Kult - Odcinek Trzeci

Czy próba wejścia w posiadanie artefaktu boga, którego kult jest zakazany, może skończyć się dobrze?
ODPOWIEDZ
Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Karta postaci:
Lambert
Mewa stała na kupie szmat. Z delikatnie przekrzywioną głową przyglądała się dwojgu przybyszy. Gdy podeszli niebezpiecznie blisko, zaskrzeczała przeciągle i poderwała się do lotu. Zatoczyła koło nad portem, po czym odleciała, wkrótce znikając z pola widzenia.

Sarya i Jon zatrzymali się nad łachmanami. Jon trącił je butem, na co łachmany jęknęły przeciągle i zaczęły się kotłować. Po chwili usiadły, okazując się Lambertem.

Gresk wyglądał paskudnie. Skóra w odcieniu zieleni, sińce pod oczami i spuchnięte policzki przywodziły raczej na myśl wyłowionego na brzeg topielca niż księcia nimnarejskiego półświatka. Nikogo nie zdziwiłoby, gdyby zamiast mewy zainteresowałyby się nim sępy.

Lambert przycisnął dłoń do skroni i zamknął oczy. Jon i Sarya dostrzegli kilka pustych butelek po rumie, walających się w pobliżu. Było jasnym, że po rozstaniu się z towarzyszami, Gresk nie przestał pić. Możliwe, że dopiero wtedy zaczął na dobre.

Znajdowali się w jednym z opuszczonych magazynów w dokach. Trafili tu dzięki wiadomości od Talera. Chłopak wykazał się ogromną przezornością i łbem na karku - gdy opłacany przez Lamberta mieszkaniec Labiryntu doniósł o strażnikach penetrujących szopę, a niedługo potem pod kamienicą pojawił się powóz, z którego wysiadło dwóch podejrzanie wyglądających mężczyzn, Taler nie zastanawiał się długo. Wymknął się chyłkiem, zabierając jedynie najpotrzebniejsze rzeczy.

Lamberta odnalazł na granicy Labiryntu. Był wrakiem samego siebie - rozchwiany, postawie i emocjach. Sponiewierany przez los i alkohol. Przyparty do muru splotem wydarzeń i gorącą potrzebą utrzymania się w pionie.

Taler przytargał go tutaj, po czym dał znać pozostałym.

- Dobrze państwa widzieć - odezwał się zza ich pleców. W eleganckim stroju i pod muchą pasował do tego miejsca jak pięść do nosa. Lambert, najwyraźniej szczególnie wyczulony na estetyczne niuanse, zwymiotował. - Pan Gresk nie jest dziś w najlepszej kondycji. Jednak zanim zasnął nad ranem, nalegał, bym państwa tu wezwał. Okropnie mi przykro, ale na targu udało mi się zdobyć jedynie nieco smażonych ryb.

Wyciągnął przed siebie rękę, w której trzymał zawinięte w gazetę jedzenie.

Lambert, który akurat skończył wymiotować, zobaczył ryby i zrzygał się raz jeszcze.

- Wnioskuję, że będziecie mieli państwo możliwość wzięcia dokładki. - Taler pokręcił głową. - Pan Gresk będzie musiał raczyć się wodą.
Spoiler:

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya przeczesała ręką włosy, próbując zachować spokój. Nie wyglądała tak źle jak Lambert. Nie, wyglądała dobrze, Sarya zawsze wyglądała dobrze, ale widać było, że wydarzenia poprzedniego dnia i zmęczenie odcisnęły na niej piętno.
Wieczór spędziła w Domu Urody, upewniając się, że z Rydem jest wszystko w porządku, pośrednicząc w negocjacjach między nim a pracownicami Domu, załatwiając mu zakup nowego powozu i pracę dla Pajęczycy. Potem trochę czasu spędziłą po prostu czuwając przy nim, trzymając go za rękę, co zaowocowało umówieniem się z nim na kolejne spotkanie "gdy sytuacja się unormuje". Noc wcale nie była lżejsza, dużą jej część spędziła w księgozbiorze Norien, szukając - bezskutecznie - informacji o Kryttisie i jego kulcie. Skorzystała nawet z paju, by szukać strzępów wiedzy w chaosie Chaji.
Późno poszła spać, a gdy się obudziła, spędziła chyba kwadrans skulona w kącie, płacząc bo nie wiedziała, gdzie jest i czy jej mąż zaraz po nią nie przyjdzie. Informacja od Talera okazała się być dla niej wybawieniem. W końcu przypomniała sobie gdzie i kiedy jest, zerwała się i zaczęła się ubierać. Mimo to makijaż miała absolutnie minimalny, bo na więcej czasu nie starczyło, ot dość, by chociaż częściowo zamaskować cienie pod oczami. Włosy były w nieładzie, jak rzadko, więc spięła je tylko w koński ogon.
To wszystko sprawiało, że naprawdę, ale to naprawdę nie miała cierpliwości. Potrzebowała księcia skrytobójców, a nie... tego.
- On często tak? - spytała Jona i Talera, nie odwracając oczu od rzygającego Lamberta. - Nie mógł go któryś z was przypilnować? Biorąc pod uwagę, że szukają nas jacyś wariaci, liczyłam na miłą niespodziankę, jak na przykład ich głowy.
Westchnęła. Nerwy nic nie dawały. Zawsze kontrolowała się lepiej. Musiała zebrać się w sobie.
- No dobrze - powiedziała. - Taler, co możesz powiedzieć, o tych co przyszli do ciebie? Jon, czego się dowiedziałeś na posterunku? Gdzie drugi z tej pary strażników?
Zerknęła na trzymane przez Talera ryby. Następnie rozejrzała się w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby posłużyć za stół lub talerz. Znów westchnęła. Cóż robić.
- Daj, proszę, rybę - powiedziała. - Nie jadłam dzisiaj za wiele.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 76
Rejestracja: 2022-05-6
Karta postaci:
Jon
- Dziękuję, Taler - powiedział Jon, biorąc od chłopaka rybę. Usiadł na bruku koło Lamberta, aby swoim towarzystwem dodać mu otuchy, nie zważając zbytnio na przyjaciela, z którego lało się jak z wiadra. Nie takie rzeczy Jon widział i w gorszych sytuacjach zdarzało mu się jeść, a i w stanie zbliżonym do Lamberta bywać.

Gdy zjadł słoną rybę, która okazała się niczego sobie, poklepał Lamberta po plecach, nie omieszkając wytrzeć tłustych paluchów w jego koszulę.

- Każdy z nas tak często sięga po szczęście, jak mu życie pozwala - rzekł sentencjonalnie Jon, starając się mówić w przerwach kiedy Lambert brał oddech.

Też był zmęczony, ale roztropnie nie pozwolił sobie wytrzeźwieć i przypałętał się tu na lekkim rauszu i nawet siedząc, trochę nim chwiało.

Na pytanie Saryi wzruszył ramionami.

- Nie za wiele - odpowiedział, błądząc wzrokiem po przystani. - Z tego co wiem, nie mamy się czym martwić. Jeden z pomagierów Lamberta nas zgłosił, pewnie liczył na jakąś nagrodę. Taler, wiesz może komu Lambert zlecił ukrycie powozu? Popytam jeszcze, ale chyba chłopaki chcieli to sami załatwić. Wszystko co wiedzieli, zapisali w notesie, który mam w kieszeni. Jestem w szoku, że któryś z nich potrafił pisać.

Ziewnął przeciągle.

- A ten drugi? - przypomniał sobie. - Och, zupełnie się nim nie przejmuj. W odróżnieniu od pierwszego tylko zaginął. Choć to nie znaczy przecież, że żyje.

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
- Ach, czyli nie żyje, ukrywa się, został porwany i próbują z niego wyciągnąć, co wie o nas... Cóż, niezbyt pocieszające, ale na razie nie mamy na to wpływu - powiedziała. - A ten, co zginął z magazynie? To całe wyłupienie oczu i inne pieszczoty, którym go poddano... to wszystko za życie, czy jakieś rytualne wariactwa? Mówiąc krótko, czy wiemy, czy torturowano go, by wygadał się o nas czy okaleczyli go po śmierci, jako ostrzeżenie? Chociaż jeśli pojawili się w domu Lamberta, to chyba jednak to pierwsze.
Przez chwilę zajadała rybę. Całkiem dobra była. Miała nadzieję, że opowiadanie o stanie zwłok nie spowoduje u Lamberta kolejnego ataku obszarową bronią biologiczną, ale na wszelki wypadek odstąpiła do tyłu. Normalnie nie martwiłaby się, by byle rozmowa o okaleczonych zwłokach wywołała jakąkolwiek reakcję żołądkową u doświadczonego skrytobójcy, ale ewidentnie nie był on dzisiaj sobą.
- Nie dałoby się zagnać straży do szukania tych wariatów? - zapytała. - Zabili dwóch z waszych, duch braterstwa broni i tak dalej? Potem straż mogłaby ich zabić przy próbie aresztowania czy coś w tym stylu. Mamy trochę własnych problemów, więc lepiej zlikwidować to zagrożenie, nim się do nas bardziej zbliży. Normalnie powiedziałabym, że idealny do tego byłby książę zabójców - łypnęła okiem na Lamberta - ale na bezrybiu i rak ryba, jak mówiła moja matka. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale to trochę dziwne powiedzenie, jak na pustynną Andurię, prawda? Pomyślałby kto, że większość obywateli nigdy nie widziała ryby, a o rakach może i nie słyszała.
Veni, rescripsi, discessi

Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Karta postaci:
Lambert
Lambert skończył rzygać i z westchnieniem ulgi przyjął z rąk Talera bukłak z wodą. Łyknął ostrożnie, jakby z obawą, że nawet łyk wody może ponownie przyprawić go o torsje. Otarł usta wierzchem dłoni i z pogardą rozejrzał się po dookoła. Z pewnym niedowierzaniem stwierdził, że ze wszystkiego, co było w zasięgu dłoni, Jon prezentował się najlepiej - jako jedyny nie składał się z rzygowin, brudnych szmat albo mieszanki tychże.

Oddał bukłak Talerowi, jęknął i znów się położył.

- Nieczęsto, szanowna pani - odparł Taler. - Właściwie nigdy - dodał po chwili namysłu, zakorkowując manierkę.

Chłopak przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią na kolejne pytanie.

- Dwóch mężczyzn południowej urody. Śniada cera, długie ciemne włosy, gładko ogoleni. Przystojni, jeśli ktoś gustuje w tym typie urody. Ubrani z klasą, w koszule i płaszcze. Nie dostrzegłem przy nich żadnej broni, ale nie zostałem w kamienicy na tyle długo, by przekonać się, czy nie mają jakiejś ukrytej.

Chłopak z radością poczęstował Saryę i Jona rybą.

- Chciałbym udać się do kamienicy, upewnić się, w jakim stanie pozostawili to miejsce. Obawiam się, że mieszkanie mogło ucierpieć. Och! - W dramatycznym geście przyłożył dłoń do ust. - Moja kolekcja imbryków! Jeśli ją potłukli... Czy będą państwo jeszcze czegoś ode mnie potrzebowali?

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
- Co masz na myśli przez "południowy typ urody"? - zapytała. - Andurianie, tak jak ja? Podobny kolor cery?
Sarya spojrzała na Jona, po czym na Lamberta, a po czym - dość szybko, bo Lambert obecnie nie przedstawiał najmilszego widoku - znów na Jona.
- Chyba powinniśmy odprowadzić Talera - powiedziała. - Cholera wiem, czy tam czekają na niego lub na kogoś z nas. Naprawdę, pękło by mi serce, gdyby ktoś kto robi tak pyszną herbatę, miałby zostać schwytany, torturowany i pozbawiony oczu. A jeśli zostawili tam czujkę, to możnaby ją śledzić lub przesłuchać.
Z pewną obawą spojrzała na Lamberta.
- A kto ma sami-wiecie-co? - zapytała.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 76
Rejestracja: 2022-05-6
Karta postaci:
Jon
Jon nieco rozbawiony spojrzał na Lamberta, choć było mu też smutno, że Taler zignorował jego pytanie.

- No właśnie - przytaknął. - Kto masz nasz skarb, obiekt pożądania połowy miasta?

- Saryo - odezwał się, dając czas Lambertowi, by ten w panice obmacał cały swój obrzygany dobytek. - Myślę, że powinnaś to przeczytać. Było w magazynie, przybite do słupa nad moim nieszczęsnym kolegą po fachu, świećcie bogowie nad jego duszą i w ogóle.

Podał jej nieco pogniecioną kopertę ze złamaną pieczęcią, z której wciąż można było odczytać, że było na niej bogato zdobione K.

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya przeczytała list. Potem po raz drugi. W końcu westchnęła, złożyła kartkę i oddała ją Jonowi.
- Zawsze myślałam, że sługusy dziwnych kultów mówią i piszą w wyszukany sposób, wykorzystując słownictwo, którego trzeba szukać w słownikach i składnię z języka kapłańskiego - powiedziała. - To rozczarowujące, jak bardzo rynsztokowy charakter ma to pismo. Groźby też mało wyszukane. Nic o pożeraniu duszy i napełnianiu naszych żył upiornymi robakami. Cóż, nie można najwyraźniej oczekiwać klasy od tych ludzi.
Spojrzała na Jona.
- Trzeba omówić dalsze plany, ale może nie tutaj - powiedziała. - I nie wiem, czy Lambert jest teraz w stanie planować jakiekolwiek kroki. Dokąd idziemy? Jeśli Taler chce sprawdzić dom Lamberta, to nadal uważam, że czułabym się pewniej, gdybyśmy go przypilnowali i rozejrzeli się dookoła. Chyba, że na razie porzucamy to miejsce jako spalone i szukamy nowej kryjówki. Mogę zaproponować Dom Urody, chociaż wolałabym nie sprowadzać zagrożenia na moje siostry, albo moje mieszkanie. W Labiryncie jest pewnie mnóstwo opuszczonych budynków, które możnaby do tego celu użyć.
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi

Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Karta postaci:
Lambert
Spoiler:
Taler spojrzał na Jona. Przechylił głowę.
- Och! Proszę wybaczyć, że nie odniosłem się do pańskiego pytania. Za ukrycie powozu odpowiedzialny był Ben a'Flek. To drobny przedsiębiorca, właściciel kilku magazynów. Współpracę z panem Greskiem traktuje jako drugą nogę swojej działalności. - Zamyślił się na chwilę. - Musiał uznać, że dywersyfikacja zysków już go nie interesuje.

Rozmowę przerwał jęk Lamberta. Mężczyzna przez chwilę kotłował się w łachmanach.

- Mam! - Ze sterty szmat wystawała jego wyprostowana ręka. Trzymał w niej maskę. - O bogowie... - jęknął zaraz i opuścił rękę, po czym znów nakrył się pledami. - Idźcie, róbcie. Ja dojdę do siebie - rozległ się jego stłumiony głos.

Taler spojrzał na Saryę, a potem znów na Jona.

- Jeśli państwo pozwolą, chciałbym przyjrzeć się kamienicy. Zobaczyć, co ucierpiało lub zaginęło. Pan Gresk, zanim... gdy jeszcze wczoraj dało się z nim rozmawiać, powiedział, że mieszkanie w kamienicy niestety jest spalonym miejscem. Będziemy mogli tam wrócić, gdy sprawa zostanie rozwiązana.

Taler upewnił się, że rękawy jego płaszcza nie są wygniecione. Poprawił muchę i odchrząknął.

- Sugeruję, by ruszać już teraz. Resztę planowania natomiast z przyjemnością odstąpię państwa światłym umysłom. Sam nie czuję się dość bystrym, by dźwignąć to brzemię, które dla waszej dwójki jest z pewnością lekkie niczym piórko.

Wyprostowany, ruszył do wyjścia z magazynu.
Spoiler:

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
- No dobrze, a Lambert? - Sarya zapytała Talera, ignorując samego zabójcę. - Tutaj będzie na nas czekał czy dokąd się uda?

Gdy miejsce na ponowne spotkanie z księciem skrytobójców zostało ustalone, Jon i Sarya udali się na miejsce. Z zewnątrz wszystko wyglądała w porządku, nawet żadne okna nie były wybite. Gdy zdawał się chcieć ruszyć do środka, Sarya chwyciła go za przedramię i przytrzymała.
- Jeszcze nie - powiedziała.
Raz jeszcze otaksowała wzrokiem całą okolicę.
- Widzisz kogoś podejrzanego swoim wyćwiczonym okiem strażnika? - Ciężko było powiedzieć, czy w jej głosie brzmi sarkazm, czy nie. - Jaki plan? Obchodzimy miejsce i rozglądamy się? Wysyłamy Talera na przynętę? - uśmiechnęła się promiennie do chłopaka.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 76
Rejestracja: 2022-05-6
Karta postaci:
Jon
Jon przez dłuższą chwilę próbował sobie przypomnieć jak się tutaj dostał i po co właściwie się tu znalazł. Zamyślił się poważnie, co nie zdarzało mu się często, i aż zmarszczył czoło z wysiłku, by odnaleźć wspomnienia, co się z nim przez ostatnie dni działo.

Znalazł przebłyski, które postanowił rozszerzyć przy pomocy bimbru, który znalazł w piersiówce w kieszeni. Nie przypomniał sobie nic więcej, ale za to trochę się rozluźnił.

- Saryo - odezwał się zachrypniętym głosem, jakby od dawna go nie używał. - Będę z tobą szczery. Najcenniejszy przedmiot, który jest również poszukiwany przez bardzo niebezpiecznych ludzi, zostawiliśmy w rękach śpiącego na widoku menela. Jestem przekonany, że nawet nie schował jej do kieszeni. Uważam, że będzie nam ciężko będzie nam być jeszcze bardziej nieostrożnym, więc moje wyćwiczone oko strażnika nie widzi przeszkód, by po prostu tam wejść.

Ruszył spokojnym krokiem do drzwi.

- Moja wyćwiczona intuicja strażnika, mówi, że powinniśmy sprawdzić, czy aby dobytek naszego przyjaciela nie uległ zbyt wielkiemu zniszczeniu. Pozwolę sobie najpierw zrewidować barek, potem zaś pewnie rzucę wyćwiczonym okiem do spiżarni. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zgodzisz się mi towarzyszyć.

Ukłonił się szarmancko, jak tylko umiał, radosne iskierki zatańczyły mu w oczach, choć trzeba przyznać, że trochę bez przekonania.

Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Karta postaci:
Lambert
Taler spiął się nieco, słysząc deklarację Jona. Nie zaprotestował jednak. Zamiast tego, sięgnął do kieszeni i wyjął stamtąd pęk kluczy.

Szybko okazało się, że nie były potrzebne. Drzwi do mieszkania Lamberta stały otworem - skrzydło leżało w przedsionku, wyrwane z zawiasami. Taler jęknął, przyglądając się uszkodzonej framudze. Syknął, gdy drzazga weszła mu w palec.

- Dziś trudno o taki dąb - skomentował markotnie. - Któż mógł to... o matko!

Stan, w jakim zastali mieszkanie, omal przyprawił Talera o zawał. Chłopak w teatralnym geście złapał się za serce, drugą rękę przyłożył do ust. Wnętrze wyglądało, jakby odbył się w nim pojedynek czarodziejów ujeżdżających wściekłe byki. Meble były poprzewracane, gabloty potłuczone, a żyrandole pozrywane. Wszędzie walały się papiery, ubrania i naczynia. Taler jęknął i pognał do kuchni.

- Moja kolekcja herbat! Tylko nie to! - dobiegł stamtąd jego głos. - Kto mógłby...

Lamentom chłopaka nie było końca. Jon był gotów mu zawtórować, po wejściu do salonu odkrył bowiem, że jakiś pozbawiony resztek przyzwoitości łachmyta wywrócił barek, tłukąc całą Lambertową kolekcję trunków.

Sarya, która do tej pory stała w korytarzu, usłyszała coś nagle. Szelest? Stuk? Cichy dźwięk dochodzący zza zamkniętych drzwi na wprost. Przypuszczała, że prowadzą do gabinetu Lamberta.

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya zastanawiała się przez chwilę nad słowami Jona.
- Hmm, list od kultystów sugeruje, że traktują Lamberta chociaż nieco poważnie - powiedziała. - A więc jeśli tak, to schowaliśmy sam-wiesz-co w najlepszy możliwy sposób. Nie wpadnie im do głowy, że byliśmy tacy głupi, prawda?
Następnie ruszyła za nim do kamienicy Lamberta Greska. Starała się ignorować narzekania Talera, chociaż, owszem, żałowała że nie będzie miała w najbliższym czasie okazji napić się z nim dobrej herbaty.
Zaś podczas gdy Jon zainteresował się najbardziej barkiem i spiżarką przyjaciela, Sarya od razu skierowała się w stronę gabinetu Lamberta. Wątpiła, by był nieostrożny, ale kto wie, może Ferros przyglądał się jej łaskawym okiem i znalazłaby tam coś interesującego?
Przystanęła, słysząc dobiegający od środka odgłos. Wyciągnęła sztylet i powoli, cichutko zaczęła zbliżać się do drzwi. Najpierw przyłożyła do nich ucho, następnie oko do dziurki do klucza, a potem delikatnie uchyliła drzwi by się wślizgnąć...
Veni, rescripsi, discessi

Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Zauważyła coś? Usłyszała?

Sarya nie miała pojęcia, co sprawiło, że odskoczyła od drzwi. Wiedziała jednak, że uratowało jej to życie. W miejscu, w którym chwilę temu znajdowało się jej przyłożone do dziurki od klucza oko, teraz tkwił czubek długiego, cienkiego sztyletu.

Drzwi pozostawały zamknięte.

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya rzuciła się do tyłu.
- Chodźcie tu! - krzyknęła głośno, jednocześnie uważając, by nie wykrzyczeć ich imion. - Gabinet Lamberta!
Następnie nacisnęła klamkę.
Konflikt fizyczny i walka nigdy nie była jej mocną stroną, ale nie miała zamiaru pozwolić uciec komuś, czyja wiedza mogłaby się przydać. A nie musiała się nim - lub nią - zajmować sama. Wystarczyło walczyć na czas, czekając, aż przybędzie wsparcie.
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 76
Rejestracja: 2022-05-6
Karta postaci:
Jon
Krzyk i zamieszanie przybyły do Jona, gdy ten melancholijnie przesuwał palcem kawałki szkła po podłodze. W międzyczasie wzdychał cicho.

Westchnął kolejny raz i było to bardzo ładne westchnięcie, latami ćwiczone przy okazji różnych rozczarowań. A Jon trzeźwy rozczarowań napotykał wiele, i sam dla wielu był wielkim.

Wsunął dłoń do kieszeni, by wcisnąć palce w ciężki kastet, który zazwyczaj się tam znajdował. Lubił to uczucie, gdy pięść stawała się ciężka i żelazna. Gdy odbijała światło i przykuwała spojrzenie. Podobało mu się, gdy przy każdym kroku kreśliła ciężko lekki łuk, w każdym momencie gotowa, by uderzyć.

Ze skwaszoną miną ruszył w stronę Saryi. Humor miał podły i postanowił sobie, że znajdzie sobie towarzysza w tej niedoli i sam w tym humorze okropnym nie zostanie.

Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Karta postaci:
Lambert
Sarya poczuła, jak drzwi ustępują pod jej naporem. Wiedziała, co robić. Gwałtownie nacisnęła klamkę i mocno pchnęła drzwi. Te otworzyły się zamaszyście do wnętrza gabinetu i uderzyły o drewniany odbojnik, chroniący ścianę przed uderzeniami klamki. Rozległ się stukot.

A zaraz po nim kolejny, gdy krótki bełt wbił się mocno w otwarte z impetem drzwi. Sarya pogratulowała sobie w duchu, że nie przeskoczyła przez próg od razu. Gdyby się na to zdecydowała, jej głowa tkwiłaby teraz przyszpilona bełtem do drewna.

Gdy zajrzała do środka, dostrzegła w oknie ubraną na czarno drobną postać - spod kaptura wylewały się blond włosy, co zupełnie nie zgadzało się z opowieścią Talera. Kobieta nie zdołała dostrzec twarzy. Włamywacz, kimkolwiek był, kucał na parapecie. Sarya zdała sobie sprawę, że z tamtej strony kamienicy znajduje się jabłoń, której rozłożyste gałęzie mogą sięgać do tego okna.

Jon stanął w progu. Oboje w mig pojęli sytuację - jeśli nie zareagują błyskawicznie, włamywacz ucieknie.

Awatar użytkownika
Jon
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 76
Rejestracja: 2022-05-6
Karta postaci:
Jon
Jon nie zastanawiał się długo. W ogóle znany był z krótkiego procesu decyzyjnego. Jego psychika była prosta. Podejmował działania prowadzącego do celu. A celem były zazwyczaj przyjemności. W tym wypadku, był to słodki smak zemsty, za brak cierpkiego smaku wina. Sarya, co prawda, poprosiła go by rzucił okiem, ale w jego głowie zatriumfował inny pomysł.

- Ugh! - stęknął tylko, gdy po krótkim zamachu z całej siły cisnął ciężkim kastetem żelaznym w głowę blond włosami przykrytą.

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya odetchnęła z ulgą, spoglądając na wciąż drgający bełt, wbity w drewno drzwi. W duchu podziękowała Ferrosowi za opiekę. Naprawdę miała ostatnio pecha do kusz. Ta broń powinna zostać zakazana. No i jeszcze ten cios sztyletem. Sarya nie przywykła do tego, że ludzie próbowali ją zabić. Zazwyczaj, gdy przeprowadzała kradzieży to wchodziła i wychodziła niezauważona. Trudno. Wróci do "bezpiecznego ryzyka" później. Najpierw trzeba było rozwiązać najbardziej palące problemy.
Dlatego bynajmniej nie protestowała, gdy Jon ruszył do szarży. Rzuciła się jednak za nim. Ostatnie czego potrzebowała to tego, żeby cios kastetu zdmuchnął kucającą postać z parapetu, więc sięgnęła by złapać ją za rękę, ubranie, cokolwiek i wciągnąć do środka.
Veni, rescripsi, discessi

Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Karta postaci:
Lambert
Kastet pomknął przez pokój, zataczając łuk. Jon, nieprzywykły do trzeźwości, wziął stabliność otoczenia za złą kartę i przez chwilę był pewien, że nie trafi. Stało się jednak inaczej. Broń uderzyła idealnie w miejsce, gdzie pod kapturem musiało znajdować się czoło. Postać na parapecie zachwiała się pewnie, podeszwa jednego buta przesunęła się niebezpiecznie nad krawędź po drugiej stronie okna.

Wtedy Sarya dopadła do włamywacza i chwyciła go za przegub. Pociągnęła, ratując przed niechybnym upadkiem. Gdy postać runęła na podłogę, przez umysł Saryi przebiegło, że jest bardzo lekka. Pracownica Domu Urody nie miała jednak czasu, by dłużej się nad tym zastanawiać. Powalony włamywacz chwycił ją za kostkę i szarpnął, próbując ją podciąć. Zadziałał złodziejski instynkt i wyćwiczona zwinność. Drygnęła, niby stepując, boleśnie przygniatając przedramię napastnika do podłogi. Chwilę potem spostrzegła w drugiej dłoni leżącej postaci krótki nóż.

Sarya stoi teraz nad włamywaczem, stopą przygniatając jego prawą rękę do ziemi. Włamywacz leży na wznak - ostrze jest w ręce po przeciwnej stronie i jeśli dobrze się zamachnie, może zdołać ugodzić kobietę w okolicę kolana. Jon znajduje się trzy, góra cztery kroki od nich.

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Drobna, lekka postać? Kobieta? Dziecko? To miało teraz drugorzędne znaczenie. Gdy ktoś strzelał do Saryi z kuszy, to ta zapominała o solidarności płci. Dzieci też powinny się bawić misiami, a nie kuszami i sztyletami.
- Leżeć! - warknęła.
Wciąż prawą nogą przygniatając rękę, uniosła lewą stopę i opuściła ją mocno na brzuch włamywacza. Następnie szybko pochyliła się do przodu, przyduszając kolanem pierś postaci, prawą rękę przykładając ostrze własnego sztyletu do szyi włamywacza a lewą ręką próbując unieruchomić prawy nadgarstek przeciwnika.
- Rzuć broń - powiedziała, podkreślając słowa przyłożeniem stali do gardła.
Veni, rescripsi, discessi

Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Karta postaci:
Lambert
Sarya zareagowała sprawnie. Postać na podłodze ani myślała jednak usłuchać jej gróźb. Gdy kobieta uderzyła docisnęła stopę do brzucha włamywacza, poczuła przeszywający ból w łydce. Zraniono ją!


Cała reszta planu zadziałała bez zarzutu - siła uderzenia w brzuch wyrwała powietrze z trzewi przeciwnika, nóż upadł z brzdękiem na podłogę. Sarya przygwoździła oponenta do ziemi. Teraz, gdy miała kilka chwil, by się nad tym zastanowić, doszła do wniosku, że rana musiała być jedynie powierzchowna - łydka piekła nieprzyjemnie, ale nie był to ból, jaki towarzyszyłby poważnej kontuzji.

Kaptur zsunął się z twarzy intruza, odsłaniając buzię młodej dziewczyny.

- Gdzie jest mój ojciec? - powiedziała głosem, którego delikatne brzmienie odstawało od hardej miny.

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya szybko oceniła wiek dziewczyny. Siedemnaście lat? Osiemnaście? Drobna sylwetka utrudniała ocenę. Lambert miał ile lat? Trzydzieści sześć? Chociaż ostatnio gdy go widziała, wyglądał na starszego, ale to zapewne była wina alkoholu. Cóż, to mogła być córka Lamberta. Charakterek pasował. Ale mogła być to też kłamczucha, agentka kultystów lub zwykła złodziejka, która, schwytana, chwyciła się pierwszego kłamstwa, które przyszło jej do głowy.
- Twój ojciec? - zapytała dziewczynę. Kiepski test, ale lepszy niż żaden. - Jak ma na imię?
Jednocześnie rzuciła - tylko na moment, by nie odrywać wzroku od powalonej dziewczyny - pytające spojrzenie Jonowi. To on z ich dwojga lepiej znał Lamberta.
- Mógłbyś ją unieruchomić? - zapytała. - Wije się jak piskorz.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Jon
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 76
Rejestracja: 2022-05-6
Karta postaci:
Jon
Jon po chwili uważnej obserwacji szamoczących się dziewczyn z trudem zwalczył nagłą i równie irracjanonalną chęć sięgniecia po coś prażonego i chrupiącego. Najlepiej słonego.

Otrząsnął się i wzruszył ramionami.

- Oczywiście, najdroższa, wybacz. - Podszedł do dziewczyny z beznamiętną mina przedstawiciela prawa na ulicy. Złapał ją za nadgarstki i z łatwością uniósł, wykręcając jej ręce.

- Jeżeli chciałabyś jeszcze kiedykolwiek sama zjeść posiłek, bez konieczności wkładania całej twarzy do miski, bardzo bym cię prosił, byś się nie wyrywała - powiedział spokojnym, przyjacielskim głosem, muskając delikatnie ustami ucho nieznajomej. Nachylając się, posłał krótki uśmiech i z uwagą przyglądał się Saryi, gdyż w życiu wolał, kiedy coś go prowadziło. Zazwyczaj prowadził go brak hamulców oraz nietrzeźwość, czasem jednak pozwalał to robić innym ludziom. A Saryi mógł się oddać całkowicie.

Karv
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 521
Rejestracja: 2022-02-27
Karta postaci:
Lambert
Dziewczyna wierzgnęła, zrobiła hardą minę i ani myślała się odezwać. Dopiero gdy Jon wkroczył do akcji, nieco spokorniała. Obruszyła się co prawda ponownie, czując jego oddech nieprzyjemnie blisko własnego ucha, ale potem przestała się rzucać. Groźba, mimo że wypowiedziana subtelnie, nie pozostawiała wątpliwości.

- Mój ojciec ma na imię Homer i jest synem Simpa, może słyszeliście o moim dziadku. Ale przecież to wiecie - odzyskała animusz. - Gdzie go trzymacie? Gdzie on jest?!

Denadareth
6. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Sarya ef Darrasha
Sarya rzuciła Jonowi zaskoczone spojrzenie. Że czyją jest córką? Czy Homer to było jedno z imion Lamberta? Jeśli tak, to kim był ten Simp, o którym powinni byli słyszeć?
- Przykro mi, mała - powiedziała Sarya. - Obecnie nikogo nigdzie nie trzymam, chociaż nie wiem jeszcze, czy ciebie gdzieś nie zamkniemy. A ani o Homerze, ani o Simpie nie słyszałam. Możesz ich nam opisać?
Znacząco rozejrzała się po gabinecie.
- To kamienica któregoś z nich? - zapytała. - A jeśli nie, to czego tutaj szukałaś?
Veni, rescripsi, discessi

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość