Maska - Odcinek Drugi

Czy próba wejścia w posiadanie artefaktu boga, którego kult jest zakazany, może skończyć się dobrze?
Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya uniosła jedną brew. Długo trenowała ten gest i była zadowolona, że w końcu może go użyć.
- Kompetentni strażnicy? No, no, no - powiedziała, po czym uśmiechnęła się do Jona. - Bez urazy. Albo jestem gorsza niż myślałam jeśli chodzi o orientowanie się, gdy mam ogon, albo... no cóż, nie mam innego pomysłu, oprócz tego, że to bardzo dziwne i podejrzane, że tu trafili. Powiedziałabym, że też potrzebują eksperta od masek, ale przecież...
"Ale przecież ukradliśmy o wiele więcej rzeczy, niż samą Maskę" - chciała dodać, ale powstrzymała się. Była niemal pewna, że przynajmniej częściowo może zaufać panu Esposito - wszak zdawał się być cenionym kontaktem Lamberta Greska, więc było mało prawdopodobne, by miał wydać ich straży. Zresztą... wkrótce sytuacja miała się, w ten czy inny sposób, wyklarować.
- Panie Esposito - zwróciła się do gospodarza. - Sądzę, że byłoby to niezręczne, gdyby ci strażnicy zastali nas tutaj, a zwłaszcza, gdyby mnie zastali w towarzystwie tych szacownych dżentelmenów. Czy pana jakże urocze domostwo, ma jakieś ukryte miejsce, do którego mogłaby się udać niewinna dziewica, która bardzo krępuje się w towarzystwie straży?
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Jon
Jon na żart o pudle zaśmiał się szczerze, na nowo odkrywając, co czyniło z Lamberta tak świetnego kompana w codziennych troskach i przyjemność. Rozbawiło go to do tego stopnia, że niemal zapomniał, że jego przyjaciel jest niezrównoważony.

Informacja o strażnikach przybywających w jakiejś sprawie nie zrobiła na Jonie najmniejszego wrażenia. Słyszał to zdanie kilka razy dziennie, więc wypracował sobie tolerancję do tego stopnia, że podobne komunikaty, wpadając jednym uchem, wypadały drugim, bez żadnych szans, by zaczepić się czegokolwiek pomiędzy, więc nieustannie błędnie krążył wzrokiem od zwierzęcia do zwierzęcia, nie będąc w stanie niczego z tych obserwacji zapamiętać.

Pytanie Saryi zanotował mniej więcej w połowie i panicznie próbował zrozumieć o co chodzi i co go pyta, na szczęście albo sama sobie odpowiedziała, albo było to pytanie retoryczne. Jon błogosławił w duchu niesamowitą kobiecą umiejętność prowadzenia dialogu z mężczyznami, nie dając im dojść do słowa.

- Pomijając już oczywisty fakt, że pan Esposito nie ma żadnego obowiązku ich wpuszczać - podejrzewam, że nie ma też wielu innych obowiązków, które dotyczą zwykłych ludzi, dodał Jon w myślach. - To nawet jeśli są to nasi strażnicy, to nie powinni być w stanie nas poznać, a poza tym nadal podlegają pode mnie.

Jon głęboko wierzył, że moc pagonów jest mocniejsza niż pogańska siła wzroku. Lub zwykła spostrzegawczość. Tak, czy siak, jeszcze nigdy nie znalazł się w sytuacji, w której uśmiech i spokój nie mogły go uratować. Poza tymi, w których czasem trzeba było dać komuś w mordę.

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
ALFFIE
Wracając jeszcze do rozmów w salonie, jego gość zadał mu pytanie na które musiał odpowiedzieć. Jak zwykle obrócił głowę w kierunku swojej rozmówczyni dając jej do zrozumienia o przyjęciu przez niej jego uwagi. Mowa była w końcu o jego artystach.
- Jestem łowcą talentów, Sarya Ef Darrasha. Przyjmuje do siebie te niedocenione i potrzebujące szlifierza nieporadne talenty, którym staram się pomóc rozwinąć skrzydła. Wśród zasłyszanych imion być może dane było Ci usłyszeć śpiew Łucji "Delfiniej" lub cudowne szmery kontrabasu z palców Danfura zwanego też "Leśnym"? - Powiedział, a słowa składał pomału, wyraźnie akcentując wymawiane imiona. Szczególnie jej.
Powracając do pokoju z kolekcją...
Gdy Lambert zaczął prawić do niego o sekrecie oraz jego obszernej wiedzy, Alffie odwrócił wzrok od trzymanej fretki, skupiając się teraz na swoim częściej widzianym gościu. Jego zielone oczy rozszerzyły się nieco w zaintrygowaniu. Przez drobny moment stał on tak niczym zauroczony usłyszanymi słowami. Gdyby nie zaciekawione spojrzenie można by pomyśleć, że przemienił się w on w posąg.
Lekki uśmiech zagościł na jego twarzy, tworząc specyficzny grymas, tak bardzo charakterystyczny dla niego. Podszedł do przyszykowanej, niewielkiej sekcji pokoju i tam umieścił bezpiecznie fretkę. Miał zamiar już odpowiedzieć na pytanie Saryi i powiedzieć coś ważnego Lambertowi, jednak jego służka postanowiła się wtrącić mu przed zdanie. Zresztą nie bez powodu.
Aldonzo z wyrachowanym spokojem zerknął na swoich gości i choć cała mowa jego ciała stanowiła teraz opanowanie oraz takt, tak jego oczy nie zmieniły się, nadal błyszcząc nad wyraz wielką ciekawością. Wyglądał to tak jakby samym spojrzeniem chciał wyszarpać z nich ten "sekret" o którym mowa była wcześniej. Na koniec zawędrował do swojej służki, na którą to spojrzał się wymownie.
- Powiedz Eugumirowi by się tym zajął. Mają zakaz wstępu tutaj, tak długo jak przebywają tu moi goście. Zaś ty, moja Droga podaj nam do gabinetu przekąski. - Powiedział do niej, dając jej do zrozumienia, że nie chce słyszeć z jej strony żadnych stron sprzeciwu. Gdy już Elojze opuściła ich towarzystwo Alffie odwrócił się do zgromadzonych. Na jego ciele z powrotem zawitała sztywność jak na początku gdy przybyli.
- Chodźmy. - Oznajmił nieco ściszonym głosem wychodząc z pokojów i kierując się korytarzem na drugie piętro po krętych schodach. Wszelkie okna w korytarzach także były ciasno zasłonięte przed wglądem na zewnątrz, jednak gdyby któryś ciekawski chciałby przez nie zajrzeć, dostrzegłby plac po drugiej stronie domu wypełniony namiotami, skrzyniami, nisko-palonymi ogniskami oraz prowizoryczną lecz solidną konstrukcję będącą sceną do występów. Na placu widać było także garstek osób, specyficznie ubrani oraz uzbrojeni w instrumenty muzyczne oraz narzędzie kuglarskie wszelkiego sortu. Warto napomknąć, że zachowywali się wyraźnie cicho, na tyle, że nie sposób byłoby usłyszeć ich z budynku.
Z górnego korytarza prowadziły 4 różne drzwi w czterech różnych kolorach. Gospodarz zaprowadził was przez drzwi o czerwonym kolorze, prowadzące go jego gabinetu i pracowni. Panowała tam kompletna ciemność dopóki Alffie nie odpalił lampy by oświetlić pomieszczenie. Podgłoga wykładana brzozowymi panelami. Ściany pokryte pstrokatą tapetą z kolorowymi ciapkami. Potężny stół na środku pokoju pełen materiałów rzemieślniczych, papierów, butelek z farbami i innymi specyfikami. Liczne gabloty i piedestały stojące pod ścianami, wszystkie przykryte cienkim, białym materiałem. Pare krzeseł i stolików surowej jakości. Warto jeszcze dodać charakterystyczny szyb-windę, która prawdopodobnie podłączona jest do kuchni ponieważ niedługo wyjechały z niego dania, a które prosił wcześniej Gospodarz swoją służkę. Do jedzenia były przypieczone szaszłyki wołowe, koreczki oliwkowo-serowe oraz smażone skrzydełki kurczaka w interesującej, grubej panierce. Aldonzo postawił tacę na stole, tak by każdy miał do nich dostęp.
- Mój gabinet. Pracownia. Samotnia. Nikt tu nie podsłucha. Nikt tu nie wejdzie. Z szybu kuchennego także nikt nie podsłucha. A więc? Cóż to za... sekret?

Karv
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Lambert
Lambert omiótł pomieszczenie uważnym spojrzeniem. To, co zobaczył, musiało mu się spodobać, bo w końcu kiwnął z aprobatą głową. Gdy szybem dotarło do nich jedzenie, nachylił się do Jona.

- Włóż tam głowę i wykrzyknij nazwę ulubionego trunku. - Poklepał towarzysza po ramieniu. - Może drzemie w tobie jakiś magiczny talent.

Potem Lambert sięgnął za pazuchę i wyjął stamtąd zawiniętą w materiał maskę. Sprawnie odpakował zawiniątko i podał przedmiot Alffiemu.

- Słyszałem, że nie ma w tym mieście większego specjalisty od masek niż ty, Alffie. Zachwyć nas, proszę, swoją specjalistyczną wiedzą.

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
ALFFIE
Alffie zamilkł.
Zamarł w bezruchu.
Jego ciało zesztywniałe niczym u nieboszczyka.
Jego spojrzenie skupione na przedmiocie.
Zdawałoby się, że czas na chwile załamał się dla gospodarza, który nie mogąc złapać własnych myśli, ni wspomnień pozwolił by nurt czasu przywrócił go na właściwe tory. Jego palce zadrżały wyłamując się z objęć paraliżu. Tuż za nimi powędrowały nadgarstki, obracając się krótkimi sztywnymi ruchami niczym wskazówka zegara. Gdy ramiona uwolniły się z niewładu, uniosły się wówczas do góry wisząc teraz stołem. Gdy wolność poruszania się ogarnęła go z powrotem w pełni, po całym jego ciele przeszedł pojedynczy, powolny i ekscytujący dreszcz. Pochylił się nad obiektem, wpatrując się w nie z niewypowiedzianą fascynacją i zainteresowaniem. Zatrważającą myślą mogłoby być, by Aldonzo mógł spojrzeć się na kogoś właśnie takim spojrzeniem. To by było niezdrowe, wręcz chore spoglądać na kogoś wzrokiem tak pełnym nieokreślonej rządzy. Och piękna zdobyczy...
Musiał się jednak upewnić. Zidentyfikować ją by potwierdzić swoje przypuszczenia. Zaczął od delikatnego przesunięcia po niej dłonią, potem sprawdził jej grubość oraz wykończenie formy, a następnie przeszedł do sprawdzania jakości oraz rodzaju materiału jak i jej cech szczególnych. I najwyraźniej postanowił się nimi podzielić, swoimi obserwacjami.
- Gładko wykonana powierzchnia i z twardymi krawędziami, w tym miejscu wręcz naostrzona. Wyraźne ślady znoszenia bez jakichkolwiek oznak starości. Materiał za twardy na gips, zbyt surowy na porcelanę oraz zbyt subtelny na zwyczajną kość. Te oznaczenia przy oczach... stare znaki... wielkością nie mniejsze od pchły, a wciąż tak precyzyjnie wykonane. Te wykończenia na nieistniejącej twarzy...aaaaaach to musi być ona. - Jego głos łamał się i wyginał w miarę mówienia, a jego sztywne zachowanie i formalna mowa zaczęły pomału zanikać dając miejsce zupełnie nowego oblicza Alffiego dla jego gości.
- Ta maska krążyła od właściciela do właściciela przez dłuuuugi czas. Miała wiele nazw. Jedni, co chcieli odkryć samych siebie, mówili na nią Veritas. Drudzy zaś którzy się jej obawiali, mówili na nią Cadere. Jednak prawidłowa jej nazwa jest czymś co zanikło głębiej niż ona sama przed laty. Aż do teraz nikt nie wiedział co się z nią stało. Aż do teraz...- Po raz pierwszy od pojawienia się maski w zasięgu jego wzroku, Alffie spojrzał się na zgromadzonych. Jego zielone oczy drżały niczym w obłąkanej stazie.
- Przyszliście do mnie z maską kultu Krytissa, tak długo szukaną przez ich uczestników. Legendy jakie ją opiewają są wręcz niesłychane. Jedna z nich powiada, że podobno sam Bóg Śmierci wlał w nią część swojej czarnej jak miazma mocy. Druga prawi iż została ona stworzona by zniewolić jego wybrańców, którzy mają przeznaczone iść ścieżkami po śladach jego plugastwa. Jednak bardziej wiarygodnym jest teoria iż to sami kultyści przez całe lata przelewali w nią swą magię czyniąc nią narzędzie, którym jest teraz. Ciekawi jesteście co to takiego potrafi? - Spytał się ich szeptem, wcale nie oczekując z ich strony odpowiedzi, bo i tak miał zamiar im pokazać. Zachwycony grymas okalał jego twarz.
Uniósł on pojedynczy palec wskazujący w górę, a następnie pomału zaczął przesuwać go w stronę maski. Dla prostych ludzi nie wydawałoby się to niczym nadzwyczajnym w dziwactwach Aldonzo, jednak Ci którzy byli wrażliwi na magiczną naturę świata mogli dostrzec coś więcej. Ci wrażliwcy dostrzegliby jak jego długi paznokieć-szpon tonie w nieopisanej strukturze otaczającego nasz świata i swobodnie sunie przez nie, ciągnąc na niewielkim koniuszku "ostrza" cienką niczym struna, niematerialną nić. Sięgnąwszy po niej skierował ją w stronę maski, dotykając ja subtelnie swoim paznokciem i pozwalając owej nici wchłonąć w drobne szczeliny artefaktu. Uniósł palec z powrotem do góry, ciągnąc eteryczną nić za maskę, która to zaczęła gwałtownie drżeć na stole do widoku dla wszystkich. Buntowała, sprzeciwiała i odrzucała od siebie jakąkolwiek władzę i kontrole. Jakąkolwiek alteracje i manipulacje. Nie była czymś co można było ot co zmieniać. Maska brutalnie zerwała nić, którą złączył Alffie, rozświetlając się na ułamek sekundy ciemną, granatową łuną na tyle widoczną, by nawet nie wrażliwy na magie zdołali ją dostrzec. Palec jego zaś wygiął się nie przyjemnie i można było usłyszeć jak coś w niej trzaska. Z ust Inenomura wydobył się syk bólu, który szybko został zastąpiony cichym chichotem pod nosem.
- Jej moc pozwala noszącemu na infiltrację umysłu...kogoś, kto wcześniej został połączony z tą maska, łącząc ją nie tylko ze wspomnieniami, ale też i duszą tego "kogoś". Vultus Eius, tak mówią o niej sami kultyści. Lambercie. Jon. Sarya Ef Darrasha. Powiedzcie mi, czy ktoś z was zdążył się już skaleczyć na niej? Czy kogokolwiek krew dotknęła jej powierzchni nim trafiła tutaj? - Zapytał się ich obarczając ich po raz pierwszy odkąd się spotkali pełnym, szerokim uśmiechem. Wolną dłonią trzymał się za złamany palec, kompletnie w inny sposób nie okazując po sobie bólu.
Ostatnio zmieniony 12 sie 2022, 9:24 przez Heinreich, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Jon
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Jon
- Sam bym chętnie podrzemał - odszepnął Jon Lambertowi chwilę przed tym, jak ten zdecydował się karty na stół.

Maska nie wzbudziła w nim pozytywnych emocji. Ani trochę. Po plecach przebiegł mu nieprzyjemny dreszcz, który starał się zamaskować byciem już na lekkim rauszu, więc zachwiał się tylko kolejny raz.

Uważnie przyjrzał się swoim wspomnieniom, szukając drobnych ran i zadrapań, które mogły maski dotknąć. Prawdę mówiąc, był cały obtłuczony po urokach poprzednich dni, ale nie sądził, by obtarcia mogły go związać z klątwą. Ale co on mógł wiedzieć o pradawnych rytuałach?

- Nie licząc siniaków, to raczej nie - odparł Jon, nadając głosowi wesoły ton. - Czy jest jakiś, względnie bezpieczny, sposób by to sprawdzić?

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya aż wyprostowała się, widząc spojrzenie, które pan Esposito skierował na maskę. Widywała takie czasem. U klientów, od których mogła żądać każdej ceny za dostęp do jej ciała, ale którzy przynosili więcej kłopotów niż pożytku. Tacy, którzy zaraz myśleli, że mają ją na własność, stawali się brutalni i chcieli ją kontrolować. Nie ufała tego typu żądzy.
I chociaż nie była żadnego rodzaju czarodziejką, to jej znajomość misteriów Ferrosa i Norien, sprawiło, że wyczuła, że ich gospodarz używa magii do badania maski. Bez wątpienia był kimś więcej niż po prostu ekscentrykiem, który ma dziwne hobby.
- Och, oczywiście, że ciekawi nas co potrafi ta maska - odparła Sarya, starając się przybrać jak najbardziej neutralny ton. - Łączenie dusz i umysłów? Nie jest to coś, czego spodziewałabym się po artefakcie boga śmierci. Na pewno nie wywołuje upiorów? Nie wskrzesza umarłych jako żądne krwi monstra?
To, że maska została już przetestowana już pozostawiła do opowiedzenia Lambertowi lub Jonowi. Pierwszy lepiej wiedział, na ile można ufać ich gospodarzowi, drugi bezpośrednio doświadczył tego, co maska robi.
Veni, rescripsi, discessi

Karv
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Lambert
Lambert pokiwał głową. Jego przypuszczenia się potwierdziły. Maska dawała wspaniałe możliwości - takie, dzięki którym złodziejskie rzemiosło można było podnieść nie do rangi sztuki, lecz wręcz do poziomu mistycznego obrządku.

Maska Kryttisa z pewnością była warta wszystkich pieniędzy i gdyby rzeczywiście zdecydowali się ją sprzedać i podzielić zyskiem, cała trójka wyszłaby na tym niezwykle korzystnie.

Lambertowi nie mieściło się jednak w głowie, by sprzedać przedmiot o tak niespotykanym działaniu. Oczyma wyobraźni widział już, jak za pomocą maski pociąga za sznurki, jak wpływa na przebieg najważniejszych spotkań w tym mieście.

- Mówisz, że można zinfiltrować umysł osoby związanej z maską rytuałem. To bardzo interesujące, Alffie. Byłem pewien, że nikt nie okaże się większą skarbnicą wiedzy niż ty. Czy może... Znasz przebieg tego rytuału zespolenia?

Na kilka chwil Gresk zapomniał zupełnie o strażnikach u drzwi i o tym, z czym z pewnością niedługo będą musieli się zmierzyć.

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
ALFFIE
Nie przejmując się opatrzeniem lub zwróceniem większej uwagi na swój złamany palec, Alffie kontynuował rozmowę przy stole z gośćmi. Uśmiech na jego twarzy nie opadał zupełnie jakby koniuszki ust zostały na stale uczepione w tej pozycji.
- Myślę, że jedynym sposobem by to sprawdzić byłoby założenie maski Panie Jon. Jednak sądzę, że nikt z zebranych tu osób nie chce teraz tego sprawdzać wiedząc już co ona robi... - Powiedział do Jona, a następnie skierował spojrzenie na Sarye, która to przejawiała na sobie drobne oznaki dyskomfortu. Nie mogąc zaprzestać w swoim zachowaniu, a chcąc dać jej choć odrobinę komfortu odwrócił od niej wzrok, skupiając się znowu na masce głaszcząc ją delikatnie.
- Nie wywołuje upiorów i nie wskrzesza. Choć kto wie, gdyby dokonać wyrwania mocy z tego artefaktu... wtedy można by próbować, jednak nie posiadam takiej wiedzy ani możliwości. Niestety.
Gdy Lambert się odezwał Aldonzo wziął w dłonie maskę trzymając ją z największą delikatnością na jaką mógł sobie pozwolić i zbliżył się do swojego przyjaciela(biznesowego). Najwyraźniej wyczuwał od niego szczere zainteresowanie maską, co go w żaden sposób nie dziwiło. Ten egzemplarz był jedynym w swoim rodzaju, białym krukiem maskarady!
- Częściowo. Wiem, że należy rozciąć sobie dłoń o tą ostrą krawędź, a następnie pozwolić krwi spłynąć pierw do lewego, a potem do prawego otworu na oczy. Widzisz znaki jakie są w nich wyryte? To właśnie one muszą nasiąknąć krwią. Do tego potrzebne są jeszcze słowa rytuału, niestety nie są one mi znane. Choć kto wie... może by jakaś wskazówka znalazłaby się w mojej bibliotece?

Karv
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Lambert
Gdy Alffie się zbliżył, Lambert wodził wzrokiem między maską a jego złamanym, puchnącym palcem. Pierwsze kusiło, drugie budziło odrazę.

Z jednej strony chciał dowiedzieć się wiecej. Z drugiej - sposób bycia Alffiego zaczynał działać mu na nerwy, to ciągłe mówienie zagadkami, te niedopowiedzenia. Pierwsze kusiło, drugie budziło odrazę.

- Alffie - zmusił się, by podnieść wzrok na twarz gospodarza - wiemy, że maska działa. Że zakładając ją, można wniknąć w czyjś umysł. Maska jest obecnie z kimś połączona, ale chciałbym dobrze cię zrozumieć, upewnić się, że nic mi nie umyka.

Zamilkł na moment, by uporządkować myśli.

- Aby móc wniknąć w czyjś umysł, trzeba skaleczyć tego kogoś nad maską, zalać symbole jego krwią i wypowiedzieć słowa rytuału, których nie znasz, tak? - Już miał skończyć, gdy coś jeszcze przyszło mu do głowy. - A co z poprzednim zespolonym? Urok tak po prostu go puszcza?

Awatar użytkownika
Jon
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Jon
Jon wymanierowanym ruchem oglądał swoje dłonie, jakby sprawdzał, czy paznokcie są odpowiedniej długości. Do pełni komedii brakowało tylko, żeby zaczął pogwizdywać.

Znad własnych palców uważnie przyglądał się Lambertowi. Wyczuwał, że traci zainteresowanie towarzyszami i zapędza się w gorączkowych pytaniach. Jon był ciekawy na kim Lambert chciałby przeprowadzić ów rytuał, ale postanowił zostawić sobie to pytanie na później. Może sprawa sama się wyjaśni.

Choć jedno pytanie tłukło mu się o czaszkę: w jaki sposób Lambert zamierza pozyskać tyle krwi zainteresowane, żeby pozostało to niezauważone? Czy może wizja na tyle odkleiła mu umysł, że nie zależy mu już dłuzej na utrzymaniu wszystkiego w tajemnicy?

Spuścić z kogoś krew, to nie trzasnąć draba pałą w łeb, myślał intensywnie.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Owszem, Sarya czuła się nie do końca komfortowo, gdy omawiali rytuały mrocznych bogów. Nie protestowała jednak. Istniała przecież zawsze możliwość, że protestująca osoba, może nagle okazać się "ochotnikiem", którego krew się będzie puszczało.
- No właśnie - powiedziała. - Zwalnia to poprzedniego zespolonego? Czy może można stworzyć... grupę zespolonych osób, w które zakładający maskę może wnikać. Może to było źródłem legendy, że maskę wykonał Kryttis by zniewolić swoich wybrańców i skierować ich ścieżkami, jakie dla nich zaplanował? No i co znaczy zwrot "połączyć z duszą"?
Wbrew swojej niechęci do samego przedmiotu, nie mogła powstrzymać ciekawości. A gdy Alffie wspomniał o bibliotece...
- Masz w bibliotece dzieła na podobny temat? - zapytała z iskierkami w oczach. - Chyba nie powinno mnie to dziwić, biorąc pod uwagę, że jesteś ekspertem od masek. Jestem jak najbardziej za tym, by w nich poszperać, ale może najpierw zrobimy coś ze strażnikami, którzy pewnie na nas czekają? Tak, że na chwilę wrócę do spraw przyziemnych.
Skierowała się do Jona.
- Nie mógłbyś kazać im odejść? Dowiedzieć się, co ich skłoniło, by tu przyszli, a potem powiedzieć, że już sprawdziłeś to miejsce, ten trop i nic?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Jon
- Oczywiscie, najdrozsza - odparl natychmiastowo Jon, kierujac chwiejne kroki w kierunku, z ktorego jak odwazyl sie wierzyc, przyszli.

Otrzymywanie wskazowek od slug Alffiego, kiedy nie wie sie, ktory klamie, a ktory mowi prawde, sprawilo, ze Jon juz nigdy nie zaufa mezczyznie w makijazu.

Dotarcie do drzwi wyjsciowych zajelo mu okolo kwadransa, w ktorym zdazyl minac wejscie do gabinetu kilkutrotnie, w dodatku z roznych stron. Na szczescie drzwi byly zamkniete i jedynie wprawne ucho moglo wylapac kroki w te i we wte, jak u kogos w naglacej potrzebie pod zajetym ustepem.

Otwierajac drzwi przypominal sobie, co Sarya kazala mu powiedziec i czego sie dowiedziec, wiec przekladajac to na zolnierska mowe wypalil po prostu:
- Wypierdalac.

I chlasnal drzwiami.

Karv
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Pchnięte zamaszyście przez Jona drzwi pomknęły na spotkanie z framugą, jednak zamiast zatrzasnąć się z hukiem, odbiły się i zdzieliły zaskoczonego strażnika w skroń. Odruchowo postąpił o krok do tyłu i oparł się ręką o ścianę, by nie stracić równowagi.

Po drugiej stronie progu znajdował się Joel. Jonowi przebiegło przez myśl, że wygląda, jakby przyszedł na przesłuchanie, by zasilić gabinet osobliwości Alffiego. Ze spuchniętą twarzą i jedną ręką na temblaku podskakiwał teraz na jednej nodze. Stopę drugiej trzymał w zdrowe ręce i jęczał z bólu - musiał odruchowo włożyć nogę w szparę w drzwiach, nie pozwalając na ich zatrzaśnięcie. Biedaczyna, nie spodziewał się, z jaką pasją Jon będzie chciał spełnić prośbę Saryi.

Ich spojrzenia się spotkały.

Joel wyprostował się, zmrużył oczy.

Zza jego pleców wyłonił się Billy - wyglądał znacznie lepiej niż towarzysz, jednak także na jego twarzy widać było oznaki zmęczenia. Sińce pod oczami sugerowały nieprzespaną noc. Wymięte koszule i szczeciny na twarzach potwierdzały, że od spotkania przy powozie Flattera strażnikom nie było dane odwiedzić swoich domów.

- Do diabla, porucznik - zdziwił się Billy. - Co pan tu robi?

- Przekonamy się. - Z twarzy Joela biła zawziętość. - Jeśli pan pozwoli... - przekroczył próg i wyciągnął w stronę Jona zwitek papieru opatrzony pieczęcią straży.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
(...)
Ostatnio zmieniony 20 sie 2022, 21:32 przez Denadareth, łącznie zmieniany 1 raz.
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
ALFFIE
- Cóż... - Zaczął Alffie słysząc kolejne interesujące pytanie dotyczące jego ulubionego(na tą chwilę) artefaktu. Widać było w jego oczach lekką konsternacje, może i nawet zwątpienie, jednak gdy zaczął mówić dalej te uczucia zniknęła, a stare dobre maniakalne spojrzenie z powrotem powróciło do niego.
- Myślę, że tylko jedna osoba na raz może zostać połączona. Myślę, że połączenie nowej osoby zmusza do rozłączenia z poprzednią. Myślę...ale to nie oznacza, że mam pewność. Przypuszczam, że może istnieć jakaś formuła, także rytualna specjalnie pod odłączenie ofiary od maski. Bo w końcu maska łączy się z daną osobą przez jego własną dusze, co chyba nie jest nigdy lekką sprawą.
Widząc odejście Jona, gospodarz podrapał się po brodzie błądząc spojrzeniem po nim. Wyglądał nieprzekonany czy Jon faktycznie poradzi sobie z tymi...bagietkami. Jednak nie pozostawało mu nic innego jak zaufać teraz jego zdolnością, w między czasie zajmując się pozostałymi zebranymi.
- Cóż... zaufajmy póki co Jonowi i zapraszam do mojej biblioteki. Jeśli przyjdzie co do czego... pomogę wam... tak myślę...
Gestem ręki pokazał im by poszli za nim i zaprowadził ich do kolejnego pokoju na 2 piętrze, wchodząc przez zielone drzwi. Pokój okazał się być zakręconą biblioteką. Zakręconą ponieważ zarówno półki, szafki, krzesła, biurka oraz wszystkie meble zdawały się wyginać i wykręcać dając poczucie zamrożonego ruchu. Podłogę zdobił czerwono, zielony dywan tworząc ścieżki pomiędzy regałami. Meble wykonane były z czarnego jak heban drewna o matowej fakturze w dotyku. Wszędzie były małe stoliki ze świeczkami do zapalenia, były też 2 masywne biurka do czytania starych ksiąg oraz jeden zielony fotel przy zasłoniętym szczelnie oknem.
Jeśli zaś chodzi o sam zbiór ksiąg to podzielony był on na 4 kategorie posiadając zarówno książki z okładkami, bez okładek w formie złączonych nitką kartek oraz duuużo zwoi. Kategorie które są to: Zwierzęta i "Potwory"; Sztuka i Poezja; Legendy i Tabu; Szepty
Aldonzo zapalił parę świec, tak by każdy mógł z nimi poszperać po jego zapasach, a następnie usadowił się z Maską na fotelu, nacieszając się jego dotykiem. Obecnością. Bytem i mocom. Póki jeszcze mógł. Kątem oka też zerkał na jedną z półek, gdzie znajdowało się ukryte przejście. To było dobre miejsce na ewentualne ukrycie się.
- Śmiało, może coś znajdziecie. Proponuje szukać pod Szeptem i Tabu, tam mój zbiór jest wyjątkowo... ciekawy. Jeśli chcecie jakąś pożyczyć to nie krępujcie się, tylko dajcie mi znać wcześniej. Szczególnie ty Lambercie, oddałbyś mi kiedyś tą książkę o rodzie Straysów którą..."pożyczyłeś". I spokojnie. Jest stąd zabawna forma ucieczki... jeśli będzie potrzeba oczywiście.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya rzadko okazywała zaskoczenie, ale teraz, widząc tę wspaniałą bibliotekę, otworzyła szeroko oczy.
- Cudowne - wyszeptała.
Niemal zapomniała o strażnikach, Masce i dziwnym zachowaniu Lamberta. Niemal. Jej uwagę zaprzętały wyłącznie otaczające ją woluminy. Alffie jeszcze nie skończył mówić, gdy ona już wzięła się do poszukiwań. Mimo wszechogarniającego podziwu i ekscytacji, skupiła się na swoim zadaniu, przeglądając księgi z działu Szepty. Owszem, szukała czegokolwiek o Masce, ale notowała w pamięci do przyszłego wykorzystania, wszystko to, co ją zaciekawiła. Obiecała sobie, że tu wróci później, na spokojnie.
Wróci, nawet gdyby miała uwieść ich gospodarza.
Nawet gdyby miała się tu włamać.
Veni, rescripsi, discessi

Karv
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Lambert
Lambert dalece wyżej cenił sobie żywego rozmówcę niż zapisane w słowach echo myśli ich autora. Cenił biblioteki, ponieważ stanowiły ciekawy element wystroju, ale przede wszystkim dlatego, że w Nimnaros żyło wiele osób, na których pokaźny księgozbiór robił wrażenie. A Lambert uwielbiał robić wrażenie.

Po lekturę sięgał rzadko. Głównie wtedy gdy...

- Szczególnie ty, Lambercie, oddałbyś mi kiedyś tę książkę o rodzie Straysów którą... pożyczyłeś.

... zawarte w książce mogły pozwolić mu zebrać informacje niezbędne do udanego skoku. Lektura o Straysach pozwoliła mu łatwo wkupić się w łaski pani domu, od lat wypatrującej kogoś, kto okaże jej dość zainteresowania. Także i tym razem wizyta w bibliotece mogła okazać się pomocna.

- Wybacz, Alffie, na śmierć o tym zapomniałem - powiedział, starając się odgonić wspomnienie, jak wrzuca książkę do beczki na odpady pod rezydencją Straysów. - Oddam przy najbliższej okazji.

Spojrzał na gospodarza i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że maska pozostaje wciąż w jego rękach. Poczuł zazdrość. Uspokoił się szybko.

Podszedł do Alffiego i przez chwilę patrzył, jak tamten obraca artefakt w rękach. Starał się, by po jego twarzy nie dało się wyczytać, ale kosztuje go ta chwila uprzejmego wyczekiwania.

- Sądzisz, że dalsze oględziny pozwolą ci odkryć w niej coś jeszcze? - zapytał, próbując zabrzmieć nonszalancko.

Tymczasem Sarya zatrzymała się przy woluminie, na którego grzbiecie ozdobnymi literami zapisano tytuł - Zakazane Kulty.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Nie za wiele mądrego mi póki co przychodzi do głowy.

Sarya przez chwilę obserwowała zachowanie Lamberta i Alffiego, ale zaraz wróciła do przeszukiwania zbiorów. Była spokojniejsza, gdy Maska znajdowała się w rękach ich gospodarza, chociażby dla tego, że wiedziała, że Lambert nie pozwoliłby mu jej zachować.
Otworzyła trzymaną przez siebie księgę. "Zakazane kulty"? Brzmiało dobrze. Otworzyła księgę, najpierw by sprawdzić, czy pisząca ją osoba była zaznajomiona z kontekstem indeksu a przynajmniej spisu treści. Interesowały ją naturalnie hasła typu "Maska", "Vultus Eius", "Veritas" i "Cadere". Z rozdziałów i podrozdziałów szukała czegokolwiek o kulcie Kryttisa... i już bardziej prywatnie, czy było coś o kulcie Norien i Ferrosa, zwłaszcza tego ostatniego.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Jon
Jon złapał się za głowę i aż przykucnął. Ilość niesprawiedliwości, które mu się ostatnio przydarzały doprowadzała go do łez. Co prawda uderzenie drzwiami w czoło też mogło brać w tym udział.

Na papierek nawet nie spojrzał. Świstek upadł na ziemię po krótkim szybowaniu.

- Czy ja mam, kurwa, wadę wymowy? - zapytał Jon, przymykając oko z bólu. - Nie, pan nie pozwoli.

Złapał Joela za kołnierz i przyciągnął do siebie.

- Czego wy się pałętacie we dwóch, głąby kapuściane? - syknął. - Polubiliście się za bardzo? Nudzicie się? Czy wy nie widzicie, że ja tu prowadzę dochodzenie?

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
ALFFIE
Alffie odwrócił spojrzenie od maski, kierując je na Lamberta. Wpatrywał się w niego przenikliwie, jakby chciał przeniknąć mu przez głowę i dokładnie wyłożyć jego myśli niczym zwitek pergaminu. Szybko jednak darował sobie wpatrywanie się w gościa i wrócił do adorowania maski. Jego palce sunęły po jej wybrzuszeniach i wgłębieniach niczym po licu nagiej kobiety: gładko, płynnie, a jednocześnie lubieżnie i stanowczo. Spuchnięty i złamany palec sterczał oddzielnie, uwidaczniając nieco granatowe jak noc żyły.
- Tak... jest jeszcze jedna rzecz, którą mogę sprawdzić... - Powiedział na głos bardziej do siebie samego niż do stojącego koło niego blondyna.
Następnie rozsiadł się wygodnie na fotelu głowę opierając tak by spoglądała w sufit i z szerokim, zadowolonym uśmiechem założył maskę by przywitać się z obecnie połączoną osobą i być może mieć okazję by zajrzeć głębiej do samego siebie.

Karv
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Lambert
Ku zdziwieniu Jona, jego ostatnie słowa wywarły na strażnikach silne wrażenie. Na twarzy Billy'ego pojawiła się czysta radość. Na twarzy Joela - radość przybrudzona sińcami i opuchlizną. Billy wpatrywał się w Jona z uśmiechem, Joel z tym, co z jego uśmiechu pozostało.

- Świetna wiadomość - powiedział Billy. - Na komisariacie zjebali nas z góry do dołu...

- Słusznie zresztą - wtrącił Joel, przestając się uśmiechać.

- ... i kazali brać dupy w troki. Pomyśleliśmy, że sami zajmiemy się sprawą, żeby sprać złe wrażenie...

- ... i kilku frajerów, którzy zrobili z nas idiotów - odezwał się znów Joel, zaciskając pięści.

- Skoro jednak okazuje się - podjął Billy - że do sprawy przydzielono porucznika, nie pozostaje nam nic innego, jak oddać się pod twoje rozkazy, sir. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by pomóc w śledztwie. Udało nam się ustalić pewne fakty, ale pewnie o większości z nich już doskonale wiesz, sir. - Billy wyprężył się i Jon odniósł wrażenie, że tylko resztka zdrowego rozsądku powstrzymuje tamtego przed energicznym zasalutowaniem.

- Pierdolony Gresk. - Mruknął pod nosem Joel.

***

Ku uciesze Saryi, księga posiadała obszerny indeks. Wprawne dłonie gorączkowo przerzucały kartki, by dotrzeć do strony z informacjami o Kryttisie.

Z kronikarskiego obowiązku, zastrzegając przy tym, że brzydzi się i pogardza będącym słusznie zakazanym, autor musi nadmienić jeszcze o kulcie jednego z najparszywszych bogów, Kryttisa [...]

Wymienić należy także maskę, według podań będącą maską rzeczonego bóstwa. Najstarsze źródła informują, iż artefakt ten powstał na dalekim południu i pierwotnie miał zastosowanie wyłącznie rytualne. Wiedza o Masce Kryttisa została niemal zapomniana, gdy jego kult został oficjalnie uznany za zakazany. Przez dekady nikt o Masce nie słyszał. [...]

Zaczęto podejrzewać, że to właśnie Maska Kryttisa. Nigdy jednak nie stała się znów przedmiotem służącym oddawaniu czci bóstwu. Przedmiot zaczął być wykorzystywany w wielu innych celach - kochankowie mieli za jej pomocą doświadczać miłosnych uniesień, zespojeni w jednym umyśle, a wyjęci spod prawa korzystali z niej do swych manipulacji i matactw. Niepotwierdzone w wartościowych źródłach pogłoski, co do których autor zaznacza, że należy traktować je tylko jako zasłyszane plotki, sugerują także, że władca Eufer, zwany Szalonym, był pod wpływem Maski kontrolowanej przez jego zaufanego doradcę, Salazara.


Na tym kończyły się informacje poświęcone Kryttisowi i czymkolwiek z nim związanemu. Sarya przeczytała to wszystko, po czym wróciła do indeksu. Nie mogła się nie uśmiechnąć, znajdując tam imię Ferros, opatrzone odesłaniami do kilku stron księgi.

Tymczasem Lambert zbyt późno zdał sobie sprawę z tego, co zamierza Alffie. Gdy gospodarz usiadł w fotelu i założył maskę, Gresk mógł tylko rozpaczliwie wyciągnąć rękę w jego stronę.

***
Ceglany sufit, ceglana ściana. Odgłos rytmicznie kapiącej wody. Odór wilgoci.

Nie jesteś tu sam. W kącie kuli się mężczyzna, do którego czujesz szczerą nienawiść. Wiesz, że ciężar ostatnich dni to po części jego wina. Cieszysz się z jego cierpienia.

Wygląda źle, bardzo źle. Znacznie gorzej niż rano, gdy wprowadzono go tu po raz pierwszy. Na jego twarzy odbija się każdy z ponad pięćdziesięciu lat jego życia, siwe włosy sterczą w nieładzie. Na policzkach i brodzie widać kępki zarostu. Zakrwawiona koszula jest w strzępach.

- Znów tu jesteś? - odzywasz się. - Nie do ciebie mówię, przestań się gapić - rzucasz gniewnie do mężczyzny, który pokornie odwraca wzrok. - Czuję cię! Ale dość już, nadchodzi kres mojego szaleństwa. Twoje dni są policzone! Idą po was!...


***

Alffie otworzył oczy. Dyszał ciężko, targany spazmami ekscytacji. Nad nim stał Lambert, w ręce ściskając maskę. Wpatrywał się w minstrela lodowatym spojrzeniem.

- Nigdy więcej tego nie rób - powiedział, a chłodny brak emocji w tym zdaniu wyrażał więcej niż zdołałaby przekazać jakakolwiek emocja.

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Ale mnie to wciągnęło! Chcę wiedzieć, o co biega!
Sarya odłożyła "Zakazane kulty" na bok. Interesujące, ale wartość głównie historyczna. Ale czy rzeczywiście? Jej wzrok powędrował w stronę wyjścia z biblioteki. Jona już trochę nie było. Miała nadzieję, że poradzi sobie ze strażnikami. Tak nie lubiła niezręcznych sytuacji.
Jedna książka zaliczona, jeszcze tysiąc - lub jakoś tak - do przejrzenia. Właśnie sięgała po kolejny tytuł - do tego oprawiony chyba w ludzką skórę, co dobrze rokowało jego zawartości - gdy zobaczyła, że Alffie założył Maskę.
- Ni... - zaczęła wołać, ale było już za późno.
Patrzyła, jak Alffie się wyprężył na chwilę, gdy moc Maski objęła go we władania. I odetchnęła z ulgą, gdy Lambert ją ściągnął. Ton jego głosu sprawił jednak, że przeszedł ją dreszcz. Chociaż naprawdę martwiło ją, jak Lambert reagował na Maskę, to akurat w tej kwestii się z nim zgadzała. Im mniej osób ją zakładało, tym lepiej.
- Hmm, wygląda na to, że można jej używać do wspólnych orgazmów. Ktoś zainteresowany? - powiedziała, by nieco rozładować atmosferę. - Chociaż fakt, że trzeba ją wcześniej zalać krwią, jest dość dziwną grą wstępną.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Jon
Jona zakuło coś w okolicy serca. Było to bardzo dziwne uczucie, że powinien być gdzie indziej, że coś ważnego go ominęło, że właśnie padły jakieś słowa, które pragnąłby usłyszeć. Odczuł głęboki smutek i przygnębienie.

Jednak szybko się otrząsnął widząc dwa stukilowe worki nieoczekiwanego entuzjazmu.

- O tak, pierdolony Gresk - zgodził się chętnie Jon, czując jak doznaje olśnienia i tylko żelazna siła charakteru powstrzymała go przed chytrym uśmieszkiem i zacieraniem rąk.

- Panowie, tutaj mam wszystko pod kontrolą, ale - zaczął konspiracyjnym szeptem, wskazując palcem sufit. - Nie mogę być w dwóch miejscach na raz, spadacie mi z nieba.

Zdusił w sobie chichot.

- Mój informator dostarczył mi adres lokalizacji powiązanej z tym podejrzanym indywiduum - mówił, utrzymując na twarzy śmiertelną powagę i kiwając co chwilę głową, by dodać wagi słowom i podał strażnikom adres rudery po drugiej stronie miasta. - Sprawdźcie to dla mnie koniecznie, ale szczegółowo! Tam może być dosłownie wszystko! Nie omińcie jednej spruchniałej deski!

Była to zabita dechami chata, w której Lambert trzymał część swojego zapasu paju i trochę trunków na różne okazje. Jonowi było oczywiście szkoda alkoholu, ale chęć odegrania się na Lambercie była zbyt silna, chłopcy będą mieli czym się zająć, a później czym świętować przejęcie kontrabandy.

I tak świat wracał na właściwe tory.

Oczywiście nikt nie powiąże tego z samym Lambertem, bo raz, że dotarcie do właściciela szacownego lokum byłoby niemal niemożliwe, a dwa, że Gresk nie jest idiotą i nie figuruje nigdzie w papierach. Najprawdopodobniej płacił grosze za użytkowanie prowizorycznego magazynu.

- Złapmy drania! - wysyczał Jon, zaciskając pięść i poklepując strażników po plecach ,wypchnął ich za drzwi, które tym razem bardzo starannie zamknął na wszystkie skoble jakie udało mu się wypatrzeć.

Skierował swoje kroki na górę, będąc w wyśmienitym humorze. Życzył sobie teraz tylko lampkę, no może dwie, wina i żeby powrót zajął mu mniej czasu niż przyjście tutaj. Profilaktycznie postanowił nikogo nie pytać o drogę, bo, jak słusznie stwierdził, zgubić się, to on umie sam.

Heinreich
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
ALFFIE
Wspaniałe.
Gdy Gresk ściągnął z niego maskę jego twarz miała na sobie wyraz jakiego mężczyzna jeszcze nigdy u niego nie widział. Nie był to jego typowy szeroki uśmiech, nie było to oblicze fascynacji ani żadnego maniactwa. Był to szczery i pełny wyraz ulgi. Jego oddech był głęboki, oczy wpatrzone w sufit z których można było dostrzec ślady rozsądku, ciało pokrywające się krótkimi spazmami jak gdyby spotkała go przed chwilą jakaś nieludzka przyjemność.
Gdy już powrócił do własnych zmysłów jego oczy leniwie zsunęły się by spojrzeć na Lamberta. Patrzył się na niego równie zimnym spojrzeniem co on na niego. Wyglądało on tak, jakby lada moment Aldonzo miał wyskoczyć z tego fotela i dorwać się mu sztyletem do gardła. Zabić bez litości, bez jakiegokolwiek współczucia. Odebrać mu maskę by znów poczuć to co przed chwilą. By dostrzec to co przed chwilą. Ten moment napięcia trwał może z parę sekund nim Gospodarz odsunął spojrzenie od swojego brokera, kierując je na Saryie i tym samym negując potrzebę walki.
- Mam nadzieję, że znalazłaś to czego szukałaś, Sarya Ef Darrasha, bo nasz czas pomału dobiega końca. Jednak jeśli będziesz chciała kiedyś tu powrócić to w moim domu będziesz miłym gościem. - Powiedział do kobiety, wpatrując się w nią leniwym spojrzeniem. Na jego twarzy już nie gościł uśmiech. Następnie wstał z fotela, a całe jego ciało zdawało być zesztywniałe i poruszające się z widocznym dyskomfortem. Zerknął jeszcze na Lamberta, chcąc upewnić się czy ten nie ma do niego jeszcze jakiejś sprawy, po czym ruszył na korytarz by odkryć jak sprawa się tyczy z Jonem. Czy trzeba pomóc, czy mogą oni wyjść normalnie, czy też trzeba korzystać z przejścia tajnego.

Karv
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Lambert
Sarya opuściła posiadłość Alffiego w towarzystwie dwóch naburmuszonych mężczyzn. Jon był nie w sosie, ponieważ gdy okazało się, że odprawił strażników z kwitkiem, nie było już sensu wracać do pokoju z biblioteczką, tym samym koło nosa przeszła mu szansa na dalsze smakowanie wina. Lambert natomiast wciąż musiał mieć przed oczami ich gospodarza w masce, bowiem szedł milcząco, z grobową miną dziecka, które przyłapało brata na zabawie jego lubioną zabawką.

Odpuścił dopiero, gdy jedno z dwójki sługów Alffiego zatrzasnęło za nimi bramę. Odetchnął i delikatnie pogłaskał wybrzuszenie pod płaszczem, jak gdyby potrzebował upewnić się, że maska jest tam bezpieczna.

- Skąd wiedzieli? - rzucił do Jona.

Najwidoczniej znów obudził się w nim instynkt złodzieja, przestępcy żyjącego na granicy prawa. W tej chwili wszystko, co Sarya wyczytała w księgach, schodziło na dalszy plan. Nawet jeśli oznaczało to także zepchnięcie do roli tła wzmianki o miłosnych uniesieniach.

Schadzka w obskurnej celi nie mieściła się na liście fetyszy Greska.

Awatar użytkownika
Jon
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Jon
Dziwne zachowanie Lamberta, który zaczął się przy nich bezwstydnie dotykać i wzdychać z rozmarzeniem na twarzy nie zachęcało Jona do zbytniej interakcji, więc w swym naburmuszeniu rozłożył tylko ręce, wzruszając ramionami. Tym uniwersalnym gestem przekazał, że nie wie i niespecjalnie go to obchodzi.

Karv
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Lambert
Lambert spojrzał na Jona z rozczarowaniem.

- Kurwa, Jon - zaczął, po czym zreflektował się i posłał przepraszające spojrzenie Saryi. - Proszę wybaczyć. Na matkę Alffiego, Jon, co to za wzruszenie ramion? Podpadliśmy wczoraj jednej z najbogatszych osób w Nimnaros, a także sprawiliśmy, że co najmniej jeden strażnik ma prawo traktować tę sprawę personalnie. Niedługo potem, mimo zachowania najwyższych środków ostrożności, jacyś strażnicy nachodzą nas w miejscu, o wizytę w którym nawet ty jeszcze wczoraj byś mnie nie podejrzewał. Naprawdę uważasz, że to coś, nad czym można ot tak przejść do porządku dziennego?

Lubił Jona. Niech to licho, naprawdę go lubił i bardzo możliwe, że była to jedyna taka relacja w jego życiu. Dlatego robił, co mógł, by w jego głosie nie przebrzmiewał gniew. Rozczarowanie, owszem, może zaniepokojenie. Ale ostatnim, czego chciał, była kłótnia.

Może to czysta sympatia, a może lęk, że jeśli doszłoby do rękoczynów, Sarya byłaby świadkiem jego porażki.

Awatar użytkownika
Jon
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Jon
Jon odwrócił się twarzą do Lamberta. Był urażony, że ominęło go wino, nabłąkał się po wielkiej willi w te i nazad, nadal czuł, że ominęło go coś, w czym chciałby brać udział, a teraz Lambert strofuje go na ulicy.

Postanowił jednak potraktować sprawę na tyle poważnie, na ile pozwalało mu samopoczucie i trzeźwy umysł. Jon należał do ludzi, dla których trzeźwość umysłu nie stanowiła zwiększenia szans do podjęcia dobrej decyzji. Zazwyczaj było zupełnie odwrotnie. Chociaż będąc nietrzeźwym też nie słynął z właściwych wyborów. Jeden taki, właśnie obsobaczał go przy ludziach.

Zadane pytanie obrócił w głowie kilka razy, obejrzał z każdej strony, rozważył za oraz przeciw i ze śmiertelną powagą odpowiedział:

- Tak.

Uważając sprawę za zamkniętą, odwrócił się do Saryi.

- Jakieś plany na wieczór?

Denadareth
5. Eresmes, 4. ES, Wieczór
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Spoiler:
Rzuciła Lambertowi lekki uśmiech.
- Nie jestem kurwą, tylko tancerką i kurtyzaną. Różnica tkwi głównie, lecz nie tylko, w cenie - poprawiła delikatnie. - Więc przeprosiny jak najbardziej nie potrzebne, bo nie uznaję, by tamten zwrot mnie dotyczył.
- No dobrze, panowie - powiedziała Sarya. - Zacznijmy od początku. Jon, czy te dwa ciołki-matołki były na tyle dobre, by skojarzyć, że ty jesteś jednak w to zamieszany i tu przyjść? Chyba nie, bo wtedy nie poszliby sobie... gdziekolwiek ich posłałeś. Mieli okazję rozpoznać Lamberta - zatopiona w myślach ledwie zauważyła, że po raz pierwszy powiedziała o nim inaczej niż "pan Gresk" - w tym powozie? I co, śledzili nas tutaj? Jeśli wiedzieliby, że tu jesteśmy i mamy... sami wiecie co, to też nie daliby się wypłoszyć. I to samo ze mną. Chyba sobie żyły podetnę tępą brzytwą, jeśli okaże się, że tych dwóch mnie śledziło, a ja się nie zorientowałam, ale w takim razie znowu, czemu nie dobijali się bardziej, by mnie przyłapać z wami?
Pokręciła głową.
- Więc co? Nie zdziwiłabym się, gdy Flatter stwierdził, że jestem podejrzana - powiedział. - To był sprytny typ. Albo ta jego ochroniarz. Ale znowu, czemu mieliby posłużyć się dwoma strażnikami zamiast wynająć profesjonalistów. Chyba, że ich też wynajął i nas śledzą... chyba popadam w paranoję. Hmm, może tu w grę chodzi magia? Są w stanie namierzyć jakoś tę... rzecz? Szkoda, że nie zapytaliśmy o to pana Esposito. Ale jeśli tak... to by znaczyło, że Flatterowi chodzi głównie o sami-wiecie-co, a nie resztę rzeczy... a to by oznaczało, że o sami-wiecie-czym, wie więcej niż sądziliśmy, być może więcej niż my. I to prowadzi nas do trzeciej sprawy.
- Pomijając wspólne przeżywanie orgazmów i rzeczy, których w zasadzie moglibyśmy sami się domyśleć: że, być może, da się używać Maski by kontrolować osobę po drugiej stronie... nie dowiedzieliśmy się za wielu konkretów - powiedziała, po czym spojrzała na Jona. - Jak rozumiem nie byłeś w stanie w żaden sposób kontrolować osoby, w którą wszedłeś? - Zaraz uniosła rękę. - Nie zachęcam do zakładania rzeczy, oczywiście. Nadal nie wiemy za dużo. Byłoby dobrze omówić jakie są nasze plany wobec... rzeczy. W jakimś bardziej prywatnym miejscu. Wiem, że był pan - znów zwróciła się do Lamberta per pan - zainteresowany tym przedmiotem, ale póki co, dopóki nie dowiemy się więcej, jego użyteczność wydaje się cokolwiek wątpliwa, a jest to gorący towar...
Urwała świadoma, że nie przekona Lamberta, by się pozbyć przedmiotu.
- Jeśli dzisiaj nie zamierzamy się spotykać na planowanie - odwróciła się w końcu do Jona. - To sama większych planów na ten wieczór nie poczyniłam.
Veni, rescripsi, discessi

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość