Dzień próby

W Klasztorze Sorrena adepci szykują się do prób.
ODPOWIEDZ
Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Na korytarzu rozległ się odgłos kroków. Rozbrzmiewał w porannej ciszy niby rozpoczynający medytację gong. Adepci, którzy przebywali w klasztorze od dłuższego czasu, z łatwością rozpoznali charakterystyczny chód Kamiennego Wzroku. Ślepy nauczyciel pomagał sobie laską, dlatego obok dźwięku kroków dało się wychwycić także charakterystyczny stukot drewna o posadzkę.

Yarin oraz jego kompan z celi, mężczyzna imieniem Miro, nie spali. Po wczorajszej wieczerzy Kamienny Wzrok oznajmił, że dziś czekać ich będzie pierwsza próba. Choć zasugerował, by dobrze wypoczęli, emocje zbudziły ich jeszcze przed świtem.

Miro siedział po turecku na swojej pryczy. Jeszcze chwilę temu próbował medytować z przymkniętymi oczami, jednak na dźwięk kroków wzdrygnął się gwałtownie i wbił przejęte spojrzenie w Yarina. Miro był młodym chłopakiem - do klasztoru trafił przed dwoma laty, gdy jego wieś spłonęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Przeżył jako jedyny. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, a jednocześnie czując silną więź z ogniem, skierował swoje kroki ku sorrenitom.

Yarin zdążył go poznać jako gadatliwego, narwanego młodzieńca, któremu często brakowało wyczucia, kiedy powinien się zamknąć. Bywało, że irytował niewyparzonym językiem, ale jego pogoda ducha i niegasnący entuzjazm nie pozwalały go nie lubić.

Szczęknął zamek w drzwiach sąsiedniej celi. Najwyraźniej Yarin i Miro nie byli jedynymi, którzy mieli przystąpić do próby.

- Ciekawe, co to będzie. Boisz się? - zapytał szeptem Miro.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
„Nareszcie” – pomyślał Yarin.

W ostatnich miesiącach wszystko sprowadzało się do tego dnia, dnia próby. Krasnolud był już nieco zmęczony klasztornymi ścianami – tęsknił za otwartą przestrzenią, smaganiem wiatru po brodzie, a czasami, kiedy płomienie w celi gasły, za zapachem krwi.

Ktoś, kto całe życie żył z zabijania, nie wyzbędzie się tego uczucia chyba już nigdy.

Yarin doskonale poznawał zbliżającego się kapłana. Kamienny Wzrok spędził z adeptem sporo czasu, ucząc go wielu nowych, i czasami naprawdę ciekawych rzeczy. Pomimo wszystko czuł, że to jego nowa droga, która nada sens i cel jego życiu. Poznał wielu podobnych do siebie i zarazem tak różnych. Każdy z adeptów miał swoją historią i motywacje, aby znaleźć się pod opieką Sorrenitów i każdy był traktowany równo. I to się podobało Yarinowi.

- Gdybym się nie bał, oznaczałyby to, że jestem idiotą. A uwierz, Miro – krasnolud wbił wzrok w nieco wystraszonego chłopaka – nie uważam się za idiotę.

Nieznaczne pocieranie dłonią o udo świadczyło tym, że towarzysz celi chłopaka nie kłamał.
- Musimy wykorzystać to, czego się nauczyliśmy i powinniśmy poradzić sobie sami – rzekł pewnie Yarin. Wstał i podszedł do drzwi. Nasłuchiwał.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Yarin słuchał. Jego uszu dobiegły najpierw przytłumione głosy, a chwilę potem na korytarzu znów rozległy się kroki. Tym razem idących było więcej.

- Dokąd idziemy?
- Milcz.

Drugi głos należał do Kamiennego Wzroku, a jego siłę spotęgowało mocniejsze uderzenie laski o posadzkę. Osobę, która wypowiedziała pytanie, Yarin także rozpoznał bez trudu.

Bliz. Bogacz z Nimnaros, który wstąpił do klasztoru chyba tylko po to, aby zatruwać Yarinowi życie. Egzaltowany panicz, błyskotliwy prostak, wrzód na dupie. Inteligentny na tyle, że nigdy nie dał się przyłapać starszyźnie klasztoru. Głupi na tyle, żeby zrobić sobie w Yarinie wroga.

Kroki zbliżyły się do celi krasnoluda i człowieka, po czym minęły ją. Idący nawet nie zwolnili.

- Też się boję - odezwał się Miro za plecami Yarina. Siedział na pryczy, obejmując rękoma podkulone nogi. Wbijał w krasnoluda skupione spojrzenie. - Co, jeśli ich nie przejdę? Umrę? Nikt nie mówił, co się dzieje z tymi, którzy nie podołają. A może nas wyrzucą? Ja nie mam dokąd wrócić, Yarin. Dziś śnił mi się pożar. Ten, który strawił moją wioskę.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
Bliz. Typowy mieszczuch. Krasnolud słyszał o takich, i to nie raz. Ładna buźka, cwaniactwo na ustach i do tego z zapleczem materialnym stara się nadrabiać różne braki. A ten typ mocno dał się zajść za twardą skórę byłego najemnika. I do tego miał tendencję dokuczania innym. W tym Miro. Jedna, krótka rozmowa i Bliz omijał Yarina szerokim łukiem, ale zawsze jego małe oczka spoglądały na niego wyzywająco: czy to na porannych medytacjach, przy obiedzie, czy ćwiczeniach.

- A, to tylko ten dupek, Bliz – szepnął Yarin do towarzysza. – Chyba w końcu go wypieprzą stąd, i dobrze – odwrócił się.

Chłopak siedział na pryczy, przestraszony. Krasnolud nie dawał mu zbyt wielkich nadziei na przejście prób. Miro był nieinwazyjny, czasem irytujący, ale Yarin nie raz miał o wiele gorszych towarzyszy. Lubił chłopaka, ale nie chciał brać na barki odpowiedzialności za niego, bo i dlaczego? Nie uważał, by był przydatny w boju, poza murami – pewnie byłby jedynie ciężarem i hamulcem.

- To twoje demony, chłopcze – odpowiedział spokojnie Yarin. Jego ręka kierowała się do ramienia chłopaka, ale w połowie drogi cofnął ją. – Walcz z nimi, a będziesz silniejszy. To popieprzony świat i słabi w nim nie przetrwają samemu.

Po chwili ciszy usiadł obok niego.

- Wierzę, że sobie poradzisz – skłamał mu prosto w oczy.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Miro wyprostował się na łóżku, opuścił stopy na ziemię. Przez chwilę patrzył na Yarina w ciszy, jak gdyby próbował doszukać się w twarzy krasnoluda potwierdzenia, wiary w jego możliwości. I albo Yarin był wyśmienitym kłamcą, albo Miro bardzo potrzebował tego zapewnienia, bo w końcu uśmiechnął się promieniście.

- Masz rację, Yarin. Spalę te demony i zatańczę na ich popiołach. - Poklepał się po chudych udach. - Dziękuję - dodał po chwili.

Znów zapadła cisza. Mężczyźni wiedzieli, że próby w klasztorze odbywają się corocznie, o ile tylko stojący na czele społeczności Tlący wytypują adeptów godnych przystąpienia do ceremonii. Bywały lata, kiedy nie trafił się nikt taki. Bywały - i jak widać, miał to być także ten rok - lata bardziej obfite w obiecujących akolitów. Yarin i Miro podejrzewali, że nie są jedynymi, którzy stawią dziś czoła chrztowi w ogniu.

- Masz jeszcze trochę smoczego ziela? - zapytał Miro. - Ja wypaliłem wszystko wieczorem. Nie mogłem spać.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
- Drobiazg – odburknął krasnolud.

Yarin odetchnął w duchu, ale tylko dlatego, że zapewne na jakiś czas nie będzie słuchać, jak to komuś ciężko. Nigdy tego nie lubił. Chociaż potrafił się koncentrować, kiedy zachodziła taka potrzeba, to jednak słowa wypowiadane przez chłopaka nieco go irytowały.

Oczywiście nie dał tego po sobie poznać: „Kryj swoje emocje tak długo, jak potrafisz. Blefuj lub milcz” – tak go niegdyś uczono, kiedy stawiał pierwsze kroki jako najemnik. I takie nastawienie często przynosiło mu korzyści.

- Zbyt dużo ziela na raz ci zaszkodzi, chłopcze – odpowiedział. – Mam, ale zostawię je dla siebie. Dobrze wiesz, że to, co dostajemy, powinniśmy dawkować. To też nauka kapłańska, Miro.

Yarin zaczął odczuwać coś, czego nie lubił. Nerwy. Dopiero co kiełkowały w zakamarkach jego trzewi, ale on wiedział, że się nasilą.

- Szlak – syknął do siebie, cicho.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Miro pokręcił głową. Wstał gwałtownie, a potem energicznie podszedł do pryczy Yarina.

- Mam, ale zostawię dla siebie - powtórzył, oburzony. - Czyż Sorren nie uczy, by opiekować się tymi, którzy poproszą o opiekę?

Zanim Yarin zdołał się zorientować, co się dzieje, chłopak klęknął i sięgnął pod łóżko krasnoluda, by wyjąć stamtąd kilka tobołków i zawiniątek. Posłał Yarinowi spojrzenie, w którym determinacja mieszała się z zażenowaniem i rozpiął pierwszą torbę z brzegu. Bezceremonialnie zaczął przetrząsać zawartość w poszukiwaniu woreczka z zielem.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
Krasnolud przewrócił oczami, kiedy usłyszał, jak chłopak zaczyna szperać w jego rzeczach. Pamięta sytuację, kiedy poprzedni towarzysz celi Yarina zachował się podobnie. Też chciał ukraść jego własność, ale nie tak obsesyjnie i bezczelnie, czyli patrząc prosto w oczy.

Tamten mężczyzna został przeniesiony na inne skrzydło, oficjalnie z powodu choroby zakaźnej, ale wszyscy wiedzieli, że chodziło o… jego bezpieczeństwo. Zanim tam zamieszkał, spędził kilkanaście dni w skrzydle medycznym.

Yarin podniósł karę: izolacja, gorliwe modły i setki stron zapisywanych na pożółkłych pergaminach: Nie będę stosował przemocy wobec swoich braci. Przemoc, to nie rozwiązanie.

- Miro, cholera – rzucił i chciał złapać go za ramię, odciągnąć i przyszpilić do ściany. Nie chciał robić mu większej krzywdy, tylko zastraszyć, ale już teraz wiedział, że wszystkie pozytywne odczucia co do swojego towarzysza zgasły.

Domyślał się, że Miro jest albo uzależniony, albo przestraszony i kompletnie rozbity.

Cóż, to już bez znaczenia.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Yarina zaskoczyło, jak lekki był ten chłopak. Zwykle widywali się w długich, workowatych szatach, w których kazano chodzić przebywającym w klasztorze akolitom - inny strój mogli zakładać wyłącznie, gdy wychodzili na zewnątrz. W ostatnich miesiącach nie zdarzało się to nazbyt często.

Teraz krasnolud bez wysiłku odciągnął młodego mężczyznę od swoich rzeczy i przestawił go pod ścianę. Miał wrażenie, że Miro przez kilka chwil rwał się do walki, ale w końcu odetchnął głęboko i zawstydzony opuścił wzrok.

- Przepraszam. Jestem słabszy niż myślałem - mruknął. - Co najbardziej przerażającego zrobiłeś w życiu, Yarin?

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
Krasnolud był pewien, że Miro nie będzie się bronić. Był strachliwy, może nieco zagubiony, ale nie głupi. Liczne bruzdy, blizny, zmarszczki na twarzy Yarina, a zwłaszcza jego wzrok były skuteczne dla takich, jak jego towarzysz.

- Słusznie – przyjął przeprosiny. Puścił chłopaka i zaczął porządkować swoje rzeczy. Westchnął, co mogło oznaczać, że jest zmęczony albo znudzony. Sytuacja z Miro nieco go dekoncentrowała przed próbami. Kiedyś sprawę rozwiązałby od ręki i ręką, no ale…

- Gdybym ci powiedział, co strasznego robiłem, nie chciałbyś już nigdy na mnie i na świat spojrzeć. Uwierz. Musisz znaleźć siłę w Sorrenie, pomódl się czy cokolwiek i daj mi się przygotować – rzucił, odwracając się od chłopaka.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Ku zdziwieniu Yarina, Miro skinął głową, ale nie odezwał się ani słowem. Wygładził szatę w miejscu, w którym chwilę temu zacisnęła się dłoń krasnoluda i - mijając szerokim łukiem rzeczy kompana z celi - podszedł do swojej pryczy. Nie położył się jednak na niej, jak to miał w zwyczaju, by z łydką jednej nogi opartej o zgięte kolano drugiej i rękoma spleconymi za głową gapić się w spękany sufit.

Zamiast tego uklęknął, wyprostował kręgosłup i wsparł zaciśnięte w pięści dłonie na biodrach. Wziął głęboki wdech, przymknął powieki i powoli wypuścił powietrze. Był to prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy Yarin widział, żeby mężczyzna z własnej woli zdecydował się medytować - zwykle robił to wyłącznie podczas codziennej ceremonii Rozpalania Ognia, kiedy wszyscy adepci i kapłani zbierali się w głównej sali klasztoru na pół godziny przed śniadaniem, by wspólnie oddać część Sorrenowi.

Choć przez chwilę Yarin mógł delektować się ciszą i spokojem. Nikt nie zawracał mu głowy, gdy porządkował swoje rzeczy, porozrzucane byle jak po podłodze. Wzrok krasnoluda padł na zawiniątko ze smoczym zielem, schowane wraz z fajką w skórzanym woreczku. Nawet tak skrzętnie schowane, ziele pachniało charakterystyczną, słodkawą wonią. A może krasnoludowi tylko się zdawało, że czuje ten zapach?

Rozmyślania Yarina przerwał dźwięk kroków na korytarzu. Znów ten charakterystyczny chód, któremu towarzyszył stukot laski o podłogę. Kamienny Wzrok po chwili zatrzymał się po drugiej stronie drzwi. Zabrzęczały klucze - Yarin zawsze podziwiał zdolność ślepca do zachowywania się niemal jak widzący, a umiejętność dopasowania odpowiedniego klucza do celi była tylko jednym z tego elementów - i zgrzytnął zamek. Chwilę potem ciężkie drewniane drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem zawiasów. Z korytarza wpadło do pomieszczenia nieco chłodnego powietrza.

Kamienny Wzrok nie potrzebował światła, by przemieszczać się po podziemnych korytarzach. W ręku trzymał jednak zgaszoną pochodnię, zabraną najpewniej na użytek adeptów. Spojrzenie wbijał gdzieś ponad głową klęczącego wciąż Miro.

Nikt się nie odzywał. Yarin nauczył się już, że lepiej milczeć, dopóki Kamienny Wzrok samemu się nie odezwie. Krasnolud podejrzewał, że jego opiekun poświęca pierwsze chwile, by usłyszeć oddechy lub wyczuć ciepło ciał. Wystarczył bowiem moment, by zorientował się, gdzie znajdują się obecni w pomieszczeniu.

- Jesteście obaj - powiedział, nie poruszając oczami. - Wspaniale. Chodźcie za mną, wasz dzień próby właśnie się rozpoczyna.

Ostatnie zdanie zawisło w powietrzu na dłużej. Rozbrzmiewało w głowie Yarina, jeszcze gdy sięgał po podawaną mu przez kapłana pochodnię. Słyszał je, gdy zapalał płomień i wychodził na ciemny korytarz. Powtarzał je w myślach, gdy mijali prowadzące do schodów na górę drzwi i nie przeszli przez nie, zamiast tego idąc dalej podziemnym tunelem, do części klasztoru, do której adepci nie byli nigdy dopuszczani.

Tunel zaczął schodzić jeszcze nieco w dół. W nozdrza krasnoluda uderzył zapach... dymu? Wędzenia?

Kamienny Wzrok skręcił w lewo, przeszedł jeszcze kilkanaście metrów i zatrzymał się przed masywnymi drzwiami u końca korytarza. Gdy Yarin zbliżył się z pochodnią, dostrzegł wypalony w drewnie symbol płomienia.

Znów brzdęknęły klucze, zgrzytnął zamek, skrzypnęły zawiasy.

I nagle zrobiło się jasno.

Weszli do okrągłej sali, pośrodku której płonął ogień, sięgający mniej dwóch metrów. Samo pomieszczenie było niewiele wyższe, płomień więc niemal lizał sufit, przywodząc na myśl gorejącą kolumnę, podtrzymującą całą tę konstrukcję. W kinkietach na ścianach tkwiły rozpalone pochodnie.

Od centralnego płomienia, niemal po ściany, podłoga obsypana była tlącymi się węgielkami. Tylko wąski, niespełna metrowy przesmyk, pozwalał przejść salę dookoła tak, by nie stąpać po żarze.

Kamienny Wzrok odebrał pochodnię z rąk Yarina i wetknął ją w wolne miejsce na ścianie.

- Pierwsza próba wkrótce się rozpocznie. - Jego głos poniósł się echem po sali. - Usiądźcie przy Podporze Sorrena i oczyśćcie umysły. Wezwę was, gdy nadejdzie pora.

Odszedł. Yarin dostrzegł na twarzy Miro kilka kropel potu i dopiero teraz sam w pełni uświadomił sobie, jak okropnie gorąco i duszno było w tym pomieszczeniu. Potem, ku swojemu lekkiemu zaskoczeniu, zobaczył, jak mężczyzna ściąga z siebie szatę i zrzuca buty. Był nagi i blady.

- Lepiej żeby to nie zaczęło się palic, kiedy zbliżę się do ognia - wyjaśnił. - Yarin... Teraz, kiedy medytowałem w celi. Chwilę przed przyjściem Kamiennego Wzroku... Wcześniej mówiłem ci o moim śnie, o płonącej wsi. W medytacji spłynęła na mnie wizja. Też tego dotyczyła i... ja... - zająknął się, a Yarin przez chwilę poczuł obawę, że chłopak znów zacznie panikować. Miro przełknął jednak ślinę i uniósł wzrok. - Muszę podołać - zakończył stanowczo.

A potem zrobił krok na węgle. Syknął, odruchowo uniósł stopę, ale zaraz zreflektował się i postawił ją ponownie na gorącym podłożu. Krok po kroku, kołysząc się jak kaczka, zaczął zbliżać się do Podpory Sorrena.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
- No, w końcu – pomyślał krasnolud, widząc chłopaka medytującego. – Może jeszcze będą z niego ludzie.

Szybkie spojrzenie na swoje rzeczy utwierdziły go w przekonaniu, że nic nie zginęło. Kiedy ostrożnie zawijał Smocze Ziele, usłyszał charakterystyczny dźwięk. Kamienny Wzrok zbliżał się do ich celi. Po chwili drzwi się otworzyły, a Yarin ujrzał kapłana-nauczyciela w całej okazałości.

Początkowo, kilkanaście miesięcy temu ów człowiek robił na nim niemałe wrażenie, jednak ono, jak i wiele innych kwestii, spowszedniało. Krasnolud znał najemników, którzy pozbawieniu zmysłu wzroku czy słuchu, mieli wyostrzone te, które funkcjonowały. Nic specjalnego, ot adaptacja, aby przeżyć. Ale to zmieniało faktu, że ów człowiek posiadał niezwykły magnetyzm, charyzmę, która potrafiła postawić krasnoluda na baczność. Coś emanowało z tego ślepego starca na tyle, że adept mógł wykonywać jego polecenia bez mrugnięcia.

I praktycznie był pewien, że to moc Sorrenta.

Yarin stanął wyprostowany i czekał na słowa Kamiennego Wzroku. Był pewien, że czas próby właśnie się zaczął. Czuł ekscytacje, jak wtedy, kiedy razem z Cholidorem i Mulfim ruszyli na Przylepy. Proste zadanie tak się skomplikowało, że właśnie ekscytacja zwiększonym poziomem trudności wygrała z paniką.

Kiedy starzec potwierdził jego przypuszczenia, chwycił mocno pochodnię, odczuwając… dumę?

Droga nie była druga, a Yarin starał się zapamiętywać charakterystykę miejsca, w którym jeszcze nie był. Stare nawyki najemnika. Kiedy w końcu dotarli do komnaty, krasnolud skupił się na obserwacji miejsca. Domyślił się, o co chodzi. W czasie, kiedy, o dziwo, Miro przygotowywał się na swój sposób do próby, adept zaczął odczuwać przypływ sił: wysoka temperatura, duszność, specyficzny zapach – wszystko to pochodzące od ognia. Tak, Yarin czuł, że to jego powołanie.

W pierwszym momencie Yarin zignorował pomysł Miro o zdjęciu z siebie ubrań. Po chwili jednak pomyślał, że to nie takie głupie i chciał iść w jego ślady. Spojrzał na Podporę i już zaczął ściągać z siebie szatę, kiedy przypomniał mu się wykład Kamiennego Wzroku:
„Ogień trwa to, co nie zostało poddane osądowi Sorrena i wszystko, co nie służy jego mądrościom”.

Skoro ubranie służy jego wyznawcy, adeptowi, przyszłemu kapłanowi, to nie może mu się nic stać.

Wziął głęboki oddech i ruszył w stronę słupa ognia. W myślach powtarzał Trzeci Dekret Sorrenitów, a dokładniej słowa Abriela, Pierwszego Strażnika Ognia:

„Ogień to ja, a jam jest ogniem!”.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Yarin wkroczył na rozgrzane do czerwoności węgle. W pierwszej chwili poczuł silny ból, palenie. Zdołał jednak powstrzymać odruchy całego ciała, krzyczącego jednym głosem, że nie chce tu być, że trzeba się wycofać. Każdy krok w stronę Podpory Sorrena kosztował krasnoluda mnóstwo energii i determinacji. Stopy paliły. Na czoło wstąpił pot, który po chwili lał się już z twarzy Yarina strumieniami, nie przynosząc jednak kojącej ochłody. Płuca chodziły niczym kowalskie miechy, próbując dostarczyć do organizmu dość powietrza.

Yarin skupił myśli na Sorrenie, na poświęconych mu pismach i modlitwach. Z początku nie przynosiło to ulgi. Dopiero gdy zdał sobie sprawę, że jego szata faktycznie nie zajęła się ogniem, poczuł się lepiej. Zrozumiał, że wie, co robi. Że Sorren faktycznie ma w opiece to, co zostało mu powierzone.

Ta świadomość dodała mu sił. Pozwoliła wejść w trans. Ciało mimowolnie poddało się wyuczonym gestom. Krasnolud uklęknął. Węgielki pod kolanami stały się jednak niemal niezauważalnym dyskomfortem, zbyt ciepłą pierzyną w upalną noc. Przymknął oczy, jednak pod powiekami wciąż widział gorejący blask Podpory Sorrena.

Zdarzało mu się, że medytacje przynosiły obrazy, sugestie wizji, rozmyte kształty. Nigdy dotąd nie udało mu się jednak wejść w trans tak głęboko jak dziś. Nigdy dotąd obrazy nie były tak żywe. Do tej pory czytał o tym wyłącznie w zapiskach tych, którzy wcześniej niż on oddali się pod opiekę Sorrena. Dziś doświadczył tego na własnej skórze.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
Zawsze, kiedy okazywało się, że krasnolud miał rację, ten czuł się niesamowicie z tego dumny, wręcz pyszny. Służba w klasztorze Sorrenta jednak utemperowała go pod tym względem. Oddanie się Sorrentowi po raz kolejny przyniosło zamierzony skutek – ani Yarin, ani jego ubrania nie zajęły się ogniem.

Krasnolud na chwilę otworzył oczy, aby zobaczyć, jak radzi sobie jego kompan, po chwili zamknął je i skoncentrował się na próbie.

Przez kilka miesięcy medytacje w klasztorze były zmorą adepta. Nie potrafił się skoncentrować na bezruchu, oczyszczeniu myśli i uspokojeniu ciała oraz umysłu nie wspominając o wejściu w trans. Długo i ciężko nad tym pracował, jednak ten element nauki został jego kulą u nogi.

A teraz to kluczowy element jego pierwszej próby. Złośliwość, przypadek czy zamierzone działania Boga Ognia?

Udało mu się szybciej, niż zazwyczaj wejść w trans. Nie zastanawiał się długo nad tym, jak do tego doszło. W pewnym momencie dźwięki otoczenia zdawały się pochodzić jakby z samego końca długiego korytarza. Ogień, który wypełniał komnatę jedynie mętnym tłem dla tego, co zobaczył na pierwszym planie.

Niespełna dziesięcioletnia dziewczynka. Zabłocone, długie włosy. Chyba są jasne, jak kłosy zboża w samo południe. Ale nie dziś. Płacze! Tak głośno, że trzeba zatkać uszy, ale nie można się poruszyć. Jej sukienka. Dopiero teraz widać, że ma plamę na brzuchu. Zaraz, jaki to kolor? Czerwień. Powiększa się, po chwili, tuż przy twarzy obserwatora, z brzucha wyskoczyło ostrze. Przeszyło brzuch dziewczynki.

Ta czerwień, to krew. Krew niewinnej istoty z Maern.

Czy to jego ostrze? Yarin nie mógł go zidentyfikować. Niemożliwe. Przecież stał do niej przodem.

Ostrze zniknęło, dziewczynka upadła. I w końcu objawiła się postać mordercy. Skurwysyna, który z zimną krwią pozbawił niewinnej istoty życia.

Na litość… jakby patrzył w lustro. To był ON! Ubrudzony, upstrzony plamami świeżej i ciepłej krwi. I te oczy. Czerwone. Coraz bardziej hipnotyzujące.

Momentalnie rozbłysły, jakby ktoś miotał kulami ognia.

Yarin się ocknął. Kolana go paliły. Dusił się.

A z jego oczu popłynęła łza.

Zapewne od duszącego dymu…

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Gdy Yarin otworzył oczy, dostrzegł, jak nagi Miro leży na gorących węglach, targany drgawkami. Jego ciało trzęsło się w niekontrolowanych spazmach. W pewnym momencie wygięło się w pałąk, tak że tylko stopy i łopatki młodego mężczyzny dotykały ziemi. Wtedy Miro krzyknął, a w tym okrzyku wybrzmiewały ból i trwoga. Zamrugał kilka razy, dzięki czemu Yarin mógł dostrzec białka jego wywróconych oczu, które w świetle komnaty zdawały się czerwone.

Do tej pory krasnolud nie widział, by medytacja doprowadziła kogokolwiek do takiego stanu. Rozejrzał się, ale w pomieszczeniu nie było nikogo poza ich dwójką.

Krasnolud czuł, że jeśli spróbuje, zdoła wrócić jeszcze do transu, który przerwała brutalna wiza. Świadomość, że jest o krok od czegoś więcej, kusiła i mamiła. Nie wiedział jednak, czy stan, w jakim znajdował się Miro, można uznać za bezpieczny dla zdrowia mężczyzny.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
To było zarówno przerażające, jak i niezwykłe uczucie. Tak intensywną wizję przeżył pierwszy raz. Był pewien, że to zasługa boskości ognia Sorrenta.

Wspomnienie z Maern stało mu przed oczami nawet wtedy, kiedy wybudził się z wizji. Oddychał ciężko, ale zaczął łapać rytm, a jego klatka unosiła się i opadała coraz spokojniej. Jako że trans nieco zbił go z równowagi, wstał i rozejrzał się dookoła, starając się zorientować w otoczeniu.

Miro.

Na pierwszy rzut oka zdawał się by pochłonięty wizją, jednak po chwili krasnolud dostrzegł szczegóły. Pamiętał z nauk znaki, które mogły świadczyć o niekontrolowanym i niebezpiecznym transie, który mógł zakończyć się tragicznie.

Cóż, wiara w Sorrenta nie była usłana różami.

Po chwili poczuł, że jest w stanie ponownie zatracić się w wizji. Swojej wizji. Jednocześnie instynkt podpowiadał mu, że chłopakowi należy pomóc.

„A może pomoc potrzebującemu, to właśnie TA próba?”

„A co, jeśli Miro jest słaby albo na tyle silny, że nie potrzebuje pomocy? Może ja się mylę?”

„A jeśli ponowna wizja jest kluczem do przejścia próby?”


Myśli przenikały jego głowę. Wiedział, że musi podjąć decyzję.

Wziął głęboki oddech i ruszył w stronę chłopaka.

Nie zamierzał go wybudzać. Chciał go przenieść bliżej Podpory.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Miro dygotał. Jego ciało było sztywne i zaskakująco ciężkie jak na tak chudego mężczyznę - czyżby Yarin odczuwał także brzemię wizji, jaka właśnie musiała rozgrywać się pod powiekami jego kompana z celi?

Krasnolud dźwignął mężczyznę i poczuł, jak gorące węgle boleśnie wbijają mu się w stopy. Teraz, gdy odrzucił medytację na rzecz pomocy, zdecydowanie mocniej odczuwał panujący wokół gorąc. A przecież chciał podejść jeszcze bliżej Podpory.

Z każdym krokiem czuł jednak, że podjął słuszną decyzję. Miro uspokajał się na jego rękach. Wciąż pozostawał w głębokim transie, jednak dreszcze ustały, zamiast nich nadszedł spokojny oddech. Yarin, który walczył o każdy haust powietrza, nieco zazdrościł chłopakowi tego ostatniego.

Wtem coś dostrzegł. Nie, niemożliwe. Spojrzał jescze raz. Ogień Podpory Sorrena wpatrywał się w niego twarzą Kamiennego Wzroku.

- Dlaczego to zrobiłeś? - głos mistrza ominął uszy i rozbrzmiał bezpośrednio w głowie krasnoluda.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
Nawet najwyżsi kapłani nie znali efektów modłów do Sorrena. Wizja Miro musiała być na swój sposób niezwykła. Niemniej, krasnoludowi udało się przenieść ciało chłopaka bliżej gorejącego słupa. Początkowo nawet się potknął, nie będąc przygotowany na taki ciężar, jednak opanował zachwianie.

Teraz czuł żar wokół. Nie tylko w sercu. Pomyślał, że jest to związane z przerwaniem więzi z Sorrenem, która wytworzyła się poprzez modły, w trakcie wizji. Dodatkowo odczuwał palący ogień pod stopami. Było to niekomfortowe, jednak Yarin nieraz musiał stąpać po różnym podłożu, dzięki czemu jego stopy uodporniły się, stwardniały.

Instynkt podpowiadał mu, że powinien szukać drogi ucieczki ze środowiska, które zaczęło być przeciwko niemu. Tak to rozumiał. Organizm przestał opierać się duchocie, płuca zaczęły funkcjonować tak, jak powinny. Yarin miał wrażenie, że jeszcze kilka chwil, a zacznie się dusić.

Mimowolnie rzucił okiem raz jeszcze na komnatę, szukając jakiegoś punktu wyjścia. Rozglądając się, jego wzrok spoczął na Podporze. Czy to możliwe? Czy nie ma omamów, halucynacji?

Twarz Kamiennego Wzroku ukazała mu się w całej okazałości tak, jakby stał przed nim podczas indywidualnych nauk. Miał wrażenie, że między jego obliczem a wszechobecnym ogniem istniała niewytłumaczalna bariera, a z drugiej strony, ogień był zespojony razem z nią.

- Musiałem podjąć decyzję – odpowiedział, ciężko łapiąc powietrze. – Instynkt podpowiedział, że powinienem ratować chłopaka, chociaż nie wiem, czy potrzebował pomocy.

Przerwał na chwilę, spoglądając na reakcję mistrza, po czym dodał:

- Czułem Sorrena. Był ze mną podczas wizji. Były one… – uciął i westchnął – intensywne. Zrzuciłem to z siebie, świadomie. Po niego – spojrzał na chłopaka, którego nadal trzymał na rękach.
Ostatnio zmieniony 26 sie 2022, 12:06 przez Yarin, łącznie zmieniany 1 raz.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Twarz zniknęła. Była tam naprawdę, czy stanowiła zaledwie wywołany niedotlenieniem omam? Gorejący słup znów był niczym więcej niż źródłem nieznośnego gorąca.

Rozglądając się po komnacie, Yarin dostrzegł, że drzwi drugiej stronie są otwarte - najprawdopodobniej to za nimi zniknął jego mentor, gdy rozpoczęły się próby.

Zza wrót biła nieprzenikniona ciemność. Cokolwiek tam było, nie buchało żarem.

Krasnolud poczuł szarpnięcie. To Miro ocknął się z wizji i chyba próbował rozeznać się w sytuacji. Był nagi, na rękach kompana. W jego oczach zdezorientowanie mieszało się z zakłopotaniem.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
„Czy to koniec pierwszej próby?”

Ta myśl przeszyła powietrze wokół dokładnie chwile po tym, jak wypowiedział ostatnie słowa, a Kamienna Twarz zniknął.
Już nie odczuwał takiego gorąco, co jeszcze bardziej przekonywało go do tego, że albo zaliczył próbę, albo nie. Był pewien, że się skończyła.

Ciało Miro zdawało się być teraz lżejsze. Krasnolud dostrzegł wzrok chłopaka, postawił na ziemię i rzucił:
- Ubierz się, chłopcze. I idź tam – wskazał na otwarte drzwi.

Nie czekając na niego, ani na jego odpowiedź, krasnolud ruszył w stronę wyjścia. Uznał, że i tak pomógł chłopakowi. teraz ten musi udowodnić, że jest w stanie samemu podołać kolejnym próbom.

I chociaż doskonale wiedział, że ogień, w każdej postaci, będzie jego żywiołem, będzie z nim spojone, to odczuwał ulgę, wychodząc z tej komnaty.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Ulga była wręcz namacalna - spersonalizowała się w uderzeniu chłodu w twarz, w rześkim powietrzu, w przyjemnym półmroku. Yarin przekroczył próg komnaty z uczuciem towarzyszącym powrotowi do domu z dalekiej podróży. Człowiek wie wtedy, co przeżył, bez wątpienia było istotne i pozostanie z nim na długo, ale nie ma to jak wygodny fotel.

Gdy wzrok krasnoluda przyzwyczaił się nieco do ciemności, zaczął rozpoznawać kształty. Komnata była stosunkowo niewielka, a na przeciwległej ścianie znajdowały się kolejne drzwi - były zamknięte. Na środku komnaty Yarin dostrzegł coś co w pierwszej chwili wziął za skrzynię, jednak z bliska okazało się... trumną. Drewnianą, okutą trumną.

Na wieku ułożono klucz i list.

Wewnątrz znajdziecie rzeczy, które możecie uznać za przydatne. Wybierzcie mądrze, bowiem każdy z was może sięgnąć po wyłącznie jeden z przedmiotów.

To także ostatnia szansa, by zrezygnować. Po wybraniu przedmiotu, wciąż pozostanie przed wami decyzja, które drzwi wybrać. Iść dalej, czy zawrócić. Jeśli zawrócicie, nikt nie będzie was ścigał. Nie wolno wam jedynie dzielić się z kimkolwiek tym, co wydarzyło się podczas Prób. Jeśli pójdziecie dalej, być może Sorren będzie miał Was w swojej opiece.


Brakowało podpisu, Yarin zaś nie był w stanie rozpoznać charakteru pisma.

Był za to w stanie poczuć, że ktoś zbliża się do niego od tyłu.

- Pomogłeś mi... - usłyszał głos Miro. - Dlaczego to zrobiłeś? - Mężczyzna znów miał na sobie szatę. Chłodne powietrze musiało podziałać zbawiennie także na niego, ponieważ wyglądał już dużo lepiej.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
- Ciekawe – wyszeptał do siebie krasnolud, kiedy przekroczył próg kolejnej komnaty. Zlustrował je dokładnie, aby ocenić sytuację związaną z ewentualnym wyjściem, czy innymi elementami, które mogłoby być istotne.

Nowe otoczenie przypomniało mu kąpiele w rzekach czy jeziorach, kiedy po wielodniowym pościgu lub ucieczce i morderczej walce mógł orzeźwić ciało. Nieoceniony stan.

Jego uwagę od razu przykuła trumna oraz to, co na niej leżało. Dokładnie przeczytał wiadomość, obejrzał notatkę z każdej strony, nawet spoglądając na nią pod światło.

Każdy szczegół jest istotny, ponieważ Sorren jest nie tylko silnym i sprawiedliwym bogiem, ale i drobiazgowym” – przypomniał sobie słowa Kamiennego Wzrok z jednych z zajęć z początku jego pobytu w klasztorze.

Yarin doskonale zrozumiał zadanie i nie chciał rezygnować z dalszej podróży ku zastaniu kapłanem Sorrena. W momencie, kiedy chciał otworzyć trumnę, aby przyjrzeć się przedmiotom do wyboru, usłyszał kroki za plecami. Lata bycia najemnikiem – myśliwym i ofiarą zarazem – nauczył się rozpoznawać i identyfikować je. Wiedział, że to Miko.

Instynkt podpowiedział mu, aby zabrać klucz i go schować.

Odwrócił się do chłopaka, kiedy ten się do niego odezwał.
- Przyczyna nie ma znaczenia, ważniejszy je efekt. Żyjesz. Masz – podał mu kartkę, patrząc mu prosto w oczy, kiedy klucz nieco uwierał go w bok, schowany w szatach.

Krasnolud pochylił się nad trumną, aby ją otworzyć.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Podczas gdy Miro zajęty był czytaniem listu, Yarin uniósł wieko. Choć może nadałoby to scenie powagi, zawiasy nie skrzypnęły - były dobrze naoliwione.

W trumnie, zgodnie z instrukcjami z listu, znajdowało się kilka przedmiotów. Krasnolud dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przez cały czas gdzieś na granicy podświadomości kołatała mu myśl, że skoro to trumna, w środku może być także ciało. Na szczęście - nie było go.

Zamiast tego na wyłożonym materiałem dnie krasnolud spostrzegł przepastny wór wypełniony złotem, znacznie mniejszy worek z wyszytą podobizną smoka, w jakich Sorrenici przechowywali Smocze Ziele, sztylet o ostrzu opatrzonym glifami, których Yarin nie był w stanie rozpoznać oraz dziwną konstrukcję. Ta ostatnia przywodziła na myśl ozdobę, którą widział niegdyś w gabinecie jednego ze swoich zleceniodawców - pięć metalowych kulek mniejszych od jajka, zawieszonych na przytwierdzonych do poprzecznej deseczki w taki sposób, że stykały się ze sobą. Gdy wprawić w ruch jedną, uderzała w pozostałe, odrzucając ostatnią w szeregu. Kiedy tamta wracała, znów poruszała się pierwsza - i tak przez dłuższy czas. Różnica polegała na tym, że na kulkach z urządzenia w trumnie ktoś misternie wygrawerował płomienie.

Miro skończył czytać i stanął koło krasnoluda.

- Trumna. Oznacza chyba, że czegokolwiek nie zrobimy, nasze dotychczasowe życie się skończy. - Oniemiał, gdy spostrzegł, co jest w środku. - O matko! Myślisz, że możemy je obejrzeć? Może wzięcie czegoś w rękę oznacza już wybór?

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
Trumny nigdy nie zawierały czegoś, co nie było obarczone ryzykiem. Nie takie, z którymi Yarin miał do czynienia. Tym razem, zdawałoby się, że jest inaczej.

W środku trumny znajdowało się kilka przedmiotów, które, według zasad spisanych w notatce, można było wziąć jeden i ruszyć do kolejnych drzwi. Z czterech przedmiotów krasnolud automatycznie odrzucił dwa: worek złota i Smocze Ziele.

Ten pierwszy przedmiot zdawał mu się zbędny podczas próby. Oczywiście, za złoto mógł mieć wszystko, ale był pewien, że nie w tym momencie. Natomiast Smocze Ziele, które było nieodzownym wyposażenie adeptów i kapłanów Sorrena, nie było mu potrzebne. Na szczęście zabrał je ze sobą, ze swojej celi.

Pozostał sztylet i dziwna… zabawka? Artefakt? Konstrukt wynalazcy?

Sztylet mógł być przydatny podczas walki, która również mogła być elementem kolejnych prób. Chociaż krasnolud potrafił walczyć wręcz, to ostrze na pewno się przyda. Chciał po niego sięgnąć, jednak po chwili spojrzał na tajemnicze znaki. Glify na broni były mu obce. Chociaż nie był znawcą obcych języków, mówionych i pisanych, to pamiętał opowieści o klątwach, nieszczęście i braku roztropności, kiedy to ktoś sięgnął po coś okraszone niezrozumiałym językiem.

Yarin zacisnął zęby i wziął ze skrzyni konstrukcję z kulek.

- Tak, skończy – potwierdził chłopakowi. – Teraz będziemy prawdziwym głosem Sorrena i zaczniemy nowe życie.

Nie oglądając się na Miro, ruszył ku wyjściowym drzwiom, chcą je otworzyć. Starał się wyciągnąć klucz tak, by chłopak tego nie zauważył.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
W drzwiach nie było zamka, do którego dałoby się dopasować klucz. Wystarczyło, że krasnolud nacisnął duża, metalową klamkę, a zamek odskoczył. Potężne wrota uchyliły się cicho.

Wtedy Yarin poczuł zapach Smoczego Ziela. W pierwszej chwili pomyślał, że dochodzi on zza drzwi, jednak zaraz zrozumiał, że źródło tej woni znajduje się za jego plecami i ma na imię Miro.

Chłopak stał oparty o uchyloną trumnę i z błogim wyrazem twarzy pykał nabitą fajkę. Gdy spostrzegł, że Yarin otworzył drzwi, ruszył w jego stronę.

- Wciąż mi pomagasz - stwierdził. - Czas, żebym też się wykazał.

I przeszedł przez drzwi.

Nie mogli ocenić, jak duża jest komnata. Wiedzieli jedynie, że jest zaskakująco wysoka - pod wysokim sufitem wisiał ciężki żyrandol, w którym płonęły setki świec. Ich blask był jedynym źródłem światła. Wyszukaj
Wystarczał, by nie potykać się o własne nogi.

Ważniejsze było jednak to, co na ziemi. Yarin szybko zdał sobie sprawę, że stoją przed czymś na kształt labiryntu - przed nimi ziały dwa wejścia. Ściany konstrukcji były na tyle wysokie, że żaden z ich dwójki nie zdołałby się na nie samodzielnie wspiąć.

Miro spojrzał na Yarina dobrze znanym mu wzrokiem amatora smoczego ziela, skinął mu głową i ruszył do lewego wejścia.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
No tak, krasnolud mógł się spodziewać, że dzieciak sięgnie po coś, co chciał jeszcze chwile temu ukraść. Był uzależniony od Smoczego Ziela, bez wątpienia.

Z drugiej strony ten wybór nie był wcale taki zły: specyfik jest nieodłącznym atrybutem adeptów o kapłanów Sorrena. Wyostrza zmysły, dzięki niemu łatwiej jest wyzwolić z siebie energię boga ognia i go zrozumieć, ale jest też niebezpiecznie uzależniający.

Kolejna komnata była o wiele bardziej przestrzenna zarówno pod względem wielkości, jak i atmosfery. Nigdy nie był fanem tego typu oświetlenia – te kojarzyły mu się z bogatymi cwaniaczkami, którzy takich jak n, starali się manipulować i wykorzystywać. Ciekawiej natomiast było to, co przed nim.

Labirynt.

Yarin nie lubił zagadek w żadnej z postaci. Zawsze starał się je omijać albo zrzucać na bark kogoś bardziej oblatanego w tych kwestiach. Ostatecznie po prostu używał siły. Teraz natomiast musiał podjąć decyzję, w którą stronę ruszy. Kiedy brał pod uwagę plusy i minusy każdej z dwóch dróg – a były one zupełnie bez sensu – zobaczył, jak Miro znika po lewej stronie.

- Szlak! – zaklął i ruszył za nim.

Wchodząc w wejście, pomyślał, po kiego było mu to urządzenie, które zabrał z trumny.

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Miro szedł szybko. Fajkowe ziele nie tylko wyczuliło jego zmysły, ale także najwyraźniej tchnęło w chłopaka nową motywację. Ruszył jak przecinak, nie oglądając się za siebie. Zakręcał bez namysłu, mechanicznie, jak gdyby był u siebie. Yarin musiał podbiegać, by nie zgubić chłopaka z oczu.

Szli i szli, mijając kolejne załomy i rozgałęzienia korytarza. W pewnym momencie Miro zniknął za rogiem, mniej więcej pod rozłożystym żyrandolem. Yarin przyspieszył, by nie zgubić chłopaka z oczu.

Wybiegł zza rogu i prawie wpadł na plecy Miro. Chłopak stał przed blokującą przejście ścianą, z zakłopotaniem drapiąc się po głowie.

- Cholera - mruknął. - Zgubiłem się.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
Yarin podążał za Miro. Ten nieraz znikał mu za rogiem, ale krasnolud potruchtał, aby go dogonić. Nie poruszał się zgodnie z logiką czy intuicją, po prostu jego kierunek wyznaczały wątłe plecy chłopaka.

Nie minęła chwila, kiedy adept zatrzymał się, nie chcąc taranować kompana. Nieco zdziwiony spojrzał na niego oraz za niego. Ściana.
- Widzę – odpowiedział krasnolud.

„Myśl!” – skarcił siebie w myślach.

No ale rozwiązania z typu zagadek nie przychodziły mu wcale do głowy albo były wręcz niebezpieczne i co najmniej idiotyczne.
Miro też nie sprawiał wrażenia, jakby wiedział, co ma robić.

Krasnolud mimowolnie ścisnął dłoń. Robił tak, kiedy nie wiedział, co zrobić. Zapomniał, że trzyma w niej dziwny przedmiot z trumny. Spojrzał na niego i spoglądał się kilka chwil, jakby oczekiwał, że konstrukcja nagle wskaże mu drogę. Kulki się nie poruszały.

Yarin położył konstrukcję na ziemi, na płaskiej powierzchni i… pchnął kulkę. Widział to wcześniej, kiedy jeden z kapłanów w taki sposób właśnie uruchomił tą dziwną rzecz.
- No co? – odburknął Miro, kiedy ten na niego spojrzał. – Masz lepszy pomysł?

Karv
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Yarin wpatrywał się w kulki. Przez chwilę nic się nie działo.

Nagle jednak spłynęło na niego uczucie, które towarzyszyło mu także po zapaleniu Smoczego Ziela. Ten dziwny moment, cezura pomiędzy całkowitą kontrolą nad własną świadomością, a zdaniem sobie sprawy, że specyfik zaczął działać. Teraz czuł się podobnie.

W jednej chwili z powątpieniem patrzył na mechanizm, by w drugiej zdać sobie sprawę, że jego wzrok widział tylko kulki. Wąski tunel jego spojrzenia w całości skoncentrował się na zderzających się miarowo kulkach. Korytarze, Miro, żyrandol - wszystko to zniknęło, rozmyło się, przestało interesować krasnoluda.

Nagle wyryte na kulkach symbole zapłonęły czerwienią. Zwiększyły się. Yarin znalazł się między nimi. Wpadł w nie. Krążyły wokół niego, a on wokół nich, w całkowitej ciemności.

I wtedy zobaczył... coś. Mnóstwo korytarzy, odnóg.

Grupę ludzi siedzących w kręgu, jedzących kolację w długiej podróży. Słyszał ich śmiechy i słyszał ich rozmowy.

Kobietę pochyloną nad garem z bulgocącą zupą. W tle rozlegał się płacz dziecka.

Kapłana modlącego się gorliwie w półmroku, oświetlonego jedynie blaskiem migocącej świecy.

Świecy, w której był Yarin. Dziwny stan, w którym się znajdował, pozwalał mu przeskakiwać pomiędzy płomieniami. Był w ogniskach, paleniskach i świecach. W pożogach i płonących strzałach. W pochodniach kurierów i w kowalskich piecach.

Był wszędzie tam, gdzie płonął ogień.

Awatar użytkownika
Yarin
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Yarin
Yarin słyszał o czymś, co zwało się hipnozą. Jak wspominała Kaara, elficka czarownica, z którą współpracował podczas poszukiwań Srebrnych Jaj Hoorin, nie było to związane z magią jako taką, a siłą umysłu. Można było przenieść się w inne światy, nawet w przeszłość i ze szczegółami opowiadać o różnych rzeczach. Krasnolud dużo więcej z tego nie zapamiętał ze względu na zbyt dużą ilość wlanego w siebie chmielu, kiedy Kaara o tym opowiadała przy ognisku.

Tak właśnie czuł się, kiedy wpatrywał się w uruchomiony mechanizm. To było niesamowite, ekscytujące, a zarazem takie zwyczajne. Tak, zwyczajne, chociaż niezwykłe. Yarin poczuł, że jest zespolonym z Płomieniem. Że Święty ogień Sorrena płonął w nim i był z nim Jednością. Dał się porwać gorącemu nurtowi, który przenosił go w różne miejsca.

To, co obserwował, nie było naprawdę. Yarin zdawał sobie z tego sprawę, jednak tak intensywne, jakby tam był: wyczuwał nieco przypaloną zupę, słyszał szepty modlącego się.

Nagle zdał sobie sprawę, że może być wszędzie tam, gdzie Sorren. Tam, gdzie Jego Płomień rozświetlał wszystkiemu i wszystkim drogę, wskazując ścieżki mądrości i sprawiedliwości.

Rozświetla drogę!

Yarin, będąc w stanie, w którym obserwował obcych mu ludzi, chciał przenieść się do swojego świata, a dokładnie wysoko tam, gdzie setki świec rozświetlało labirynt pod sobą.

Zaczął powtarzać jedną z modlitw do Sorrena, której efektem był skupienie się w Jego mądrości, licząc na to, że uda mu się być w płomieniach świec i stamtąd zapamiętać trasę labiryntu, aby bezpiecznie go opuścić.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość