Rozdział 1 - Niespodziewany gość

Sesja-retrospekcja, która przenosi nas do mroźnej Norski roku 726 EAs, aby opowiedzieć przebieg i kulisy wydarzenia zwanego "Sejmikiem Kruków"
ODPOWIEDZ
Halom
5. Orkann, 726. EAs, Ranek
Motyw muzyczny:
Spoiler:
Arodean nie mógł się poruszyć. Stał niczym sparaliżowany zaklęciem. Chciał zrobić krok, ale nogi go nie słuchały. Chciał unieść rękę, ale nie miał w niej czucia.
Usłyszał tętent kopyt. Z mroku wyłonił się niewielki oddział konnych jeźdźców. Przejechali nie dalej jak trzydzieści kroków od niego, jednak żaden nie zwrócił na niego uwagi. Chciał wezwać pomocy, ale nie mógł wydobyć głosu. Zamykający kawalkadę jeździec zatrzymał się. Dosiadał śnieżnobiałego konia, w ręku dzierżył łuk, zaś do siodła miał przytroczony miecz. Miecz czarny jak mrok. I choć okryty był szczelnie peleryną, a głowę miał schowaną pod kapturem, Arodean wiedział, kim był. Zmartwiał. Bał się tego spotkania.
– Halom, nie zatrzymuj się! – Krzyknął ktoś z czoła kolumny.
Mężczyzna zignorował wołanie, miast tego odwrócił się w stronę elfa i przewiercił go spojrzeniem skrytych w cieniu kaptura oczu.
– Zdradziłeś mnie – powiedział z wysokości siodła. – Twoja zdrada kosztowała mnie życie. Musisz oddać mi swoje.
Arodean chciał wytłumaczyć, że to był wypadek, że wcale nie chciał.
Nie mógł.
Jeździec nałożył strzałę na cięciwę i naciągnął łuk.
– Życie za życie. Giń.
Podmuch wiatru rozwiał jego pelerynę i zsunął z głowy kaptur, ukazując trupią czaszkę.
– Giń, zdrajco.
Grot strzały rozbłysł najjaśniejszym światłem, jakie Arodean kiedykolwiek widział. Światło życia. Życie za życie. Poczuł strach, jakiego dotąd nie znał.
– Nieee!
Arodean otworzył oczy, zbudzony swoim własnym krzykiem. Znikł mrok, znikło uczucie bezsiły, zniknęli jeźdźcy. Rozpoznał surowe ściany swojej komnaty. Był w Yu'rrikgardzie, cały, zdrów i bezpieczny. Leżał w bezruchu i uspokajał oddech, wciąż jeszcze przyspieszony po sennym koszmarze.
Co „nieee”? – Usłyszał w swojej głowie zgryźliwy głos Sevaanu. – Co ci się śniło?

Denadareth
5. Orkann, 726. EAs, Ranek
Karta postaci:
Arodean Sevaanu
Arodean odetchnął głęboko, uspokajając oddech. Uniósł rękę. Drżała tylko odrobinę i zaraz się uspokoiła.
- Tak, zły sen - westchnął, wstając z łóżka. - Halom oskarżający mnie o zdradę, która spowodowała jego śmierć. A potem strzelający do mnie z łuku.
- Absurd! - prychnął z pogardą Sevaanu. - Jakby ten zdrajca mógł komukolwiek zarzucać zdradę.
- Tak, absurd, ale z innych powodów. Głównie dlatego, że nie mam pojęcia, że nie żyje, a jeśli nawet nie, to jego decyzją było rozdzielenie się. - Mentalny głos Arodeana stał się nagle zimny i nieprzyjeny. - Oczywiście, gdyby nie przeklęte zabobony tych przesądnych Norsemanów, to już dawno bym to wiedział.
Od czasu wpadnięcia w zasadzkę i tortur łatwiej tracił panowanie nad nerwami. Nie była to kwestia samego bólu, w trakcie wielu, wielu dekad swojego życia zdarzało mu się cierpieć o wiele bardziej. Bardziej wynikało to z poczucia bezsilności. Mówiąc krótko, nosiło go, by poczęstować kogoś błyskawicą.
W końcu się uspokoił. Nie sądził, że ten sen będzie miał na niego taki wpływ. Nie znał Haloma długo i nie rozstali się w najlepszych relacjach. Nie mógł też powiedzieć, że go lubił, w przeciwieństwie do na przykład Asenny i Irael, które znał jeszcze krócej. Mimo to, czułby się lepiej, gdyby przynajmniej wiedział, czy młody strażnik żyje.
- Ciekawe czy z tym, że je bardziej lubiłeś ma coś wspólnego fakt, że są ładnymi kobietami - wtrącił Sevaanu, świadom co głośniejszych myśli maga.
- I kto to mówi - uśmiechnął się Arodean. - Mam ci przypomnieć Darthę?
Ale uwaga Sevaanu pomogła elfowi odzyskać nieco humoru. Ubrał się i opuścił komnatę.
Veni, rescripsi, discessi

Halom
5. Orkann, 726. EAs, Ranek
Wychodząc, przypomniał sobie wczorajszą rozmowę z Laeorickiem. Rozmowę, która miała tyle wyjaśnić, a przyniosła więcej pytań niż odpowiedzi. Gdzie jest Blyf? Co się stało z Halomem? Jak on sam znalazł się w Yu'rrikgardzie? I na czyim koniu? Wraz z Laeorickiem mieli po śniadaniu udać się do stajni, aby rozstrzygnąć, czy nordyjczyk, na którego grzbiecie elf przybył przed czterema dniami nieprzytomny do stolicy to ten sam, którego dosiadał wcześniej Halom. Najstarszy z Kruków dał jasno do zrozumienia, że w całym swym długim życiu widział wierzchowca tej rasy zaledwie kilka razy, ale w Yu'rrikgardzie tylko raz – właśnie wtedy, gdy był tu młody strażnik.
– Wszystko w porządku, panie?
Arodean wrócił do rzeczywistości i obrzucił przenikliwym spojrzeniem stojącą przed nim postać. Postać ubrana była w skromną, acz zadbaną tunikę, miała piękne sięgające łopatek kręcone blond włosy i brodę splecioną w dwa warkoczyki.
– Usłyszałem krzyk – dodał służący.

Denadareth
5. Orkann, 726. EAs, Ranek
Karta postaci:
Arodean Sevaanu
- Krzyk? - zapytał. - Ja nic nie słyszałem.
- On chyba sugeruje, że to ty krzyczałeś - wtrącił się, jak zawsze pomocny, Sevaanu.
- Ach, racja - Arodean spojrzał na służącego. - Przepraszam, koszmar. Kim jesteś?
Zaraz pożałował swoich słów. Jeszcze tego by brakowało, by ceniący siłę Norsemani mieliby sobie go pokazywać jako "tego dziwnego elfa, który krzyczy w nocy". Mierzył się z istotami i zagrożeniami, o których się nie śniło ich zaściankowym umysłom i wychodził z tego bez szwanku, a tu raptem parę minut tortur i wspomnienie tego zdrajcy, Haloma, i ma koszmary? Cóż, nie robił się młodszy, ale sądził, że ma jeszcze przed sobą parę dekad podróży... i przygód.
- Miałem zjeść śniadanie z Laeorickiem - powiedział. - Czy mógłbyś mi wskazać, gdzie mam się udać? Ciągle nie do końca orientuję się w tym grodzie.
Nagle tknęło go inna myśl. Wspomnienie tej pustki, kiedy... nie, wolał o tym nie myśleć. Zamiast tego uniósł ręce i spróbował przywołać płomień.
Veni, rescripsi, discessi

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość