AKT II: The Hag

Odkąd wynaleziono nieśmiertelność, na ulicach Central City zaczęli pojawiać się bogaci nieumarli. Mieli oni żyć wiecznie, ale... najwyraźniej tak nie jest.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Bubeusz
Obrazek

Rozdział II
The Hag

Nazajutrz pierwsze strony gazet rozpisywały się o strzelaninie w dzielnicy industrialnej. Według wielu dziennikarzy miał to być pojedynek mafijny, związany z tym, że Sigma utrzymywała szemrane układy z podziemiem i nie wywiązała się ze swoich deklaracji. Stanowisko samego laboratorium brzmiało inaczej - nie było układów z żadną mafią, a atak nastąpił celem przejęcia technologii, nad którą pracują. Kto mógł nasłać najemników na laboratorium? To pytanie, w świetle niedawnych problemów natury politycznej, w jakie zamieszana była Sigma, miało bardzo prostą odpowiedź: Nieśmiertelni. Czy jednak najprostsze odpowiedzi są zawsze tymi właściwymi? Czy fakt, że kontrolowane przez władze media próbują oczernić Sigmę nie jest tego wyraźnym potwierdzeniem?

Opozycja milczała. Żaden z przedstawicieli Gwiazd Przyszłości nie odniósł się bezpośrednio do sprawy, twierdząc, że jakakolwiek współpraca partii z Sigmą na razie nie będzie komentowana publicznie.

Lindow
Spoiler:
/pamiętajcie też o tym, co pisałem każdemu z Was na końcu 1szego rodziału

Awatar użytkownika
Denadareth
Atomowa dorożka Bobbyego zatrzymała się pod domem pana Fleitha. Ciekawiło go, czego się dowie od swojego klienta. Czy dostanie trop, który poprowadzi jego śledztwo w zupełnie przeciwną stronę? Byłoby mu dziwnie smutno, gdyby jego los nie miał już się przeciąć z tym dziwnym mutantem i przygłupią świnką - chociaż oczywiście obiecał im, że się z nimi spotka - ale najpierw musiał zająć się swoim zleceniem. Starał się nigdy nie zawieść swoich klientów.
Zadzwonił do drzwi, po czym, znając rozkład budynku po poprzedniej wizycie, skierował się najpierw w stronę windy, a potem w stronę drzwi do Pana Fleitha.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Budząc się w kanałach w pierwszym momencie cichutko kwiknęła przestraszona. Zapomniała gdzie się znajdowała, nie poznawała tego miejsca i wyraźnie się zlękła. Po chwili jednak wszystkie wydarzenia dnia poprzedniego do niej wróciły, przez co skuliła się wyraźnie smutna. Tyle bólu, tyle krwi... Ilu pracowników Sigmy straciło przez nią życie? Tam miała swój pokój, swój ogródek i swoją codzienność. Teraz nie wiedziała czego się spodziewać. Była dopiero dzieckiem, a już skończyła jako uciekinier w ściekach.
Widząc, że Lindow jeszcze śpi (a może po prostu leży z zamkniętymi oczami?) cichutko się podniosła i założyła swój płaszczyk. Skoro stanowiła zagrożenie, to nie chciała, żeby ktoś kto jej pomógł znalazł się w niebezpieczeństwie. Dzięki lokalizatorowi w zegarku naukowcy powinni ją prędzej czy później znaleźć, więc chyba nie będzie różnicy, czy zrobią to tutaj, czy gdzieś indziej? Wyciągnęła jeszcze jedną babeczkę z kawałkami czekolady, a po zostawieniu jej w widocznym miejscu zaczęła zbliżać się do wyjścia z kryjówki. Planowała opuścić to miejsce, dopóki nie była problemem dla drugiego mutanta. A wiedziała, że prędzej czy później się nim stanie...

Awatar użytkownika
Bubeusz
Mężczyzna otworzył mu od razu, zupełnie, jakby stał przy drzwiach i czekał.
- Witam pana, proszę wchodzić - rzekł swoim typowym zwyczajem, jednak tym razem w powitaniu nie było słychać zwyczajowej radości, ale pośpiech i niepokój. Kiedy wymienili już krótkie uprzejmości i detektyw zasiadł przy stole, Fleith podsunął mu pod nos dwa cyberfony - jeden swojej zmarłej żony, a drugi swój.
- Proszę zobaczyć - zdjął blokadę i otworzył spis połączeń. Wręczył telefon liszowi. - Ten nieznany numer wykonał kilka połączeń w środku nocy.

Bobby niespiesznie wyjął swój sztyfcik i przesunął nim po ekranie. Jako osoba zmarła nie mógł używać palców do interakcji z urządzeniem, ale ponoć producenci ekranów dotykowych już nad tym pracowali.

Uważne, nieumarłe oczy śledziły cyfry na ekranie. Połączenia zostały wykonane wczoraj z numeru: 618 033 998 w godzinach:
  • 0:01
  • 1:02
  • 3:05
  • 8:13
  • 21:34
- Nie mogłem spać przez ten upiorny telefon - wyznał pan Fleith. - Chciałem go wyłączyć, ale pomyślałem sobie, że może w ten sposób ominą nas jakieś cenne informacje. Wraz z nadejściem dnia przestał dzwonić, ale zadzwonił znowu wieczorem. Przygotowałem się na kolejną bezsenną noc, a on jak na złość, nie odezwał się już więcej.

Wziął do ręki drugi telefon, i otworzył folder z nagraniami dźwiękowymi.
- A teraz proszę się przygotować na coś naprawdę nieprzyjemnego. Czy mogę? - zapytał, trzymając palec nad przyciskiem "Play". Kiedy Bobby kiwnął głową, mężczyzna włączył odtwarzanie i pokój wypełnił upiorny, zgrzytliwy pisk.
Całe szczęście pan Fleith zadbał o to, żeby głośność była niewielka, ale i tak Bobby aż się wzdrygnął. Gdyby miał skórę i ciało, z pewnością dostałby ciarek.
Dźwięk był ewidentnie syntetyczny. Z losową, ale bardzo gęstą częstotliwością przeskakiwał na różne tonacje jak cięty nożem, ale stopniowo wchodził na coraz wyższe i bardziej piskliwe tony, aż w końcu urywał się, choć okrutna, szarpiąca wibracja wciąż jeszcze pobrzmiewała w przestrzeni.

Pan Fleith spojrzał smutno na Bobbiego, kiedy nagranie dobiegło końca. Widać sam był już nieco przyzwyczajony do tego przedstawienia.
- I co pan o tym sądzi, panie Robercie?

Pan Robert nie odpowiedział od razu. Czuł, jak kręci mu się w czaszce, a wszystkie jego kości drgają, choć fizycznie w ogóle się nie poruszały. Przygniotło go nagłe zmęczenie, takie, że miał wrażenie, jakby nagranie wyssało z niego wszystkie siły. Potrzebował jeszcze chwili, aby móc z powrotem zebrać myśli.

/Den, weźże swoje imię i nazwisko wpisz w KP, bo nie pamiętam, a tu by wypadało użyć nazwiska xD

Awatar użytkownika
Heinreich
- Jak chcesz iść to idź. Nie zatrzymam cię. - Burknął Lindow nie otwierając oczu. Nie spał. Trochę bał się zasnąć przez sen, który miał. Tak przenikliwego koszmaru to nawet w Sigmie nie miał. Nie wiedział jak na to zareagować. Nie wiedział czy miał na to zareagować. Dlatego czekał, ćwicząc sobie pewną medytacje co kiedyś uczyli w telewizji, choć jedyne co osiągał przez to bezsenne drzemki. Mimo to usłyszał Pepe. I nie miał zamiaru jej zatrzymać, ani nic takiego. Może robić sobie co chce, on tylko czuł się na obowiązku pomoc jej. Była częścią jego gatunku. Z tego samego laboratorium. Była dla niego trochę jak... Rodzina.

Awatar użytkownika
Dahlien
Gdy usłyszała głos kwiknęła cicho zaskoczona, po czym zatrzymała się u wyjścia z jego kryjówki i spojrzała niepewnie na mężczyznę. To prawda, że chciała odejść, ale... ale... nie wiedziała dokąd powinna. Zestresowana zaczęła miętosić w rączkach swój nowy-stary płaszczyk.
- Ja nie chcieć Cię budzić...
Spojrzała jeszcze raz na nieco, na wyjście, na niego i... wróciła do głębiej do środka. O ile nieco wypoczęła tak teraz zupełnie nie wiedziała co powinna dalej zrobić. Miała czekać, jednak nie wiedziała jak długo. Czy mogła to zrobić tutaj? Raczej nie, bo naraziłaby tylko tego, który ją ochronił.
- Na Pepę polować źli ludzie. Jeśli znaleźć, to Lindow mieć znowu kuku. Ja nie chcę, by ktoś znów miał kuku.
Czuła się winna tego, co wydarzyło się w Sigmie. Nie rozumiała tego zupełnie ani nie znała szczegółów, jednak ktoś bardzo usilnie chciał ją porwać. Po co była temu komuś potrzebna? Nie miała pojęcia. Przecież jedyne co potrafiła to gotować i... leczyć? Czy to możliwe, że tym ludziom chodziło o to, że w jej organizmie mogły przeżyć pozaziemskie bakterie wytwarzające ten leczniczy enzym? Kiedyś podsłuchała, że naukowcy nie byli w stanie utrzymać ich w żadnych innych warunkach. Może to dlatego była taka ważna? Jeżeli dobrze się domyślała, to ci agresorzy nie odpuszczą. Miała się nie wychylać, ukrywać swoje zdolności, a już niemądrze pokazała je innym. Może i była bardziej inteligentna od większości ludzi, jednak brakowało jej doświadczenia. Czy teraz, po wyjściu z tej bądź co bądź złotej klatki będzie miała okazję je zdobyć?

Awatar użytkownika
Denadareth
Bobby zachwiał się na nogach, chwiejnie podszedł do krzesła, po czym usiadł - nie, w zasadzie zwalił się na nie. W końcu uniósł czaszkę.
- Nie wiem... co to jest - powiedział. Gdyby był żywy, to próbowałby złapać oddech, ale i tak potrzebował chwili na zebranie się w sobie. - Ale... zdecydowanie rani lub chociażby osłabia to takich jak ja... i pana żona. Broń przeciwko Dwunarodzomnym? Czy to zabiło pana żonę? Nie wiem.
Powoli wstał, rozprostował kości.
- Jeśli ktoś wykorzystał to, by ją zabić, to czemu dalej dzwoni? - zapytał bardziej siebie niż klienta. - Czy mogę wziąć ten telefon i nagranie? Spróbuję przepytać moje kontakty, może uda mi się dowiedzieć coś więcej o tym dźwięku i namierzyć numer.
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Bubeusz
Pan Fleith zbladł.
- Losie drogi, nie chciałem pana skrzywdzić! Ja nie wiedziałem, że to tak na was działa!
Podał mu telefon swojej żony.
- Ten jak najbardziej może pan wziąć, natomiast nagranie mogę po prostu przesłać omnichatem. Bardzo dziękuję. Ale.. dobrze się pan czuje? Nie pogarsza się? Może zadzwonić po pomoc?

Nie pogarszało się. Bobby szybko wracał do siebie, ale całe jego martwe ciało wyraźnie mówiło mu, że nie chciałoby tego odsłuchać ponownie. Już nigdy więcej.

- Patrzyłem jeszcze na historię połączeń z okresu, w którym odeszła - dodał jeszcze polityk. - Wykasowano ją, nie ma żadnych połączeń sprzed piętnastego maja. I nie rozumiem tego, przecież nikt potem nie używał jej telefonu. Czy to możliwe, że ona sama usunęła tę historię tuż przed swoją śmiercią?
Usiadł.
- Mam wrażenie, że nigdy nie mówiła mi całej prawdy. Przecież gdyby w środku nocy zaskoczyły ją takie telefony, na pewno by mi o tym powiedziała. Chyba, że... nie była tym zaskoczona. A może ich zwyczajnie nie było, może to pierwszy raz, kiedy tak dzwoni...

Bobby wiedział, że to małżeństwo nie żyło jakoś bardzo blisko ze sobą, zwłaszcza odkąd pani Fleith została nieumarłą i niezbyt pociągał ją seks. On nieustannie miał wyjazdy służbowe i zajmował się swoją karierą, ona siedziała zamknięta w swoich tajemniczych sprawach. Nie mieli dzieci. Wyglądało na to, że od pewnego czasu nawet nie sypiali w jednej sypialni.

Śmierć potrafiła bardzo zmieniać ludzi. To wiedział aż za dobrze. Czasem nawet zastanawiał się, czy człowiek po śmierci nadal jest tym samym człowiekiem, czy może po prostu mizerną kopią dawnej świadomości i pamięci, która z jakiegoś powodu się jeszcze nie rozpadła?

*

Pepa istotnie była dość zagubiona w sytuacji. Czy na zewnątrz jest bezpiecznie? Czy sprawa jakkolwiek ucichła? Ma czekać dalej? A może może już iść szukać tego bunkru, o którym wspominał pan Himperton? On z pewnością wiedziałby, jak ją pokierować. Spojrzała na zegarek na swojej łapce, który od niego dostała. Przypomniała sobie też, że wczoraj zerwała połączenie w dość nietypowych okolicznościach. Na pewno czekają na wieści od niej. Na pewno się martwią.

I.. Lindow przecież znał Bina. A co naukowcy z Sigmy tak właściwie wiedzą o Lindowie? Może mogliby jej powiedzieć, z kim ma teraz do czynienia?

Stała tak rozdarta, nie wiedząc, jak powinna się zachować. Jeśli zdecydowałaby się na rozmowę z bazą, to czy powinna zrobić to na osobności, czy może mu zaufać?

*

Tymczasem myśli Lindowa wcale nie krążyły jeszcze wokół Pepy. Ciągle wracał pamięcią do swojego snu. To było tak silne... Tak inne, niż wszystkie zwyczajne sny, jakie się ma i nie zwraca na nie uwagi.
Najgorsze było w tym wszystkim to, że on miał wrażenie, że już kiedyś tę kobietę widział. Na żywo.

Awatar użytkownika
Denadareth
- Nie, już wszystko w porządku - powiedział Bobby, wyciągając długopis i holonotes. - Chciałbym zadać panu jeszcze parę pytań.
Bobby zastanowił się chwilę.
- Czy mówi panu coś imię "Bin"? - Bobby znalazł to w dokumentach pani Fleith, ale nie wiedział, czy mąż miał o tym jakieś pojęcie. A "profesor Robert"? Nazwiska nie znam. No i... "Pepa"? To może być zarówno imię, jak i kryptonim lub kod projektu.
Lisz schował długopis.
- Jak dowiem się czegoś, to dam panu znać - powiedział. - Mam parę tropów.
A teraz był też bezpośrednio zainteresowany całą sprawą. Gdy znalazł się ponownie w atomowej dorożce, skontaktował się ze swoim kontaktem w Aegis Consolidated LLc., prywatnej firmie, która przejęła rynek służb bezpieczeństwa w jakichś 45% Central City.
- Lydia! - zawołał przez głosowy-omni chat. - Dawno się nie widzieliśmy. Jak tam dzieci? Słuchaj, jest sprawa. Wyślę ci numer telefonu i nagranie. Sprawdź czy możesz namierzyć to pierwsze, a to drugie dać komuś do analizy. Ale off the record i upewnij się, że nie usłyszy tego nikt z trupiaków - przy Lydii nie musiał używać politycznie poprawnego określenia "Dwunarodzeni". Zresztą, skoro sam się do nich zaliczał, to mógł ich zwać, jak chciał. - Przywiozę ci też telefon do zbadania. Ach, Lydia... dałoby się to tak... na zeszły wtorek? Albo przynajmniej na wczoraj?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Heinreich
To było takie irytujące. Frustrujące. Co to miało znaczyć? Czemu to było tak żywe? To był sen? To było wspomnienie?
Pod denerwowany snem wstał i podszedł napić się puszkę Dr.Pepera, na rozbudzenie się. Kawa może to nie była, ale przynajmniej przez przełyk dostały się do niego jakieś płyny, a lepszy ryc niż nic. Gdyby tylko mógł jakoś zmyć z siebie ten brud w głowie po śnie... bleh.
Spojrzał się na Pepę i założył z powrotem na siebie swoją kurtkę, poprawiając na sobie rękawy oraz kaptur. Następnie skoncentrował się. Przez moment nic się nie działo, aż nagle po chwili po całym ciele Lindowa nastąpiła seria nagłych, gwałtownych przemian, które zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Jaki był tego efekt? Otóż pozwolił sobie na szybką mutację tkanki by oczyścić zarówno swoje ubrania jak ciało ze wszelkich nieczystości. Nie było to tak skuteczne jak zwyczajne umycie się no ale przynajmniej przestał śmierdzieć. A to już coś.
Mną się nie przejmuj Pepa. Przetrwałem gorsze rzeczy i nie boję się, że ktoś mnie skrzywdzi. Chce Ci pomóc i chronić cię w potrzebie. W końcu jesteś mutantem jak ja. Musimy sobie pomagać, a przynajmniej lepsze to niż znowu zostać... sam. - Powiedział zbliżając się do świnki i kładąc jej rękę na głowie na pocieszenie. Uśmiechnął się, po czym ruszył w stronę wyjścia.
- Chodźmy, pokażesz mi gdzie chcesz iść.

Awatar użytkownika
Dahlien
Obserwowała poczynania mężczyzny. Krótki pokaz mutacji był wystarczającym dowodem na to, że nie był zwyczajnym człowiekiem. Chociaż... co to znaczyło, to całe bycie normalnym? Takim jak większość? Takim jak chcą inni ludzie? Czy jeśli byłeś w jakiś sposób inny, to stawałeś się tym gorszym? Świnka tego nie do końca rozumiała.
Gdy Lindow zaczął zbliżać się do wyjścia ona dalej stała w miejscu. We względnie bezpiecznej kryjówce, kiedy nie było tu nikogo, chyba mogła mu wyjawić jeszcze jeden sekret. Nieświadoma, że ciągle pilnował ich duch szczura spojrzała w oczy starszego mutanta aż nazbyt inteligentnie.
- Skąd wiesz, że jestem mutantem, jeśli nawet ja tego nie wiem? Jesteśmy podobni w tym sensie, że każde z nas jest inne od większości ludzi na tej planecie. Ty chociaż wyglądasz jak oni. A ja? Nie mam pojęcia, czy pochodzę z tego, co nazywacie kosmosem, czy też jestem ledwie eksperymentem stworzonym w laboratorium.
Zniknął jej dziecinny ton głosu. Teraz bardziej przypominała zbuntowaną nastolatkę, jednak powaga wypowiadanych słów wskazywała na kogoś o jeszcze większej inteligencji. Tak samo jak jej wzrok, którym go obdarzyła, gdy ten starał się dodać jej otuchy. Potem jednak na nowo zwątpiła.
- Nie wiem dokąd powinnam iść. Na pustyni Sigma miała kiedyś schron, o którym mówił mi dr Himperton, ale przestał być bezpieczny. - Obserwowała go uważnie starając się wychwycić każdą zmianę w mimice mężczyzny. - Kim są Nieśmiertelni?
Nieśmiertelni... to był ktoś, kto chciał poznać jej lokalizację. Między innymi przed nimi miała się ukrywać.

Awatar użytkownika
Bubeusz
Lekko skonsternowany i podobnie przejęty pan Fleith raz po raz kiwał przecząco głową.
- Nie.. nie. Co to za nazwiska? Czy jest coś, o czym powinienem wiedzieć? Ona nie dzieliła się ze mną szczegółami ze swoich projektów... Mówiła, że wspiera naukę, a mi to wystarczało. Należała do tego klubu... Jak im było, Cztery Diamenty?
Nagle zbladł lekko.
- Czy to... mogło być przyczyną..? Proszę dzwonić, jak tylko pan się czegoś dowie!


*

Nawet przez telefon wyczuł, jak Lydia przewraca oczami. Potem chwila na oddech, uśmiech na twarz i odpowiedź:
- Jasne, Bobby. Jak tylko coś będę miała, dam ci znać.
Również i on uśmiechnął się do siebie. Wewnętrznie, bo jego czaszka nie mogła tego zdradzić. Zawsze była z niej dobra kobieta.

Awatar użytkownika
Heinreich
Chłopak zatrzymał się słysząc swoją koleżankę. Nagła zmiana jej tonu zbiła go dość mocno, na tyle mocno by odwrócić się i chwilowo zapomnieć o echo tego okropnego snu. Przyglądał się Pepie. Mówiła o kosmosie. O pustyni. O Himpertonie. O mutantach. O egzystencji. To wszystko nagle stało się bardziej skomplikowane niż głowa Lindowa była w stanie to znieść. Co to za nagłe filozofowanie o oczywistościach? Skąd ta potrzeba plątania i owijania wokół czegoś co powinno być proste? Aż głowa go zaczęła boleć.
Lindow zamyślił się, skupiając się na tyle ile mógł by to wszystko odpowiednio przyjąć i odpowiednio adaptować. To pomagało mu, gdy robiło się zbyt ciężko na jego rozsądku. Nie tylko ciało jego mogło adaptować, jego umysł też powinien.
Obrazek
- Słuchaj, nie wiem czemu jest jak jest. Nie wiem co jest prawdą, a co nie. Wiem jednak, że pochodzisz z Sigmy, tak jak ja. Ścigali ciebie, tak jak mnie. Jesteś niezwykła, tak jak ja. Dla mnie to oznacza, że jesteś mutantem. Ja spędziłem długi czas by przyzwyczaić się do tego wszystkiego, nie miałem nikogo kto by mi pomógł. Bing pozwolił mi uciec, ale na świecie byłem zdany na siebie. Dlatego chce Ci pomóc, wiem jakie to trudne. A w zamian ja nie czuję się, że jestem jedynym dziwadłem w oczach ludzi... - Aż sam się zdziwił, że się tak bardzo rozgadał. To nie było w jego stylu. To nie pasowało do tego jaki był, ale co ma powiedzieć? W końcu rzadko miał okazję pogadać z rodzinną, jaka ona by nie była.
- Nieśmiertelni... chodzi ci o chodzące truposze? No Bobby był takim, podobno jak masz mnóstwo pieniędzy możesz zostać takim Nieśmiertelnym i wiecznie żyć. Choć ciała się niby im psują po czasie czy coś.

Awatar użytkownika
Denadareth
Dobrze. Co teraz? Do umówionego spotkania z Lindowem i świnką było jeszcze trochę czasu, ale nie aż tak długo, by miał iść do Sigmy albo klubu Diamentów. Plotka głosiła, że nieumarli byli o wiele bardziej cierpliwi niż żywi, ale Bobbiemu i tak nie uśmiechała się perspektywa bezczynnego siedzenia na swoim jakże kościstym zadku.
Póki co jednak miał wciąż telefon i, biorąc pod uwagę, że miał go niedługo odstawić na zbadanie, równie dobrze mógł się nim zainteresować. Historia połączeń? Skrzynka odbiorcza wiadomości? Zdjęcia na telefonie? Kontakty?
Poza tym pozostawało stare dobre szukanie informacji. Wycieczka do archiwum "The Voice of Central City", gdzie - jak wiedział każdy godzien miana detektywa - za parę monet można było spędzić sporo czasu szukając informacji. A nawet gdyby archiwum nie miało informacji o Klubie Diamentów... to redakcja była pełna dziennikarzy, którzy za posiłek i szansę na zwęszenie czegoś, chętnie dzielili się podejrzeniami.
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Dahlien
Spodziewała się takiego zaskoczenia. Specjalnie grała by się skryć przed nieprzychylnymi jej osobami. Czy Londow zrozumiał co robiła pokazując mu prawdziwą siebie? Ujawniając kolejny rąbek tajemnicy świnkopodobnej istoty? Widząc jego wyraz twarzy wątpiła. On wydawał się być prostym facetem. Typem, który mięśniami załatwia większość problemów. A jednak miał dobre serce. To jego bezinteresowna chęć pomocy Pepie sprawiła, że ta postanowiła mu zaufać. I gwiazdy tylko wiedziały, czy postępowała słusznie.
"Jesteś niezwykła." Mimowolnie aż się uśmiechnęła, jednak pierwszy raz w tym geście nie było szczerości. Och, jakże często jej tak mówili! Nawet większość naukowców w Sigmie nie wiedziała do końca jak bardzo inteligentna była. Chyba tylko Bin wiedział.
- W takim razie są już aż dwa dziwadła w waszym społeczeństwie. - Rzekła z przekąsem, po czym westchnęła. - Dziękuję Ci, że mi pomagasz. Nie wiem jak się żyje wśród Was, ludzi. To znaczy... wiem. Ale nigdy tego nie robiłam. Wątpię, żeby ktoś na mój widok chciał tego próbować.
Wysłuchała jego słów o Nieśmiertelnych. Nie mając większej świadomości czym było to zgrupowanie polityczne nie zauważyła, że Lindow przekazał jej całkowicie błędne informacje.
- Miałam unikać Nieśmiertelnych. I każdego w mundurze. I każdego z bronią. W sumie to wszystkich. Ten Bobby... skoro jest tym, który powrócił po swej śmierci... nie wiem czy mogę mu zaufać. - Spojrzała prosto w oczy chłopaka. - Ale chcę zaufać Tobie.
Ach, scena rodem z telenoweli, którą lubiła oglądać w swoim małym ciasnym pokoiku.
- Jak wyjdziemy na powierzchnię mogę spróbować się ponownie skontaktować z Sigmą. Himp może mi powiedzieć gdzie mam iść. Zegarem ma funkcję namierzania, więc prędzej czy później mnie znajdą. Ale... mam wrażenie, że Ty nie chcesz być odnaleziony? Jeśli ze mną zostaniesz pozostanie w ukryciu może być trudniejsze niż sądzisz.
W krótkim czasie przeszła z trybu pięciolatki, przez nastolatkę, aż na doświadczonej przez życie kobiecie kończąc. Kim była Pepa? Dlaczego tak bardzo próbowali ją porwać? Czy chodziło o jej zdolność leczenia innych, czy może miała coś jeszcze w sobie? Czy Lindow na pewno dobrze robił pomagając jej?

Awatar użytkownika
Heinreich
O no i jakiś plan. Wyjść w miarę bezpiecznym miejscu i nawiązać kontakt przez... zegarek. Brzmiało to jak jakiś pomysł, choć czemu w zegarku miała komunikator? Nie lepiej było jej dać jakiegoś smartfona? Chciała jakoś ukryć to, że może się z kimś skomunikować? Może... może była szpiegiem? Szpieg Pepa z patentem na wypiekanie ciasteczek! Hmm... jakoś to brzmiało, nawet jeśli komicznie.
- Spytamy się Bobby'iego wieczorem tak jak się z nim umówiliśmy. A teraz chodźmy. Znajdziemy miejsce gdzie jest sygnał. - Powiedział po czym kucnął odwrócony do niej plecami i czekał, aż ta wskoczy mu na nie. Zamysł był by wyprowadził ją stąd w taki sam sposób w jaki się tu dostała. Tak było najszybciej i najbezpieczniej, jednak wtedy gdy ją niósł miał wrażenie, że ma do czynienia z dzieckiem. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, bo Pepa jak dziecko się już raczej nie zachowywała... prędzej jak taka mądralska nastolatka. A takim traktowanie jak dzieci mogło ubliżyć.
Odwrócił się do niej i spojrzał się na nią z zapytaniem. Bo nie wiedział czy ma już iść przed siebie i uważać, by ta nie spadła bóg wie gdzie czy może jednak wskoczy mu na plecy, by mógł zacząć pędzić przed siebie.

Awatar użytkownika
Dahlien
Pepie nie pozostało nic innego jak wejść na plecy Lindowa i dać mu się zanieść tam, gdzie chłopak uznał za stosowne. Postanowiła mu zaufać. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Objęła go rączkami by nie spaść przylgnąwszy do pleców mutanta. A potem w bezpiecznym miejscu z zasięgiem spróbuje skontaktować się z Sigmą.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość