Dzika Wyspa

Według legendy, wśród mórz i oceanów, grasuje statek pełen okrutnych zwierzoludzi, zwanych Piratami Bestii. Tu właśnie pisze się ich historia.
Dahlien
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
Crystal
Swój serek zjadła z największym namaszczeniem, na jakie było ją stać. Siedziała na stole machając nóżkami w powietrzu, ogonkiem kręciła to w prawo to w lewo, a wąsiki drżały jej z podniecenia, kiedy brała kęs za kęsem. Serek...! Czy było na świecie coś równie wspaniałego? Nie, zdecydowanie nie było. No... może serniczek.
Zmywając pierwsze talerze patrzyła z lekkim zdziwieniem to na niedźwiedzia, to na wydrę. Nie rozumiała dlaczego przezwisko kapitana wprawiło Otta w tak radosny nastrój. Znaczy dobrze, że się cieszył, ale to było... niemiłe? Przecież ona się bardzo starała, żeby Valhir zdobył nieco prostszą ksywkę. Ba! Mówił przecież, że bardzo mu się podoba. Teraz patrząc na miśka jednak zaczęła się nieco domyślać, dlaczego Alba tak gwałtownie zareagowała słysząc pseudonim. Lyn najwidoczniej nie lubił, jak ktoś się z niego śmiał. Nie żeby ktokolwiek to lubił, ale Otto w sumie nie powinien tak czynić. No i Valhir był kapitanem! Przekrzywiła głowę skonfundowana, bo przecież załoganci powinni szanować tego, kto nimi dowodzi. Prawda? Już niczego nie była pewna. Dlatego skupiła się na tym, co jej dobrze wychodziło - na pracy.
Po tym jak wskoczyła do kociołka i usłyszała jak niedźwiedź bynajmniej wypomina jej złe zarządzanie czasem zmarszczyła nosek. Miał rację, ale z drugiej strony kucharzowi przydałaby się pomoc...
- Już idę... - W jej głosie dało się wyczuć lekkie niezadowolenie i zwątpienie, czym faktycznie powinna się zająć. Złapała się krawędzi naczynia i podciągnęła się idealnie w momencie, kiedy latający talerz rozbijał się na głowie Lyna. Aż zamrugała zdziwiona. Oto była świadkiem, jak niewielka wydra przegoniła chyba najgroźniejszego drapieżnika na tym statku! Z otwartym pyszczkiem obserwowała wyganianie kapitana za drzwi, a gdy zamknęły się przed nim drzwi zamrugała z zaskoczeniem. Valhir został pokonany!
Już miała się odezwać, gdy Otto zagonił ją do roboty. Tak jak się wcześniej zaoferowała zmywała, szorowała, mieszała, podawała, przestawiała i ogólnie dawała sobą dyrygować. Wydra mogła jednak zauważyć, że mimo katorżniczej pracy jego towarzyszka jest wyraźnie zadowolona. Lubiła czuć się potrzebna, dlatego też tak bardzo lgnęła do tych, którzy pomocy potrzebowali. W mieście niestety wielu to wykorzystywało, lecz wśród hybryd czuła, że jej praca naprawdę może się przydać.
Po skończeniu wszelkich przygotowań, kiedy już siedzieli przy stole ona popijała sobie wodę ze szklaneczki wyraźnie zmęczona. Dawno się tak nie napracowała, ale to dobrze. W końcu mogła nieco rozprostować zdrętwiałe od podróżowania w skrzyni stawy.
Na pytanie wydry nie odpowiedziała od razu. Wbiła swój wzrok w szklankę, zaś jej ogonek zawisł smętnie w bezruchu.
- Nie wiem czego nie wiem. Znaczy... wiesz, kiedy zaczynała się burza Kapitan i Kentar znaleźli mnie w skrzynie z klejnotami, ale niedługo po tym zemdlałam i dopiero niedawno Alba pozwoliła mi się zobaczyć znowu z Panem Misiem. I on się ucieszył, że trochę z Wami zostanę i zaczął mi pokazywać statek. Jest tyle rzeczy których nie wiem, ale na razie nawet nie wiem o co pytać... - Pociągnęła niewielki łyk wody, żeby mieć pretekst do krótkiej przerwy w opowiadaniu. - Tak właściwie to chyba stosunkowo niewiele. Ja umiem pracować z kryształami, wiesz? I trochę z metalami, kamieniami, perłami i tak dalej. W Nimnaros jestem krysztalnikiem i zajmuję się wyrabianiem biżuterii i obróbką różnych minerałów. A Ci bandyci, z którymi wcześniej walczyliście... oni mnie porwali, żebym im surowe kryształy właśnie przetworzyła, żeby miały większą wartość. Poza związaniem chyba nic mi nie zrobili... inaczej nie byłabym im przydatna.
Wiedziała jednak, że to pytanie nie dotyczyło jedynie ostatnich wydarzeń, lecz krzywd, które doznawała w dotychczasowym życiu. Otto rzucił je niby od niechcenia, lecz czuła jego głębię.
- Jesteś niesamowity, wiesz? Może nie urosłeś tak duży jak niedźwiedzie, ale jesteś bardzo silny. Ba! Wygrałeś z Kapitanem! Ale ja jestem tchórzliwa i słaba... ludzie to widzą i często każą mi robić rzeczy, których nie chcę, albo zabierają moje wyroby za półdarmo. To też moja wina, bo nie potrafię się upomnieć o resztę ich ceny. Ale mój ojciec zawsze mówił, że nie powinnam walczyć. Bo osoby, które krzywdzą same cierpią. Nie do końca to rozumiem, ale zawsze miałam odpuścić i uciekać, jeśli pojawiało się zagrożenie. Więc tak robiłam...
Ona po prostu była słaba. Nie nadawała się do walki, nie była zbyt mądra, a do tego zbyt się wszystkiego bała. Najlepiej gdyby siedziała w swojej kryjówce ukryta przed światem tworząc piękną biżuterię. Cóż, tak przynajmniej do tej pory myślała. Teraz jednak taka perspektywa już się dziewczynie tak do końca nie podobała.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
V'shiss
Religia V'shissa była jeszcze zbyt nowa i zbyt... jednoosobowa by miała już doświadczyć schizm, ale kapłan nie zdziwiłby się specjalnie gdyby kiedyś schizma rozpoczęła się od interpretacji rozdziału IV, wersetu 1 Księgi Ukrytego Boga.
Czy Prześwietny Denadareth (niechaj mu wieczna cześć i chwała i dziewic w bród), wypowiadając te jakże głębokie słowa "nie lubię zimna" miał na myśli tylko naturalne zimno, czy może uważał też, że magia mrozu jest czymś złym i groźnym. A jeśli to drugie, to czy osobom władającym taką mocą należało współczuć i pomagać czy może każdy wyznawca Ukrytego Boga powinien dołożyć wszelkich starań, by spłonęli na stosie?
Ponieważ nie było jeszcze oficjalnej wykładni doktrynalnej w tym zakresie, V'shiss postanowił raczej kierować się współczuciem, niż chęcią podpalenia wszystkiego i wszystkich. Zresztą, czyż fakt, że osoba władająca magią lodu się akurat tu pojawiła nie był znakiem od Ukrytego Boga, szansą na zrozumienie tego fragmentu jego nauk? Zaiste Ukryty Bóg działał na niezbadane sposoby.
- Imponujący przykład użycia magii zimna - powiedział V'shiss, porzucając na chwilę swe rozmyślania i zwracając się do obu rozmówców. - Ale nie do końca rozumiem, o jakiej... przypadłości mowa. Czy pani nie kontroluje tych umiejętności? Blizny mogłyby na to wskazywać... Jeśli zaś tak, to chociaż to nie do końca moja specjalność, pomóc w nauczeniu się posługiwania tą mocą.
Tu V'shiss pokazał na wciąż widoczne, ale dość stare blizny po oparzeniach.
- Jak widać nauka mocy ognia, którą zesłał nam Ukryty Bóg nie była dla mnie łatwa, ale w końcu z jego błogosławieństwem udało mi się zgłębić tę sztukę - powiedział. - Może będę w stanie coś z tego wykorzystać, by pomóc pani.
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
Valhir'Lyn
Alba uniosła głowę słuchając z przejęciem słów V'shissa i z jeszcze większym przejęciem przyglądała się pokazywanym przez niego bliznom na dłoniach. Chciała w nich dostrzec podobne wzory i znaki, które posiadała. Być może jego też skrzywdzili jak ją?
Jednak z jego wyjaśnienia wynikało, że to rany w wyniku prób i błędów. Szkoda. Mimo to, patrząc się na jego rany Sowia Znachorka czuła się znacznie lepiej. Zupełnie jakby wspólne blizny dawały jej jakieś początki do przyszłej współpracy.
Podniosła się z ziemi odsuwając od siebie dłoń Fadgara. Poprawiła rękawiczkę na dłoń i podeszła bliżej jaszczura. Jej twarz, tak jak zawsze nie zawierała żadnych emocji, jednak w jej spojrzeniu można było dostrzec troskę. Zupełnie jakby oceniała w jakim stanie jest Wyznawca Ukrytego Boga. Czy nie ma widocznych chorób, czy wygląda na wygłodzonego i w jakim stanie są jego ubrania. Z tym ostatnim to szczególnie trzeba będzie się zająć. Położyła dłoń na jego ramieniu.
- Twoje słowa są dla mnie pociechą. Nie potrafię zapanować nad tym mrozem, jednak z twoją pomocą pojawia się moim życiu szansa, by w końcu tego nauczyć. Chodźmy. Przedstawimy cię Kapitanowi, nakarmimy cię i odpowiednio ubierzemy. Akurat świętują na pokładzie nowego członka załogi. Z pewnością zdziwią się gdy dostrzegą kolejnego Krysning w szeregach. - Powiedziała do niego już znacznie uprzejmiej, dając mu do zrozumienia, że ze swojej strony także daje mu kredyt zaufania. Słysząc to Nawigator nieco uspokoił swoje nerwy, podrapał się na rozluźnienie po dziobie, a gdy tylko zobaczył zgodne kiwnięcie ze strony Medyka Pokładowego, ruszył szykować łódź do wypłynięcia. Po paru minutach już kierowali się w kierunku zakotwiczonego, masywnie wyglądającego okrętu jakim był Brolfrost. Chodź liczne zreperowane dziury i mocno połatany główny maszt odejmowały mu nieco uroku, to wciąż mógł nie jednego wprawić w wrażenie. Chodź nie tak bardzo jak jego dzika załoga....

-------------------------------------------------------------------------

Otto słuchał wypowiedzi Crystal, dziwiąc się, że zdążyła się rozgadać tak otwarcie o swoim życiu i myślach. Bardziej spodziewał się szybkich wypowiedzi i konkretnych pytań, a zamiast tego dane mu było spotkać cały placek słów. Aż fajkę sobie nabił z wrażenia.
Gdy już skończyła mówić zaciągnął się przeciągle, wciągając dym tytoniowy do płuc po czym trzymał go tam nienaturalnie długą ilość czasu(jakąś minutę) i gdy już wypuścił z siebie dym, zaczął głośno najeżdżać na swoją pomocnicę.
- Odpuścić i uciekać? Ojciec Ci tak mówił?! Teraz myślisz przez niego, że słaba jesteś i tchórz?! Co za stek bzdur! Jeśli nie będziesz wychodzić przeciwnością i problemom naprzeciw to nigdy ich nie rozwiążesz! Chcesz by ludzie cię szanowali?! To pokaż im co się stanie jeśli tego nie uczynią! Pokaż na co cię stać i niech zadrżą nie spodziewając się co potrafisz! Jesteś w końcu szybka i zwinna, psia mać! Bez problemu podcięłabyś ścięgna jakiejś durnej człeczynie zanim ten zdążyłby cię nawet dotknąć! Szanuj się do jasnej cholery, bo nie będę mógł na ciebie patrzeć. A jeśli nie chcesz szanować siebie... to szanuj swoją pracę! Nie pozwól by ją tak Ci brukali! No. A jeśli chodzi o załogę, to jeśli pokażesz, że masz ZĄB lub PAZUR to będą cię szanować. Spójrz na mnie! A teraz idziemy jeść na górę. JUŻ! - Wypowiedział się żarliwie i energicznie machając swoimi wydrowymi łapkami, prawie mu fajka pospadała. Zdążył nawet podczas swojej tyrady zagrozić Crystal chochlą od zupy, co ostatecznie mogło wyglądać nieco żartobliwie. Po swojej wypowiedzi Otto pośpieszył do niewielkiego szybu, zbyt małego by wnosić po nim jedzenie lub jakieś przedmioty. Można było dostrzec, że mimo złośliwej natury kucharz dość zadowolony szedł po czystej podłodze. Następnie chwycił on zakręcony róg myśliwski i zatrąbił nim tak by dźwięk rozniósł się po szybie.
Minęła może dosłownie chwila gdy nagle do kuchni zaczęli wpadać przeróżne Hybrydy, chwytając za przyrządzone dania i posiłki by zanieść je na górę. W całym tym zamieszaniu Crystal także została złapana, jednak nie był to nikt nadzwyczaj przerażający lub drapieżny. Był to bowiem słoniowy krysning o niewielkiej i nawet uroczej aparycji. Niósł myszołaczkę na srebrnej tacy, uśmiechając się pociesznie do niej. Jego oczy wyglądały na zmęczone i przyjacielskie, jednak dało się w nim wyczuć okruchy czegoś więcej. Crystal instynktownie wyczuwała w nim dzikie zwierzę. Potężne i głęboko skryte. Było to zaskakujące biorąc pod uwagę jego niepozorną aparycję, jednak zwierzęca strona Crystal mówiła kompletnie co innego.
- Heloszka! Byczki i wężyki szepczą mi, żeś całkiem błyskotliwy nożyk zrobiła, zacnej próby można rzec! Piękna sprawa o piękna! Jeśli masz takiego czegoś więcej, a co lepszym bądź, umiesz takie zrobić, to możemy się dogadać ot co! Na mnie mówią Książe. Łowie ryby na statku i... umiem sprzedać wszystkiego co istnieje i to z wielkim zyskiem! Tako no, pamiętaj o tym jak coś mieć będziesz, e? My niepozorne bestie winne się trzymać razem, ciumasz? - Mówił do niej, głosem który mocno dźwięczał przez noc(trąbę) z akcentem niczym u prostego chłopa. Wyglądał jakby bardzo zależało mu na wspólnych interesach z Myszą.
Gdy wszyscy już dotarli na górny pokład, ten był przygotowany na ucztę. Przez prawie całą długość statku został rozstawiony i połączony ze sobą wielki stół, a wokół niego mnóstwo stołków, beczek lub worków na którym Krysning każdej miary mogło się usadowić. Na przodzie siedział Valhir, który to z zadowoleniem na pysku pałaszował pomarańcze. Wyglądał jakby w życiu nie jadł nic przyszniejszego, co było typowym zachowaniem z jego strony. Lubił te cytrusy. Nawet bardzo. Może i za bardzo bo każdy co próbował je zjeść obrywał od razu łapą od kapitana tak, że prawie stolik się łamał. Większość załogi od razu rzuciła się do jedzenia jak tylko dotarła na stół, jednak Niedźwiedź czekał. Czekał jedynie podjadając swoje pomarańczę. Gdy na stole pojawiła się Crystal , postawiona tam przez Słonia-hybrydę, wtedy wówczas Ursar uniósł kufel z rumem, a inni mu zawtórowali.
- Bracia moi! Wypijmy za zdrowie naszej nowej załogantki oraz za pomyślność na wielkim błękicie! Skol! - Oznajmił uroczyście.
W między czasie na pokład statku trafił Nawigator, Medyk oraz nowo przybyły nabytek. Widząc ich Kapitan uradował się, gdyż w końcu cała załoga była w komplecie do świętowania, jednak gdy dostrzegł wśród nich V'shissa, uśmiech na jego licu zmalał. Oczy zmrużył intensywnie przyglądając się jaszczurce, a nie którzy z załogi także dostrzegli nową postać na pokładzie, wymieniając się nawzajem szeptami.
Valhir wstał ze swojego siedziska i podszedł bliżej do trójki. Kątem oka zerknął na Fadgara chcąc otrzymać jakiekolwiek wyjaśnienie w tej sprawie. Ten zaś spojrzał na Albę i na Maga po czym kiwnął porozumiewawczo głową. Widząc to Niedźwiedź nieco zrelaksował się, jednak nie na tyle by wrócić do uczty. Wciąż musiał zrozumieć kim jest jego gość. Pochylił się nad jaszczuro-człekiem. Błękitne oczy jego zdawały się świdrować go na wskroś. Pociągnął parę razy nosem. Warknął cicho z wyraźną nutą zainteresowania.
- A cóż to? Kolejna hybryda staje na deskach mego okrętu? Twój zapach przepełniony jest siarką i dumą. Połączenie nad wyraz ciekawe. Inne niż podobni tobie pokryci łuskami. Jednak bez wątpienia żeś Krysning jak my wszyscy. Jam jest Valhir, Vinter Klør, kapitan Brolfrostu na którym stąpasz. Za mną moi Mannskap, gdzie są oni postrache mórz i oceanów. Piraci Bestii. Oto my. Jak jest z tobą? Przedstaw się i przemów co sprowadza cię tu.

Dahlien
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
Crystal
Sama nie wie czemu tyle ze swojej przeszłości wyjawiła wydrze. Może to dlatego, że końcu zaczynała się czuć w tym miejscu bezpiecznie? Pierwszy raz w ciągu swego życia była otoczona przez tyle hybryd, które w jakimś stopniu mogły ją zrozumieć. Na wywód Otta uśmiechnęła się szeroko. Jego o dziwo się nie bała i mimo specyficznej osobowości samca lubiła z nim przebywać. Udowadniał, że niewielka istota też mogła być groźna, jeśli wyrobi sobie odpowiednio charakter. Na grożenie chochlą cicho zachichotała.
- Mi też powoli przestaje się podobać sposób w jaki żyłam. Będąc wśród Was spróbuję stać się nieco dzielniejsza. - Powtórzyła to, co wcześniej wyznała Valhirowi. Gdyby faktycznie zyskała jakąś broń, potrafiła przybrać groźny ton głosu i do tego wykorzystała swoje naturalne zdolności mogłaby stać się kompletnie inną osobą. Czy lepiej by się jej wtedy żyło? Tego nie była pewna, jednak w końcu wyszłaby z roli potencjalnej ofiary i zaczęłaby walczyć o to, na czym jej zależało.
Kiedy kucharz zarządził przejście na górny pokład ta złapała za jeden z talerzy z serowymi przekąskami i już miała wychodzić z pomieszczenia, kiedy ten zadął w róg. Odwróciła się zaskoczona patrząc z niemym pytaniem na wydrę, lecz wtem otworzyły się drzwi. No tak, przecież tu każdy każdemu pomagał! Ona początkowo myślała, że sami to zaniosą, ale oto załoga poradziła sobie w kilka sekund z tym, co oni pewnie robiliby w pocie czoła przez dłuższą chwilę. By nie zostać stratowana stanęła z boku, lecz nim się zorientowała ktoś wziął ją na tacę i zaczął wynosić jak z posiłków. O nie, nie, nie! Ona nie była jedzeniem! Odwróciła się do niosącej ją hybrydy by zaprotestować, kiedy ujrzała słonika. Jego chyba nie musiała się bać.
- Ja jestem Crystal, cześć! - Żeby nie spaść podczas bycia przenoszoną (w ogóle to tutaj każdy chciał ją nosić. Co ona, dzieckiem była? No może troszkę...) usiadła po turecku na tacy samej dalej chroniąc talerzyk z serowymi koreczkami przed upadkiem. - Mówisz o tym sztylecie, który dałam Kentarowi? Nie mam drugiego... ale umiem zrobić. Tylko to długo zajmuje. Mam duże zlecenie od kapitana, więc nie wiem, czy dam radę wykuć takie ostrze, ale zobaczę co da się zrobić. - Uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Księcia się nie obawiała, a do tego gdyby mógł ją nieco poduczyć, to ona też lepiej by sprzedawała swoje twory?
W końcu dotarli na górny pokład, a tam kolejna niespodzianka - wszystko było gotowe. Dziewczyna rozpromieniła się na widok Niedźwiedzia i machnęła ogonkiem z zadowolenia, lecz wtem pojawiła się na stole w miejscu, gdzie każdy ją idealnie widział. Nieco się spięła, lecz mimo to przełknęła ślinę walcząc z dotychczasowymi przyzwyczajeniami i stanęła wyprostowana patrząc każdemu w oczy. I proszę wierzyć, łatwe to dla niej nie było.
- Cieszę się, że mogę być wśród Was. Jesteście niesamowitą załogą. Postaram się nikomu zbyt nie przeszkadzać, ale na pewno będzie mnie tu pełno! - ktoś jej podał niewielki kubeczek z rozcieńczonym cydrem (chyba Kapitan musiał już ich uprzedzić, że ona alkoholi nie pija) i wzniosła go ku górze. -Skol! - Wykrzyknęła na podobę Lyna i upiła łyczek.
Potem już zaczął się gwar rozmów, a ona przedreptała pomiędzy talerzami na przyszykowane dla niej siedzisko - wysoką beczkę z dodatkowo ułożoną na niej słomą, żeby mogła spokojnie dosięgać do blatu stołu. Miejsce znajdowało się po prawej stronie Valhira, tuż obok bosmana, żeby mogła rozmawiać z Miśkiem bez żadnych problemów. Po jej drugiej stronie usiadła z kolei wężyca, potem Książe i Otto. Mając taką obstawę znanych już sobie hybryd Myszka spojrzała na Ra'seane nieco niepewnie.
- Przepraszam, że wcześniej tak zareagowałam na Ciebie. Jeszcze wszystko jest tu dla mnie nowe... - Już miała dodać, że zwykle widząc potencjalne niebezpieczeństwo uciekała najdalej jak mogła, lub chociaż chowała się w bezpiecznym miejscu. Ale teraz już nie chciała o tym wspominać. To był jej pierwszy krok, by być dzielniejszą. To oraz rozmowa z załogą.
Wtem na statek weszły ptasie hybrydy prowadząc ze sobą... kolejnego gada? Obserwowała jak Valhir podchodzi do nowoprzybyłych i zerknęła na reakcję Kentara. On był silny podobnie do Niedźwiedzia, więc gdyby ten łuskowaty samiec okazał się groźny, to by ochronił, prawda? Ten jednak siedział spokojnie, tylko bacznie obserwując sytuację. To było dla niej znakiem, że nie musiała się obawiać, tak więc chwyciła za przyniesiony przez siebie serowy koreczek i wyraźnym namaszczeniem cieszyła się ze wspólnego posiłku. Na razie niechciała przeszkadzać Valhirowi, skoro był w "pracy".

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
V'shiss
V'shiss skinął powoli głową.
- Płyńmy więc - powiedział. - Chętnie poznam waszego kapitana. I chhętnie dowiem się, cóż znaczy to słowo "krysning".
Spojrzał też dłużej na sowę.
- Nie wiem, czy skoro moc lodu i moc ognia obie pochodzą od żywiołów, techniki, które stosuję, by używać mojej magii zadziałają. Mam nadzieję, że tak, ale może okazać się, że są to żywioły zbyt skrajne... no i w nauce pomagała mi wiara w Ukrytego Boga. Ale obiecuję, że dołożę wszelkich starań, by ci pomóc opanować ten... talent.
Chciał powiedzieć "dar", ale jeszcze nie zdecydował, czy tak... zimny rodzaj mocy, można nazwać w ten sposób. W słowach sowy zainteresowało go jednak jeszcze co innego.
- Ubrań nie potrzebuję - powiedział. - Ale nawet Ukryty Bóg, zakładał je, gdy chodził wśród dwunogów, więc nie pogardzę nimi. Ale co ja słyszę o nowej członkini załogi? Czy kogoś jeszcze spotkaliście na wyspie? Byłem pewien, że jest niezamieszkała.
***
Na pokładzie V'shiss stanął dość niepewnie. Jaszczuroczłowiek z pewnym wstydem musiał przyznać, że w przeciwieństwie do swego smoczo-boskiego patrona, lubił wodę, ale wolał po prostu w niej płynąć. Na statkach zawsze czuł się dziwnie. To kołysanie...
Ale cóż, nie należało zaglądać darom Ukrytego Boga w zęby, czy jak to tam mówiło to powiedzenie.
Powiódł wzrokiem po członkach załogi, zachowując pysk całkowicie bez wyrazu. W końcu jego gadzie oczy na powrót spoczęły na kapitanie. Była to zaiste imponująca postać.
- Na Imię - nie wiedzieć czemu, Ukryty Bóg zawsze naciskał by słowo "imię" pisać z wielkiej litery, więc jego kapłan nauczył się zawsze myśleć o nim w ten sposób - mi V'shiss. Jestem sługą Ukrytego Boga na pielgrzymce do Nimnaros. Będę wdzięczny za podrzucenie mnie do jakiegokolwiek miasta kontynencie, im bliżej mojego celu, tym lepiej. Z mojej strony obiecuję, że póki będę na pokładzie, żaden płomień nie zagrozi. Obiecałem też pomóc Albie z kontrolą jej mocy.
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
Valhir'Lyn
Jeszcze będąc na łodzi Fadgar wyjaśnił, że na wyspie faktycznie nie było nikogo innego, a nowy załogant był "ukryty" w łupach, które zdobyli. Wspomniał też, że z pewnością pozna ją jak już będą na pokładzie.
Wracając jednak do Valhira. Ten wysłuchał co jaszczur miał do powiedzenia. Słuchał jego słów uważnie, by nie pomylić słów się przypadkiem ze względu na jego akcent. Nawet jeśli nie miał on na tyle silnego akcentu by ciężej było go zrozumieć to wciąż, każdy Borski inny niż północny sprawiał mu lekką trudność. Tak też wysłuchał go, zaskoczony jego słowami. Obejrzał go ponownie, chcąc dostrzec może jakieś ślady popisywania się lub zawyżania swoich możliwości. Jednak jego zmysły jasno informowały go o prawdomówności słów V'shissa. Co tylko zaskoczyło go jeszcze bardziej. Wyglądał jak kompletny pustelnik, może nawet i nędzarz patrząc na to jak by zaniedbany, a mimo to dało się słyszeć pewną moc w jego głosie. Podobało mu się to.
- Jesteś jednym z tych, którzy dzierżą na sobie dar Galdur. Zaprawdę wielkim jest to atut. Twoja obietnica jest wielką liczę, że dotrzymasz jej jak rzekłeś, Ekte? Nie wiem o jakiej mocy mówisz u Alby, jednak słowom twoim fałszu nie zarzucę.
Tak też V'shiss, możesz wyznawać kogóż tylko zapragniesz. Jesteś bowiem jednym z nas. Krysning! Na tym statku zawsze znajdzie azyl i zrozumienie.
- Valhir uderzył się mocno w pierś, a inni z załogi powtórzyli ten gest tuż po kapitanie. Następnie położył on łapę na ramieniu maga, a na jego pysku pojawił się grymas uśmiechu.
- Podwieziemy cię. Wpierw wypływamy do archipelagu wysp Task' Shamant do miasta Arlbast, a następnym przystankiem będzie dla nas Nimnaros. Nie tylko ty chcesz dotrzeć do tego miasta. - Mówiąc to zerknął w kierunku Crystal. W jego wzroku widać było zadowolenie połączone z zmieszaniem. Wiedział, że teraz będzie miał dwójkę gości do tej fortecy, jednak nie było mu łatwo myśleć z perspektywą pozbycia się myszołaczki ze statku. Jaszczur przed nim też wydawał się być niezwykłym nabytkiem, który wielkim atutem mógłby być dla Piratów Bestii. Może uda mu się przekonać obu podczas żeglugi by zostali...
- Chodź! Usiądź z nami do wieczerzy! Niech wszyscy piją i jedzą! Thyr zesłał nam kolejnego Mannskap na deski! - Oznajmił uroczyście zaciągając jaszczuroludzia do stołu, gdzie znajdowało się jedno wolne miejsce tuż koło niego. Alba i Fadgar także usadowili się przy stole, wyraźnie głodni i zmęczeni. Valhir usadowił się na swoim siedzisku z nowym załogantem(gościem) w pobliżu i zaczął zagadywać go ciekaw nowej osoby.
- Powiedz mi więcej o tym swym Ukrytym Bogu. Jam sam osobą głęboko wierzącą jestem, zarówno w Wielkiego Thyra jak inne cenne bóstwa świata. - Zagadał do kapłana, wyraźnie ciekaw. Reszta załogi także zdawała się być ciekawa go jednak nie wtrącała się pomiędzy nim, a kapitanem(oraz zakąską).

W między czasie Ra'seane wykazała wyraźne zadowolenie, gdy Crystal zagadała do niego. Przerwała sobie nawet posiłek na chwilę by skupić się na niewielkiej hybrydzie. Jej oczy wbijały się w nią z ciekawością, a jej twarz uśmiechała się sympatycznie(na ile pozwalały na to wężowe geny)
- Ależ rossssssumiem! Jesssssstem bardzo ciekawa twojej pracy. Sssssamemu zajmuje sssssię bronią na pokładzie. Będę mogła cię uzbroić jesssssśli chcesssssz. Uwielbiam też robić biżuterię w wolnej chwili, ssssstąd moje zainteressssowanie ssssszytletem. Jessssst bardzo piękny. - Powiedziała syczącym akcentem wężyca, opierając głowę na dłoni i pochylając się przyjacielsko do koleżanki. Wydawała się być bardzo towarzyską osobą.
W między czasie Kentar cały czas próbował zagadać do Crystal, jednak nie wiedział za bardzo co ma powiedzieć. Nieco bawił się swoim zdobionym sztyletem by przejąć jej uwagę oraz gdy zbliżał się toast, wyjmował swój ZAPASOWY BUKŁAK z cydrem, który ze łzami w oczach znalazł pod swoją ciurą i nalewał z niego załogowemu "złotnikowi" do kubka.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
V'shiss
Galdur? Krysning? Mannskap? V'shiss nie znał tych słów, ale przynajmniej części dało się domyśleć z kontekstu. Dlatego też nie dopytywał o ich znaczenie, tym bardziej, że głowię zaprzątnęło zupełnie co innego.
Jedzenie.
Swój częściowy post na wyspie i żywienie się jedynie tym, co upolował - Ukrytemu Bogu dzięki, że dana mu władza nad ogniem ułatwiała gotowanie zdobyczy - traktował jako umartwianie się dla swego bóstwa, ale teraz widząc rozstawioną zastawę, ledwie mógł się opanować. Kawałki mięsa i ryb błyskawicznie znikały w jego pysku. Zresztą, czy sam Ukryty Bóg nie przekazał kiedyś, że posiłek może być ważniejszy od rozmowy? Jak on to ujął? Ach, tak: "Tak, tak, *mlask* zaraz pogadamy, ale *mlask* najpierw chcę dokończyć *mlask* tego dzika".
- Dziękuję - powiedział, a jego oczy zaświeciły się, gdy usłyszał o trasie żeglugi. Już niedługo będzie tak blisko celu swej pielgrzymki!
Zawahał się jednak, gdy kapitan powiedział, że nie wie nic o mocy Alby. Miał nadzieję, że nie było to coś, co miało być zachowane w tajemnicy, ale nie wyglądało, jakby zmartwiło to Valhira. Będzie musiał z Albą na ten temat porozmawiać.
Zaraz jednak co innego zaprzątnęło jego umysł. Jeśli jego oczy się zaświeciły słysząc, że płyną do Nimnaros, to dosłownie rozgorzały płomieniami, gdy kapitan zapytał o jego boga. Był to temat, o którym V'shiss mógł mówić godzinami.
- Ukryty Bóg, jest inny niż bogowie, których czci większość ras - zaczął z namaszczeniem. - Ich potędze nie można zaprzeczyć, ale Ukryty Bóg różni się od nich pod jednym, kluczowym względem. Był istotą śmiertelną, jak my, żył na tym świecie, polował i cierpiał, jak my. Jego Imię brzmi Denadareth Ognisty. Smok, który stał się bogiem. Bóg, który stał się tajemnicą. Tajemnica, która stała się celem. Cel, który stał się drogą...
V'shiss odetchnął, przerywając litanię. Zazwyczaj na tym etapie tracił słuchaczy, chociaż później jeden wyśledził jaszczura i wcisnął mu w dłoń parę monet "za wyleczenie z bezsenności". V'shiss przez chwilę wtedy myślał, by tego osobnika nie spopielić, ale sam Ukryty Bóg nigdy nie pogardzał dodaniem kolejnych monet do swego leża, więc zamiast tego V'shiss wziął pieniądze.
Kapłan przeniósł spojrzenie płonących oczy na Valhira.
- Gdy Ukryty Bóg chodził/pełzał/latał (doniesienia są różne i sprzeczne) wśród nas, miał leże w górach niedaleko Nimnaros - powiedział V'shiss. - Dlatego chcę się tam udać, w pielgrzymce, by stanąć w tym świętym miejscu i może by dowiedzieć się od mieszkańców miasta, więcej o moim bóstwie. Ach, te opowieści, które na pewno znają...
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
Crystal
Jadła swój serek, co rusz patrzyła na innych załogantów przysłuchując się ich rozmowom, czasem sięgnęła po winogrono. Nie chciała jeść jakoś bardzo dużo, bo w końcu jeszcze nie tak dawno porządnie ją przegłodzono. Mysi brzuszek musiał trochę odpocząć.
Gdy wężyca zaczęła z nią rozmowę Crystal machnęła nieco żywiej ogonkiem. Niepotrzebnie się jej bała!
- Robisz biżuterię? Ja też! Głównie naszyjniki, bransolety i kolie, ale czasem kolczyki i pierścionki też. I takie różne ozdóbki, co są po prostu ładne. Jeśli jakieś masz to chętnie bym je potem zobaczyła! - Jak widać wystarczyło samiczce tylko zarzucić odpowiednim tematem, a już się rozluźniała. - Ten sztylet to jedno z moich ostatnich dzieł. A ile ja się nad nim nasiedziałam! Najtrudniej te małe kryształki było w rękojeść wsadzić. Ale dobrze leży w dłoni, prawda Kentar? - Ostatnie pytanie skierowała do siedzącego obok minotaura i jeszcze szeroko się do niego uśmiechnęła.
Byk wyraźnie się ucieszył, że ich nowa załogantka pierwsza do niego zagadnęła. Poprawił się na swoim siedzisku, chwycił sztylet i uniósł go wysoko wykonując kilka cięć w powietrzu.
- A i owszem, zacne wykonanie. Dobrze wyważony, w ręce leży jak ulał. Kto by pomyślał, że taka niepozorna Myszka może takie dzieła tworzyć!- Pochwalił Myszę, a zaraz nieopodal dało się słyszeć nieco ironiczne parsknięcie ich kucharza. Otto siedział z kuflem w jednej łapce oraz fajką w drugiej.
- Oczywiście, że taki wielki byk by nie pomyślał! Że co, że małe to nic nie umie? Jeszcze poczekajcie, a tak ją podszkolę, że i Kapitana nam pokona! Chociaż jak widać Valhir już ma do niej słabość, co? - Zaśmiał się na swój sposób i pociągnął sążnistego łyka. Zaraz pobliskie krysning również się zarechotały przyznając mu rację.
Crystal już jednak nie słuchała ich przekomarzań, a skupiła się na rozmowie z siedzącą przy niej drugą samicą.
- Uzbroić? Wiesz... nigdy nie walczyłam bronią. Ale nie jestem też zbyt silna. Sądzisz, że coś by się znalazło na takie małe stworzonko jak ja? - Oczyma wyobraźni widziała siebie z jakimś mały ostrzem. Może szabelka? Albo szpada? Nie potrafiła się takimi rzeczami posługiwać, jednak dobrze by było się nauczyć. Chciała móc kiedyś obronić się przed napastnikiem, a nie tylko uciekać i się chować. Pragnęła się zmienić, a po poznaniu tylu niezwykłych istot zaczęła wierzyć, że może będzie w stanie?
Potem Kapitan skończył witać nowo przybyłego i sam usiadł z powrotem do stołu. Dziewczyna spojrzała z zaciekawieniem, acz równie dużą dozą ostrożności na jaszczuroczłeka. Kiedy na wysokości jego oczu na chwilę pojawiły się płomienie aż wciągnęła głośno powietrze i co rusz zerkała to na niego to na Miśka. Czy on to widział? Czy widział?! On znał magię! W Nimnaros czasami widywała magów, lecz ci nie zwykli chełpić się swoimi umiejętnościami na ulicy.
- Jestem Crystal! Wiesz, ja mieszkam w Nimnaros. Nie jestem do końca pewna gdzie jest ta jaskinia o której mówisz, ale na pewno w Wieży Białego Płomienia znajdziesz magów, którzy mogą Ci pomóc. Tam jest taka duża biblioteka ale też pełno mądrych ludzi. Na pewno ktoś Ci pomoże. Kiedy dopłyniemy do celu mogę Ci wskazać kierunek, ale na pewno sam ją zobaczysz. - Pociągnęła łyk swojego rozcieńczonego cydru i uśmiechnęła się niepewnie. Potem zerknęła na leżące niedaleko niedźwiedzia pomarańcze i wyciągnęła łapkę po jedną. Nie pamiętała już, kiedy ostatni raz jadła cytrusy. Ba! Kiedy miała możliwość zjeść wspólny posiłek w gronie przyjaznych istot w tak radosnej atmosferze, a co dopiero strawę nie będącą resztkami z nimnarejskich śmietników.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
V'shiss
V'shiss spojrzał nieco zaskoczony na... maleństwo, które do niego zagadało. Stworzonka o podobnej wielkości, jeśli jednak nieco innym wyglądzie i posturze, stanowiły znaczną część jego jadłospisu na wyspie, ale to była ich wina, bo one nie mówiły. Gdyby zaczęły mówić, to była całkiem duża szansa, żeby ich nie zjadł. No, chyba, że byłby bardzo głodny. Teraz zaś, przyjemnie syty, skupił się raczej na słowach istotki, a nie jej potencjalnych właściwościach odżywczych.
- Miło mi cię poznać, Crystal - odparł. Zesłana mu została istota z Nimnaros! Zaiste, Ukryty Bóg działał na niezbadane sposoby. Lekko skłonił głowę przed maleństwem. - Będę ci wdzięczny za każdą pomoc w mojej świętej pielgrzymce. I masz rację o magach. Na pewno będą pamiętali osobę, o której ich dawny władca miasta, Bubeusz, po tym jak Denadareth uratował jego życie po raz trzydziesty, powiedział, że nigdy nie spotkał wspanialszej istoty.
Tak przynajmniej sam Denadareth powiedział kiedyś wszystkim, którzy chcieli (i nie chcieli) słuchać, nieco pijany po osuszeniu całej zawartości pewnej karczmy.
- Ale skoro mieszkasz w Nimnaros... to co robisz tu na statku? - zapytał. - Jak dołączyłaś do załogi Valhira?
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
Valhir'Lyn
V'shiss okazał się być bardziej rozgadaną postacią niż z początku myślał. Zazwyczaj kojarzył wtajemniczonych w mistyczne arkana jako ciche i skryte osoby. Tutaj miał bardziej do czynienia z kimś pokroju kapłana kto wręcz z płomienną pasją opowiadał mu o swojej...religii. W sumie też musiał wziąć pod uwagę fakt, że Jaszczur musiał przez bardzo długi być przebywać na tej pozbawionej cywilizacji wyspie. Do nikogo nie mógł się wtedy odezwać słowem. Z nikim zjeść wspólnego posiłku. Musiało być mu ciężko.
Dobrze, że Fadgar przyprowadził go na pokład. Każda hybryda winna powinna dostać swoją szansę na łatwiejsze jutro. Zamierzał walczyć właśnie za to.
Słysząc o tym, że jego Ukryty Bóg jest smokiem, na twarzy Valhira ukazało się nie małe zainteresowanie. Tego typu mityczne istoty były chyba zawsze powodem większego podekscytowania i niewielu jest osób, które zdołało kiedykolwiek dostrzec smoka, i przeżyć. Jest jeszcze mniej takich, którzy stanęli z takim w szranki i przetrwali na tyle by o tym opowiedzieć. Każda historia ze smokiem jest już sama w sobie legendarna.
- Smok powiadasz!? Przyznaje, że gdy zacząłeś opowiadać, myślałem iż z ust twych istne Vitleysa wypływa, jednakże teraz wywołałeś we mnie nie małe Renter! Samemu byłem kiedyś światkiem dojrzeć smoka w swoim życiu, jednak ten miast latać w przestworzach, był potworem z głębin oceanu! Według starych żeglarzy bestia ta zwana jest Ahlungiem, Cienistym. Cienistym go zwą bowiem wiecznie Skjult jest pod taflą oceanu, a dostrzec można jedynie głębokie cienie jakie po sobie zostawia. Na Thyra jakie to było wielkie gdy go dostrzegłem tamtej nocy... z tysiące jardów chyba miał! - Powiedział do swojego czarodziejskiego towarzysza klepiąc go swoją olbrzymią łapą pokrzepiająco i wciskając mu w dłonie kufel z rumem. W między czasie dostrzegł kątem oka jak ktoś dobiera się do jego pomarańczy i z refleksu machnął ręką w tamtym kierunku by przyfasolić złodziejaszkowi. Zatrzymał się jednak gwałtownie gdy zobaczył, że to Crystal chciała wziąć do rączek owoc. Zmieszany nieco udał, że ten wymach był tylko po to by się obszernie przeciągnąć, po czym bez słowa wziął jedną z pomarańczy i postawił przed dziewczyną. To by było dopiero jakby ją trafił. Musiał być bardziej ostrożny gdy była w pobliżu. Z jego siłą mógłby jej póki co zrobić wielką krzywdę.
Gdy podczas rozmowy Crystal z V'shissem poszło pytanie jak znalazła się w jego załodze już chciał zadowolony wtrącić się do rozmowy, jednak szybszy był Kentar. Minotaur pochylił się nad stołem by znaleźć się bliżej tej dwójki i wpatrywał się w nich intensywnie.
- Myszołaczkę znaleźliśmy w skrzyni z łupami. Przemytnicy trzymali ją jako "skarb". - Powiedział, jednak nie zdołał kontynuować, bo Fadgar podczepił się do rozmowy. Z szaszłykiem w dziobie przechodził akurat obok.
- Przemytnicy byli wcześniej w Nimnaros i stamtąd właśnie ją uprowadzili. Podobno zaimponowała im swoimi talentami. - Odezwał się się nie przerywając sobie jedzenia. Ursar widząc, że coraz więcej osób podłącza się do rozmowy już brał dech by coś powiedzieć, lecz po raz kolejny ktoś mu przerwał. Alba wyrosła niczym spod ziemi koło Nawigatora.
- Jeszcze wczoraj nie mogła ustać na nogach, a dziś już zdrowa jak ryba. Nie tylko umysł, ale też i ciało jej swoją siłę ma. - Oznajmiła ze swoją niezmienną mimiką twarzy, a głos jej był dźwięczny i z wyraźną nutą zadowolenia. W dłoni Sowica trzymała smażone udko. Nagle Otto ryknął jak grom, uderzając w stół by przejąć uwagę tworzącej się grupki dyskusyjnej. W jego oczach widać było oznaki upojenia.
- OCZYWIŚCIE, ŻE SILNA! Co wyście kuźwa myśleli? Połowa tego stołu to dzięki niej! Więcej pary ma w łapkach niż większość z was zafajdanych sierściuchów i śliskich! - Wycharczał wszem i wobec, zakańczając swoją wypowiedź niewielkim i trochę nawet uroczym czknięciem. Ra'seane uznała to jako okazję.
- Jej dzieło już zzzdążyło wywołać bójkę na pokładzie! Sssssztylet zrobiła pierwsssszej miary. Najlepsssszy jubiler by ssssię zachwycił. A poza tym nassssz nowy nabytek V'ssssshisssss, także wydaje się niczego sssssobie. - Wysyczała sympatycznie, mocno i przeciągliwie akcentując imię Maga, obserwując go z zaciekawieniem. Widząc to wszystko Książe wszedł na stół i zaczął zbliżać się do grupki by także dodać swoje 3 groszę, jednak Valhir nie wytrzymał. Wstał omal nie przewracając z stołu Księcia. Następnie walnął w brzuch Kentara, żeby ten usiadł, bo mu widok zabierał tak pochylając się i odchrząknął głośno. Mierzył wszystkich ze złością w oku. Wszyscy patrzyli na niego jak wryci, nie widząc czego się spodziewać. Kapitan wziął głęboki wdech i... wybuchnął śmiechem. Jego śmiech był gromki i roznosił się odbijając się od desek pokładu i powodując drżenie stołu. Cała(prawie) załoga także wybuchła śmiechem w akompaniamencie. Ursar wytarł łezkę z oka, z powrotem usadowił się na swoim siedzisku i tym razem już bez przeszkód pozwolił innym rozmawiać, a samemu obserwował. Najwyraźniej jego załoga mówiła jego słowa za niego.

Dahlien
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
Crystal
Kiedy gadzie ślepia najnowszego zimnokrwistego załoganta spoczęły na myszce ta poczuła zimny pot na plecach. Dobrze znała to spojrzenie, kiedy ktoś wzrokiem drapieżnika się jej przyglądał. Napomniała się w myślach, że ten jaszczurzy kapłan nie był jednym z piratów bestii, a wręcz żył na tej dzikiej wyspie i na pewno zdziczał. Mimo, iż wzięła sobie za cel stać się dzielniejszą nie była w stanie zmienić się w jeden dzień i mimowolnie nieco skuliła się w sobie. Odruchowo też chwyciła łapką za Kentara. Chyba zaczęła uważać jego i Valhira za swoich obrońców, skoro byli tacy silni. Byk gdy to zauważył bynajmniej w żaden sposób się nie obruszył. Ba! Schlebiało mu to! Poprawił się na swoim siedzeniu prężąc wdzięcznie muskuły i posyłając V'shiss przeciągłe spojrzenie. Nie było ono wrogie, acz sugerujące, że będzie miał go na oku w pobliżu Crystal.
Ta słuchała z kolei opowieści o smokach. Czy skoro wywarł taki jeden wrażenie na kapitanie, to naprawdę był aż tak zdumiewający? Ona nigdy żadnego nie widziała i po prawdzie ciężko jej było sobie takowego wyobrazić nawet. Popijała więc swój cydr starając się wyłapać jak najwięcej szczegółów z rozmowy. Kto by pomyślał, że takie niebezpieczeństwa czekały na marynarzy!
Sięgając po pomarańczkę zdziwiła się, kiedy Misiek wykonał taki dziwny ruch łapą. Spojrzała na niego przekrzywiając głowę, skonsternowana. Czy coś go zabolało? A może miał pchły? Nie wiedziała czy na statku było łatwo dbać o higienę, ale Alba raczej nie pozwoliłaby mu za długo być w takim stanie. Kiedy jednak nie wykonał znów tak gwałtownych ruchów w jej stronę przyjęła z wdzięcznością owoc, podziękowała i zaczęła pałaszować.
- Runku? Ale nie będziemy płynęli tam gdzie ten morski smok był, prawda? - w tonie pobrzmiała lekka obawa i Niedźwiedź mógł zauważyć, że wbiła w niego swoje zmartwione spojrzenie. Jak nic będzie teraz miała koszmary i to będzie jego wina! A wiedział, że sam pobyt na statku nie był dla niej łatwy!
Gdy znów go nazwała najnowszym pseudonimem Otto parsknął i mało się nie udławił swoim piwem, ale nic głośno nie powiedział już na ten temat. Widać wyśmianie Kapitana w kuchni na razie mu wystarczyło i nie zamierzał podważać jego autorytetu wśród reszty załogi. Mimo to niektórzy, a tak właściwie tylko Elkest wybuchnął śmiechem. Nie trwał on jednak długo, a wręcz urwał się gwałtownie, gdy ktoś sprzedał mu cios między żebra. Tego im tylko brakowało, żeby Valhir się wkurzył. Wiedzieli, że Mysza zaskarbiła sobie specjalnie traktowanie Lyna, a to wcale nie znaczyło, że inni mogli pozwolić sobie na to samo.
Na pytanie V'shissa jak pojawiła się na statku na początku nie wiedziała jak odpowiedzieć. "Porwali mnie" robiło z niej ofiarę, którą już nie chciała być. Na szczęście szybko na pomoc przyszedł jej Kentar. A potem Fadgar? I... Alba? Gdy również Otto wtrącił się do wyjaśnień ta poczuła w piersi ukłucie. Świat zaczął tracić ostrość, a oczy ją lekko zaszczypały. Nie, nie mdlała ani nie traciła nad sobą kontroli jak wcześniej. Gdy otaczające ją Krysning wybuchły śmiechem z Valhirem na czele ta uśmiechnęła się lekko, lecz jednocześnie po jej pyszczku zaczęły spływać łzy. Książe pierwszy to dostrzegł jako iż stał na stole i szybko do niej podbiegł.
- Ej Crys, w porządku? - Położył rękę na jej ramieniu i popatał trąbą po głowie, podczas kiedy myszołaczka starała się szybko wytrzeć mokre policzki, lecz mimo to nie była w stanie przestać płakać.
- T...tak. Ja przepraszam... Naprawdę w porządku. - Uśmiechnęła się nieco szerzej do słonika i rozejrzała się po twarzach wszystkich, kończąc na Valhirze. Słowa wyjaśnienia skierowała przede wszystkim do niego. - To pierwszy raz w moim życiu, kiedy tak się czuję. Wiecie... szczęśliwa i bezpieczna. To tak chyba jest, gdy ma się rodzinę, prawda? - Pociągnęła jeszcze raz noskiem i opanowawszy się całkowicie wyszczerzyła ząbki. - Postaram się zostać najlepszym Piratem Bestii jakim tylko mogę być, obiecuję!
Na jej słowa załoga ryknęła z aprobatą, niektórzy uderzyli pięściami w piersi, inni wznieśli toast na jej cześć. Siedząca obok dziewczynki Ra'seane zaczęła głaskać ją po plecach w ramach otuchy i by mała mogła się nieco rozluźnić.
Wtem, gdy większość była już w szampańskich nastrojach podniósł się duży opancerzony żuk, Ruben. Podszedł do Crystal i niczym dżentelmen podał jej dłoń zachęcając, żeby również wstała.
- W takim razie chodź, nauczę Cię jednego z niezwykle ważnych zadań pirata, to jest zagrzewania innych do boju. - Skinął głową Kapitanowi, że nie musi martwić się o Myszę, a kiedy ta podała mu swoją łapkę zaprowadził ją nieopodal do stojących bębnów. To było narzędzie jego pracy, jednak przy okazji instrument, który potrafił dużo więcej niż wybijanie rytmu. Podniósł Crystal by stanęła na środkowym, największym z nich i uderzał o membranę tłumacząc jej jak różne miejsca bębna wydają inne dźwięki. Już po chwili zaczęli grać prostą melodię, lecz z uwagi na dość znaczną różnicę rozmiarów ona zamiast uderzać rączkami o membranę... zaczęła tańczyć. Dolne łapki były równie zwinne co górne, a skoro już pojadła to miała dużo niespożytej energii. Siedzący nieopodal zaczęli klaskać do rytmu, dalej jedli, pili i bawili się w najlepsze.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
V'shiss
Spojrzenie V'shissa się nie zmieniło ani o jotę, gdy wpatrywał się w myszkę. Dopiero odwrócił wzrok, gdy Valhir zaczął mówić o morskim smoku. Jego pierwszą myślą, było rzucenie pogardliwie, że to był "jedynie" zwykły smok. Zaledwie jaszczurka przy majestacie Ukrytego Boga. Drugą myślą było, że nie powinien mówić tego na głos.
Trzeciej nie było, bo V'shiss złapał się na tym, że w zachwycie słucha opowieści kapitana. Smok morski czy ognisty, z samej opowieści było czuć majestat tej istoty. W przeciwieństwie do Crystal, jaszczur miał nadzieję, że będę przepływać przez wody tego lewiatana. Ile by dał by ujrzeć taką istotę, nawet jeśli była jedynie namiastką wspaniałości Denadaretha.
A potem coś co powiedziała Crystal, przykuło jego uwagę.
- Rodzina - powiedział powoli, z lekką zadumą. - Miałem kiedyś rodzinę i plemię.
Nie dodawał nic więcej, nawet nie dlatego, że nie chciał, ale dlatego że nie mógł. Wszystko co się wydarzyło w jego życiu przed nawróceniem było w jego pamięci mgliste i rozmyte. Wszystko to nie miało też znaczenia. Dlatego też słowa Valhira o tym, że planuję zahaczyć o Archipelag Task'shamt, miejsce w którym żył tak długo (ale czy rzeczywiście?) przejęło go nagłym niepokojem.
Niepokojem, który nie zniknął, nawet gdy Crystal i Ruben zaczęli uderzać w instrumenty, a reszta załogi zaczęła się bawić i klaskać. Hmm, jego religia potrzebowała jakichś pieśni i tańców, wszystkie je miały. To było coś nad czym mógł się zastanowić. Niespokojne myśli o archipelagu, rodzinie i dawnym życiu pierzchły z umysłu V'shissa, zostawiając jedynie zadumę nad jego wiarą i kultem, który miał wkrótce wyrosnąć.
Tak jak być powinno.
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Ranek
Karta postaci:
Valhir'Lyn
Wieczerza trwała jeszcze długo na statku, wypełniona dobrym jedzeniem, przeciętnymi trunkami, falami śmiechów i radosnych wiwatów. Crystal zawiązywała coraz to bliższe relacje z członkami załogi zbliżając się do nich za pomocą zabaw i muzyki, które ewidentnie miały swój efekt. Reszta imprezy przeszła jej dość przyjemnie, bez większych dram czy problemów, może nie licząc jednej rozbitej beczułki z winem o którą poszła niewielka walka na pięści.
Tak samo było o V'shissa, choć ten był głównie zagadywany przez kapitana który z ciekawością wypytywał go o jego smoczą religię, samemu opowiadając o swojej głębokiej wiary w Thyra oraz prawiąc o przygodach jakie dane było mu zyskać na morzu. Wspominał nawet o załodze podobnej do Piratów Bestii jednak złączonej bliżej z morzem niż ktokolwiek. Wyglądało jednak na to, że nie zamierzał wielce się o tym z nim rozpowiadać bo urwał tą część rozmowy mówiąc: "Nie trzymamy dobrych relacji..."
Tak też wielka uroczystość trwała do późnego wieczora co zmusiła załogę do ponownego zadokowania na wyspie by móc wytrzeźwieć i ponownie pozbierać zapasy. Następnego dnia z samego rana wyruszyli w rejs w otwarte wody, zostawiając Dziką Wyspę daleko za sobą...
----------------------------------------------------------
Przeniesienie do innego tematu.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość