Kącik zakurzonych książek

Toczą się tu obywatelskie dysputy o filozofii, sztuce i inne takie takie.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Denadareth
Skoro mamy temat o grach, to czemu nie o książkach? Co czytacie ostatnio? Przeczytaliście coś godnego polecenia? Jakich autorów i jakie gatunki najchętniej czytacie?

Ja ostatnio odkrywam dobrodziejstwa audiobooków. Zawsze byłem zagorzałym wrogiem tej formy przyjmowania literatury (raz, że często lektorzy mi nie podchodzili, dwa, że wszyscy czytają taaaak wooooolnoooo). Wyklucie Pisklaka sprawiło, że zrewidowałem moje podejście. Rzadko mam czas usiąść z książką, a audiobooka mogę sobie na słuchawkach zapuścić nawet gdy lulam młodego czy wyprowadzam go na spacer. Do audiobooków mam dostęp na empiku i inspiro.

Z gatunków, moje ulubione to zawsze były: fantastyka i kryminał, ale czytam też inne rzeczy. Teraz w ramach klasyków słucham sobie Winnetou, jakoś kiedyś mnie to ominęło. Do fantastyki mam coś pecha ostatnio, co wezmę to jest średnie. Ostatnim w miarę dobrym co przeczytałem (chociaż absolutnie nie wybitnym) był zbiór starych opowiadań o Conanie. Też nigdy wcześniej nie czytałem. Interesujące, że literacki Conan dość odbiega od stereotypowego jego obrazu, który miałem w głowie - nie dość, że nie jest głupi, to zna co najmniej kilka języków i umie pisać i czytać.

Z kryminałami mam ostatnio większe szczęście niż z fantastyką, ostatnią odnawiam moją miłość do gatunku noir, zapoznając się z różnymi pozycjami Rossa Macdonalda.

Główny problem z audiobookami jest taki, że czytając je, nie znikają książki papierowe z moich półek. W 2021 wpadliśmy z Ver w jakiś szał i między styczniem a marcem kupiliśmy 350+ książek. Teraz trzeba je czytać, bo nie ma gdzie je trzymać. Tym bardziej przydałoby się odchudzić ich liczbę przed przeprowadzką.

No, to tyle na początek.
Zapraszam do rozmowy i dyskusji ;)
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Elethain
U mnie rolę audiobooków spełniają jakieś filmiki na YT - sam jeszcze nie miałem okazji się przekonać czy to dobre, chociaż z czystej ciekawości korci mnie, żeby spróbować dorwać audiobooka Harry'ego Pottera, czytanego przez Stephena Fry'a, podobno fantastyczny jest. Brytyjskiego nigdy dość.

Sam czekam w tej chwili na dostawę dwóch książek, które zamówiłem ze Stanów Zjednoczonych - Ghost Hunters Adventure Club część pierwsza i druga. Te książki powstały dla beki przez Game Grumps, których ogromnie sobie cenię i są takim pisemnym dodatkiem do ich zrytego poczucia humoru, które po prostu kocham. Ostatnimi czasy chyba tylko przy nich mi się zdarza pośmiać.</emo>

Poza tym, odkurzyłem ostatnio swój czytnik, korciło mnie na przeczytanie Metro 2033-2035, ale jakoś temat przeszedł na bok. Też w fizycznej formie mam jeszcze felietony Jeremy'ego Clarksona do nadrobienia, a czasu jakoś nie przybywa, zwłaszcza jak skończyłem (na razie) pracować zdalnie.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Awatar użytkownika
Karv
Mam ostatnio z książkami ten problem, że coraz mniej zostawia we mnie jakieś większe emocje. Czytam dalej dużo, od lat zachowując średnią przynajmniej 52 książek rocznie, ale coraz rzadziej się zachwycam.

Z rzeczy, które zrobiły na mnie większe wrażenie w ostatnich latach, to byłaby na pewno "Dziewczyna z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma. Wiem, że staroć i wiem, że dawno zekranizowana - ja dorwałem dopiero w ostatnim roku i całkowicie mnie rozłożyła na łopatki.

Z cykli stricte fantasy, to na pewno na uwagę zasługuje seria Meekhańska Roberta M. Wegnera. Jeśli ktoś szuka dobrego PL fantasy z rozległym światem, wieloma bohaterami, różnorodnością wątków, to bardzo polecam. Nie zrażać się okładkami, które wyglądają, jak gdyby robił je nastolatek w ramach projektu do szkoły. :P

A poza tym czytam sporo non-fiction ostatnio. Głównie w dwóch klimatach - historycznych albo popularno-naukowe z okolic fizyki, kwantów i wszechświata. Szczególnie chętnie dowiem się, czy polecacie coś z tej drugiej gałęzi, bo ostatnio mam wrażenie, że po przeczytaniu 10 książek tego typu, każda kolejna jest powtórką z rozrywki. Natomiast jeśli chodzi o książki historyczne, to choć światopoglądowo jestem totalnie po drugiej stronie od pana Ziemkiewicza, to "Jakie piękne samobójstwo" uważam za jedną z lepszych książek, jakie przeczytałem w ostatnich pięciu latach. Na pewno taką, która sobie jeszcze gdzieś tam w tle rezonuje.
Ostatnim w miarę dobrym co przeczytałem (chociaż absolutnie nie wybitnym) był zbiór starych opowiadań o Conanie. Też nigdy wcześniej nie czytałem. Interesujące, że literacki Conan dość odbiega od stereotypowego jego obrazu, który miałem w głowie - nie dość, że nie jest głupi, to zna co najmniej kilka języków i umie pisać i czytać.
Próbowałem czytać zbiór jakieś 3 lata temu, ale całkowicie się odbiłem. Problem podobny co z Lovecraftem - świat fajny, pomysł fajny, ale pod kątem językowym i konstrukcji akcji dla mnie nie do przebrnięcia, nudzę się koszmarnie.
Elefą piszący o Metro 2033, cytat niedokładny ze względu na to, że przy edycji posta nie widzę możliwości zacytowania
W zeszłym tygodniu skończyłem Outopost tego autora (pierwszą część). Glukhowsky'ego mega lubię, najbardziej chyba za Tekst, choć Futu.re też znakomite. Trylogia metra leży na regale i czeka, aż przebrnę przez jakieś pop-naukowe coś o DNA ;P

Awatar użytkownika
Denadareth
Clarksona też mam na półce do poczytania, nigdy nic od niego nie czytałem, ale mój tato jest fanem.
Karv pisze:
07 mar 2022, 7:21
Z cykli stricte fantasy, to na pewno na uwagę zasługuje seria Meekhańska Roberta M. Wegnera. Jeśli ktoś szuka dobrego PL fantasy z rozległym światem, wieloma bohaterami, różnorodnością wątków, to bardzo polecam. Nie zrażać się okładkami, które wyglądają, jak gdyby robił je nastolatek w ramach projektu do szkoły. :P
Hmm, zainteresuję się.
Karv pisze:
07 mar 2022, 7:21
Z rzeczy, które zrobiły na mnie większe wrażenie w ostatnich latach, to byłaby na pewno "Dziewczyna z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma. Wiem, że staroć i wiem, że dawno zekranizowana - ja dorwałem dopiero w ostatnim roku i całkowicie mnie rozłożyła na łopatki.
Ja Kethuma czytałem tylko jedną książkę, nie pamiętam tytułu, "Straceni/Zatraceni/Zagubieni", jakoś tak. Na dobre odrzuciła mnie od tego autora. Nudna i obrzydliwa, co jest dla mnie chyba najgorszym możliwym połączeniem. Ale jeśli tę polecasz, to może popatrzę.
Próbowałem czytać zbiór jakieś 3 lata temu, ale całkowicie się odbiłem. Problem podobny co z Lovecraftem - świat fajny, pomysł fajny, ale pod kątem językowym i konstrukcji akcji dla mnie nie do przebrnięcia, nudzę się koszmarnie.
Tak, język trąci myszką, ale dałem radę. Jako nastolatek się odbiłem od niego, ale teraz doceniłem jego zwięzłość i sugerowanie szerszego worldbuildingu przy minimalnych detalach (coś w czym Lovecraft był też dobry). Samego Lovecrafta lubię i dobrze mi się czyta, pomijając jego oniryczne opowiadania.
Sam czekam w tej chwili na dostawę dwóch książek, które zamówiłem ze Stanów Zjednoczonych - Ghost Hunters Adventure Club część pierwsza i druga. Te książki powstały dla beki przez Game Grumps, których ogromnie sobie cenię i są takim pisemnym dodatkiem do ich zrytego poczucia humoru, które po prostu kocham. Ostatnimi czasy chyba tylko przy nich mi się zdarza pośmiać.</emo>
Tell me more? Nie słyszałem o Game Grumps ani o Ghost Hunters.
U mnie rolę audiobooków spełniają jakieś filmiki na YT - sam jeszcze nie miałem okazji się przekonać czy to dobre, chociaż z czystej ciekawości korci mnie, żeby spróbować dorwać audiobooka Harry'ego Pottera, czytanego przez Stephena Fry'a, podobno fantastyczny jest. Brytyjskiego nigdy dość.
Za Harrym Potterem nie przepadam, ale Stephen Fry? Count me in.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Karv
Ja Kethuma czytałem tylko jedną książkę, nie pamiętam tytułu, "Straceni/Zatraceni/Zagubieni", jakoś tak. Na dobre odrzuciła mnie od tego autora. Nudna i obrzydliwa, co jest dla mnie chyba najgorszym możliwym połączeniem. Ale jeśli tę polecasz, to może popatrzę.
W takim razie - odpuść. Może nie nudzi, bo jest króciutka, ale pozostaje brudna i brutalna. Dla mnie to było bardzo emocjonujące doświadczenie, ale zdecydowanie nie były to emocje z kategorii przyjemnych. Raczej wstrząsających.

Awatar użytkownika
Denadareth
Karv pisze:
07 mar 2022, 13:15
W takim razie - odpuść. Może nie nudzi, bo jest króciutka, ale pozostaje brudna i brutalna. Dla mnie to było bardzo emocjonujące doświadczenie, ale zdecydowanie nie były to emocje z kategorii przyjemnych. Raczej wstrząsających.
Wiadomo, że gusta są różne, ale przeżyję brutalność, jeśli mam wrażenie, że czemuś służy, a u tamtego Ketchuma, wydawało mi się, że facet epatuje tym po to, by epatować. Dodać do tego zero postaci, które by jakoś mnie przekonały do siebie... cóż, chyba to nie autor dla mnie. Ale dzięki za radę.

A używacie stron typu Goodreads/Lubimy czytać? Ja od paru lat staram się każdą przeczytaną książkę, chociażby krótko, zrecenzować na Goodreads. Poza tym pomaga mi to śledzić książki i autorów, których chciałbym przeczytać, ale tak łatwo się klika "Want to read", że ta półka ma u mnie prawie 4000 pozycji, a w czymś takim ciężko potem znaleźć tę konkretną książkę :P
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Karv
Próbowałem prowadzić konto na lubimyczytać, ale nie udało mi się za bardzo. Od ubiegłego roku notuję przeczytane książki w telefonie. ;) Może musiałbym dodać do tego zwyczaj, żeby raz na kwartał przerzucać te notatki na portal. Choć nie sądzę, by starczyło mi dyscypliny.

Awatar użytkownika
Fristron
Denadareth pisze:
07 mar 2022, 13:22
A używacie stron typu Goodreads/Lubimy czytać? Ja od paru lat staram się każdą przeczytaną książkę, chociażby krótko, zrecenzować na Goodreads. Poza tym pomaga mi to śledzić książki i autorów, których chciałbym przeczytać, ale tak łatwo się klika "Want to read", że ta półka ma u mnie prawie 4000 pozycji, a w czymś takim ciężko potem znaleźć tę konkretną książkę :P

Używam Goodreads! Głównie do motywowania się do czytania więcej za pomocą Reading Challenge. :P Ale fajnie jest też móc spojrzeć w tył i zobaczyć, co się czytało parę lat temu.

W zeszłym miesiącu miałem egzamin z literatury amerykańskiej przed którym przysiadłem do omówień "kanonu", a to się zawsze kończy u mnie rozbuchaną listą planowanych lektur. Wczoraj wreszcie zabrałem się do jej przerabiania i na pierwszy ogień poszło "Miss Lonelyhearts" Nathanaela Westa - surrealistyczna nowela o panu prowadzącym kącik złamanych serc w gazecie. Klimat trochę jak u Kafki, ale znacznie bardziej pachnący amerykańską metropolią i czasami Great Depression. Ciekawa rzecz.

W transporcie publicznym natomiast słucham sobie "Chaty Wuja Toma". Mądrzejszych książek nie lubię w formie audiobooka, bo czasem potrzebuję chwili żeby coś przyswoić, natomiast to jest wystarczająco łopatologiczne i proste żeby podążać za fabułą bez problemu, a jednocześnie wystarczająco ważne jako kontekst kulturowy dla późniejszych książek czarnoskórych autorów, żeby nie był to czas stracony.

Awatar użytkownika
Morok
Ja jakiś czas temu odkryłem Blinkist (https://www.blinkist.com/en/content/daily) co pozwala mi czytać sporo streszczeń literatury rozwojowej i na ich podstawie decydować, którą książkę później przeczytać w całości (ze zwiększonym zrozumieniem), a którą sobie darować. Efektywność lektury wzrosła drastycznie.
Postać: Morok

Awatar użytkownika
Fristron
Wygląda interesująco. Przetestuję sobie na razie darmowe codzienne streszczenia. Co ciekawego znalazłeś tą metodą?

Awatar użytkownika
Morok
Póki co moja lista "do przeczytania" wydłużyła się o ponad 100 tytułów. :P Np.:
  • The Sweet Spot: The Pleasures of Suffering and the Search for Meaning
  • Deep Work: Rules for Focused Success in a Distracted World
  • The Soul of the World
  • The Flinch
Postać: Morok

Awatar użytkownika
Fristron
Sporo sprzecznych z intuicją idei, brzmią ciekawie; zwykle jak coś jest sprzeczne z intuicją to rozszerza świadomość (no, albo jest kompletnym bullshitem. Jedno z dwóch :D ).

Awatar użytkownika
Karv
Ależ ja się odbijam od tego, co kultowe, klasyczne i "wysokie".

Na studiach z radością powitałem magisterkę, kiedy mogłem pójść w ścieżkę językoznawczą i nie przejmować się już kanonem historii literatury polskiej.

Ale, kurde, ja chyba w ogóle nie umiem docenić tych gigantów, na których ramionach rzekomo stoi dzisiejsza literatura.

Bardzo lubię mitologię Cthulhu, w Zew gram z przyjemnością, wszelkie nawiązania do Lovecrafta bardzo mnie cieszą i lubię, kiedy się pojawiają, ale czytanie samotnika z Providence jest dla mnie drogą przez mękę. Koszmar, ale chyba nie o taki mu chodziło, gdy tworzył swoje kosmiczne horrory. Przeczytałem zbiór 4 opowiadań wydany jakiś czas temu przez Vespera, najbardziej podobała mi się okładka.

Próbowałem też wziąć na warsztat Howarda i jego cykl o Conanie. Totalnie się odbiłem.

Teraz brnę przez klasykę cyberpunka, czyli Trylogię Ciągu. Kończę pierwszy tom, Neuromancera, i mimo że do końca zostało mi jakieś 70 stron, nie mam zielonego pojęcia, o czym to jest. Sceny się dzieją, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie do końca z siebie wynikają, że Gibsonowi ktoś kiedyś opowiedział o takim zjawisku jak "fabuła", ale ten nie był wtedy za bardzo skupiony i szybko zapomniał, o co w tym chodziło.

Czy ja jestem ponadprzeciętnie głupi, czy klasyka jest klasyką głównie ze względu na okoliczności powstania, ale Wam też trudno się nią dziś zachwycać?

Awatar użytkownika
Bubeusz
Wydaje mi się, że w związku z technologią zmianie ulega sposób, w jaki my odbieramy książki. Teraz nasza uwaga jest dużo bardziej rozproszona i rozpraszalna, chcemy szybkiej akcji, wydestylowania esencji, braku opisów a'la Orzeszkowa, czytamy z doskoku, brakuje nam chęci i mocy przerobowych na zachwycanie się detalami, analizowanie, wyciąganie z fabuły smaczków, wyciskanie piękna każdego zdania. Do tego przytłoczeni dostępnością i mnogością wyboru szybko oceniamy książkę jako do dupy, żeby sięgnąć po kolejną, nie zżywamy się, nie dajemy jej za dużo szans, by do nas przemówiła, a jeśli już pojawia się jakiś zalążek zachwytu, to nie dajemy mu czasu rozkwitnąć i na nas wpłynąć, tylko lecimy dalej więcej szybciej.

Być może ma to coś wspólnego z takim stanem rzeczy, być może nie. A być może o sukcesie nie decyduje tyle warsztat, co pomysł i wpasowanie się w obecne trendy/nastroje społeczne?

Z drugiej strony czytając niektórych współczesnych idących tym trendem mam wrażenie, że ledwie co skończyli gimnazjum. A jednak ktoś to wydaje, a jednak to się sprzedaje. Nie wiem w sumie co gorsze, ani co wnosi ten post w dyskusję, ale się wypowiedziałem, bo lubię odpisywać na Nimnaros. Pozdrawiam, Bubeusz

Awatar użytkownika
Karv
Telefon pod ręką na pewno przeszkadza - są książki, przy których o nim zapominam, ale przy wyżej wymienionych raczej często po niego sięgałem, więc ostatecznie zwykle staram się wynosić go do drugiego pokoju.

Dzięki temu szybciej idę przez strony, które wciąż są dla mnie średnio seksi.

Awatar użytkownika
Fristron
Wynoszenie telefonu do drugiego pokoju jest bardzo dobre. Podobno nawet ukrycie w tym samym pomaga tylko częściowo, bo nasz ośrodek przyjemności jest tak przyzwyczajony do dostawania strzałów dopaminy od przeglądania, że cały czas część mózgu jest zajęta obecnością urządzenia jeżeli wiemy że jest w zasięgu.

Co do gigantów, to myślę że jest kilka elementów. Niektóre po prostu nie starzeją się najlepiej. Inne są bardzo mocno wymagające od czytelnika, na poziomie na którym ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do kultury masowej (nawet jeśli tej wyższych lotów) takie dania okazują się dla nas ciężkostrawne. Pierwszy miałem ochotę rzucić Moby Dickiem o ścianę kiedy przez kilka rozdziałów Melville bawił się w Wikipedię i opisywał różne rodzaje wielorybów. xD To się wiąże z tempem akcji o którym mówi Bub, mi się zdecydowanie z klasyków najprzyjemniej czyta dramaty, bo tam jednak cały czas coś się dzieje.

Nie zmienia to faktu że jak już klasyk się spodoba, to często jest w tym przyjemność odkrywania z kolejnych warstw które mogą się podobać. Takie Grona Gniewu Steinbecka stały się dla mnie np. dowodem, że w odpowiednim momencie książka może nie tylko bawić, ale i zatrząść stosunkowo mocno przyjętym światopoglądem i zmotywować do jego zmiany.

Osobiście podchodzę do tego z założeniem, że może nawet coś i w tych książkach jest, ale w danym momencie życia nie musi to być dla mnie jasne.

Co do Lovecrafta, to czytając w liceum miałem mieszane uczucia. "Szczury w murach" np. bardzo na tak, ale "W górach szaleństwa" było dla mnie w ogóle nie do czytania.

Awatar użytkownika
Denadareth
Fristron pisze:
16 lip 2022, 1:48
Pierwszy miałem ochotę rzucić Moby Dickiem o ścianę kiedy przez kilka rozdziałów Melville bawił się w Wikipedię i opisywał różne rodzaje wielorybów. xD
Ja tak miałem, jak w ramach mojego wracania do książek, które umknęły mi w dzieciństwie, zacząłem czytać "Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi". Tzn. akcji nam w ogóle jak na lekarstwo, ale mamy ciekawe rozdziały, w których Verne opisuje Nautilusa i mocno wyprzedza swoje czasy lub wydziela nowe informacje o Kapitanie Nemo, a tu nagle, dup, opis wszystkich skorupiaków i mięczaków, które widzą, wraz z klasyfikacją, jaki rząd, która gromada, która podgromada; dup, opis wszystkich płaszczek i rekinów...
Bubeusz pisze:
15 lip 2022, 14:58
Teraz nasza uwaga jest dużo bardziej rozproszona i rozpraszalna, chcemy szybkiej akcji, wydestylowania esencji, braku opisów a'la Orzeszkowa, czytamy z doskoku, brakuje nam chęci i mocy przerobowych na zachwycanie się detalami, analizowanie, wyciąganie z fabuły smaczków, wyciskanie piękna każdego zdania.
Karv pisze:
15 lip 2022, 14:22
Teraz brnę przez klasykę cyberpunka, czyli Trylogię Ciągu. Kończę pierwszy tom, Neuromancera, i mimo że do końca zostało mi jakieś 70 stron, nie mam zielonego pojęcia, o czym to jest. Sceny się dzieją, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie do końca z siebie wynikają, że Gibsonowi ktoś kiedyś opowiedział o takim zjawisku jak "fabuła", ale ten nie był wtedy za bardzo skupiony i szybko zapomniał, o co w tym chodziło.
No właśnie, z Trylogią Ciągu jest tak, że opisów tam jak na lekarstwo, wydarzenia dzieją się jedno za drugim, ale jakoś nie do końca się kleją razem :P Co nie zmienia faktu, że Neuromancer przynajmniej mnie wciągnął, chociaż nie wiem czemu.
Bubeusz pisze:
15 lip 2022, 14:58
Do tego przytłoczeni dostępnością i mnogością wyboru szybko oceniamy książkę jako do dupy, żeby sięgnąć po kolejną, nie zżywamy się, nie dajemy jej za dużo szans, by do nas przemówiła, a jeśli już pojawia się jakiś zalążek zachwytu, to nie dajemy mu czasu rozkwitnąć i na nas wpłynąć, tylko lecimy dalej więcej szybciej.
A to jeszcze inna sprawa. Mając dzięki stronie Bookbub mniej więcej pięć darmowych książek na kindla na tydzień plus dwie platformy audiobooków, czasami zupełnie nie wiem, co wziąć następne. Inna rzecz, że dzięki temu często sięgam po książki, o których normalnie bym się nigdy nie dowiedział lub nie miał okazji przeczytać.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Chromy
Ja ostatnio cegły czytam - tematy są arcyciekawe, choć trudno się je czyta - świadomość jednak problemów które są poruszane przytłacza i czyni inwalidą społecznym xD w każdym razie u mnie na nocnej szafce mamy:
- John Stuart Mill - Utylitaryzm/ O wolności - Utylitaryzm prezentuje się jako ciekawa forma etyki, którą można stosować i wygląda lepiej niż brzmi. Wydaje mi się, że w powszechnym ujęciu jest wiele mitów na ten temat.
- Elementy logiki matematycznej i metodologii nauk scisłych - Skrypt o logice trochę stary, ale jest parę ciekawych rzeczy. Już wcześniej Ziembińskiego czytałem i Bocheńskiego - jak macie jakieś ciekawe tego typu szkolne pozycje to polećcie ;p
- Trylogia husycka - 2 tom już zacząłem - coś lżejszego zdecydowanie, przyjemna beletrystyka - jak lubicie klimaty historyczne okraszone drobną ilością fantasy to jak najbardziej jest to pozycja dla was, a tak apropo - marketing szeptany - polecam larp rejza ;)

Awatar użytkownika
Denadareth
Z Trylogią Husycką miałem wrażenie, że co tom to gorzej. Hmm, czyli ogólnie jak z Sapkiem.

Moi drodzy, mam ostatnio straszną fazę na noir, możecie mi coś polecić? Poza oczywistymi: Chandlerem, Hammettem, Macdonaldem i Spenserem?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Karv
Przykro mi, Den, jak mam ochotę na noir to odpalam Sin City albo Maxa Payne'a, nie pomogę xD

Przypadkiem wziąłem się za książkę Joe Hilla, nie wiedząc, że to młody King. Dowiedziałem się o jego tożsamości, sprawdzając, jak takie gówno może mieć tak olbrzymią machinę promocyjną za sobą.

Totalnie nie mam nic do karier dzieci sławnych rodziców, córka Hawka i Thurman jest np. mega w Stranger Things, ale pan młody King... Wiem, czemu go wydają, ale chciałbym wyrazić sprzeciw xD

Awatar użytkownika
Denadareth
I tu dochodzimy do niemal filozoficznego pytania, czy są książki obiektywnie dobre i złe?

Ja Joe Hilla czytałem tylko jedną książkę, "Heart-shaped box" czy jakoś tak i było takie sobie. Not great, not terrible, jak to w Czarnobylu, a teraz nie pamiętam z tej książki nic, więc nie zrobiło na mnie dużego wrażenie.

Ale zdecydowanie jeśli chodzi o pytanie "czemu to wydają", to czytałem gorsze rzeczy, które wiem, że innym ludziom się podobają. Wszystkie Zmierzchy, Greye, Achaje (sorry, Hein!), nowsze Piekary...
Oczywiście wiem, że Twoje pytanie, Karv, było takim "o tempora, o mores" i okrzykiem rozpaczy nad poziomem tych książek, ale odpowiadając na nie jak najbardziej dosłownie:
Ludzie wydają Joe Hilla, bo jest synem Kinga i zwiększa to szanse, że ktoś go kupi. A wydawnictwa (niestety) nie są na rynku promowania dobrej literatury (nawet jeśli twierdzą, że są), ale na rynku zarabiania pieniędzy, poprzez wydawanie książek. Okrutny rynek i kapitalizm.
Stąd też popełnienie i wydanie wyrobu książkopodobnego jakim jest "Sezon Burz" Sapkowskiego. On chciał kasę, wydawnictwo chciało kasę, wiadomo, że ludzie (zwłaszcza na fali popularności gier i - nieco mniejszej - serialu) łykną "Nowego Wiedźmina!!!1111oneoneeleven"... i wyszła szmira nad szmirami, która nigdy nie powinna była powstać.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Fristron
Stanley Fish wyartykułował ideę która wydaje mi się ciekawa przy takich dyskusjach; mówił o "społecznościach interpretacyjnych". Było to w dyskusji równoległej, dotyczącej tego czy można w ogóle mówić o stałym znaczeniu tekstu, ale myślę, że do ewaluacji tekstu też się nadaje.
Mianowicie wg Fisha znaczenie (tudzież etykietka "dobra/zła") tekstu krystalizuje się przy okazji dyskusji o danej książce, kiedy ludzie ją omawiają i dochodzą do pewnych wniosków i wreszcie - być może - konsensusu (w dzisiejszych spolaryzowanych czasach o to drugie coraz trudniej). To znaczy, każdy z nas ma jakąś opinię na temat książki po przeczytaniu - np. "to jest o niemocy wobec systemu", czy "to jest złe/dobre" - i jak idziemy sobie z tą opinią w świat i trafiamy na innych ludzi z którymi przynajmniej znajdziemy płaszczyznę porozumienia co do tego, jak sobie poukładalismy tę książkę, to w naszej głowie ten obraz się nieco "obiektywizuje" - w tym sensie że nie są to już tylko nasze wrażenia, ale też to co zintegrowaliśmy i odbiliśmy od wrażeń cudzych. Jest to jednak naturalnie wyłącznie taki "subiektywizm do kwadratu". W tym kontekście zrozumiały jest odruch rozmawiania o tym co przeczytaliśmy, i jest to bardzo cenna praktyka.
I są różne instytucje obsadzone przez specyficzne, często dość zamknięte społeczności interpretacyjne (krytycy, uniwersytet), które mają swoje sposoby i nawyki czytelnicze i które często podług nich dochodzą do ładu z tym czy dana książka jest -- nieładnie dziś mówić "dobra/zła", ale czy jest warta uwagi (nagród, rekomendacji, studiowania), czy raczej nie, a to często przekłada się na rozgłos twórczości danego autora jako "literatury wysokiej jakości".

Mamy więc nasze własne odczucia "dobre/złe", mamy naszej społeczności, mamy to co do nas dociera z tych instytucji często uzurpujących sobie prawa do orzekania, no i wreszcie mamy też w głowie jakąś wyimaginowaną idealną społeczność interpretacyjną, dla której jasne będzie że to co dla nas złe jest złe. :P

Ostatecznie w moim odczuciu jest jednak tylko subiektywizm. Tyle że ten subiektywizm nie musi oznaczać wyłącznie "spoko mi się czyta = dobra książka", może być związane z pewnymi wartościami, które przyjmujemy, a które dotyczą tego czym literatura powinna być i co jest w niej takie wartościowe, że sięgamy właśnie po nią a nie inne rodzaje rozrywki.

Awatar użytkownika
Karv
Den, dziękuję za obszerny post - przy czym ja napisałem, że rozumiem, dlaczego zostało to wydane. I nie podoba mi się, że potencjał monteyzacji był głównym czynnikiem. Z drugiej strony trudno oczekiwać od wydawcy, żeby szukał czegoś innego niż siana w biznesie.

Fris, rozumiem, że są książki, które czyta się słabo, a mimo wszytko są literaturą wielką. Pisałem wyżej, że mam z nimi problem, ale kładę to na karb swojej tępoty - ku uciesze naszej szanownej noblistki, Tokarczuk, której książek nie znoszę - nie odmawiając im przy tym rangi.

Nie sądzę jednak, żebym natknął się gdzieś na czytelnika, który powie, że Joe Hill w tomie opowiadań odkrywa na nowo horror, przesuwa granice, przemyca ważne kulturowe wątki, czy robi cokolwiek, co uczyniłoby jego prozę czymś więcej niż jest. A jest, subiektywnie, kiepścizną.

Awatar użytkownika
Denadareth
Den, dziękuję za obszerny post - przy czym ja napisałem, że rozumiem, dlaczego zostało to wydane. I nie podoba mi się, że potencjał monteyzacji był głównym czynnikiem. Z drugiej strony trudno oczekiwać od wydawcy, żeby szukał czegoś innego niż siana w biznesie.
Damn, propos czytania - czytanie ze zrozumieniem leży z mojej strony najwyraźniej :P No to się zgadzamy, nawet jeśli się nam to nie podoba :/
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Fristron
Karv pisze:
28 lip 2022, 13:01
Fris, rozumiem, że są książki, które czyta się słabo, a mimo wszytko są literaturą wielką. Pisałem wyżej, że mam z nimi problem, ale kładę to na karb swojej tępoty - ku uciesze naszej szanownej noblistki, Tokarczuk, której książek nie znoszę - nie odmawiając im przy tym rangi.
Mi chodzi o to, że to że "Tokarczuk wielką pisarką jest" to też kwestia pewnej umowy - gdzieś ostatnio czytałem że rzeczona noblistka na początku swojej kariery wcale nie miała z płaszczącą się dziś przed nią krytyką po drodze. ;)
Karv pisze:
28 lip 2022, 13:01
Nie sądzę jednak, żebym natknął się gdzieś na czytelnika, który powie, że Joe Hill w tomie opowiadań odkrywa na nowo horror, przesuwa granice, przemyca ważne kulturowe wątki, czy robi cokolwiek, co uczyniłoby jego prozę czymś więcej niż jest. A jest, subiektywnie, kiepścizną.
Pewnie jakby był bardzo niewyrobiony to nie używałby takich określeń, ale książka mogłaby na nim zrobić ogromne wrażenie. Pierwsze książki fantasy które czytałem to były powieści Salvatore'a o Drizzcie i wydawało mi się to takie wow super. Kilka lat później powrót był bolesny. :P

Jak go publikują to pewnie komuś się to mimo wszystko podoba, nawet jeśli przede wszystkim fanom Kinga którzy pożerają też twory okołokingowe. Co dokładnie się podoba to już inna sprawa i czasami bardzo trudna do zakomunikowania i pojęcia, bo gusta i wartości się za bardzo rozjeżdżają.

Awatar użytkownika
Karv
Trochę się więc gubię w tym, co chcesz przekazać. Z jednej strony - rozmowy o książkach to ważne doświadczenie, powinno się, pozwala konfrontować opinię dla lepszego wyważenia.

Z drugiej - wobec braku argumentów za, przywołujesz hipotetycznego czytelnika, który jest zachwycony w ramach kontry do mojego rozczarowania. (Absolutnie nie spodziewam się, że wylozysz argumenty za tą książka, nie oczekuje, że ją czytałeś, a tym bardziej, że Ci się do podobała :P).

Czy to ma doprowadzić do wniosku, że każda książka jest średnia, jeśli zebrać odpowiednią grupę badawczą, czy rozmawiamy o czymś innym, co mi umyka?

Awatar użytkownika
Fristron
Kiedy Den zaczął rozważać, czy w ogóle można mówić o dobrych i złych książkach wrzuciłem swoje 5 groszy na ten właśnie temat, bardziej w odpowiedzi na jego filozofowanie, niż na Twój post. ;)
Odnosząc to jednak do książki Hilla (której nie czytałem i po Twojej reklamie na bank nie przeczytam xD ) to co próbuję przekazać sprowadza się do refleksji że każdy taki osąd jak zła/dobra lektura wyniesiony poza stricte subiektywny poziom wymaga założenia, że na jakimś poziomie zgadzamy się, czym powinna być dobra książka. A że nie wszyscy się w tym zgodzimy, więc taka ewaluacja ma sens co najwyżej w kontekście grupy do której jest skierowana, a która jest wobec jakichś wspólnych wartości zbudowana. Nie chodzi mi o to, że każda książka jest średnia (bo to też jakaś ewaluacja), ale o to że nawet "mądrzejsze" sposoby określania czy książka jest dobra (bo przesuwa granice gatunku, bo przemyca ważne kulturowo wątki, bo dostała Nobla xP ) są pewną umową i pewnym subiektywnym wyborem.

That said, to wszystko brzmi strasznie na serio w kontekście Twojego żartobliwego posta o Hillu, no ale mówię - podjąłem jeden z wątków o których pisał Den, który to z kolei napisał post nie zauważywszy, że się zgadzacie. Chyba głuchy telefon nam wyszedł. :D

Awatar użytkownika
Karv
Dobra, w takim kontekście te rozważania mają sens xD Dzięki!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość