryczała cyniczna babulinka, ale miłość, a zwłaszcza małżeństwo są mocno przereklamowane - powiedziała. - Spędzić miło trochę czasu? Czemu nie. Spotkać się parę razy z interesującym mężczyzną? Jasne. Ale coś na stałe? Nie, nie planuję się już więcej nikomu oddawać. - Dla Aryi było jasne, że jej koleżanka poprzez "oddawać się komuś" miała na myśli coś innego, niż przyszłoby na myśl większości osób. - Ciebie jednak musimy rozruszać. To przyjęcie jest urocze, ale chyba muszę ci przedstawić paru mężczyzn. Może któryś by ci się spodobał? Bo tego, że ty im byś się spodobała, jestem całkowicie pewna.
- A skoro już o bólu istnienia mowa - zmieniła temat - to bardzo chętnie cię wymasuję. Jest pewna technika z Task'shamt, którą bym chciała opanować i przyda mi się królik dośw... ktoś, na kim mogłabym ją wypróbować. Nie chcę odstraszyć klientów. Raz jak jednego faceta masowałam, a mówię ci, był to niemal olbrzym, to zaczął mnie zapewniać, że jeśli tylko przestanę, to pogada ze strażą miejską i załatwi mi posadę miejskiego kata. Ale wył opętańczo... A jeśli już mówimy o opętańczym wyciu - Sarya mrugnęła do Aryi - przyznam, że bardzo mnie ciekawi ten nowy utwór, który tworzysz. Uchylisz rąbka tajemnicy?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Dziewczyna zaśmiała się perliście, kiedy Sarya opowiadała o jej doświadczeniach z mężczyznami. To między dlatego ona sama nie lubiła przebywać zbyt długo na karczmach i barach po koncertach, kiedy przebywający tam goście byli w stanie podchmielenia. Wystarczyło, że panowie sobie popili, a już wydawało im się, iż mogą pozwolić sobie na więcej rzeczy niż gdy byli trzeźwi. Jakby jeszcze ona rozluźniła się za bardzo to kto wie, co by się wydarzyło? Szczególnie, że sama bardka nie miała wcześniej żadnych doświadczeń z mężczyznami, co z uwagi na jej wiek mogło być ciężkie do pomyślenia.
- Ten Twój specyfik brzmi interesująco. Nie pogardzę kiedyś jakąś fiolką. Wiesz... tak w razie czego, bo raczej nie planuję jej używać. Niemniej dobrze byłoby to mieć w torbie.
Nawet gdyby miałaby sama z tego nie korzystać to przecież mogła dolać jakiemuś zbyt pewnemu siebie amantowi, żeby nie zrobił dziwnych rzeczy po pijaku. Wolała dmuchać na zimne. Upiła nieco więcej swojej porcji lemoniady, po czym uniosła wieczko imbryka z herbatą. Zdawała się już być w sam raz, więc wyciągnęła ze środka koszyczek z mieszanką liści i jakichś suszonych owoców na podstawiony obok talerzyk, by następnie nalać nieco płynu do filiżanek.
- Chętnie spróbuję czegoś nowego. Akurat będzie na jakiś babski wieczorek! Dziś spotykamy się na dworze, ale przecież już od jakiegoś czasu mówiłyśmy o zorganizowaniu sobie spotkania w piżamach. Trzeba to w końcu zrealizować! - Była też niezwykle ciekawa, gdzie mieszka Sarya. Do tej pory zawsze spotykały się albo w starej, rozpadającej się chatce Aryi (aż dziw bierze, że koleżance nie przeszkadzały takie warunki) albo po prostu na mieście lub podczas imprez, na których razem miały zapewnić innym dobrą zabawę.
- Aktualnie to kochana, nie wiem czy uwierzysz, ale jestem od Ciebie MŁODSZA o te dwa lata. I naprawdę nie musisz mi tego wytykać przy każdym spotkaniu - potrząsnęła z niedowierzaniem głową, po czym sama zachichotała. Jakby nie patrzeć Sarya miała nieco racji jeśli chodzi o jej ostatnią wypowiedź. Trzeba było przyznać, że dziewczęta były od siebie skrajnie różne - i pod kątem charakteru, wyglądu, podejścia do życia czy większości zainteresowań. Często wyznawały również odmienne wartości. Może to właśnie dlatego tak dobrze się uzupełniały?
- Z jednej strony trochę rozumiem co masz na myśli. Może nie podzielam takiego spojrzenia, ale rozumiem Ciebie i dlaczego tak mówisz. Poza tym sama jakbym miała właśnie miała się komuś oddać... - tutaj pojawiała się dwuznaczność znaczenia, tego klasycznego jak i emocjonalnego - ...to też bym nie chciała czuć się usidlona. Marzy mi się partner, który podzielałby moje zainteresowania, chęć przygody, lubił słuchać jak śpiewam czy gram. Ale nie takiego, który pięściami chciał wpoić mi swój światopogląd.
Mimo iż bardzo się starała tego nie zrobić, to i tak nieco zadrżała. Kiedy wkraczała w dorosły wiek raz jeden się zdarzyło, że jej ojciec tak się spił i wrócił do domu w bojowym nastroju, że ją uderzył. Jej babcia już nie żyła, więc nie miał kto się wstawić za dziewczyną. Wtedy też młodsza wersja Aryi uciekła do jedynego miejsca, które o dziwo wydało się jej bezpieczne. Nie, nie była to świątynia Illany, bo tam zwolniony ze służby strażnik szukałby jej w pierwszej kolejności. Pobiegła wtedy do Domu Urody, żeby skryć się na zapleczu dla pracowników i przykładała lód do policzka. Incydent miał miejsce kilka miesięcy temu, więc sprawa pozostawała stosunkowo świeża.
- Z tym rozruszaniem to na razie podziękuję. Ale możemy kiedyś wyjść razem na jakieś tańce czy coś. Tylko zaznaczam - niezobowiązująco! - Dla powagi swoich słów pogroziła jej jeszcze palcem, po czym uniosła swoją filiżankę z herbatą wznosząc kolejny toast. - W takim razie niech każda z nas znajdzie w życiu to czego szuka!
Na wzmiankę o nowej technice masażu spojrzała na nią z kolei z pewnym powątpieniem.
- Wiesz... ja słyszałam co nieco o tych Twoich umiejętnościach. Jesteś pewna, że nie narobisz mi siniaków tym swoim "zdobywaniem nowych umiejętności"? Bo ja dobrze wiem, że chciałaś porównać mnie do królika doświadczalnego! Nie wykręcisz się! - Dźgnęła ją za karę palcem w policzek, po czym wsunęła dobie do ust tym razem jedną dorodną truskawkę. A jaka ona była soczysta! Wytarła potem ręce i chwyciła za lutnię.
- Nie napisałam jeszcze całe tekstu. To trochę inna pieść od tych, które do tej pory pisałam. Miała być dla kobiet, które duże w życiu przeszły, lecz odkryły w sobie siłę, żeby walczyć o lepsze jutro. Nie jestem pewna jak ją zatytułuję, ale leci tak... - Przymknęła na moment oczy pozwalając, żeby melodia sama przez nią płynęła.
- Leżąc wśród bzów i jagód, w mych fiołkowych oczach płonie ogień. Tragiczne dziecię zrodzone w okrucieństwie i kalectwie, gdy nienawistny los odrzucenia zgina me serce. Lecz wtem zrobił się grom podczas burzy, gdy piorun przeszył niebo. Odrodzona w cierpieniu, znosząc dzielnie katusze, swą twarz odkryła w odłamkach rozbitego szkła. - Tu pojawiła się dłuższa przerwa muzyczna, po czym wznowiła swą pieśń. - Leżąc wśród bzów i jagód, w mych fiołkowych oczach płonie ogień. Rozerwana na części znów się zjednoczyła, by zostać żywym dziełem sztuki. Piękna i silna, z chaosem w sercu. Jej obsesją stała się siła, lecz wciąż poszukiwała czegoś jeszcze, gdy w fiołkowych oczach płonął ogień.
Po ostatnim szarpnięciu struny siedziała przez chwilę z zamkniętymi oczami, by dźwięk mógł samoistnie ucichnąć, lecz również zapuścić korzenie w słuchaczce. Sama Arya wlała tam wiele swoich doświadczeń, przez co piosenka miała dla niej wyjątkowe znaczenie. Bo już nie chciała być słaba jak kiedyś. Zamierzała walczyć na swój własny sposób, żeby stworzyć dla siebie dobre miejsce do życia.
- No więc tak... muzyka sądzę jest w porządku, ale nie do końca czuję słowa. Czegoś mi brakuje jeszcze... coś muszę poprawić, ale ciągle mi ucieka co.
Może powinna się z tym po prostu przespać? Czasami to pomagało. Albo po prostu napije się więcej herbatki, ot co! Szczególnie, że mieszanka od Alffiego była naprawdę przepyszna i przyjemnie rozluźniała.

Awatar użytkownika
Denadareth
- No wiesz! - oburzyła się Sarya. - Podawanie jakichkolwiek środków mężczyznom bez ich wiedzy i zgody jest całkowicie nieetyczne i... - Andurianka wybuchnęła śmiechem. - Och, potrafię kłamać, ale nawet ja nie potrafię tego powiedzieć z poważną miną. Oczywiście, że ci dostarczę parę buteleczek. Jako twoja stara ciotka muszę w końcu dbać o twoją cnotę. - Psotne ogniki zamigotały w oczach Saryi. - Skoro o wieku mowa, to muszę dodać, że niezmiernie mnie jednak cieszy, że jedynie "aktualnie" jesteś ode mnie młodsza. Byłoby zaiste straszne, gdyby był to stan permanentny.
Sarya uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła łyk herbaty. No, musiała przyznać, że trunek był niemal godny Taler. Cieszyło ją to. Nie dość, że napój pieścił podniebienie, to jeszcze znaczyło to, że było już dwóch mistrzów sztuki parzenia herbaty, od których mogła się czegoś nauczyć.
- Przepyszna herbata - nie mogła nie pochwalić napitku. - A herbata to chyba najlepszy napój na tego typu spotkanie. Nie można jej wypić za szybko, więc średnio się nadaje na spotkanie z kimś, z kim nie chcesz spędzać za dużo czasu. Ale z kimś takim jak ty? Sama przyjemność. I owszem, następne spotkanie ja organizuję. Nie, nie w moim mieszkaniu - zaśmiała się, zauważając spojrzenie koleżanki. - Mam malutką i ciasną klitkę, z kochanymi, ale dość wścibskimi sąsiadami. Zresztą... i tak więcej czasu spędzam w Domu Urody, niż w mieszkaniu. Ostatnio tam chodzę głównie, by nakarmić kotkę, nie żeby sama nie potrafiła się wyżywić. Myślałam nawet, czy by nie zabrać ją do Domu Urody, ale moje siostry by ją albo zagłaskały na śmierć, albo rozpieszczały tak, że zupełnie by o mnie zapomniała, ladacznica jedna. Chociaż przyznam, że przyjęcie w piżamach brzmi kusząco. Mam parę naprawdę ślicznych, których nie ma kto docenić.
- Tak, tańce to wspaniały pomysł - powiedziała. - Całe miasto będzie nasze. I oczywiście, że niezobowiązująco - Sarya mrugnęło do koleżanki. - Nie oddam cię byle komu i możesz być pewna, że sprawdzę każdego faceta, który będzie się do ciebie przystawiał. A jeśli coś z nim będzie nie tak... W Domu Urody mamy świetnych wikidajłów, którzy za uśmiech i drobny datek są chętni wykonywać także inne drobne zlecenia.
W rzeczy samej, po tym jak Arya musiała szukać schronienia w Domu Urody, Sarya poprosiła jednego z ochroniarzy Domu by "porozmawiał" z ojcem Aryi. Pomogło, jeśli nawet tylko na krótki czas. Niedługo później ojciec Aryi już nie żył, zamordowany. Sarya natychmiast porozpytywała wikidajłów, ale zapewnili ją, że nie mieli z tą śmiercią nic wspólnego, a ona im wierzyła. Miała teraz tylko nadzieję, że ani jej koleżanka, ani władze, nie spróbuję wiązać tej śmierci z Domem Urody.
- I o ile twoja lista wymagań wobec przyszłego mężczyzny twojego życia mogłaby zawstydzić herosów z legend - Sarya dodała szybko, by oddalić się od nieprzyjemnych wspomnień - to jedno mogę ci obiecać: tylko ktoś jednocześnie głuchy i głupi nie lubiłby słuchać twojego śpiewu. Z tego zaś co pamiętam, to ruszasz też się nie źle. Och, jakże dawno nie tańczyłam dla własnej przyjemności - Sarya westchnęła tęsknie.
O tak, kochała taniec. Czuła się wtedy taka wolna i pełna życia. Zapominała, że żyje, a jednocześnie czuła, że żyje pełnią życia.
- Oj, przez życie nie da się przejść bez odrobiny bólu i siniaków - odparła ze śmiechem, słysząc obawy Aryi. - A parafrazując anduriańskiego klasyka: może będzie cię bolało, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotowa.
Śmiech ucichł jednak, gdy Arya zaczęła grać i śpiewać i atmosfera spotkania zmieniła się całkowicie. Gdy przebrzmiały ostatnie nuty pieśni bardki, na dłuższą chwilę zapadła cisza.
- Podziwiam ten twój dar - Sarya wyszeptała. - Tworzenie muzyki, pisanie do niej słów. Och, mój głos do twojego się nie umywa, ale cośtam zaśpiewać potrafię, umiem też grać na paru instrumentach... ale to co ty potrafisz? To jest prawdziwy talent do muzyki.
Sarya uniosła filiżankę z resztą herbaty.
- Za kobiety, które podniosły się z upadku silniejsze niż były.
Spoiler:
Ostatnio zmieniony 04 sie 2022, 22:47 przez Denadareth, łącznie zmieniany 1 raz.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Na przekomarzanie się ciemnowłosej na temat wieku i moralności stosowania specyfiku, do którego stworzenia się wcześniej przyznała Arya tylko pokręciła głową z pobłażaniem. Nie ważne czego tamta by nie powiedziała, to mimo ich gierek doskonale się rozumiały i jedna drugiej pomogłaby bez wahania. Tak jak bardka w tym momencie widząc prawie pustą filiżankę koleżanki.
- Oj już mi tak nie słódź. Od tego mamy te delicje stojące na stole. Nasz gospodarz naprawdę się postarał. Myślałam, że jest starym dziwakiem, chociaż po prawdzie ciężko mi określi ile ma lat, ale jednak idealnie trafił w mój gust. - Po nalaniu Saryi herbaty chwyciła kolejne łakocie. Tym razem padło na babeczkę z kremem, którą ktoś z góry posypał jadalnymi błyszczącymi drobinkami. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie ubrudziła sobie nosa masą podczas wgryzania się w to kulinarne cudo.
- Wiesz... gdybyś kiedyś chciała zamieszkać z kimś to mam dwa wolne pokoje. Teraz dom wydaje mi się dużo za duży. Nie są to może arystokratyczne włości i trzeba włożyć sporo pracy, żeby zyskał na komforcie użytkowania, lecz mogłabyś sobie przerobić jedną izbę jak tylko chcesz. No i jak na pewno pamiętasz mam słabość do kociaków, więc nawet nie pobierałabym od Ciebie zbyt dużego czynszu. - Tu mrugnęła do niej porozumiewawczo. Prawdą również było jej zamiłowanie do futrzaków. Uwielbiała każdy rodzaj zwierzątka, które miało futro i nie więcej jak cztery odnóża. A takie koty? Mogłaby cały dzień siedzieć na fotelu z gromadką na kolanach i drapciać je za uszkiem. W sumie zostanie starą panną z własnym stadkiem nie brzmiało tak źle.
- Och? Nie oddasz? - Uśmiechnęła się do niej przewrotnie i założyła nogę na nogę. - Chyba umknął mi moment, kiedy oznajmiałaś, że masz mnie na wyłączność. - Chciała się z nią podroczyć, lecz zapewne wyszło to co najmniej śmiesznie pamiętając, że miała krem na nosie. - Lepiej te znajomości byś wykorzystała celem znalezienia jakiegoś fachowca, co by mi chałupę za pół darmo wyremontował. Najlepiej takiego, co pracuje bez koszulki i jest na co popatrzeć.
Pochwała Saryi odnośnie jej muzyki mile połechtała ego bardki. Sama nie była do końca zadowolona z obecnej formy utworu, lecz jeszcze go doszlifuje. W końcu nie musiała się śpieszyć. Sama decydowała co, kiedy i ile tworzyła. Aczkolwiek miłe było móc połączyć swoją pasję z pracą. Nie wiedziała tylko ile będzie się w stanie utrzymać ze śpiewu, bo ostatnio wyjątkowo krucho było u niej z oszczędnościami. Dodatkowo ludzie już nie rzucali jej tak chętnie monet na koncertach.
- Podobno kiedy moja mama śpiewała to wiatr niósł jej głos po całej okolicy docierając nawet to tych najbardziej zgorzkniałych. Lubiła grać pod kwitnącymi drzewami, to wtedy płatki wirowały wokół niej. Babcia mi to opowiadała. Podobno wyglądała wtedy... magicznie. - Uśmiechnęła się lekko sama do siebie. Nie pamiętała swej elfiej matki, lecz pokochała wyobrażenie wykreowane dzięki historiom słuchanym codziennie przed snem. Uniosła dłoń ku głowie i chwilę gładziła lekko szpiczaste ucho.
Wtem jednak w oddali mogły dojrzeć Elojzę z wyjątkowo niską istotką skrytą pod płaszczykiem. Gdy były już blisko kamerdynerka ukłoniła się wskazując dłonią stół ze słodkościami i odeszła. Nowoprzybyła nieco niepewnie ściągnęła w końcu kaptur z głowy. Sarya nawet jeśli się zdziwiła to zapewne szybko zakamuflowała to uczucie na swej twarzy patrząc na myszołaczkę o futerku białym jak śnieg.
- P...przepraszam za spóźnienie Aryo. Miałam pewne... trudności z dotarciem na miejsce. - Niepewnie zaczęła ugniatać rąbek swojej tuniki. Głos miała dźwięczny, acz ciężko było wyczuć w jakim była wieku. Wyglądem nie przypominała dziecka, lecz dorosła też do końca nie była. Spojrzała zaraz potem na czarnowłosą i skinęła jej na przywitanie. Była wyraźnie spięta. - Dzień dobry, jestem Crystal. Na pewno nie będzie Wam przeszkadzało, jeśli dołączę...?
Widać było wyraźnie jej zagubienie, brak pewności siebie i dużą niepewność. Prezentowała się jak... no cóż, myszka szykująca się do ucieczki. Nie dane jej było to jednak zrobić, bo bardka zaraz wstała ze swojego krzesła i podeszła do niej.
- Crystal! No, już zaczynałam się martwić! Chodź, specjalnie dla Ciebie zamówiłam sernik! - Na ostatnie słowo mysza zastrzygła uszami i zaczęła delikatnie węszyć w powietrzu. Tymczasem Arya kontynuowała kładąc rękę na plecach wąsatej delikatnie ją popychając w kierunku stołu. - Są takie małe, że akurat w sam raz na kilka gryzów! O te, z sosem malinowym na górze. - Od razu nałożyła jej jeden na talerzyk, postawiła go na miejscu naprzeciwko siebie i przy okazji nalała jej herbatki.
- A właśnie, Wy się chyba jeszcze nie znacie? Saryo, to Crystal. Crys, to Sarya. Crystal jest krysztalnikiem. To ona zrobiła ten piękny naszyjnik, którym Ci się ostatnio chwaliłam. Mówię Ci, że spokojnie mogłaby wygryźć wszystkich innych z branży i mieć monopol w Nimnaros! - Rudowłosa dopiero się zorientowała, że zaniedbała przedstawienie ich sobie, więc czym prędzej chciała to naprawić. Myszołaczka nieśmiało uśmiechnęła się do brunetki, a jej ogonek poruszał się za plecami raz w jedną, raz w drugą stronę. Co rusz zerkała też na przygotowany serniczek i widać było, że był to idealny sposób, żeby została z nimi na dłużej. Szczególnie, że tego ciasta było całkiem sporo na stole.

Awatar użytkownika
Denadareth
- Tak, ten pan Esposito to interesująca osoba - powiedziała Sarya, biorąc jedno z ciasteczek. Dbanie o linię nie oznaczało wyrzekania się wszystkich przyjemności. - Dobrze go znasz? I od dawna? Ale gust ma... odnośnie jedzenia, służących i przyjaciół.
Tylko doskonała zdolność panowania nad mimiką, powstrzymała Saryę od okazania zaskoczenia, gdy Arya wspomniała o zamieszkaniu razem. Nawet ta umiejętność, nie uratowała jej jednak od zakrztuszenia się ciasteczkiem.
- Zamieszkać razem? - zapytała, gdy w końcu przestała się krztusić i kaszleć.
Przez chwilę zastanawiała się, jak uprzejmie odrzucić tę propozycję, nie raniąc koleżanki. Zaraz jednak jakiś głosik szepnął: "czemu nie?". Im dłużej myślała, tym bardziej ten pomysł wydawał się mieć ręce i nogi.
- Bardzo dziękuję ci za propozycję - powiedziała. Owszem, propozycją ją zaskoczyła, ale sprawiła też jej niemałą przyjemność. - Musiałybyśmy się dogadać, odnośnie szczegółów, no i nie wykluczam, że ogarnięta szałem zawiści, otrułabym cię, gdyby moja kotka zdecydowała, że woli ciebie, ale... Cóż, pracy do domu nie biorę, o to nie musisz się martwić. Mężczyźni też raczej zapraszają mnie do siebie, niż chcą odwiedzać moje miejsce. Staram się na siebie na zwracać uwagi strażników i co bardziej pruderyjnych osób, więc staram się być możliwie bezkonfliktową i nudną współlokatorką i sąsiadką. No i mogłybyśmy w końcu łatwo zorganizować to przyjęcie w piżamach!
Z drugiej strony... mieszkanie z Aryą, oznaczałoby dzielenie życia z kolejną osobą, którą należałoby okłamywać. Kolejną osobą, którą lubiła na tyle, by czuć się winną - nawet jeśli tylko trochę - ilekroć ją okłamywała. No i nocne zajęcia Saryi - włamania i szwindle, mogły sprowadzić zagrożenie na bardkę, a tego Andurianka wolałaby uniknąć.
Zatopiona w myślach, Sarya z pewnym opóźnieniem zareagowała na to, co Arya zaczęła mówić o swojej matce. To zabawne, ale tak jak w wielu kwestiach się różniły, tak istniały między nimi pewne, często zaskakujące, podobieństwa. Matka Saryi również miała śliczny głos. Andurianka już otwierała usta, by to powiedzieć, gdy zauważyła najnowszego gościa.
- No, no, no - rzuciła. - A już myślałam, że te wszystkie smakołyki są tylko dla nas dwóch.
Widok... myszołaczki... zaskoczył Saryę, ale starała się nie dać tego po sobie poznać. Miała już kontakt ze zwierzołakami, a jeden z klientów także zafundował jej - myśląc zapewne, że sprawia jej tym samym wielki zaszczyt i przyjemność - na jedną z walk Futrzaka. Nigdy jednak chyba nie widziała istotki, która wydawała się taka bezbronna.
- Bardzo mi miło - powiedziała, wstając i delikatnie obejmując nowoprzybyłą. - Krysztalniczka o imieniu Crystal? To pseudonim artystyczny, czy pani matka widziała przyszłość?
Tu aż prosiło się o delikatny żart na temat tego, że dobrze, że Sarya nie używała jako imienia nazwy wykonywanego przez siebie zawodu, jednak nie wiedziała, czy Arya chciała się dzielić z myszołaczką informacją o pracy, jaką wykonywała Andurianka. Bywały osoby, które nie miały ochoty przebywać z "damami lekkich obyczajów" i chociaż Sarya nie sądziła, by jej koleżanka zaprosiła kogoś takiego, wolała być ostrożna.
- Widziałam naszyjnik, o którym mowa - zawołała zamiast tego. - Wspaniała robota! Chyba będę musiała zamówić coś u pani!
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Zbombardowana lawiną pytań Arya przez chwilę nic nie mówiła skupiając się na smaku herbaty, by następnie spojrzeć w niebo zamyślona.
- Nie do końca. On jest... moim sponsorem? Patronem? Pewnego razu usłyszał jak śpiewam i stwierdził, że jestem diamentem, który może pomóc oszlifować, czy coś w ten deseń. Wiesz, tekst jak przy słabym podrywie. Ale pomaga mi się szkolić w tym co robię. Ma niesamowicie wielką bibliotekę, w której mogę przesiadywać i szukać inspiracji do nowych piosenek. Płaci za moje lekcje gry na nowych instrumentach. Jest... dziwny. Skrajnie ekscentryczny z chwilowymi epizodami normalności, ale czasami jak nie usłyszę, że podchodzi mnie od tyłu to mało nie dostaję ataku serca.
Zadrżała na samą myśl. Nigdy nie dał jej powodu do strachu, jednak bywały momenty, kiedy czuła się mocno niepewnie w jego towarzystwie.
- Ale jedno wiem na pewno - dba o sztukę wszelkiego rodzaju. Organizuje imprezy dla arystokracji i prostego ludu, sam wiele potrafi. Dlatego jak dowiedział się o moich planach spotkania z wami to on sam zaproponował, żebyśmy skorzystali z jego posesji oraz wyśmienitego kucharza.
Co jak co, ale była przykładem kobiety, którą można niemal do wszystkiego przekupić jedzeniem. Wystarczyła myśl o spróbowaniu owocowych pianek i już się zgodziła.
Z kolei reakcja Saryi na jej propozycję zamieszkania razem co najmniej ją rozbawiła. Założyła nogę na nogę i z zaciekawieniem przyglądała się głowiącej przyjaciółce co rusz mocząc usta w naparze.
- Otruła mówisz? Szczerze wątpię, bo nie mogłabyś wtedy raczyć się moimi cudami kulinarnymi. Doskonale wiem, że szalejesz za moim plackiem z warzywami i nie wmówisz mi, że jest inaczej. - Zaśmiała się krótko, po czym odstawiła filiżankę i podparła brodę na ręce. -Brzmisz jakbyś już zaczynała się z czegoś tłumaczyć. Sar, nie musisz. Nigdy Cię o nic nie wypytywałam i nie zamierzam tego robić. Po prostu rzuciłam pomysł. Nawet jeśli nie chcesz wprowadzić się na stałe to nie mam nic przeciwko, gdybyś wpadała co jakiś czas. Ja... zwyczajnie źle się czuję w tak dużym domu w pojedynkę.
Wyznawszy o co jej naprawdę chodziło westchnęła i przez chwilę obie siedziały w ciszy słuchając szumu drzew i obserwując małego ptaszka, który kilka metrów dalej szukał czegoś w trawie, co przerwała Elojza z kolejnym gościem. O ile pojawienie się Crystal nie było jakieś bardzo huczne, tak przynajmniej odwróciła ona uwagę dziewczyn od trudnych tematów. No i Sarya musiała się nieco nagimnastykować, żeby przytulić Myszę, bo ta przeciętnemu człowiekowi sięgała mniej więcej do kolan. Była niewielką istotką. Na tak drastyczne zakłócenie jej prywatnej przestrzeni nieco się spięła, lecz nie chcąc wyjść na niegrzeczną również lekko objęła czarnowłosą - tyle ile była w stanie.
Jedno było jednak pewne, słodkości potrafiły uszczęśliwiać. Gdy uszczknęła pierwszy kawałek sernika na jej pyszczku jawił się wyraz błogości i czystego uwielbienia, na co bardka cichutko zachichotała. Sprawdził się stereotyp, że gryzonie (nawet tak urocze jak Crys) lubiły serki.
- Nie, to ojciec wybrał mi to imię. Kiedyś... dużo przeszłam. Ale jak zobaczyłam go pracującego z kryształami podobno pierwszy raz od dawna się czymś zainteresowałam. - Wyjawianie traumatycznej przeszłości nowopoznanym osobom nigdy nie było łatwe, więc postawiła się mocno ograniczyć. A fakt faktem nawet nie miała pojęcia kim była jej matka... lub czy w ogóle kiedykolwiek takowa istniała.
- Jestem Crystal, nie pani! - rzekła Mysza, po czym zamyśliła się patrząc na Anduriankę. - Tobie pasowałoby złoto... bursztyny, rubiny, czerwony koral... Ale nie takie mocne, bo i tak jesteś piękną kobietą. Mocna biżuteria byłaby zbyt przytłaczająca, ale taka delikatna podkreśliłaby by Twoją urodę - zawyrokowała i z zadowoleniem napiła się herbaty. Aż jej wąsiki drgnęły, kiedy posmakowała pysznego płynu! Radośnie zaczęła machać nóżkami w powietrzu.

Awatar użytkownika
Denadareth
- Och, sponsorem? Też mam paru "sponsorów", wiem co masz na myśli - Sarya uśmiechnęła się najpierw delikatnie, a potem roześmiała nieco głośniej. Jednak jedna z rzeczy, wspomnianych przez Aryę, zaintrygowała Anduriankę. - Biblioteka, powiadasz? No, no, no... uwielbiam mężczyzn obdarzonych wielką biblioteką.
Żart był relatywnie niskich lotów, ale mówiła szczerze - kochała biblioteki i księgi.
- Widzę, że będę musiała się do ciebie uśmiechnąć, byś załatwiła mi wizytę w bibliotece pana Esposito - powiedziała w końcu.
Sarya zamyśliła się na chwilę, gdy Arya dalej poruszyła temat wspólnego mieszkania. Nie była co do tego przekonana, jeszcze nie, ale miała nadzieję, że jej koleżanka nie wycofa jeszcze propozycji. Nie chciała jednak na ten temat rozmawiać przy nowym gościu.
- Dziękuję za komplement, Crystal. Bardzo miło mi cię poznać - powiedziała. - I owszem, muszę przyznać, że bardzo lubię zarówno bursztyn, jak i rubiny. Niestety, tak wiele biżuterii dostaję od różnych mężczyzn, że aż nie chce mi się czasem kupować sobie... a nie każdy facet ma dobry gust jeśli chodzi o tego typu zakupy. Może będę kiedyś musiała przynieść parę przedmiotów i prosić cię o wprowadzenie ulepszeń i przeróbek.
Sarya pociągnęła łyk cydru. Dobrze, że Crystal przyszła, zanim się wypiła więcej trunku. Inaczej jeszcze by uznała, że biała myszka - tudzież myszołaczka - jest halucynacją wywołaną przesadzeniem z ilością alkoholu.
- Arya nigdy mi o tobie nie wspominała, Crysta - Sarya zwróciły się do nowoprzybyłej. - Skąd się znacie?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Nie dziwiła się, że zainteresowała Saryę biblioteką. Często dyskutowały o różnych książkach i to bynajmniej nie tylko o tych o miłości. Bardka na przykład lubowała się w przygodach, magii, niesamowitych zwierzętach... i dużych złych chłopcach, którzy dla kobiety byli jednak dżentelmenami. Wiadomo w końcu, że łobuz kocha najmocniej, a zakazy owoc kusi z niesamowitą siłą.
- Jeśli chcesz się wprosić do jego biblioteki to mogę dać Ci kilka lekcji śpiewu - rzekła chwytając się za podbródek niczym wielki łowca talentów i przyglądając się jej krytycznie. - Tak, masz dobre ciało i umiesz nim ruszać. Stworzymy Ci jakąś choreografię, to kto wie? Może Pan Aldonzo zechce i Ciebie sponsorować?
Temat ten się już jednak zakończył i Sarya nie miała szansy odpowiedzieć na zaczepkę koleżanki. Ba! Skupiona na rozmowie z myszołaczką czarnowłosa widziała tylko kątem oka jak bardka co rusz podkłada jej na talerzyk jakieś dobroci. A to winogronko, to muffinka, to kawałek arbuza. Była też na tyle bezczelna, żeby na pytające spojrzenie koleżanki tylko szeroko się uśmiechnąć i dołożyć jej jeszcze małą bezę.
Crystal za to wcinała swój kawałek sernika i wyraźnie ucieszyła się z możliwości porozmawiania z kolejną osobą, która była dla niej miła i podzielała jej zainteresowanie.
- Z przerobieniem nie będzie problemu. Mogę przetopić metalowe części, żeby powstała bransoletka czy pierścionki. Z łańcuszkami byłoby więcej pracy, więc też musiałyby być trochę droższe, jednak też jestem w stanie zrobić. Wszystko w zależności czym dysponujesz i na co byś miała ochotę. Możemy też zrobić szkic tej nowej biżuterii, wtedy lepiej się umówimy w kwestii szczegółów! - Widać było, że mimo płochliwego usposobienia Crys ma w sobie pasję rzemieślnika oraz potencjał na sprzedawcę... gdyby była jeszcze na tyle pewna siebie, żeby nie schodzić z ceny.
Słysząc pytanie Saryi tym razem bardka wtrąciła się do dyskusji akurat przełykając truskawkę oblaną naprzemiennie białą i ciemną czekoladą. Gdzie ona to wszystko mieściła i jakim cudem dalej pozostawała taka szczupła?!
- Wiesz, że często śpiewam na Złotej Ulicy, prawda? Wielu rzemieślników, ale również prostych ludzi parających się rękodzielnictwem co jakiś czas sprzedaje tam swoje wyrobi. Pewnego razu widziałam, jak grupka kobiet napastowała Crys, żeby oddała im swoje cudeńka praktycznie za darmo! Wyobrażasz sobie? To ten typ wymalowanych pustaków, które nic w głowie nie mają, a jeszcze żerują na innych. Udałam więc pannę z dobrego domu i oznajmiłam, że przygotowany towar czekał na mnie, jestem panną z dobrego domu i niech nawet nie myślą położyć rąk na mojej własności. Opłaciły się lekcje aktorstwa! Trochę podskakiwały, ale w końcu dały za wygraną, a ja dzięki temu dostałam rabat na piękny naszyjnik. Ale by nie było, ja kupiłam go za uczciwą cenę! Za to od tego momentu co jakiś czas spotykamy się z Crys, prawda? - Spojrzała na myszołaczkę szukając potwierdzenia, a ta z pyszczkiem pełnym sernika pokiwała radośnie głową.
Widać, że im dłużej z nimi rozmawiała tym bardziej się rozluźniała. W końcu odłożyła widelczyk na pusty już talerzyk i tym razem to ona machając bezwiednie ogonkiem z zadowolenia zagadnęła Saryę.
- A Pani czym się zajmuje? Jest Pani taka ładna, że pewnie jest jakąś modelką dla uczących się malarzy lub innych artystów?
Odpowiedziała jednak znów Arya. Coś ostatnio dużo się wcinała w dyskusje.
- Satya pracuje w Domu Urody. No wiesz... To ten budynek gdzie są masaże, kobiety chodzą się pomalować, zrobić wymyślne fryzury a Panowie wypić nieco alkoholu w miłym towarzystwie a nie upijać się na umur jak w karczmach.

Awatar użytkownika
Denadareth
A więc Sarya miała rację i Arya wolała się nie dzielić informacją, czym zajmuje się jej koleżanka. Nie miała jej tego za złe. I tak miała bardziej otwarty stosunek do zawodu Aryi niż wielu innych ludzi, także tych, którzy korzystali z jej usług. Do tego myszołaczka wydawała się dziwnie niewinna, więc Sarya nie chciała być tą, która ją tej niewinności pozbawi.
- Tak - powiedziała, uśmiechając się promiennie do Crystal. - Oczywiście w imieniu Domu Urody zapraszam cię do nas. Może i nie jesteśmy tanim przybytkiem, ale bez względu na to, czy masz ochotę na masaż, zabiegi, makijaż, fryzurę czy po prostu odrobinę relaksu, nie znajdziesz lepszego miejsca w całym mieście. Nie wspominając, że znalazłabyś tam na pewno wiele potencjalnych klientek na swoje wyroby. A w ogóle to ty też nienajgorzej zgadłaś - dodała. - Owszem, parę razy zdarzało mi się pracować jako modelka dla paru malarzy.
Nie dodała, że najczęściej pozowała nago, a ostatnim razem wprawdzie sam obraz był stosunkowo niewinny, ale zgodziła się na pozowanie w gabinecie artysty po to, by przeprowadzić w ten sposób rekonesans przed późniejszą kradzieżą.
- Trochę dziwne, że nie słyszałam o tak świetnej rzemieślniczce - zauważyła Sarya. - Musisz zdecydowanie lepiej promować swoje wyroby. Jeśli ten naszyjnik, który pokazywała mi Arya jest wyznacznikiem, to naprawdę powinnaś już opływać w bogactwo.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Heinreich
Alffie obserwował przyjęcie dla pań, które odbywało się w jego ogrodzie z niewielkiego okienka na strychu. W dłoniach trzymał kieliszek z specjalnie przyszykowanym dla niego winem, które to z wyraźnym zadowoleniem sączył. Na sobie miał czerwony szlafrok z różnokolorowe poziome pasy z ozdobnym sznurem jako pasek. Tuż za jego plecami znajdowała się jego ukryta kolekcja wyjątkowych i niepowtarzalnych okazów fauny i nie tylko.
W jednej z klatek znajdował się okaz niepasujący do pozostałych. Była to dziewczynka o bladej skórze pokryta drobnym niczym meszek futerkiem. Miała ona turkusowe, kręcone włosy sięgające do szyi, czarny króliczy nosek i długie zajęcze uszy, które lśniły, i mieniły się różnymi kolorami. Jej oczy były duże i intensywnie fioletowe z poziomą źrenicą jak u kota, ozdobione długimi czarnymi rzęsami. Na sobie nosiła czarną, grubą koszulę z równie grubym doczepianym kapturem oraz znacznie za długimi rękawami, które tarzały jej się po podłodze podczas chodzenia. Szwy koszuli zrobione były z fioletowej grubej nici, która została zszyta w charakterystyczne trójkątne wzory. Z pozostałych części ubiory ma na sobie purpurowe, luźne spodnie z geometrycznymi wzorami sześciościanów przeplatającymi się ze sobą, a na stopach wiązane japonki.
Dziewczynka siedziała w wyłożonej wykładziną, dużej klatce niczym dla ptaków. W środku posiadała liczne poduszki, kocyki oraz zabawki dla jej wygody. Jednak na tą chwilę nie obchodziły jej przedmioty jakie miała przy sobie, a to na co spoglądał jej Arlekin.
- Alffie... one się tam fajnie bawią. Ja też chce tam pójść, proszę pozwól. Będę grzeczna, obiecuje, że zostawię ich myśli w spokoju. - Spytała się go, robiąc do niego duże oczka niczym ten kot z ballady o zakochanym Ogr'u. To była zaiste podła taktyka, gdyż dobrze wiedziała, że bycie uroczym jest wielce ciężkie do zniesienie dla Aldonzo. Mimo to wyraźnie ucieszyła się gdy ten kiwnął głową ciężko wzdychając. Uniosła wesoło ręce do góry w zwycięskiej pozie, unosząc je ponad swoje uszka. Następnie wzięła pod pachę przytulanke, którą był jej królik z nadmierną ilością oczu-guzików i zbliżyła się do klatki. Mimo, że przestrzeń pomiędzy prętami była mniejsza niż pół metra w niezrozumiały i lekki sposób przedostała się na drugą stronę jakby jej ciało na ułamek sekundy zyskało konsystencje galaretki by po chwili wrócić do jej normalnej postaci. Zadowolona podbiegła do Gospodarza Esposito i spojrzała się do góry by móc zerknąć mu prosto w oczy.
- A ty byś się umył, bo masz strasznie brudne myśli. Papa. - Rzekła mu na odchodne i zbiegła prędko na dół, by po chwili znaleźć się na ogródku gdzie odbywało się spotkanie przy herbatce.
Pierwotnie wypełniona szczęściem i zadowoleniem, że mogła wyjść na zewnątrz nagle posmutniała i stała się osępiała, zdając sobie sprawę, że nie zna tych osób, a one nie znają jej. Jak na nią zareagują? Czy oby na pewno ją polubią? Czy nie wyda im się dziwna? Czy nie wyśmieją jej, za nie rozumienie wielu rzeczy? No właśnie! Czy nie będą się z niej głośno śmiać?! Nie chciała tego! Bała się tego! Chciała tu przyjść by dobrze się bawić, ale teraz nie wiedziała czy to jest dobra decyzja.
Jej uszka oklapły na dół, a ona spuściła wzrok wypełniona negatywnymi myślami. Zasłoniła swoją twarz za kapturem i przytuliła się mocniej do swojej przytulanki, a rękawy jej koszuli(bluzy) zwisały po trawie za nią. Zaczęła pomału się cofać z powrotem do budynku idąc tyłem, mimo iż pewnym było, że dziewczyny zdążyły ją zauważyć.

Awatar użytkownika
Dahlien
Słuchając o Domie Urody Crystal wyglądała na zmieszaną i mocno niezdecydowaną. Z jednej strony kusiło ją, żeby kiedyś się tam wybrać, lecz z opowieści było to raczej miejsce spotkań wielu ludzi, a ona wśród tłumów nie czuła się do końca dobrze.
- Nie wiem... nigdy tam nie byłam. Może kiedyś, w jakichś godzinach gdy nie będzie tam zbyt dużo osób... - I tak wyjście na to herbaciane przyjęcie było z jej strony i tak dużym wyjściem ze swojej strefy komfortu. Nie żałowała jednak, bo mogła cieszyć się przepysznym serniczkiem!
Na zachwalanie Saryi spłonęła rumieńcem, chociaż przez śnieżnobiałe futerko raczej nie było tego widać. Uśmiechnęła się za to speszona, lecz w równej mierze szczęśliwa. Jeszcze nigdy nie miała koleżanek, które by ją chwaliły!
- Nie do końca wiem jak... gdy coś zrobię i nazbiera się trochę towarów po prostu idę na Złotą Ulicę i pokazuję co mogę ludziom zaoferować. Tylko oni się zawsze chcą targować... a potem krzyczą, gdy nie chcę się zgodzić, więc nie pozostaje mi nic innego, jak po prostu sprzedać towary o wiele taniej. - Nie miała w sobie za grosz pewności siebie. Nauczona ciągłej ucieczki nie potrafiła walczyć o swoje, chociaż zawsze bardzo tego żałowała. Chciała się zmienić, lecz nie wiedziała w jaki sposób. Ojciec jej zawsze mówił, by żyła nie krzywdząc innych, dlaczego więc inni to robili? Było wiele kwestii, których nie rozumiała, lecz musiała sobie jakoś radzić.
W tym czasie Arya popijała herbatę obserwując z zadowoleniem, jak jej mysia przyjaciółka prowadzi chyba najdłuższą rozmowę od długiego czasu z kimś, kogo dopiero poznała. Zależało jej, by Crystal dziś przyszła właśnie po to, żeby nauczyła się prowadzić dialog z obcymi. Wiedziała, że Sarya będzie dla niej miła, tak więc stanowiła idealną partnerkę do takich lekcji.
Wtem nieopodal ich bardka zobaczyła kolejną postać. Sądząc po wzroście już myślała, że oto dotarła do nich zaproszona druidka,
jednak ta istotka w żadnym przypadku nie przypominała niziołki. Uniosła więc dłoń do góry i pomachała do niej.
- Witaj! Chcesz się przyłączyć? Mamy ciastka i pyszną herbatę. - Dziewczynka (bo chyba raczej była stosunkowo młoda) zdawała się być na pierwszy rzut oka podobna do Crystal, a że Arya dużo czasu spędzała pomagając opiekować się nad dziećmi, to odruchowo ją zaprosiła. Wstała ze swojego miejsca biorąc po drodze babeczkę z kremem i owocami, po czym podeszła do króliczki kucając tak, żeby ich oczy znalazły się na podobnym poziomie. - Chcesz? Naprawdę jest przepyszne. Chociaż uwaga, bo przed chwilą zjadłam ich już całkiem sporo i mocno się zasłodziłam. Ale wiesz co? Warto. - Roześmiała się serdecznie podając smakołyk nieznajomej. Miała nadzieję, że pozostałe dziewczyny nie będą miały nic przeciwko, chociaż wnioskując po tym, jak Crystal nieśmiało machała do nowo przybyłej nie powinno być z tym problemów.

Awatar użytkownika
Heinreich
Dziewczynka z początku odwracała wzrok, chowając się za swoim kapturem. Nie spodziewała się takiej nagłej i pozytywnej reakcji przez co nie wiedziała sama jak zareagować. Bała się wciąż, że powie coś czego nie powinna i dobroć kierowana w jej kierunku szybko przemieni się w gorycz oraz niezadowolenie. Ale nie mogła pozwolić sobie na poddawanie się tym negatywnym myślom. Nie po to dostała rzadką okazję na spotkanie nowych osób by teraz wrócić do swojej klatki izolując się z powrotem przed wszystkimi. Musiała zmusić się by być bardziej dzielna.
Zerknęła spod kapturka na Arye starając utrzymać swoje purpurowe oczy na wzroku dziewczyny. Przez drobny moment by dodać sobie otuchy zaczęła rozszerzać granice swojego umysłu delikatnie muskając nim rozum rudo-włosej. Gdyby tylko mogła poznać jej wnętrze oraz myśli szybko poczułaby się pewniej wiedząc dokładnie z kim ma do czynienia. Każde wspomnienie, myśl, uczucie leżałoby na jej wyciągniecie ręki. Wystarczyło sięgnąć...
NIE! - Krzyknęła wewnątrz własnego umysłu zmuszając go by cofnął się z powrotem do jej ciała. Obiecała, że nie będzie tego robić. To nie jest dobre! Nie powinna robić tego z każdą napotkaną osobą! Musiała nauczyć się poznawać innych za pomocą słów. Spędzając z nimi czas i czyniąc wspólnie różne rzeczy oraz przygody. Odkrywać kim ktoś jest powoli i stopniowo tworząc między sobą więzi większe niż telepatia! A przynajmniej tak uczyła ją jej Mama. No i nawet Alffie mówił, że poznawanie ludzi bez wkradania się do ich głowy, to prawdziwy skarb, pełen niespodzianek i cennych chwil. Dlatego nie może się poddać!
Potrząsając gwałtownie głową pozbyła się ochoty(póki co] na inwigilacje i skupiła się na zachowaniu Aryi, która to zamierzała poczęstować ją jakimś smakołykiem. Babeczka wyglądała bardzo smakowicie.
- Tak. - Odpowiedziała lekko zachrypniętym głosikiem i wzięła wypiek z jej rąk. Trzymała jej w dłoniach, które wciąż były schowane w przydługich rękawach, obserwując na przemiennie to ciastko to Arye, nie wiedząc do końca czy tak powinna się zachować czy też istniała jakaś nieznana jej etykieta na tym przyjęciu. Ostatecznie ugryzła babeczkę, a jej uszy zastrzykły do góry. Było bardzo słodkie i bardzo smakowało to jej. Po tym nieśmiałym kęsie szybko dojadła słodycz do końca, obawiając się, że ktoś mógłby jej go zabrać.
- Dziękuje. Jestem... to znaczy nazywam się.... tego mówią na mnie...Ya. W sensie nie Ya, jako "Ja", a Ya. To skrót od pełnej nazwy. A ty... to znaczy wy? Jak macie na imię? Czy naprawdę mogłabym z wami tu posiedzieć? Smaczne rzeczy tu macie... oczywiście nie chce się narzucać... czy coś. - Powiedziała Ya nieśmiało łapiąc swojego pluszaka i bawiąc się jego uszkami, zaginając je i rolując w palcach na uspokojenie.

Awatar użytkownika
Dahlien
Bardka uśmiechnęła się serdecznie do dziewczynki i pokiwała głową z zadowoleniem, kiedy ta zjadła babeczkę.
- Widzisz? Mówiłam, że jest bardzo smaczna. Możesz do nas śmiało dołączyć. Mamy również lemoniadę i herbatę do picia.
Gestem wskazała stół zachęcając ją, żeby wraz z nią podeszła do wolnego krzesła. Crystal w tym czasie zeszła ze swojego i przydreptała do nich. Stojąc naprzeciwko króliczki zaczęła niepewnie ugniatać rąbek tuniki w łapkach, po czym speszona posłała jej niepewny uśmiech.
- Jestem Crystal, miło Cię poznać. - Zastrzygła uszkiem, a ogonek za jej pleckami merdał się powoli to w jedną stronę to w drugą.
- No tak, wybacz mi! - Bardka dopiero zdała sobie sprawę, że w ogóle się nie przedstawiła. - Mam na imię Arya, jestem bardką. To jest Crystal, która pracuje z kryształami i tworzy naprawdę prześliczne rzeczy. Z kolei ten łasuch przy stole... - tu wskazała na czarnowłosą skupioną na kieliszku cydru - ...to Sarya, kobieta wielu talentów. Jest artystką, uzdolnioną masażystką i chyba tak naprawdę każdym, kim w danym momencie ma ochotę.
Mówiła ze szczerym podziwem, bo naprawdę ceniła sobie Saryę i podziwiała jej zaradność życiową.
- Nie widziałam Cię tu chyba wcześniej. Jesteś w odwiedzinach u Pana Aldonzo? - Zapytała rudowłosa odsuwając dziewczynce krzesło tuż obok Crystal. Coś czuła, że te dwie mogą się polubić.

Awatar użytkownika
Heinreich
Ya poczuła się już nieco lepiej czując wyraźne słowa zachęty. Choć nadal w środku odczuwała dyskomfort, a nawet lekkie ataki paniki tak starała się ona trzymać je na wodzy. Tak długo jak zostanie poddana zbyt dużej stymulacji, tak długo da radę utrzymać swój temperament. Kiwając na porozumienie główką, przysiadła się na wskazane miejsce, kładąc swojego króliczka na kolanka. Stół był pełen równie słodkich i pysznych rzeczy co tamta babeczka co wywołało u niej lekkie podekscytowanie. Nawet jeśli nie było to najbardziej pożywne ani tym bardziej zdrowe pożywienie to jednak jego smak był czymś z czym nie można było walczyć rozsądkiem.
Gdy dostrzegła Myszołaczke, uszy dziewczynki nastawiły się w jej kierunku mieniąc się kolorami czerwieni oraz fioletu podobnie do kameleona. Wpatrywała się w nią zaciekawieniem, a nawet powszechnym zadowoleniem. Otóż miała przed sobą fascynujący przykład pracy wielkiego stworzenia! Hybryda tak niewielka, a jakże pełna potencjału i talentów. Chciała ja poznać, choć zawstydzenie wciąż nie pozwoliło jej na większe wyrażenie się prócz kiwnięcia głową. Do innych także kiwnęła głową gdy zostali jej zaprezentowani. Miała ochotę schować się głębiej za kapturem, by ukryć swój wstyd, ale jednocześnie chciała dobrze się bawić. Ach te konflikty wewnętrzne.
- Aldonzo? W sensie Alffie? Czy w odwiedzinach? No... niby tak. Odwiedzam mieszkając u niego. Potrzebuje mnie teraz i w ogóle. Poza tym rozumie moje zadanie i nie potępia mnie za to. To bardzo... miłe. - Odpowiedziała na pytanie spoglądając raz na Crystal raz na Arye. Nie wiedziała za bardzo na kim na skupić wzrok, bo chciała mówić do obu jednocześnie co za bardzo nie było możliwe. No może dla niej i było to możliwe, ale chciała zachować normalną atmosferę. Nie chciała nikogo zrazić do siebie.
Pozwoliła sobie wziąć filiżankę z herbatą i spróbować ją bez pytania. Miała nadzieje, że taka czynność nikogo nie urazi. Dopiero teraz zauważyła lepiej Sarye, przyglądając jej się bardziej. Wydawała jej się bardzo fajna, zadbana i na dodatek jej ubiór oraz maniera bardzo przypominało jej o mamie.
- Jesteście wszystkie kobietami prawda? Znaczy to oczywiste, że jesteście. Ale mi chodzi o to... no, że umiecie się przyzwyczaić...znaczy jeśli chodzi o bycie kobiecą. Co to znaczy być prawdziwą kobietą? Moja mama była wspaniałą kobietą o pięknym umyśle. Mimo, że była religijna to wciąż była dla mnie dobra, ale nie zdążyła mi powiedzieć wszystkiego. Jak powinna czuć się kobieta?- Zapytała bardzo wstydząc się tego co właśnie powiedziała. Miała ochotę zakopać się pod ziemię z zażenowania tak bardzo, że nawet nie zauważyła jak część herbaty wylała się jej na rękawy. Wtedy też zauważyła, jak bardzo pobrudziła sobie(znowu) rękawy po trawie, a teraz na dodatek jeszcze plamy od herbaty. Chcąc to szybko naprawić, by dziewczyny nie pomyślały o niej jak o jakimś flejuchu, zaczęła wycierać ślady za pomocą chusteczek ze stołu.

Awatar użytkownika
Denadareth
- W takim razie powinnaś zrobić coś, co zrobiła jedna z moich sióstr, gdy zaczynała karierę - Sarya powiedziała do myszołaczki. - Często klienci chcieli zapłacić jej za świadczone przez nią usługi mniej niż było to ustalone na początku, albo w ogóle nie chcieli płacić... i to po przyjęciu usługi. Więc zatrudniła bardzo miłego, bardzo silnego pana, który targował się w jej imieniu. Nawet biorąc pod uwagę, że musiała mu płacić, jej zyski podskoczyły znacząco. Oczywiście nie musisz zatrudniać mięśniaka, chociaż to nigdy nie zaszkodzi, wystarczy ktoś, kto będzie twarzą interesu i sprzedawcą.
Sarya już miała kontynuować udzielanie rad - zaiste, naprawdę zamieniała się w ciotunię, gdy pojawiła się nowa postać. No, no, no, impreza robiła się coraz ciekawsza.
- Bardzo miło mi panią poznać, Ya - przywitała się, przez chwilę niepewna, czy kogoś tak młodego tytułować panią. - Arya jest zbyt łaskawa, ona i Crystal również mają wiele talentów.
Coś w nowoprzybyłej sprawiło, że Saryę przeszedł dreszcz. Pytanie, jakie zadała, również było... interesujące.
- Mogę mówić tylko za siebie, ale owszem, jestem jak najprawdziwszą kobietą - odparła Sarya. - A odnośnie tego, jak kobieta powinna się czuć... - Andurianka pochyliła się do przodu. - Jak. Tylko. Chce. - Zaraz się uśmiechnęła nieco szerzej. - Rozumie twoje zadanie? Cóż to znaczy?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Myszołaczka wysłuchała rady Saryi i otworzyła oczy ze zdumienia. Że też wcześniej o czymś takim nie pomyślała! Gdyby znalazła pośrednika ona mogłaby się skupić na tym, co kochała najbardziej, tj. pracy z kryształami i innymi kruszcami, a ktoś w jej imieniu mógłby to sprzedawać. Dzięki temu skończyłyby się sytuacje, kiedy musiałaby oddawać swoje wyroby za marne grosze.
- Ma Pani rację, to bardzo cenna rada. Bardzo dziękuję, Pani Saryo!
Wracając jednak do nowoprzybyłej Crystal jednocześnie zawstydzona i wyraźnie zainteresowana siedziała już przy stole obok Ya'i i uśmiechała się do niej nieśmiało. Chciała jakoś zagadać, lepiej się poznać, ale nie do końca wiedziała jak. W końcu nigdy się do tej pory nie spotkały. Z Aryą było łatwiej, bo ona sama zagadywała i jej to w ogóle nie dało się nie lubić. Ale Myszołaczka była nieśmiała. Jak miała sama utworzyć przyjaźnie? Zauważając, że i króliczka się jej przygląda znów spaliła buraczka, by skupić się na swoim talerzu. Potem znów spojrzała na dziewczynkę i znów na talerzyk z ciastem. Właśnie! Serniczek! Przecież nie można nie lubić serniczka! Dlatego wzięła kawałek serniczka na czysty talerzyk i przysunęła do drugiej dziewczynki.
- M...może chciałabyś spróbować? Ja bardzo lubię serek. T...to znaczy serniczki... - Speszona szybko zabrała łapki po postawieniu porcji łakocia przed Ya'ją.
Na pytanie dziewczynki Arya chwyciła się za podbródek wyraźnie zastanawiając się nad odpowiedzią.
- To trudne pytanie i chyba tak naprawdę nie ma na nie dobrej odpowiedzi, bo to będzie zależało od osoby, którą o to zapytasz. Z jednej strony kobieta może być delikatna, pozornie słaba, ale o wielkim sercu. Inna zaś mogła się nauczyć pojedynkować, mieć niezłomny charakter i walczyć o dobro tych, na których jej zależy. Jeszcze inne są skore do poświęceń, żeby innym żyło się lepiej. Najczęściej jako kobiety chcemy się podobać innym, dlatego dbamy o swój wygląd. Mężczyźni lubią, kiedy mogą zawiesić oko na zadbanej damie, ale tu najpewniej poza zwykłym zamiłowaniem estetyki mogą mieć na myśli swoją... no cóż, naturę. Jak dla mnie bycie kobietą to życie w zgodzie z samym sobą, dbanie o własne ciało oraz by robić takie rzeczy, których potem nie będziesz żałować. Chociaż ta rada równie dobrze może przydać się i mężczyznom. - Uśmiechnęła się do niej przepraszająco. Wątpiła, żeby taka odpowiedź spodobała się dziewczynce, ale przynajmniej mówiła szczerze według tego, co czuła.

Awatar użytkownika
Heinreich
Widząc podany serniczek od niewielkiej hybrydy, skończyła sprzątanie(jako tako) swoich rękawów i spojrzała się wdzięcznie na ciastko. Wyglądało apetycznie i na dodatek zostało polecone przez nie byle kogo, dlatego też kiwnęła głową w jej stronę obdarzając ją lekkim nieręcznym uśmiechem. Miło jej było siedzieć obok kogoś, kto także nie był wprawiony w takie przyjęcia, a przynajmniej na to wyglądało. Zaczęła zajadać łyżeczką ciasto w między czasie wysłuchując co mają do powiedzenia pozostała dwójka.
Słysząc opowieści(zarówno te krótkie jak i dłuższe) o zachowaniu kobiety, Ya nabrała znacznie większej pewności siebie ochoczo słuchając tego co mówią. Jej uszka aktywnie nastawiały się w kierunku rozmówczyń, a jej twarzyczka nawet nieco wyszła spoza kaptura ujawniając jej turkusowe, kręcone włoski, które dotychczas były słabo widoczne. Oczy miała szerokie jak pięcio-dublonówki. Tak bardzo zasłuchała się w temacie kobiety, że prawie jej króliczek spadł z kolan i musiała go złapać przed upadkiem. To co mówiły było dla niej bardzo ważne. Zrozumienie jak należy się zachować jako dziewczynka już jako tako opanowała, jednak sztuka bycia kobietą... to było dopiero wyzwanie. Zdawała się być to coś zawiłego, a jednocześnie prostego. Coś tajemniczego, a zarazem oczywistego. Subtelne, szczere, prawdziwe egzystowanie w przepełnionym mężczyznami świecie, zupełnie jak cień, który w każdym momencie może stanąć na własnych nogach odkrywając przed światem, że nigdy nie był czymś co należy ignorować.
Zanim strawiła zasłyszane informacje przez chwilę siedziała cicho, starając się poukładać w głowie myśli. Gdy tylko miała pewność, że ich słowa będą dla niej szczerze zapamiętaną lekcją pozwoliła sobie odezwać się.
- To tak bardzo zgadza się z naukami mojej mamy! Jestem... zadowolona bardzo z tego. Będę dalej o siebie dbać i... będę robić więcej tego co chce. Nie ma w końcu pośpiechu, prawda? - Oznajmiła wyraźnie zadowolona.
Słysząc zaś zapytanie Saryi, nieco się z powrotem zapeszyła przypominając sobie, że zachowała się przed chwilą zbyt pewnie siebie i mogło to urazić kogoś. Dlatego też poprawiła znów bardziej swój kapturek i odłożyła swojego pluszaka na wolne krzesełko, by też mogło sobie w spokoju posiedzieć. Następnie zebrała się w sobie by odpowiedzieć.
- No... moje zadanie. Moja misja czy też może nasza misja. Bo widzicie...ja...chciałabym by wszyscy byli sobie bardziej bliscy. By mogli poczuć się częścią czegoś większego... czegoś co nadałoby wszystkim poczucie wspólnoty. Nikt by wtedy się nie krzywdził, ani nie ranił. Przynajmniej mam taką nadzieję...Bo to tak jak u mojej mamy było! Była bardzo religijna i dumna jako Haar'dja. Tam gdzie mieszkała wszyscy byli częścią wspólnoty i to jest to co chciałabym u innych! By też tak mieli jak Mehari! Czy coś w ten deseń.
Zawstydziła się swoją pełną przerw i zająknięć wypowiedzią, wpychając sobie do ust sernik by choć przez chwilę zajeść zażenowanie.

Awatar użytkownika
Dahlien
Wszystkie trzy w skupieniu wsłuchiwały się w opowieść dziewczynki. Na wspomnienie nauk matki Arya uśmiechnęła się lekko, lecz nie obejmowało to jej oczu, gdzie pojawił się smutny cień. Zastanawiała się jakie rady mogłaby dać jej matka, gdyby przeżyła poród. Niestety teraz raczej już nigdy się tego nie dowie.
Za to Crystal pokiwała głowę, kiedy Ya skończyła swą opowieść.
- To co mówisz... taki świat byłby naprawdę wspaniały... Nie wiem za dużo o kulturze Mehari, więc nie do końca rozumiem co masz na myśli mówiąc o wspólnocie, ale... jeśli nikt nikogo by nie krzywdził i każdy byłby dla siebie miły, to chciałabym żyć w takim świecie.
Myszołaczka potarła swoje ramię, na którym jeszcze kilka dni temu było pełno siniaków. W swoim życiu doświadczyła wiele złego. Ba! Wewnątrz jej małego ciałka drzemał chaos, o którym nawet ona sama nie wiedziała. Czasami modliła się do bogów o pomoc, ratunek lub chociaż najmniejsze wstawiennictwo, lecz oni zawsze milczeli. Dlatego przestała się modlić skupiając się na przeżyciu kolejnego dnia. Gdyby któregoś razu mogła się obudzić w rzeczywistości opisywanej przez Ya'ję, to raczej już nigdy nie chciałaby wrócić.
Bardka z kolei wstała, podeszła do króliczki i... przytuliła ją delikatnie do siebie opierając podbródek na głowie dziewczynki.
- Nigdy nie zapomnij tego, co właśnie powiedziałaś. Życie to nie tylko uśmiechy i przyjęcia, lecz jest w nim równie dużo bólu i goryczy. Wszystkie go doświadczyłyśmy. Twoja matka była niezwykle mądrą kobietą, skoro właśnie takich wartości Cię nauczyła. - Rudowłosa odsunęła się od niej na chwilę, by zaraz znów się pochylić i mając oczy na tym samym poziomie czule pogładziła ją po policzku. - Wierzę, że znajdziesz sposób, żeby spełnić swoją misję. Ale tak jak powiedziałaś nie musisz się śpieszyć. Zmiany zaczynają się od małych rzeczy, więc ciesz się z nich. Jeśli pogodzisz skłóconych przyjaciół - ciesz się z tego. Jeśli sprawisz, że na twarzy płaczącego dziecka znów pojawi się uśmiech śmiej się razem z nim. Niech niepowodzenia Cię nie zniechęcają, bo na pewno dużo ich doświadczysz. Ale jeśli nie porzucisz swojego marzenia zawsze znajdziesz siłę, by podnieść się z każdego upadku i kontynuować swoje zadanie.
W jej słowach brzmiała czysta dobroć i szczerość, ponieważ mówiła z serca. Arya może była młoda, głupia i naiwna, ale gdyby nie wierzyła w to co mówi, nie mogłaby śpiewać dla ludzi. W końcu poprzez swoją muzykę chciała osiągnąć podobny efekt - uszczęśliwić innych.

Awatar użytkownika
Denadareth
Niestety - lub może na szczęście, bo być może tylko dzięki temu jeszcze żyła - Sarya nie podzielała zarówno tego idealizmu jak i optymizmu. Mimo wszystko nie chciała być niemiła.
- Piękne plany - powiedziała. - Ale obawiam się, że natura ludzka i nieludzka jest jaka jest i nie ulegnie zmianom. Zawsze będą silni wykorzystujący słabych i tacy, którzy widząc to nie interweniują. Jeśli zwady i konflikty nie omijają bogów, to jakie szanse my mamy? I chociaż całkowicie przyklaskuje twej misji, to nie wiem jak byś chciała dokonać takiego zadania. Żaden z herosów z dawnych dni, nie podjął się równie karkołomnego zadania.
Delikatnie potrząsnęła głową.
- Idealizm jest, i owszem, dobry. Warto mieć ideały i bronić swoich przekonań. Ale zbyt dużo optymizmu i wiary w ludzi, spowoduje tylko, że staniesz się łatwym celem dla tych, którzy chcą cię wykorzystać. - Nie dodała tego na głos, ale nawet ostatnie słowa Crystal na temat tego jak wymuszali od niej niższe ceny, stanowiły poparcie tego, co powiedziała.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Heinreich
Dziewczynka bardzo chciał znów schować się głębiej za kapturem jednak powstrzymała się. Musiała nauczyć się radzić sobie z tego typu dyskusjami. Wiadomym było, że większości jej zadanie wyda się złudną ideą, może i nawet oszczerstwem na ich życiu. Była tego świadoma i wiele nocy spędziła dumając nad tą myślą. Jednak teraz gdy powiedziała to na głos i usłyszała 3 różne opinie, nie wiedziała w jaki inny sposób to przetrawić niż... wdzięczność. Szanowała ich zdanie i zamierzała sobie ich opinie zapisać głęboko na sercu równie mocno co ich nauki na temat kobiecości. W jej oczach zebrane tu osoby wydawały się niezwykle otwarte i pełne mądrości, której jej brakowało.
Zamiast chować się postanowiła obarczyć zebrane koleżanki delikatnym, wdzięcznym uśmiechem.
- Dziękuje wam. Wasze słowa są... no rozgrzewają mnie w środku i nie wiem jak to nazwać. Zazwyczaj nie dzielę się z nikim tak otwarcie o tym. To było... przyjemne. - Powiedziała już pewniej siebie, śmiało dokańczając swój sernik. Chciała nieco poprawić atmosferę, która stała się odrobinę zagęstniała przez jej wymyślne tematy. Chciała go jakoś zmienić, powiedzieć coś co mogłoby ukierunkować nowy tok rozmów, może i nawet rozbawić kogoś? Myślała o tym intensywnie, aż w końcu wpadła na jeden. Może nawet i dwa.
Pokazała palcem wystającym z fałdu rękawa na budynek rezydencji. Będzie musiała potem przeprosić gospodarza o ploty jakie zamierza rozpuścić w jego imieniu, ale to dla dobra przyjęcia! No może bardziej jej dobra, lecz wciąż!
- A czy wiecie, że Alffie lubi tańczyć nago w pokoju gdy nikt go nie widzi? Robi walca w powietrzu z samym sobą! Do tego jeszcze musicie wiedzieć, że spędza ze zwierzętami tak dużo czasu, że jak mu rzucicie piłką to pobiegnie ją złapać jak piesek? Nawet w ząbki ją chwyci!

Awatar użytkownika
Dahlien
Słysząc pesymizm (a może raczej realizm) Saryi bardka westchnęła ciężko. Wiedziała, że ta wycierpiała chyba najbardziej z nich wszystkich, a aktualny sposób życia dziewczyny zapewne dostarczał jej kolejnych ran na sercu i duszy. Nie wierzyła bowiem, że sprzedawanie swego ciała nie odciskało swoistego piętna na dziewczynie.
- Sarya ma po części rację. Ale po części! Ja myślę, że jeśli nikt z nas nie będzie reagował, to faktycznie nic się nie zmieni. Jednak to właśnie te drobne gesty pomocy innym sprawiają, że kroczek po kroczku może do nas przyjść ten wymarzony świat. A marzeń nie powinno się porzucać.
Bardka spojrzała na czarnowłosą wzrokiem mówiącym "to jeszcze dziecko!". Rozumiała pogląd przyjaciółki, naprawdę. W ogóle nie dziwiła się, że tak postrzega świat. Zapewne na jej miejscu myślałaby tak samo, o ile wcześniej całkiem by się nie załamała. Mimo wszystko nie była tak silna jak Sarya.
Kiedy wtem Ya opowiedziała im o dziwactwach ich gospodarza Crystal mało się nie zakrztusiła herbatą, zaś Arya po chwili zdumienia wybuchła śmiechem. Ba! Aż po jej zaróżowionym policzku popłynęła łza rozbawienia. Poczochrała dziewczynkę po głowie.
- Wiesz Ya... podejrzewam, że Pan Aldonzo nie byłby zadowolony, jeśli dowiedziałby się o tym. Nie zamierzam pytać skąd masz takie informacje, ale... zazwyczaj ludzie nie lubią, kiedy dzieli się ich sekretami. Szczególnie takimi. Chociaż przyznam, że nieźle się uśmiałam. - O ile nie wierzyła zbytnio, że Arlekin biega z piłeczką w zębach, to wyobraziła sobie go tańczącego w świetle księżyca bez odzienia. Nie wiedziała, czy bardziej chciała to zobaczyć na własne oczy, czy wręcz przeciwnie.

Awatar użytkownika
Denadareth
- Nie mówię, by nie reagować - Sarya wzruszyła ramionami, ignorując porozumiewawcze spojrzenie Aryi. Owszem, Ya była tylko dzieckiem, ale im szybciej nauczy się, jak działa świat, tym mniej zostanie skrzywdzona w przyszłości. - Ważne jednak, by mierzyć siły na zamiary i nie mieć złudzeń, co do swojego potencjału zmieniania świata. Jasne, można, nawet należy pomagać, ale takie zmiany są najczęściej w skali mikro. Nieważne ile dobra uczynimy dla innych, świat jako taki i tak będzie bardziej zły i niebezpieczny.
Spojrzała teraz na Yę bardziej intensywnie.
- By jednak skończyć nieco bardziej pozytywnym akcentem, to właśnie dlatego, że świat jest ponury i okropny, tak ważne jest by okazywać dobro i nieść pomoc tym, którzy mają gorzej niż my - powiedziała.
Najwyraźniej cydr już zaczął nieco na nią działać, skoro robiła takie przemowy.
- Tańczy nago? - zachichotała. - To coś mnie z nim łączy. Chociaż najczęściej, gdy tak robię to mam widownię, ale samej też lubię. Człowiek czuje się taki wolny...
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Na ostatnie słowa czarnowłosej Arya otworzyła szeroko oczy i usta (że aż prawie przelatująca obok mucha jej tam wpadła!),
po czym przytuliła do siebie naraz Crystal i Ya'ję przytykając ich uszy swoim ciałem.
- Saryo, nie przy dzieciach! O tańczeniu nago możemy rozmawiać we dwójkę! - Zganiła przyjaciółkę, po czym roześmiała się głośno puszczając młodsze koleżanki. Jeszcze dojdzie do tego, że będą musiały im zrobić pogadankę przygotowującą do stosunków męsko-damskich, a tego naprawdę wolała uniknąć. Zamiast tego podeszła do starszej dziewczyny i zabrała od niej butelkę z cydrem.
- Pani to już chyba wystarczy. Może zamiast tego nauczyłabyś nas jak robić masaż ramion? To nie tak, że planuję Was wykorzystać, ale mogę służyć za modelkę! - Zdecydowanie planowała je wykorzystać, bo po prawdzie była nieźle spięta i obolała.

Awatar użytkownika
Heinreich
Dziewczynka zaśmiała się pod nosem. To stawało się coraz milsze. Tak siedzieć sobie i rozmawiać o czym tylko się chciało. O rzeczach pozytywnych i negatywnych. O poważnych i tych bardziej przyziemnych. O gołym tańczeniu i innych zabawnych rzeczach. Czuła, że dobrze się bawi. Czy dobrze to robiła? Czy na pewno zabawiała dobrze swoim towarzystwem tak jak one ją? Ciężko było stwierdzić bez czytania w umysłach, ale było jej teraz nieco łatwiej bez tego. Nawet ciekawie było tak... nic nie wiedzieć.
Gdy została przytulona, skorzystała z okazji by zrobić coś niespodziewanego dla nawet jej samej. Złapała w obie rączki Myszołaczkę i postanowiła usadowić ją na swoich kolankach, zupełnie jak swojego pluszaka wcześniej. By nie przestraszyć samej Crystal zaoferowała jej ciekawie wyglądający kawałek sernika ze złotą posypką, która była dotychczas poza zasięgiem hybrydy. Jeśli zostanie po tym na jej kolankach to zadowolona będzie próbowała ją pogłaskać delikatnie po główce, za uszkami. Tak jak ona sama by chciała.
Zaś do dziewczyn miała kolejne bardzo ważne pytanie.
- Wszystko co mówicie jest dla mnie ważne. Dlatego mam kolejne pytanie. Bo wiecie... ja... chciałabym wiedzieć jak...jak się robi te...no....dzieci.

Awatar użytkownika
Denadareth
- Och, Aryo - zaśmiała się Sarya i pomachała ostrzegawczo palcem. - Ja nie chcę z tobą rozmawiać o tańczeniu nago. Ach, wiesz ile by nam płacono, gdybyśmy... Ups! - położyła palec na swoich ustach i zachichotała. - Przepraszam, tu są dzieci!
Dawno nie czuła się taka rozluźniona. Alkohol przyjemnie szumiał jej w głowie i wiedziała, że gada bzdury i że będzie tego żałować, ale przecież była w takim towarzystwie, że nie miała się czego obawiać. Arya jej nie skrzywdzi, Crystal była niewinna jak... jak bardzo niewinna mysz. Tylko ta dziewczynka była dziwna... ale chyba nic z jej strony nie groziło.
A Sarya, nawet gdy była najbardziej pijana, nawet gdy popełniała niedyskrecję za niedyskrecją i pod wpływem alkoholu lądowała w łóżkach, w których nie chciała lądować... swoich najskrytszych sekretów pilnowała dobrze, jakby były zamknięte w runicznym, krasnoludzkim sejfie.
Te myśli zostały przegnane, gdy Ya zadała swoje pytanie.
Sarya omal nie zakrztusiła się kawałkiem sernika - jutro będzie musiała zjeść miej, by to zbalansować - i Arya musiała ją trzepnąć w plecy.
- No, Ya - zaśmiała się Sarya, łapiąc się za brzuch. - Ja bym ci chętnie odpowiedziała, ale boję się, że moja starsza ciotka - rzuciła spojrzenie na Aryę - nie pozwoli mi mówić o takich rzeczach przy dzieciach. Zresztą, do mnie raczej powinnaś przyjść za parę lat, jeśli będziesz chciała robić pewne rzeczy i nie mieć przy okazji dzieci.
Veni, rescripsi, discessi

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości