Brølfrost

Według legendy, wśród mórz i oceanów, grasuje statek pełen okrutnych zwierzoludzi, zwanych Piratami Bestii. Tu właśnie pisze się ich historia.
Heinreich
8. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 479
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
Valhir'Lyn
Crystal
Książe leżąc przygnieciony przez przemienioną Crystal starał się wygrzebać z jej uścisku, jednak był zdecydowanie zbyt słaby by to zrobić. Przez chwilę szamotał się bezskutecznie, aż w końcu zacisnął zęby i owinął trąbę wokół łapy Crystal. Jego spojrzenie było mieszaniną strachu i wściekłości. Zaczął prosić, nawet błagać dziewczynę by przestała jednak było już za późno. Czy była świadoma czy też nie Myszołaczka usłyszała w umyśle głośny trzask. Słonik zadrżał i stracił przytomność, a powietrze wokół niego stało się gęste i nieprzyjemne. Tak samo przemieniona hybryda czuła jak jej własne zmysły i myśli gwałtownie ulatują z jej głowy, jeszcze przez drobny moment walcząc z tym stanem rzeczy, jednak ostatecznie opuszczając jej ciało. Świat wokół ogarnęła bulgocząca jak maź ciemność. Gdy tylko wróciła do własnych zmysłów poczuła, że wszelki strach, niepewność, obawa, dyskomfort, gniew czy też przypływ mocy opuściły ją. Czuła, że mogła myśleć klarownie i z ogromnym stoicyzmem. Nie pamiętała by kiedykolwiek jej umysł mógł działać z taką swobodą i efektywnością, zupełnie jakby weszła w kompletny stan świadomości.

Rozglądnęła się po okolicy. Nie była już na statku. Otaczały ją ruiny jakiejś kamiennej konstrukcji, przypominający nieco zniszczony przez czas pałac. Starała się mu przyjrzeć, jednak ilekroć próbowała nie mogła wyostrzyć swojego wzroku. Zupełnie jakby ściany, okna, ozdoby i płachty tworzące owy ceglany pałac ciągle się zmieniały, deformowały i przesuwały. Spojrzała po sobie. Widziała swoje białe futerko przeplatane diamentowymi włoskami i drobne ciałko pozbawione ubioru. Jej palce zakończone były diamentowymi pazurkami, które połyskiwały w poświacie tego miejsca. Zauważyła też, że jej ogon nie był już wykonany z cielistej formy tylko z jednolitego, giętkiego kryształu. Ogon ten lekko falował niczym pęd rośliny pod wpływem morskich prądów. Widziała siebie, postrzegała siebie i rozumiała swój wygląd. Nie mogła jednak poczuć siebie. Nie mogła rozpoznać dotyku własnych łapek, a gdy przesuwała rączką po własnym futrze lub kamiennej posadzce, nie mogła kompletnie poczuć kontaktu mimo iż widziała co robi.

Jej zapatrzenie w samego siebie zostało przerwane przez nagłe pojawienie się kogoś w sali pałacu. Ciężko było powiedzieć czy był on już tam wcześniej, czy może dopiero przed chwilą się zmaterializował sam z siebie, cokolwiek to było dopiero teraz mogła to dostrzec. Wysokiego na ponad 4 metry wysokości, pseudo słoniowatą, pseudo ośmiornicowatom istotę, która siedziała na pokrytym symbolami obelisku, który wyrastał z samego środka sali w której się znajdowali. Jego dolne kończyny były ułożone w siadzie skrzyżowanym, a błoniaste dłonie ułożone jak do medytacji. Liczne oczy istoty zwrócone były w jej kierunku.
- Wtaij dgroa pryłóczijako. Przryko jset spoakytć iCę w tcyh oionlśkczociach. Rozałibś mjoą skourpę węic oto jseetm. Maj jset Kisżąe Hiry. - Istota przemawiała, a jej głos rozbrzmiewał się bardziej w umyśle Crytal niż w jej uszach. Jego słowa plotły się i zniekształcały w niezrozumiały sposób, a on sam utrzymywał z nią kontakt wzrokowy swymi licznymi oczyma. Wykonał też gest dłonią, który można by odebrać jako powitanie. Tuż koło niego był też drugi, znacznie mniejszy obelisk, rozmiarami idealnie pasujący na myszołaczkę. Czuła, że jest zaproszona do niego. Jednak nie mogła normalnie się ruszać. Jej nogi nie pracowały tak jakby chciała. Zamiast przesuwać się z kroku na krok przy wspomocy grawitacji, musiała intensywnie pomyśleć o tym by się przesunąć, a wtedy tak też się stawało. Tak samo było z poruszaniem dłońmi, a nawet z mową. Musiała skupić swoje myśli w konkretny cel by się one zdarzyły. Było to o tyle łatwiejsze, że jej koncentracja była teraz na wysokim poziomie. Co za dziwne miejsce...
Obrazek
V'shiss i załoga
Wszyscy myśleli, że rytuał dobiegł końca i jego moc pobłogosławiła członków załogi. Zwierzoludzie wiwatowali i ekscytowali się owym zajściem, a po ich twarzach można było łatwo rozpoznać: tych doświadczonych, którzy już wielokrotnie byli częścią rytuały i stali z zadowolonymi minami; tych którzy byli wcześniej tylko raz świadkami tej uroczystości, obserwując po sobie jeszcze mieniące się znaki i symbole oraz tych, którzy nie mieli zielonego pojęcia co się stało i stali skołowani. Oczywiście Ci co stali blisko V'shissa zaczęli się na niego patrzeć skonsternowani ilością skaczących wokół niego płomieni szczególnie Ra'seane, która wręcz odskoczyła od Kapłana, gdy ogień zaczął tańczyć przy nim. Nie wiedzieli zbyt bardzo jak na to zareagować, jednak wszystko uległo zmianie gdy dało się usłyszeć ryk i trąbienie z drugiego końca statku, gdzie wcześniej był Książe i Crystal. Tak jak Książe nadal tam był, to jednak był przygnieciony przez niewidziane tu wcześniej stworzenie, a Crystal było brak. Była jednak dość mała więc pewnie uciekła w jakiś kąt. Nowa istota zaś przypominała dość sporego, humanoidalnego szczura, która obserwowała wszystko i wszystkich z wyraźną agresją w oczach.
Valhir podniósł się nieco z desek by przyjrzeć się temu co właśnie zaszło, jednak zarówno on jak i wielu innych Krysning zostało powalonych od gwałtownej eksplozji magicznej jaka została wyemitowana z miejsca gdzie stała wspomniana wyżej dwójka. Fala wstrząsnęła całym pokładem, nie rozumiejąc do końca co się dzieję i dlaczego. Ale V'shiss widział i wcale nie podobało mu się to co zobaczył.

Wpływ chaotycznego eteru, które wcześniej drżało po okolicy sprowokowane energią rytuału, miało faktycznie swoje źródło w dziwnej istocie, która "zajęła" miejsce Crystal. Stało podburzone, przestraszone, wściekłe, a z Aury istoty wystrzeliwały niewidoczne gołym okiem promienie oraz pasma niekontrolowanego Eteru o niestabilnych barwach i wibracjach. To samo w sobie wydawało się dość niebezpieczne, jednak to co stało się potem przekroczyło jego wszelkie przypuszczenia. Powalony bowiem Słonik, a dokładniej jego Aura zaczęła rozpuszczać się zupełnie jakby została stworzona z ciekłej, kleistej substancji. Jaszczur obserwował jak czarna niczym smoła Esencja Księcia zaczyna otaczać trzymającego go szczuro-ludzia, a następnie zaczyna zderzać się i kolidować z jej magią. Strugi Eteru ziemi obdarte były przez Eter powietrza, raptowne języki Eteru ognia były duszone Eterem wody i vice wersa. Nastąpiła wielka magiczna kolizja i to właśnie ona wywołała wspomnianą wcześniej eksplozję. Ta eteryczna erupcja spowodowała powstanie niestabilnych wyrw w przestrzenie z których to zaczęły materializować się fizyczne obiekty i istoty, których sam widok zaczął wywoływać w głowie V'shissa atak paniki. Czuć było wypełzającą moc Chaji. Cały ten wszech istotny chaos spowodował pojawienie się...

- DZIWY! - Wykrzyknął z całej siły Kentar wskazując dłonią na dziury w powietrzu z których zaczęły wypełzać zdeformowane istoty. Wyglądały jak latające kulki(o średnicy 1 metra) pokryte w wielu miejscach zębami, mnóstwem pojedynczo rozłożonych oczu i licznymi mackami zakończonymi kolcami. Zaczęły one atakować załogantów łapiąc ich mackami, wbijać w nich swoje kolce oraz zęby, a nawet próbując pochłaniać ich głowy w całości. Istne monstrum.
Obrazek

Valhir widząc nagły chaos i panikę na pokładzie zrzucił z głowy rogatą czaszkę. Wyglądał na zszokowanego, a jego białe futro przecinały liczne ślady krwi. Z trudem wstał na równe nogi widząc jak jego załoga jest stopniowo atakowana przez mackowatych intruzów, nie mogąc zrozumieć co się stało. Czy to przez Rytuał?! Przecież wszystko szło zgodnie z planem! Co uczynił źle!?
Spojrzał w miejsce z którego wychodziły potwory. Pod pół-przeźroczystym kokonem można było dostrzec Księcia i Białe stworzenie. Leżeli oni nieprzytomni, a wnioskując, że wyrwy ułożone były wokół tego kokonu, musiały być jakoś ze sobą powiązane.
Nie było czasu myśleć, trzeba było działać i to szybko!
- Mannskap! Do broni jesteśmy pod atakiem! - Zaryczał potężnie po czym rzucił się na jednego z potworów, który omal nie zjadł głowy jednego z jego załogi. Panika i walka ogarnęła cały statek.

Część osób zaczęła uciekać. Część osób rzuciła się w stronę beczek z bronią i z Kentarem na czele zaczęli siekać, rąbać i dźgać istoty. Te jednak mimo odrąbywanych kończyn dość szybko zaczęły regenerować się z powrotem i tylko niektórym udawało się je efektywnie zabijać(trójząb Kentara efektywnie je rozrywał). Mimo to nie zaprzestawali walczyć, choćby dlatego, że rany spowalniały potwory. Rozległy się także głośne wystrzały z broni palnej, której pociski pochodziły od pokładowego ogniomistrza, hybrydy kozła Elkesta. Mając na sobie pospiesznie założone trzy pasy pełne pokrowców na pistolety skałkowe, zaczął strzelać nad sobą zrzucając z góry dziwy efektywnie je raniąc.
- Ognia! Te skurwysyny nie lubią ognia, spalić je! - Darł się kozioł, a parę osób usłuchało próbując bronić się pochodniami. Niektórzy też chcieli użyć oliwy do atakowania monstrów, jednak te w większości zostały popękane i zniszczone. Co za pech.
Nie wszyscy mieli pod ręką swoją broń, a pochodni było ledwo dla paru osób. Bezbronni zaczęli znikać pod pokładem by dorwać w łapy jakąś broń. Jednym z tych osób był zbrojmistrz Ra'seane, która popędziła na dół jako jedna z pierwszych.

V'shiss zaś teraz stał na drugim końcu statku od kokona, mając przed sobą cały obraz bitwy oraz mordercze latające Dziwy. Część z nich zaczęła też lecieć w kierunku Jaszczura z ewidetnie złowrogimi zamiarami. Eter wokół nich wirował w absolutnym chaosie, formułowanie zaklęć w ich obecności było bardziej ryzykowne niż zazwyczaj

Podsumowując: Na V'shissa lecą teraz 3 Dziwy, a na pokładzie jest teraz około 15 ich, wszyscy walczą przeciw nim. Dziwy wylatują z wyrwy w przestrzeni, która najprawdopodobniej zasilana jest przez kokon. Eter wokół jest niestabilny, przez co ciężej się czaruje, jednak jest to wciąż możliwe. Ciało Crystal jest kompletnie nieprzytomne, jej umysł ugrzązł w Chaji.
Rytuał się nie powiódł, wszelkie jego efekty i błogosławieństwa zostały stracone.

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Crystal
Stworzenie, jakim stała się Crystal nie odezwało się do nikogo ani słowem. Stało tak tylko patrząc dookoła, jakby próbowało zrozumieć w jaki sposób znalazło się na statku, wśród tak pokracznych istot. Równie pokracznych jak ona sama. Oczy szczurzycy były aż nad wyraz inteligentne, gdy przesuwała spojrzenie po innych hybrydach.
Czując wiercenie się pod swoją ręką i raczej nieudolne próby ugryzienia jej opuściła głowę. Jej wzrok wyrażał czyste zdziwienie, jakby w ogóle nie była świadoma jakim sposobem ta dziwna istota z trąbą znalazła się w jej uścisku. Przekrzywiła lekko łeb przyglądając się mu. Jeszcze takiego wcześniej nie widziała. Pochyliła się nieco nad Księciem z zamiarem obwąchania go, zupełnie nie reagując na jego błagania. W końcu nie robiła mu krzywdy, prawda? To niech jeszcze sobie chwilę poczeka.
Mając pysk już niemal przy trąbatym przyjacielu nagle coś się stało. To dziwne uczucie, które jednak dotknęło ją tak... wewnętrznie? Tracąc ostrość widzenia miała wrażenie, że zaraz zemdleje.
I tak się stało, bo ciało szczurzycy opadło bezwładnie na deski pokładu tuż obok Małego Księcia.

Umysł Crystal w tym czasie znalazł się w miejscu tak innym od wszystkiego co znała! Ale jednak w przeciwieństwie do swych nawyków nie wpadła w panikę. Nie zestresowała się, by następnie podkulić pod siebie ogonek, a uszka docisnąć łapkami tuż do samej główki.
Nie.
Stojąc tak pośrodku nieznanego wydawała się być zaciekawiona. Uczyła się swych nowych łapek, a odwracając łepek mocno do tyłu podziwiała kryształowy ogonek. To naprawdę była ona? Taka... czysta? Na chwilę spojrzenie jej spojrzenie spoważniało, a sama Myszka uśmiechnęła się ironicznie, wyraźnie czymś rozbawiona.
Wtem jednak zauważyła, że nie jest sama. I znowu, zamiast strachu przepełniło ją bardziej zdziwienie, gdy dostrzegła tę... istotę? Z przekrzywioną główką próbowała zrozumieć z kim ma doczynienia. Dopiero gdy się przedstawił jej oczka otworzyły się szerzej.
- Jesteś moim Księciem? - Zaskoczeniu dziewczynki nie było końca. Czy naprawdę ten kolos wcześniej uczył ją łowić ryby, targować się o ceny i ją samą nosił na tacy? Zamrugała zszokowana. - Dlaczego tak wyglądasz? Ale urosłeś!
Zaraz też coś się w niej zmieniło. Spojrzenie maleńkiej hybrydy nabrało ostrości, skupienia i powagi. A gdy znów się odezwała jej głos był twardszy, niby dojrzałej kobiety. Wyprostowała się też, przyjmując niemal dostojną postawę.
- Nie zgodzę się, żebym ją rozbiła. Szarpałeś się, owszem, jednak nie uczyniłam jej żadnej fizycznej szkody. - Zamiotła ogonem za sobą, po czym znów się rozejrzała. Cóż za dziwne miejsce. Takie ulotne. - Gdzie mnie zabrałeś, Książe Hiry? W śnienie?
Na jego zaproszenie na podwyższenie nie zareagowała od razu. Wyglądało to tak, jakby go zignorowała. Tak naprawdę jednak uczyła się swego nowego ciała. Wprawiona drobnymi ruchami, jakie wcześniej wykonywała tak i teraz potrzebowała zebrać myśli, by cokolwiek zdziałać. Powyższa czynność była nowa. Dziwna. Nienaturalna. A jednak dość szybko ją opanowała, gdy bardzo powoli zaczęła przesuwać się w kierunku obelisku. Dostanie się na niego nie sprawiło też samicy większych trudności. Wybijając się lekko niemal przepłynęła w powietrzu ku podwyższeniu. Wylądowała niesamowicie delikatnie, niczym piórko opadające na ziemię, gdy ucichnie wiatr. Wtedy też na nowo spojrzała na giganta oczekując wyjaśnień.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1386
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
V'shiss
- Ten rytuał ma tak wyglądać? - V'shiss zawołał w stronę Valhira, gdy sytuacja zaczęła się robić dziwna.
Szybko jednak stało się jasne, że zdecydowanie coś poszło źle. Atakujące dziwy i rzucający się w poszukiwaniu broni załoganci wskazywali jednak na to, że sytuacja do normalnych nie należała. Widok trzech Dziwów lecących na niego, szybko przegnał z głowy V'shissa wszelkie myśli inne niż te związane z samą taktyką starcia.
Owszem, używanie ognia na statku do najbezpieczniejszych nie należało. Ale czyż wielki Denadareth Ognisty (niech będzie mu chwała i dziewice) nie twierdził, że odpowiednia ilość ognia rozwiązuje wszystkie problemy? Twierdził.
V'shiss odkrył talent do magii ognia dopiero niedawno i nie miał jeszcze doświadczenia z niestabilnym eterem. Dzięki Drugiej Uwadze czuł, że coś jest z nim nie do końca w porządku i że czarowanie może być ryzykowne... ale uznał, że jego wiara go ochroni. Mimo to należało przedsięwziąć jakiekolwiek środki ostrożności. Zamiast zaczął miotać na ślepo falami ognia (co go bardzo kusiło), najpierw spróbował wzmocnić i ustabilizować otaczający go wir ognia, tworząc z niego osłaniającą go sferę, a następnie zaczął wystrzeliwywać z niego krótkimi seriami płomienie przeciwko nadlatującym stworom.
Veni, rescripsi, discessi

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość