Iskra, która rozpaliła płomień

Ktoś, kto chce przywrócić moc dawnych bogów, musi być szalony. Musi też mieć bardzo konkretny powód.
Awatar użytkownika
Fristron
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Fristron
Fristron, trzymając się nieco z tyłu żeby nie tłoczyć się u końca schodów, był zaciekawiony rozwojem wypadków. Kto mógł być na dnie pułapki? Jeśli Deza, to czemu im nie pomogła? Jeśli ktoś inny, to czy ich obserwował? Czy mógł im krzyżować szyki, kiedy ratowali Kleivona? Czy...

Pirrel prychnął, zirytowany kolejną komplikacją. Jeśli teraz zaczną zajmować się tym, co znajduje się pod ich stopami znowu nie będą wyciągać z pułapki maga Rady.
- Deza, nie Deza. Proponuję zająć się najpierw Kleivonem. Jak go wyciągniemy, będziemy mogli sprawdzać co jest pod nami bez ryzyka wystrzelenia duszy w kosmos - powiedział kąśliwie.
Fristron, przywykły że plany asystenta pozwalają mu przejść od punktu A do B zgodnie z założeniami, skinął głową.
- Navina, jesteś gotowa? - zapytał orczycę, podając jej menażkę z wodą.

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
No, w końcu to co lubiła. Działanie zamiast bezsensownego gadania. Ściągnęła swój podróżny płaszcz i oddała go Pirrelowi (który swoją drogą otrzymał od niej pochodnię), a mężczyźni w końcu mogli zobaczyć na jej plecach bojowy topór typowy dla orczej rasy. Kobieta nosiła dopasowane skórzane spodnie oraz kamizelkę z tego samego materiału odsłaniającą ramiona. Ponadto spod ubrania wystawał żywokoral, głównie na tułowiu pod kamizelką.
Otrzymawszy od Szajberta linę obwiązała się nią w pasie, lecz nim zaczęła schodzić podała mu również koniec drugiej - tej co sama przyniosła. Przyjęła od nich również manierki z wodą.
- Lepiej nie liczyć, że jeden sznur utrzyma dwie osoby. Tym postaram się zabezpieczyć profesorka, więc trzymajcie go potem równie mocno, o ile nie bardziej.
Usiadła na urwanych schodach, by następnie wielokrotnie powtarzanym w przeszłości ruchem odwrócić się na brzuch i zawisnąć na rękach na krawędzi. Spojrzała jeszcze raz na strażnika by ostatni raz napiął i sprawdził jej linę. Kiedy wszystko było w porządku puściła się i pozwoliła, żeby to stopniowe luzowanie sznura przesuwało ją niżej, pod maga Rady. Tam już ostrożnie popukała stopą w stworzone przez koteczka pole. Chyba było stabilne.
- No witam Panie Magu, witam. Dasz Pan radę złapać tę linę? Zaraz Cię stąd ściągniemy. Długo już wisisz w sumie? - Podała mu koniec wolnego sznura i kiedy obkręcił go sobie dookoła bioder ta zawiązała supeł osobiście, żeby być pewną, że ten się w połowie drogi nie rozplącze.
- Hej tam na górze, gotowi?! - Chwyciła manierkę z wodą i odkręcając ją czekała na znak od towarzyszy, że może zacząć uwalnianie profesora.

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Serywen
Serywen wciągnął powietrze, gdy Navina popukała o pole. Eteru miał w okolicy od groma, ale jego karwasz nie był przystosowany do utrzymywania pola na taki dystans i tak długo. Już czuł jak urządzenie zaczyna się nieprzyjemnie rozgrzewać.
- Nie chcę poganiać - powiedział, chcąc ich pogonić - ale nie wiem jak długo jeszcze zdołam utrzymywać pole.
Veni, rescripsi, discessi

Bubeusz
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
- Jedziesz, jedziesz! - zachęcił ją Szajbert, dając znak, że mocno trzyma linę.

Navina chlapnęła z bukłaka w stronę jednej z czar płonących czerwonym ogniem. Nie trafiła. Kilka kropel wpadło w płomienie, które zasyczały tylko groźnie.
- Wrzuć cały bukłak - doradził jej Serywen. Kiedy to zrobiła, ogień zaskwierczał wściekle i zgasł, a wraz z nim zniknęły wydobywające się z niego eteryczne promienie.
Z więżącego Kleivona pentagramu nie zostało zbyt wiele. W zasadzie została tylko jedna linia. Profesor poczuł, jak niewidzialne siły słabną i jego dłoń zaczyna wyślizgiwać się z ich uchwytu.
- Lecę - zawołał, lecz... nie poleciał. Osunął się lekko na płytę, lecz jego dłoń, jak na gumie, ciągle wracała do pułapki. Zauważył, że może ją przemieszczać wzdłuż promienia, ale nie może jej z niego wyrwać.

- Dobra dziadek, chyba trzeba ci pomóc - stwierdziła orczyca i pociągnęła mocno profesorem.
- Niee, zaczek... - próbował się bronić Kleivon, czując, jak gwałtownie wzrasta napięcie w pułapce, a jego ręka drętwieje i sztywnieje od pulsującego wokół eteru.

JEB.

Coś trzasnęło, głośno, jakby przeskoczył potężny ładunek energetyczny. Z promienia trysnęły czerwone iskry, a ręka Kleivona wyleciała z niego gwałtownie. Profesor upadł całym ciężarem na eteryczną platformę.

Serywen stęknął, czując, jak jego urządzenie dało z siebie wszystko. Zaczęło dymić i wiedział, że czas dobiegł końca.
- Trzymajcie mocno! - krzyknął do trzymających liny. W samą porę, bo pole niespodziewanie zniknęło i zarówno Nawina, jak i Kleivon, osunęli się kilka stóp wgłąb dziury, aż nie napięły się trzymające ich liny.

Ekipa stojących na schodach o mało co nie wpadła za nimi w pułapkę. Z trudem utrzymali pozycje i ciągnąc z całej siły, zaczęli wyciągać nieszczęśników.

Wisząc na sznurach, orczyca i Kleivon mieli chwilę, żeby się rozejrzeć po niższym poziomie. Było tu niezwykle ciemno, ale jednej rzeczy nie mogli przegapić.
Wściekle czerwonych oczu, które niczym węgielki w dogasającym ognisku, przyglądały się im beznamiętnie.
A w tle migało takich światełek więcej.

Be żadnego dźwięku czy ostrzeżenia, czerwone, niemrugające oczy zaczęły się zbliżać do wiszących... Niebezpiecznie blisko, aż widać było suchą, trupią skórę oczodołów... A może tu w ogóle nie było skóry, tylko sama czaszka?

W tym momencie zostali pociągnięci do góry i znów znaleźli się na powierzchni leja. Spanikowany profesor zaczął się rozpaczliwie chwytać krawędzi dziury, jak ktoś, kto wpadł do przerębli z lodowatą wodą.

Ciągnięcie dwójki towarzyszy po powierzchni leja było już dużo łatwiejsze, zwłaszcza, że oni sami starali się pomagać rękoma i nogami jak tylko mogli. Wkrótce znaleźli się z powrotem na schodach.

Profesor dyszał ciężko, trzymając się ściany. Był uratowany, choć wciąż w szoku, a jedna jego ręka wisiała bezwładnie.

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
Nieco niezadowolona kobieta skrzywiła się, kiedy ochlapanie płomienia nie wystarczyło. No na prawdę, musiała się bardziej wysilić? I całą menażkę marnować? Westchnęła w duchu, lecz zamachnęła się i kiedy bukłaczek wpadł do paleniska niszcząc magiczny płomień żałowała nieco dobrego ekwipunku. No ale trudno. Może jak się wykaże trochę w tej akcji ratunkowej to w podzięce sypną jej nieco groszem, by sobie nowy kupiła?
Szkoda tylko, że dalej starucha trzymała druga wiązka magii. Nie zamierzała rzucać drugą, pozostałą jej wodą. Jeszcze mogła się przydać. Poza tym brutalna siła jeszcze nigdy jej nie zawiodła. No to tak... Hej ho! Gdy pociągnęła profesorka sama poczuła jak jej nogi zadrżały... i to bynajmniej nie ze strachu!
- Na ogrzy chuj! - Gdy straciła grunt pod nogami zaklęła siarczyście, lecz odruchowo zdążyła złapać Kleivona osłaniając go swoim ciałem przed obiciem się o krawędzie leja. A potem tak sobie dyndali w powietrzu. Gdy wzrok orczycy przyzwyczaił się do wszechobecnej ciemności (w końcu niewiele światła wpadało do jeszcze niższego poziomu) aż wciągnęła powietrze głośno. No jeszcze jej tutaj tylko brakowało jakichś krwiopijców, jak wywnioskowała po czerwonych ślepiach.
- Ciągnijcie! Wyciągnijcie nas! - To nie tak, że się bała. Po prostu poczuła dyskomfort. O wiele lepiej czuła się stojąd twardo na ziemi i ściskając w rękach swój topór bojowy. A tutaj na linie to co mogła niby zrobić? Obsikać te stwory z góry? Może gdyby była innej płci dałaby radę, ale aktualnie nie planowała próbować.
Wróciwszy już na wysokość leja zaparła się rękoma i nogami, by już tylko nie wrócić na niższe piętro. Asekurowała również profesora podczas jego wspinaczki ku górze oraz pomogła mu wdrapać się na schody, gdzie czekała na nich reszta ferajny. Dosięgnąwszy samej krawędzi schodów podciągnęła się i odciążając Szajberta usiadła tam zmęczona. I fizycznie i emocjonalnie.
- Tam na dole... jeśli to faktycznie machina wysysająca dusze to chyba właśnie widzieliśmy ofiary, które je straciły. Tylko... było ich tam wiele. Zbyt wiele jak na niedawny czas. To tak jakby oni trwali tam odkąd zostali poświęceni. - Zadrżała, a potem wstała i poruszyła ramionami jakby strząsała z nich niewidzialny ciężar.
Potem spojrzała na Szajberta i położyła mu rękę na ramieniu.
- Dzięki za wsparcie. Z takim człowiekiem można chodzić na wyprawy! Dobrze, że Ci Panowie Magowie Cię mają. - Pokiwała głową z uznaniem, a potem skupiła się na Serywenie. Twoja magiczna podłoga też się super sprawdziła. Dobra robota Panie Kocie!
Normalnie zasłużył na miseczkę mleczka czy porcję kocimiętki, ale to się załatwi jak wyjdą z tych ruin... żywi.

Awatar użytkownika
Fristron
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Fristron
Fristron próbował się nie uśmiechać, podając Kleivonowi rękę i pomagając Szajbertowi wyciągnąć profesora. Po pierwsze, przestawszy szczerze się obawiać o życie kolegi po fachu, poczuł dziką satysfakcję że wiecznie ględzący historyk, który potrafił najprostsze głosowanie przedłużyć o całe godziny swoimi dywagacjami, dygresjami i historycznymi kontekstami, zaznał trochę akcji. Dobrze mu zrobi. Po drugie, sytuacja była też ożywcza dla samego czarodzieja, który poczuł, że nagle następujące po sobie wypadki dają mu energię do działania.

- Przede wszystkim to twoja dobra robota, Navina - zauważył mag, kiedy orczyca po wykonaniu najcięższej części zajęła się prawieniem komplementów wszystkim wokół. - Pirrel, możemy jakoś wynagrodzić wysiłki naszej towarzyszki?
- Tak, hm, no cóż - młodszemu czarodziejowi trochę plątał się język od kiedy Navina zdjęła płaszcz. - Myślę, że, ten, no, fundusz obronny to zniesie. A te, zasługi naszej zielonoskórej przyjaciółki, to one są faktycznie... nie do przecenienia.

Fristron zmarszczył lekko brwi, zdziwiony jąkaniem się zwykle rzutkiego i przemądrzałego Pirrela. Miał jednak ważniejsze sprawy na głowie, skinął więc tylko głową w odpowiedzi i zwrócił się do Kleivona.

- No, kolego szanowny! - powiedział głośno, kładąc rękę na jego ramieniu kiedy ten opierał się o ścianę i próbował złapać oddech. - Toście nam strachu nabawili! Co was tu przywiało? Takie nagłe eskapady nie przystoją członkom Rady Magów! - oznajmił jedynie na poły na żarty; trudno było nie zauważyć jednak, że w tym ostatnim stwierdzeniu poza reprymendą wybrzmiewała też nuta żalu.

Bubeusz
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Kleivon spoglądał na towarzyszących mu ludzi z niespokojnym, wciąż pełnym szoku i stresu wyrazem twarzy. Wielu z nich nie kojarzył, właściwie znał tylko Fristorna i Pirrela.
To było bardzo trudne doświadczenie, jak na jego wiek i charakter. "Prawdopodobnie już nigdy nie będzie taki sam", przemknęło Fristronowi przez myśl.

- Dzię...kuję wam - odezwał się w końcu profesor, lewą ręką chaotycznie odwzajemniając poklepywania i uściski. - Nie wiem, jak wam dziękować. To był jakiś... koszmar.
A prawą ręką potrząsnął, próbując zginać palcami. Czucie powoli mu do niej wracało, ale wciąż nie był w stanie jej unieść.
Spróbował odwiązać supeł na brzuchu, który ewidentnie bardzo go uwierał, ale nie był w stanie. Widząc to, Szajbert bez słowa chwycił ten sznur i raz dwa pomógł Kleivonowi wydostać się z silnych, orczych więzów.
- Dobra robota. - Kapral puścił oko do Naviny, zwinąwszy i rzuciwszy do niej linę.

Kleivon odetchnął w końcu pełniej. Rozejrzał się po ludziach raz jeszcze, po czym skupił wzrok na Fristronie.
- Dobra... więc tak... my... przyszliśmy tu z samego rana i... - zaczął powoli opowiadać, kiedy nagle pacnął się w czoło.
- Deża! - zawołał. - Nie spotkaliście jej nigdzie? Kiedy wpadłem w pułapkę, starała się znaleźć rozwiązanie... Pobiegła na górę... krzątała się chwilę... zdaje się, że coś odpaliła, słyszałem szczęki, szumy, pojawiły się światła. A potem wszystko ucichło i już nie wróciła...

- Mam nadzieję, że nie... - dodał i urwał, w ostatniej chwili postanawiając się chyba jednak nie dzielić z drużyną swoimi czarnymi wizjami.

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
Kiedy towarzysze zaczęli i ją chwalić za wcześniejsze dokonanie uśmiechnęła się tylko lekko i skinęła głową. Nie uważała pomocy potrzebującemu za coś niezwykłego, aczkolwiek musiała przyznać, że jako grupa dobrze współpracowali podczas wyciągania profesorka. Odebrawszy linę od Szajberta przewiesiła ją sobie w poprzek tułowia, po czym podeszła do Pirrela by odebrać od niego swój płaszcz. Nie zakryła się nim jednak, tylko przerzuciła sobie przez ramię.
- Oj uważaj, uważaj, bo się jeszcze nie wypłacicie! - zaśmiała się serdecznie, po czym chwyciła młodego maga jedną ręką i przyciągnęła do siebie na chwilę w ramach przekomarzania się. Zauważyła, że ten bynajmniej nie był zaznajomiony z kobietami, więc aż ją świerzbiło, żeby młodzika bardziej nie zawstydzić. Ale tak wiecie... niegroźnie.
- Dobra ludzie, nie ma co tak stać nad tą przepaścią. Chodźcie na górę, bo jak pomyślę o tym co na dole się czai... lepiej wróćmy i sprawdźmy, czy nie uda nam się otworzyć tych wrót. Skoro Profesorek już nie wisi nad tym lejem niczym smarki w ogrzym nochalu to nie mamy się już czego bać.
Wygłosiła swe zdanie po czym ruszają przodem wróciła na wyższy poziom licząc, że reszta pójdzie jej śladem. Rozejrzała się tu jeszcze raz, po czym zapewne ku zdziwieniu Kleivona podniosła go z ziemi i... posadziła na dolnych schodkach prowadzących na najwyższy poziom.
- Masz i pij, bo pewno żeś trochę tam wisiał - Podała mu mniejszą manierkę niż te zwykle używane do przenoszenia wody. Gdy Radny powąchał zawartość nie miał już żadnych złudzeń - właśnie dostał od niej jakiegoś nieznanego alkoholu, który już samym swym zapachem niewprawionych mógł o łzy przyprawić. Orczyca patrzyła jednak na niego tak intensywnie, że raczej nie mógłby odmówić. A tylko by spróbował...!
- Hej Panie Koteczku, to co? Spróbujesz jeszcze raz stworzyć tę kulę ognia? Bo wcześniej wyglądało, jakby to był dobry sposób na otwarcie wrót.
Zaproponowała Serywenowi, po czym wzięła się pod boczki obserwując teraz poczynania rzekomo mądrzejszej części grupy.

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Serywen
Serywen odetchnął z ulgą, gdy pole zniknęło i szybko zdjął rozgrzany karwasz i wepchnął go do skórzanej sakwy. Zaraz jednak pożałował tego i poczuł się wyjątkowo bezbronny.
- Na... na dole się coś czai? - zapytał, słysząc słowa Naviny. Głos zabrzmiał mu tylko odrobinę.
Oczywiście korciło go, by jak najszybciej opuścić to miejsce, najlepiej zabierając ze sobą Kleivona, by go wypytać o wszystko, co chciał wiedzieć... ale najpierw musieli znaleźć Deżę. No i samo miejsce coraz bardziej intrygowało Serywena.
- Kulę ognia? - zapytał nieco zbity z tropu. - Obawiam się, że to nie jest moja specjalność. Ale jestem pewien, że któryś z szanownych magów mógłby..? - zawiesił wzrok, patrząc to na Fristrona, to na Pirrela.
Należało zrobić jednak jeszcze jedno. Spojrzał na Navinę.
- Nazywam się Serywen, bardzo mi miło - przedstawił się, kłaniając się lekko. Teraz na pewno przestanie do niego mówić per "panie koteczku"... prawda?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Fristron
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Fristron
Fristron uśmiechnął się do starszego kolegi uspokajająco.
- Samej Deży nie znaleźliśmy, ale trafiliśmy na mechanizm, który pewnie wcześniej uruchomiła - mówił do Kleivona, kiedy ten zajmował się alkoholem od Naviny. - Uznaliśmy tylko, że lepiej przy nim nie majstrować póki dyndasz w środku tej maszyny. Jak widzisz, nasza zielonoskóra koleżanka już rusza żeby zająć się i tą sprawą. Nie martw się, zaraz ją znajdziemy. A w trakcie tego znajdowania możesz nam pokrótce opowiedzieć, co właściwie robimy w środku pradawnej kosmicznej armaty zaprojektowanej przez minotaury na szczycie góry.

To powiedziawszy, popchnął lekko czerwonego, dyszącego ciężko Pirrela i magowie ruszyli na wyższy poziom. Wkrótce stali przed jaśniejszym prostokątem. Fristron jęknął w duchu kiedy Navina wspomniała o kulach ognia. Od lat to popisowe zaklęcie magów ognia w jego wykonaniu domagało się raczej nazwy "kulki ciepła". Honor maga ognia nie pozwolił mu jednak przejść obojętnie wobec takiego wezwania, wziął więc głęboki wdech, mocno się skupił, gotów na wielki wysiłek zaczerpnął eteru i...
I prawie się przewrócił, na poły z wrażenia, na poły z siły doznania. Nagle był w stanie manipulować eterem z dużo większą łatwością niż ostatnimi czasy. Nie był to może poziom biegłości z jego młodzieńczych lat, ale czerpanie z całych sił eteru nie wiązało się teraz z nędznymi pasmami, nitkami właściwie, do jakich przywykł przez te lata; poruszona siłą woli energia magiczna walnęła w niego z niespodziewanym impetem. Nie zdążył zmodyfikować w ogóle gestu ani zatrzymać jej części. Przyzwyczajone od młodości do ciskania kul ognia ciało miało optymalny sposób rzucania zaklęcia w pamięci mięśniowej. Tyle że ten optymalny sposób przewidywał normalny ładunek energii. Mgnienie oka później wypuszczał moc, świadom że na egzaminie ze stereomancji - sztuki nadawania zaklęciom kszałtów - zdecydowanie by oblał. Zanim energia uformowała sunący w stronę symbolu ognia czar, zdążył tylko wydusić z siebie:
- Ups.

Bubeusz
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
- Ah, dziękuję ci - Kleivon uśmiechnął się niezręcznie, biorąc manierkę od Naviny. - Co to takiego? - zapytał, biorąc łyk.

A potem skrzywił się i zaczął kaszleć.
- Uh.. huh... Ciekawy smak, doprawdy... - Oddał orczycy trunek. - Aaa... czy macie też wody? Nie piłem od wieków...
Podali mu wody.
Profesor przyjął ją z dość widoczną ulgą.
- Widzisz, Fristronie, sprawa wydała mi się jasna i moralnie uzasadniona - zaczął mówić, kiedy przepłukał gardło. - Odkryliśmy za pomocą eteroskopu, że dzieją się tu poważne manipulacje na duszy. Do tego spektrum eteru wykazywało dużą proporcję czarnego zabarwienia. Wniosek - ludzie tu umierają. I to nie było zjawisko jednorazowe. Kiedy namierzyliśmy kolejną, rosnącą falę energii, zrozumiałem, że zaraz nastąpi rozerwanie duszy następnego nieszczęśnika. Pospieszyłem więc z nadzieją, że uda nam się uratować tego człowieka.

Wziął kolejnego łyka wody.
- Kiedy przybyliśmy na miejsce, nikogo nie zastaliśmy. Wyglądało na to, że albo się uwolnił i uciekł, albo został... rozerwany. I wpadł do leja. Widać jednak było, że krata została zdjęta, a przejście podziemne odkryte i udrożnione. Ktoś tu zaczął chodzić. Nie mam jeszcze pewności, czy to jacyś parszywi ludzie uruchomili maszynę i świadomie poszukują ofiar, czy zwyczajni włóczędzy i wędrowcy odkopali przejście szukając schronienia i wpadali tu przez przypadek.
Westchnął, pijąc ostatnie krople wody i oddając pustą manierkę.
- Nie jest mi wiadomo o żadnym minotaurzym kulcie, który by przetrwał do naszych czasów, nawet jeśli miałby być kontynuowany przez ludzkich sukcesorów. Nie wydaje mi się też, żeby ktokolwiek żywy był świadom, jak działa ta maszyna i zaczął jej świadomie używać, do sobie tylko znanych celów. Dlatego za opcję najbardziej prawdopodobną uważam spontaniczne uruchomienie się tej maszyny i połknięcie przypadkowych ofiar. Nigdy jednak nie możemy być pewni...
Zwrócił się do Serywena, kiedy szli schodami na górę:
- Tak, przyjacielu, tam były jakieś postaci. Widziałem wyraźnie ich czerwone, świecące oczy. To na pewno nie byli ludzie. Nie odzywali się, ani nie nawiązywali żadnego kontaktu. Zupełnie, jak maszyny... Ale podejrzewam, że to nie są pozostałości po ofiarach tej pułapki. Przecież jak rozrywają ci duszę, to nic po tobie nie zostaje..? Znaczy, aż tak się nie znam, ale... taki ktoś chyba nie powinien zachować świadomości?

Spojrzał na Fristrona, który przystąpił do operacji podpalania ściany.
- Sam też się zastanawiam, do czego to urządzenie służy. Myślisz, że to armata? Zawsze miałeś dziwne pomysły, ale... do czego to miałoby strzel... Jeeju! - Gwałtownie odsunął się od kolegi, czując ognisty podmuch, jaki mag właśnie wyzwolił.

Solidna, tryskająca płomieniami i iskrami na wszystkie strony kula rozświetliła komnatę, a temperatura w podziemiach gwałtownie podskoczyła. Fristron ledwie nad nią panował, czując jak zwęglają się końce jego rękawów, a jeśli miał jakieś włoski na wierzchu dłoni, to już mógł się z nimi pożegnać. Zaciskając oczy, by uchronić je przed gorącem, wypuścił w końcu zaklęcie. Rozwibrowany, chłonący eter z przestrzeni ogień pomknął w stronę jaśniejszego prostokąta na ścianie. I, ku zaskoczeniu magów, nie rozbił się o nią, tylko został całkowicie wchłonięty.

Ściana rozbłysła białym światłem, a po komnacie rozbiegły się odchodzące od niej złote, świecące ścieżki. Pomieszczenie ożyło, zdradzając im swoje sekrety. Patrzeli, jak błyszczący ślad rozpalał się, sunąc po wszystkich filarach, łącząc niecki z centralnym dyskiem na suficie, a na podłodze zbiegając się w studni. Przejście z kamiennych płyt rozbłysło złotymi symbolami - część z nich zdawała się być tylko dekoracją, zwłaszcza te narożne, przypominające drzwiowe okucia. W centralnej części zaświecił się znów wielki symbol położonego, dekorowanego H. Teraz było widać wyraźnie, że to jest przejście.

Dodatkowo, po obu stronach drzwi podświetliły się dwa kafle podłogi. Na obu wyrysował się symbol krzyża z kółkiem na przecięciu. Jeśli ktoś zajrzałby do studni lub został na niższym poziomie, zauważyłby też, że umieszczona tam wielka, metalowa kula rozjarzyła się tajemniczymi symbolami.

Ale nikt tam nie patrzył, bo wszyscy obserwowali jeszcze jedno, dziwne zjawisko. Jaśniejszy fragment ściany, w który uderzyła kula ognia, zaczął się rozpływać w powietrzu, ukazując niewielkie wgłębienie, w którym osadzony był mechanizm. Ogromne zębatki i pokrętło. Tarcza z różnymi symbolami, oraz centralna, elegancko zdobiona, metalowa strzałka, ewidentnie wskazująca, który symbol jest obecnie wybrany.
Obecnie wskazywała puste pole. Oprócz niego na tarczy było pięć pól, a w nich pięć symboli - idąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara: kropla, odwrócone H, koło przecięte pionową linią, ogień i otwarte oko.
Domyślali się, że korzystając z pokrętła, będzie się obracać tarczą.

- Oooo w mordę - skomentował to Szajbert, który dopiero teraz zdołał zamknąć rozdziawione z niedowierzania usta.

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
Gdy Kleivon napił się z manierki i mało co nie udławił od mocy alkoholu ta z zadowoleniem chwyciła się pod boczki i wyprostowała dumnie.
- Bimber domowej roboty oczywiście!
Zaśmiała się głośno odbierając swoją własność, a potem spojrzała na Serywena. Może faktycznie coś jej się mieszało, że ten wcześniej nie rzucał kulami ognia. Po namyśle to chyba po prostu pochodnię do ściany przystawił. No nic, szczegóły. Kto by się nimi przejmował? Ten jednak w końcu sobie przypomniał, że jeszcze się sobie nie przedstawili.
- A no jo, Pan Koteczek wybaczy! Poznaliśmy się w chwili, kiedy jednak inne rzeczy moją pustą głowę zaprzątały. Navina Gruushya, do usług! - Chwyciła mechaniczną rękę mechmaga i potrząsnęła nią na przywitanie. Zupełnie nie skomentowała faktu, że gdzieś musiał zgubić swoją własną łapę.
Potem stanęła już z boku wychodząc z założenia, że swoją część pracy wykonała. W końcu na magii się nie znała, tym bardziej biegła we wszelkiego typu mechanizmach też nie była. Ona stanowiła mięśnie - silne i niezawodne, kiedy trzeba coś podnieść, złapać lub rozwalić. Tak więc teraz widząc popisy Fristona zagwizdała cicho z uznaniem. Dobrze, że była nawykła do wysokich temperatur, a jej strój nie zakrywał zbyt wiele, to przynajmniej się nie ugotuje. Szkoda kotecka, którego pewnie w futerko przysmaży.
- No to Panowie, teraz Wasza kolej, bo dla mnie to jedna wielka zagadka.
Oparła się plecami o schody wyraźnie czekając, aż Ci zrobią całą resztę i ona będzie mogła przyjść na gotowe.

Spoiler:

Awatar użytkownika
Fristron
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Fristron
Fristron zamarł na chwilę, pogrążony w szoku. Co się właściwie zadziało z eterem w tym miejscu? Jasne, było go tu dużo, ale mag był już w miejscach gdzie energię magiczną można było czerpać z łatwością i nic to wtedy nie zmieniało. Od lat prawie go nie słuchała. Zamrugał, widząc że kula zostaje pochłonięta przez ścianę i odetchnął z ulgą. Jak na zaklęcie, które wyrywało się spod kontroli, szkody były żadne.
Na tyle żadne, że nie musiał się przyznawać do błędu.
- He-hem - odchrząknął, zerkając po towarzyszach. - Tak jak sądziłem, potężne wyładowanie magiczne zdjęło iluzję. - Pirrel zerkał na Fristrona nieufnie. Asystent wiedział o kłopotach z brakiem dostępu do mocy przełożonego, więc nagły popis siły był kolejnym zdarzeniem, które go wyprowadzało z równowagi.

W tym punkcie podjął wątek rozmowy z Kleivonem, jakby nigdy nic:
- No, na moje to będzie armata. Spójrz na ten dysk, toto się otwiera. A ta kula? Pod nieszczęśnikami wiszącymi jak ty jeszcze przed chwilą, którym potem rozrywano dusze. A rozrywanie duszy to, jak wiesz, nie byle jaka sprawa. Dużo energii. Dość dużo, żeby, nie wiem... Wystrzelić tę kulę w gwiazdy?

To powiedziawszy, skupił się na rozświetlonej przed nimi zagadce.
- To co, Navina, zgodnie ze starą strategią łażenia po podziemiach sprawdzamy wszystkie symbole po kolei, czy są w fachu jakieś nowe trendy? - Orczyca właśnie w tej chwili oznajmiła jednak dobitnie, że ona takimi sprawami się nie zajmuje, więc zaczął głośno myśleć. - Mi się widzi, że jak chcemy wejść gdzieś, gdzie do tej pory nie mogliśmy i znaleźć Deżę, to ta litera H jest chyba najbardziej obiecująca. Więc może płytka H? Albo to przecięte koło? Najwyraźniej ono też ma coś wspólnego z przejściem - tu wskazał na kafelki. - Serywenie (Fristron, przy okazji, miło poznać)! W sumie to ty chyba jesteś największym ekspertem tutaj jeśli chodzi o takie ustrojstwa? Jakieś sugestie?

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Serywen
Futro Serywena oklapło z rozczarowania. Maszyna rozszarupująca i zjadająca dusze, nie była tym, na co liczył. Chociaż... oczywiście coś takiego byłoby skraaaajnie złe i nieetyczne, ale jego projekt Okna, jeśli w ogóle był chociaż teoretycznie możliwy, na pewno wymagałby dosłownie kosmicznych ilości mocy do działania. Czyżby pozyskiwanie jej na drodze reakcji powstałych podczas rozrywania dusz było rązwiązaniem?
Dalsze rozważania zostałe przerwane przywitaniem ze strony orczycy, która zdawała się w ogóle nie zauważać jego mechamagicznej ręki. Owszem, Serywen nie lubił, gdy ludzie się gapili na jego kalectwo i pokazywali sobie jego protezę, ale tak w ogóle zignorować to dzieło absolutnego geniuszu? To było aż obraźliwe! Nim zdążył odpowiedzieć, Fristron rozpoczął swój pokaz pirotechniczny. Całkowicie odruchowo, hyus dopadł do ziemi, jednocześnie znów aktywując karwasz tarczy, osłaniając siebie i Navinę półkolistą tarczą. Szybko na szczęście okazało się, że nic im nie grozi i mechamag mógł dołączyć do reszty, badających machinę, która okazała się ich oczom.
- Symbolu ognia na razie bym nie tykał - powiedział Serywen, wymieniwszy powitania z Fristronem. - To pseudo-H wydaje się najbardziej obiecujące. Jeśli zaś chodzi o przecięte koło... może najpierw trzeba stanąć na te kafelki z tym znakiem i wtedy dopiero je przekręcić? Chociaż odrobinę to ryzykowne...
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Fristron
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Fristron
Chwilę tak stali, wszyscy najwyraźniej chcąc żeby ktoś inny zajął się maszynerią. Wreszcie Pirrel (któremu najbardziej zależało na tym, by się stąd szybko wynieść) wziął głęboki wdech podszedł do tarczy i zaczął przy niej gmerać. Zawsze to samo, myślał gniewnie, więcej tu ekspertów od podziemnych pułapek niż lampucer w burdelu, ale jak przychodzi co do czego to kto musi robić całą robotę? Pirrel! Mając przy tym jednak pewien respekt do wiedzy Serywena, przesunął tarczę dwukrotnie w lewo, aby przetestować jego rekomendację.

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
Obserwując zmagania swoich uzdolnionych magicznie towarzyszy Navina wyraźnie odpoczywając sobie pod ścianą spojrzała na znaki. Ciekawe, czy widziała je już wcześniej podczas sprawdzania innych podróży? Jeśli były kiedyś częściej używane mogła sobie coś przypomnieć przydatnego. Ale by się reszta zdziwiła, że poza mięśniami ma też całkiem sporo użytecznej wiedzy!

Bubeusz
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Koło zaskrzypiało, obracając się powoli, niechętnie, jakby usilnie stawiając opór kręcącemu pokrętłem Pirrelowi. Zębatki zgrzytały, ocierając się chrobotliwie jedna o drugą, jednak mimo wszystko mechanizm wydawał się sprawny. Po tylu latach nieużywania - Serywen aż uniósł brwi w podziwie dla minotaurzej techniki. To na pewno zbudowały minotaury? A może korzystały z usług jakichś zewnętrznych inżynierów?

Litera H stanęła w końcu na górze koła, przysłonięta lekko ozdobną, ażurową strzałką. Coś kliknęło, kiedy mechanizm wskoczył na pozycję. Zapadła cisza.
- No i? - Szajbert unosił kącik ust bez przekonania. - Trzeba doładować kolejną kulą og...
Urwał, kiedy nagle coś stuknęło metalicznie za ścianą. Zgrzytanie i szuranie było głuche i stłumione, ale wibracje powodowane przez mechanizm mogli odczuć wyraźnie, dotykając ściany. Tam coś się działo.

Aż w końcu dwie kamienne płyty ozdobione błyszczącym symbolem H drgnęły, stuknęły, szurnęły i zaczęły się powoli rozsuwać.
Wszyscy z zapartym tchem patrzeli na ten niespieszny, elegancki ruch wśród błyszczących złotem symboli.
To, co jednak ujrzeli za drzwiami, nie było już tak piękne.

Zobaczyli kamienny korytarz niewielkich rozmiarów. A w korytarzu, nie dalej jak trzy metry od wejścia leżała czarnowłosa, młodziutka kobieta w niezbyt eleganckiej pozie. Kałuża krwi była jeszcze świeża.
- Deża! Najświętsza Illano... - jęknął Kleivon i ruszył w jej stronę.
- Stój! - zawołał Szajbert, w porę łapiąc go za kołnierz i odciągając od wejścia.

- Nie wiemy, co ją zabiło... Nie chcesz chyba skończyć, jak ona?
Przypatrywali się ginącemu w mroku korytarzowi z bezpiecznej odległości.

Mogli dostrzec, że kamienne płyty posadzki nie są zwykłym brukiem - były docięte w równe kwadraty i ułożone z wyraźnymi, centymetrowymi przerwami pomiędzy.
Z kolei kafle tworzące ściany korytarza miały wyryte wyraźne symbole krzyża z kołem na środku. Był to identyczny symbol, jak ten, który zaświecił się na dwóch kafelkach po obu stronach wejścia, kiedy uruchomili maszynę.

Serywen jednak swoimi kocimi oczami widział dokładniej. Była jedna, drobna różnica. Koła na kafelkach wewnątrz korytarza nie były jedynie wyrytymi symbolami. Były głębokimi dziurami.

Navina z kolei przyjrzała się dokładniej zwłokom kobiety. Były zakrwawione w wielu miejscach tak, jakby nie otrzymała jednego ciosu, ale co najmniej kilka. Ciało nie wyglądało na w żaden sposób zdeformowane ani porozcinane, za to utrata krwi była ogromna. Plama zaczynała już schnąć, jasne też było, że większość krwi spłynęła już gdzieś niżej szparami w posadzce.

Profesor usiadł gdzieś w kącie, nie mogąc powstrzymać łez. Nie mógł na to patrzeć.

Awatar użytkownika
Fristron
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Fristron
Kiedy zobaczyli Deżę, Pirrelowi ugięły się kolana.
- Ja nie chciałem... - jęknął młody mag, przerażony.
- To nie ty - powiedział cichym, ponurym tonem Fristron. - Widzisz te zaschnięte plamy? To się stało już jakiś czas temu. - Fristron pokręcił głową; nagle znowu jego wiek był po nim widoczny. - Biedna dziewczyna... może gdybyśmy nie stracili tyle czasu rozbrajając pułapkę Kleivona udałoby się ją uratować?

Po tych słowach maga na chwilę zapadła ciężka cisza. Wreszcie Pirrel, któremu nastrój poprawił się widocznie jak tylko tragedia okazała się nie być sprowokowana jego działaniami, odetchnął ciężko i rzekł:
- Powinniśmy się zbierać. Przyszliśmy tu po profesora Kleivona i możemy go bezpiecznie odprowadzić do miasta. Znaleźliśmy nawet Deżę, ale nie możemy jej już pomóc.
- Nie możemy jej tak zostawić - zaoponował Fristron. - Nawet Deża zasługuje na to, by zwrócić jej ciało rodzinie - dodał z przekąsem, który zaskoczył Pirrela.
- Mistrzu... ten loch jest niebezpieczny, a znajduje się w nim dwóch z pięciu magów Rady. Racja stanu... - zaczął mówić spokojnym, rzeczowym tonem Pirrel. Fristron jednak był wyraźnie wzburzony.
- Mam gdzieś rację stanu! - Wybuchnął na asystenta, który otworzył szeroko oczy. - Nie zostawię tu ciała tej dziewczyny i nie wyjdę stąd dopóki nie dowiemy się, dlaczego ktoś zastawia pułapki na naszych ludzi!

Pirrel chwilę patrzył na swojego przełożonego w szoku. Potem jakby coś w jego twarzy przeskoczyło; wyglądał jakby podjął jakąś decyzję. Przymknął oczy i odpowiedział cichym, nieobecnym głosem:
- Dobrze, mistrzu. Zrobimy jak każesz.
Fristron odetchnął głęboko i skinął głową. Przez chwilę wyglądał jakby się zastanawiał, po czym odezwał się do Kleivona:
- Mój asystent ma trochę racji, szanowny kolego. Jest tu niebezpiecznie, a ty jesteś osłabiony i wiele przeszedłeś. Czy chcesz wrócić do miasta? Szajbert mógłby cię odprowadzić.

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
Gdy drzwi się otworzyły Navina odepchnęła się od ściany, o którą wcześniej się podpierała i podeszła bliżej. Zwłoki dziewczyny zbytnio jej nie zaskoczyły, bo gdyby żyła najpewniej już dawno by ją usłyszeli jak Serywen Kleivona. Jej śmierć była smutna i zapewne w ogóle niepotrzebna, lecz co się stało już się nie odstanie.
Słysząc jak Fristron zastanawiał się na głos, czy ich zwlekanie nie było pośrednim powodem zgonu denatki orczyca pokręciła głową.
- Gdyby żyła w momencie naszego zejścia tutaj usłyszelibyśmy ją. Nawet jeśli ludzie nie są tak wrażliwi na dźwięki to Koteczki mają tu większe pole do popisu. I słyszałam, że wy Magowie patrząc na te cały prądy magii czy jak to nazywacie możecie ujrzeć aury. Jeśli panna byłaby żywa, to Pirrel zapewne by ją dostrzegł przez ścianę tak jak tę machinę. Tak więc proszę mi tu nie insynuować, że to nasza wina ani podburzać morali grupy, Panie Radny. - Spojrzała na niego ostro, bo może i był ważnym człowiekiem w Nimnaros, tak tutaj wyraźnie próbował im zarzucić współwinę w stracie jednego z ich ludzi. Czasami nawet królowie na tronie potrzebowali porządnego kopa w zad, żeby się opamiętali, a Navina nie miała żadnych oporów w nalewaniu oleju innym do głów.
Podeszła do krawędzi wrót, nie przekraczając ich jednak i zaczęła uważnie obserwować sufit, ścianę i podłogę. Szukała pułapek, które mogły być odpowiedzialne za atak na Deżę lub stanowić zagrożenie dla nich. Znalazła również nieopodal średniej wielkości kamień i rzuciła go przed siebie, żeby sprawdzić, czy nie wpadnie na coś, w coś, lub nie zostanie zniszczony.
- Któryś z Was zna jakieś zaklęcie przyciągania czy inne czary mary, żeby dostać jej ciało bez potrzeby wchodzenia w ten korytarz? - O ile nie lubiła zbyt magii to w tym momencie miała wrażenie, że jak na złość wpadła w jedną wielką magiczną pułapkę. Bo czymże innym była ta twierdza?

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Serywen
- Nie jestem czarodziejem! - obruszył się Serywen. - Nie jestem także "koteczkiem" tylko hyusem i... - Koteczek westchnął, wiedząc, że to nie pora na kłótnie.
- Te symbole na ścianach... to dziury, otwory - powiedział, pokazując je z oddali palcem. - Normalnie zasugerowałbym, że wystrzeliwują z ich strzały, ale ciało Deży nie jest nimi naszpikowane. Może włócznie, które potem się cofają? Cóż za inżynieria! Pułapki, które działają, pewnie bez konserwacji, po stuleciach! A drzwi w moim gabinecie jakoś już po tygodniu bez smarowania zawiasów zaczynają skrzypieć przy otwieraniu!
Krótki rzut oka na towarzyszy powidział Serywenowi, że jego problemy z drzwiami nie są obecnie tematem, na który chcieliby debatować.
- Nie mogę jej przyciągąć - powiedział. - Mogę spróbować zrobić korytarz z pola siłowego blokującego otwory w ścianach, ale jeśli ktoś zna jakąś magię, która mogłaby przysunąć ciało do nas, to byłoby to chyba lepsze rozwiązanie.
Veni, rescripsi, discessi

Bubeusz
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
- Ja... ja... - Roztrzęsiony Kleivon najwidoczniej obwiniał się o śmierć Deży. - Tak, wrócę, dość już dziś narozrabiałem - podjął decyzję z głębokim westchnieniem. Szajbert wziął profesora pod rękę i spojrzał pytająco na magów.
- Dopilnujcie proszę, żeby miała godny pochówek... - poprosił Kleivon zmęczonym, łamiącym się głosem. - I.. dziękuję raz jeszcze. Jeśli będę mógł się jakoś odwdzięczyć... Wiecie, gdzie mnie szukać.

Tymczasem kamień rzucony przez Navinę upadł na jeden z kafelków podłogi... A ten z lekkim kliknięciem wcisnął się w ziemię.
I wtedy z dziur po obu stronach miejsca, gdzie upadł kamień, z nagłym szurgotem wystrzeliły metalowe, ostro zakończone pręty. Sięgnęły niemalże na całą szerokość korytarza. A potem z cichym zgrzytaniem, wciągane jakimś terkoczącym mechanizmem, zaczęły wsuwać się z powrotem.

Zauważyli teraz, że kafle, na których leżała Deża, też były lekko niżej od pozostałych. Wyglądało na to, że gdyby stanąć na tym wciśniętym już kaflu, na który upadł kamień, pułapka nie odpaliłaby się kolejny raz. Tak czy tak raczej niemożliwym było wyciągnąć stamtąd ciało bez ryzykowania, że jakiś inny kafel ulegnie wciśnięciu.

Stojący nieco dalej od korytarza Fristron zauważył, że kiedy Navina odpaliła pułapkę, świecące symbole na dwóch kafelkach po obu stronach wejścia na moment przygasły.

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
Kiedy Kleivon wracał do Nimnaros pożegnała go skinieniem głowy, po czym skupiła się na nowo na pułapce. Wyglądała tak, jakby była stworzona do ubicia wszystkich i wszystkiego, którzy by chcieli tędy przejść. Ale...
- To przejście służyło kiedyś stacjonującym tu kapłanom, czy kim tam były te całe byczki. Pułapka ma na celu powstrzymać tych, którzy wchodzą tu nieproszeni. A skoro jest włączona, to również powinno dać się ją wyłączyć. Może tym kołem, które steruje mechanizmem? Ewentualnie można jeszcze oszukać tę maszynę i zrobić drogę z wciśniętych płyt, ale nie wiem czy nie zareaguje znowu podczas podnoszenia ciała tej dziewczyny z zapadni. Wtedy ten korytarz koteczka byłby nieoceniony.
Mimo drastycznej sytuacji wyszczerzyła się do Serywena i... podrapała go za uchem nim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. Nie trwało to jednak długo, bo nie zamierzała ryzykować podrapania, chociaż ran się nie bała.
Czekając aż jej rzekomo mądrzy towarzysze rozwiążą zagadkę mechanizmu ona nazbierała kolejnych kamieni i zaczęła rzucać jeden za drugim, żeby utworzyć sobie stosunkowo szeroką i bezpieczną ścieżkę, gdyby faktycznie miała tam wejść. Do jednego z kamieni dodatkowo przywiązała sznur i gdy ostre pręty schowały się kolejny raz po uruchomieniu pułapki pociągnęła za linę. Chciała sprawdzić, czy zwolnienie płyty naciskowej na nowo uruchomi pułapkę. A przy okazji magowie mogli obserwować, czy coś się nie działo w komnacie, kiedy ona kombinowała z pułapką.

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Serywen
Serywen aż zastrzygł (podrapanymi) uszami i popatrzył na Navinę z niedowierzaniem. Nie żeby uczucie było niemiłe, ale...
- Nie jestem jakimś tam pierwszym lepszym kotem! - powiedział. - Jestem hyusem, nazywam się Serywen i...
Westchnął. Potem. Najwyraźniej ona nie była zbyt rozumna i musialby jej wszystko wyjaśnić na spokojnie, dużymi literami.
Spojrzał na swój karwasz i dotknął go palcem. Już nie był taki gorący. Założył go ostrożnie.
- Jak coś to ja jestem gotowy - powiedział. - Ale chyba jakiś pokaz telekinezy od naszych magów byłby lepszym rozwiązaniem.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Fristron
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Fristron
Fristron był lekko poddenerwowany. Z jakiegoś powodu odzyskiwał tutaj moc... jednak do tej pory sięgał wyłącznie po moc ognia. Magia przestrzeni wymagała też manipulowania eterem powietrza, co nigdy mu nie przychodziło aż z taką łatwością, choć jako mistrz magii jeszcze parę lat temu bez większych problemów sprawiłby, że ciało Deży przefrunęłoby do ich stóp. Teraz naturalnym wydawało się więc, by spróbował znowu. Ale jeśli mu nie wyjdzie, wszyscy zobaczą, że nie panuje nad swoją mocą.

Spojrzał na martwe ciało Deży. Widok ten sprawiał, że jego trzewia jakby zamieniały się w ołów i ciągnęły go w dół, w bezkształtną otchłań... Mag zignorował ruganie Naviny, która ewidentnie źle go zrozumiała; Fristron nie próbował wywołać poczucia winy w swoich towarzyszach. Po prostu sam sobie z nim nie radził. Niewinna twarz zmaltretowanej dziewczyny zmotywowała go jednak, by spróbował. Wyciągnął rękę, starając się ograniczyć tradycyjną teatralność inkantacji magicznych, tak żeby przykuć jak najmniej uwagi. Spróbował skupić eter i...

- Nie, wiecie co, to można inaczej - oznajmił nagle. Garnąca do niego jeszcze chwilę temu moc znowu gdzieś sobie poszła; nawet ta ognia, nie wspominając już o powietrzu. Mag zaczerwienił się nieco na twarzy, ale był zdeterminowany, by jej nie stracić. - Te kafle z symbolem krzyża podświetliły się, kiedy kamień wcisnął podłogę w środku. Może jeśli na nich staniemy, pręty się nie wysuną?


Fristron, zastanowił się chwilę i rzekł:

- Damy radę sprawdzić oba plany naraz. Stańmy na kaflach, wrzućmy kamień i zobaczmy, czy pręty się wysuwają. Jeśli nie, to znaczy, że hipoteza się potwierdziła. Możemy jeszcze - dodał po chwili namysłu - spróbować przesunąć tarczę na znak krzyża z kołem. Jeśli to wszystko nic nie da, możemy zastosować tunel. - Mag ustawił się na jednym z kafli, zachęcając Serywena gestem, by stanął na drugim. Widzieli, że Navina nie traci czasu i już zaczyna wrzucać kamienie do środka. Pirrel podszedł do koła, gotów je przekręcić gdyby pręty nadal się wysuwały mimo obciążenia kafelków z symbolami.

Bubeusz
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Navina pociągnęła za sznur, aby wydobyć wrzucony kamień. Ten stoczył się z kafla posadzki. Kafel powoli wysunął się odrobinę do góry, osiągając swoje domyślne położenie. Nie spowodowało to aktywowania prętów. Najwyraźniej robił to tylko nacisk.

Kiedy Fristron stanął na świecącym kaflu, poczuł, jak przez jego ciało przepłynęła drżąca energia. Miał wrażenie, że gdyby teraz pokusił się o jakieś zaklęcie, efekt mógłby przerosnąć jego najśmielsze oczekiwania.
Potem dołączył do niego hyuss, stając na drugim kaflu. Jego mechaniczna ręka aż zatrzeszczała i poruszyła się kilka razy bez jego woli.
Spojrzeli po sobie.
Ewidentnie coś się zadziało, choć nie mieli pewności co.

Orczyca wrzuciła kolejny kamień. Upadł na kafelki posadzki i wcisnął je.
Wszyscy wstrzymali oddechy.
Pręty nie wysunęły się.

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
Orczyca spojrzała jeszcze raz na kafel, potem na dziury w ścianach, a następnie przez ramię na swych towarzyszy. No jak nic wielkie umysły chyba to rozgryzły. Czyli mieli coś w tych czerepach, a nie tylko jakieś śmieszne, niewiele wnoszące tytuły.
- No, brawo! To teraz ani myślcie się ruszać stamtąd, idę po dziewczynę.
Jak powiedziała tak zrobiła. Szła po naciśniętych już płytkach uważając, żeby przypadkiem nie zrzucić żadnego kamienia ze swej bezpiecznej ścieżki. Wolała potem nie skakać z kafelka na kafelek, jak jakaś zielona ropucha po liściach lilii na jeziorze. Kolor jej skóry był tu przypadkowo podobny, nie trzeba jej było nic insynuować!
Będąc już przy dziewczynie pochyliła się nad nią i ostrożnie, bardzo ostrożnie wzięła ją na ręce. Całą swoją uwagę skupiła na tym, żeby nie dotknąć innych kafli ani swoją nogą, ani żeby bezwładne kończyny Deży ich nie nacisnęły. Nawet jeśli pułapka zdawała się być wyłączona, to jednak wolała nie ryzykować. Przezornego bogowie strzegą, czy jakoś tak.
Trzymając zwłoki czarodziejki niczym książę swą wybrankę (tj. jedną ręką wspierała jej plecy, a drugą umieściła przy zgięciu jej kolan) zaczęła wracać do mężczyzn. Dokładnie tą samą drogą. Krok po kroku, bardzo ostrożnie. Na moment nawet wstrzymała oddech jakby się bojąc, że ten mógłby uruchomić kolce w ścianach. Podejrzewała, że przed nimi żywokoral by jej nie uchronił.

Bubeusz
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Czuła, jak kafle posadzki dociskają się jeszcze bardziej pod jej ciężarem, ale nic nie kliknęło, nie wysunęło się, nie wybuchło płomieniami. Pułapka zdawała się być pogrążona w jakiejś magicznej niemocy.

Chwilę później Navina była już z powrotem, kładąc Deżę w bezpiecznym miejscu. Zabita adeptka była w istocie cała poprzedziurawiana. Pirrel poczuł podwójny ścisk w żołądku, kiedy na nią patrzył. Przecież Kleivon mógł wziąć do pomocy kogokolwiek z młodych... na przykład jego.

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Serywen
Serywen pochylił się nad martwą kobietą, a następnie odsunął się. Jego pierwszym myślą było, żeby dopuścić do niej tych, którzy byli biegli w uzdrawianiu... ale przecież na pierwszy rzut oka było widać, że Deży już żaden uzdrowiciel nie pomoże.
Smutne. Nawet. W zasadzie to w ogóle jej nie znał, więc bardziej irytujące niż smutne. Marnowali czas. Ona nie żyła i nie mogli jej już pomóc, ale tu istniała cała fascynująca budowla do zbadania.
Zastrzygł niecierpliwie uszami i zajrzał w głąb krótkiego korytarza, z którego ją wyjęli.
- Co ona tam robiła? Po co właziła? - wymruczał do siebie.
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Fristron
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Fristron
- Mogła szukać sposobu na uwolnienie Kleivona - ku zaskoczeniu hyussa, stojący niedaleko Fristron odpowiedział na jego pytanie. - Deża była lojalną asystentką... i dobrą dziewczyną. Ryzykowała dla swojego mistrza. Szkoda jej - dodał, z każdym słowem brzmiąc nieco bardziej jękliwie. Mag ewidentnie nie znosił jej śmierci najlepiej.
- Serywenie - powiedział po krótkiej pauzie, która pozwoliła mu się trochę uspokoić - też czułeś tę energię? Jakieś wyładowanie... myślisz że coś nam zrobiło?
Kiedy to mówił nie patrzył dokładnie na hyusa, ale zerkał na tarczę.
- I co właściwie mogą oznaczać te symbole? - zapytał, już bardziej w przestrzeń, nie oczekując odpowiedzi od kompana. - W szczególności to odwrócone "H"?

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Navina Gruushya
Owszem, szkoda dziewczyny, ale do się stało to się nie odstawanie. Navina ułożyła jej ciało pod ścianą, by następnie przykryć je swoim płaszczem. Wolała nie ryzykować, że staruszek się zaaferuje i zejdzie na zawał. Zamiast tego spojrzała do wnętrza korytarza.
- Mam teorię. Wydaje mi się, że ówcześni tutejsi kapłani chodzili trójkami. Gdy ci tutaj chwilowo neutralizowali pułapkę trzeci wchodził do środka i wyłączał ją z tamtej strony. Ale ja nie znam się na magii, więc ktoś musiałby iść ze mną.
Spojrzała na Pirrela, bo mimo młodego wieku zdawał się być z nich wszystkich najinteligentniejszy.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość