Wskazówka - Zawalona Kopalnia

Pogromcy Dziwactw i pierwsza linia obrony Nimnaros
Bubeusz
9. Eresmes, 4. ES, Przedpołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Darg
Trzeba było przyznać, że te glizdy nawet na orku robiły wrażenie. Kiedy podpełzały bliżej, nie ukrywał już strachu, jaki nim targał.
Cholerna pochodnia...
Z wielką ulgą przyjął wiadomość, że ślimaczy stwór zjada glizdy. Poczuł się odrobinę pewniej w jego towarzystwie.
Korzystając z okazji, że stworzenie kręciło się wokół, wyczuł moment, w którym odsłoniło mu przejście i szybkim krokiem ruszył dalej. Serce waliło mu jak młotem. Niechże ta przeklęta jaskinia się już skończy.

To był pierwszy moment, w którym chłopak poczuł realne zagrożenie życia i zaczął żałować, że zdecydował się na tę przygodę.

Heinreich
9. Eresmes, 4. ES, Przedpołudnie
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Kiedy stwór akurat kręcił się bokiem by sięgnąć po następną glizdę, Darg wyczuł okazję do przejścia dalej i przeskoczył skutecznie na dalszą ścieżkę. Fosforyzujący stwór nawet nie zwrócił na niego uwagi, pałasząc sobie swój ekstra posiłek. Też glizdy popadły w lekki chaos przez chwilę nie ścigając go, więc miał chwilę nim wszystko znowu się zacznie. Gdyby nie świecący kryształ w dłoni już mógłby być martwy albo i gorzej.

Ciężko było stwierdzić jak daleko było do wyjścia z tej pieczary, jednak z całą pewnością był już bliżej niż dalej. Zarodniki przyklejały mu się do zwilgotniałego ubrania i nadal utrudniały widoczność, a materiał na jego ustach stawał się coraz cięższy do oddychania. Dodatkowo zaczęły się pojawiać nowe glizdy, kręcące się wokół wielkich grzybów. Im dłużej tu zostawał tym większe ryzyko, nawet ze źródłem światła. Kto wie czy te kamienie po jakimś czasie nie gasną.

W pewnym momencie ilość zarodników drastycznie się zmniejszyła, a Darg zauważył, że ścieżka natrafiła na miejsce kompletnie pozbawione wszelkich grzybów oraz śladów po nich. Podnóże wyglądało jak wypalony okrąg o średnicy 5 metrów i zarówno grzyby jak i glizdy w żaden sposób nie zbliżały się do środka. Na samym środku tegoż okręgu leżało w pół-zwęglone ciało jakiegoś nieszczęśnika wyglądającego na krasnoluda. Miał na sobie hełm obok leżał złamany kilof oraz jakaś torba. Krasnolud leżał brzuchem do dołu, a twarz jego była mocno przysłonięta włosami oraz ogromną brązową brodą. Całe jego plecy oraz nogi zostały spalone. Jednak najciekawszym było to, że zdawał się oddychać. Ledwo, ale wciąż.

Jako, że ścieżka którą podążał byłą blisko ściany, Ork dostrzegł, że wypalony okrąg sięga w swym obrębie ściany pieczary z której prowadzi krótki, niski tunel zasypanymi licznymi kamieniami. Wyglądało to trochę jak próba ucieczki wykopując własny tunel.

Bubeusz
9. Eresmes, 4. ES, Przedpołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Darg
Darg zapomniał na chwilę o glizdach i oślizgłych grzybach. Ostrożnie, bardzo ostrożnie zszedł do krasnoluda. Rozglądał się bacznie, szukając źródła jego tragedii.
Co go tak spaliło?

Jeśli nie było żadnego zagrożenia, ork zbliżył się do nieszczęśnika i uklęknął przy nim.
- Hej - rzekł cicho. - Żyjesz?

Heinreich
9. Eresmes, 4. ES, Przedpołudnie
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Krasnolud zadrżał przy dotknięciu i obrócił pomału głowę na tyle by mógł rzucić spojrzeniem na tego kto do niego przybył. Jego wystające spod włosów oraz brody oko było bardzo przekrwione.
- A jednak... Przyszedłeś. Marath, mój drogi...przyjacielu. Próbowałem... uciec...próbowałem walczyć. Jednak poległem... to już mój koniec... ona nie słuchała... mnie. Może ciebie... posłucha. - Krasnolud zdawał się mieć zwidy lub majaki przedśmiertne bo zdawał się uznawać Darga za kogoś zupełnie innego. Wypowiadał słowa z olbrzymią trudnością, siląc się z każdym oddechem i krztusząc się krwią. Nie pomagał w tym jego północny akcent o ostrej nucie. Przerwał by powstrzymać zakrztuszenie się i dopiero po krótkiej chwili desperackiego łapania powietrza, zaczął mówić dalej.
- Marathzie... Musisz ją... powstrzymać. Za wszelką cenę. Jeśli cię nie posłucha... Jeśli nie posłucha... własnego ojca, to musisz... Zakończyć to. Torba... Weź ją... Niech...Tyr...ma cię...w opiece... - Ostatnie słowa wypowiadał już wymuszonym szeptem, po których zadrżał mocno i zesztywniał pozbawiony życia.

W torbie znajdowała się: szklana buteleczka z oleistą zawartością zamknięta korkiem z którego wystawał nawoskowany lont, 4 zapałki, czarny kamyk z wyrytym białym symbolem o nieznanym zastosowaniu(runa), podobny do zdobytego wczesniej świecący kamień, bukłak prawdopodobnie z wodą.

Bubeusz
9. Eresmes, 4. ES, Przedpołudnie
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Darg
Darg słuchał krasnoluda lekko zdębiały.
Co tu się wydarzyło?

Zabrał torbę i widząc, że już nijak nie będzie w stanie mu pomóc, zostawił go tak, jak go zastał. Przydałby się pogrzeb, ale to póki co jest jego najmniejsze zmartwienie.

Widząc drugi świecący kryształ w torbie, ucieszył się. Mocniejsze światło dawało poczucie większego bezpieczeństwa. Przez chwilę przyglądał się runie, nie umiejąc jej jednak rozpoznać. Był rytualistą z południa, a nie runikiem.

Z buteleczki zlał kilka kropel substancji na swoją pochodnię, po czym użył zapałki, aby spróbować ją rozpalić na nowo. Korzystając z okazji, że było tu sucho i czysto, rozwinął swój płaszcz, wytrzepał i zawinął raz jeszcze tak, aby oddychać przez inną jego część. Miał nadzieję, że polepszy to komfort jego oddychania.

Sprawdził mapę, raz jeszcze szukając najkrótszej drogi wyjścia z tej zagrzybionej jaskini. I ruszył przed siebie, czujnie obserwując okolicę.
Jaka ona, do cholery? - wciąż zadawał sobie to pytanie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość