Rozdział I - W poszukiwaniu nektaru.

Nawet najbardziej dorodny owoc może okazać się robaczywy. Tylko co wtedy z nim zrobisz?
ODPOWIEDZ
Dahlien
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Słońce dopiero wychylało się zza horyzontu, a przy Południowej Bramie miasta już ktoś się krzątał. Był to mężczyzna w późniejszym wieku, któremu wśród półdługich ciemnych pukli pojawiały się już siwe pasma. To samo zaobserwować można było z włosami na brodzie Toleda oraz krzaczastych brwiach. Twarz miał raczej okrągłą z dużym nosem na środku. Wysoki, jednak średniej muskulatury sprawiał bardziej wrażenie uprzejmego sklepikarza, niż wędrownego kupca. W sumie właśnie tak było. Garrick Shaim prowadził średniej wielkości kram na Złotej Ulicy, jednak ścisła współpraca z Horristenem ze Złamanego Żebra zapewniała mu stabilny przypływ monet. Podczas spotkania nimnarejskich przedsiębiorców zgłosił się na ochotnika, by osobiście pojechać po rarytas sezonu - miodowe grusze. Dzięki pracy z warzywami i owocami mógł w obiektywny sposób ocenić, czy sadownicy nie zaoferują im towarów drugiego sortu.
W podróż miał wyruszyć na dość dużym zadaszonym wozie. Z tyłu już wcześniej ustawił puste beczki oraz drewniane skrzynie, a teraz poprawiał uprząż u dwóch silnych ogierów, które miały za zadanie pomóc im w przeprawie. Przez ramię spojrzał na najbardziej nietypową dziewczynkę, jaką przyszło mu ostatnio spotkać. Turkusowe kręcone włoski, blada skóra pokryta czymś na kształt meszku, a do tego uszy jak u królika. Doprawdy dziwna osóbka. A jednak kiedy o niej myślał nie mógł podważyć faktu, że zgodził się przewieźć ją przy okazji do Nediranu. I tak tam jechał, a gdy jeszcze jej wuj wręczał mu całego nimnara w ramach podziękowania, nie zastanawiał się zbyt długo. Ciekawe, bo jakoś nie potrafił sobie przypomnieć twarzy tamtego mężczyzny.
- Tylko pamiętaj Ya, że musisz być grzeczna. Twoja ciotka ma na Ciebie czekać na placu w Nediranie, więc tam też Cię wysadzę. Ruszymy jak tylko przyjdą tu jeszcze nasi dwaj najemni pomocnicy. Każdy z nich to rosły duży chłop, więc nie przestrasz się zbytnio.
Zaraz miała wybić ustalona przez nich godzina do wymarszu i Garrick naprawdę miał nadzieję, że żaden z nich się nie spóźni.

Denadareth
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
T'jarth Ik'tan
T'jarth westchnął niespokojnie i zaczął chodzić wte i we wte, wyrabiając stopami rów wokół wozu. Ciągle nie wiedział, czy dobrze postępował. Wyprawa aż do Nediran, po jakieś gruszki? Co go popchnęło do tego?
Nuda, ot co. Nuda i ogarniające go uczucie bycia bezużytecznym. Arya... Arya zniknęła. To znaczy nie, nie zniknęła. Wiedział, gdzie była - w rezydencja tego szlachetki, Esposito. Jednak nie miał od niej żadnych wieści i nie wiedział kiedy wróci. Martwiłby się o nią o wiele bardziej i być może planowałby ją odbijać, gdyby do domu Aryi nie zapukała ta ładna, miła, przerażająca kobieta o imieniu podobnym do Aryi, ale innym i obiecała, że pójdzie sprawdzić, jak sobie bardka radzi.
T'jarth złożył też podanie o dołączenie do straży, ale chyba zaginęło gdzieś, albo ktoś zastanawiał się nad nim nieco dłużej, bo póki co powiedziano mu tylko, że "się do niego odezwą". Mieszkał więc w domku Aryi, nie mając co ze sobą zrobić i coraz gorzej czując się z tym, że jest ciężarem dla swojej nowej przyjaciółki. I wtedy pojawiła się ta oferta. Nie dość, że była to okazja na zarobienie trochę pieniędzy, to gdyby dobrze przedstawić to zadanie - odeskortowanie kluczowego ładunku do Nimnaros - byłoby to coś, czym mógłby przekonać straż miejską, że jest doskonałym kandydatem.
Przeciągnął się. Zdążył się już przyzwyczaić do tego ciała. Poskładał je z obserwowania kilku robotników portowych - wpatrywał się w nich tak uważnie, że paru zaproponowało, że przefasonuje mu gębę bardziej tradycyjnymi i bolesnymi sposobami - i cieszył się teraz sylwetką potężnie zbudowanego, brodatego osiłka. Dodał sobie nawet parę blizn, mając nadzieję, że odstraszy wszelkie napotkanie kłopoty samym wyglądem, bo z umiejętnościami stosowania przemocy nadal było u niego krucho.
No, ale przecież to była wyprawa po gruszki. Co mogło pójść źle?
Koniec zwlekania. Nie mógł się spóźnić. Przestał chodzić w kółką i skierował się najpierw na miejsce spotkanie a potem w stronę wozu.
- Dzień dobry - powiedział do brodatego mężczyzny. - Nazywam się Lotrac Janon. Jestem tu po gruszki. To znaczy by po nie jechać. I przywieźć.
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
Ya'Shuheragydoria
~Czerwone piaski, rozciągające się ponad horyzont~
~Przebiegły wiatry szumiące po niebiosach w kształcie gwiazdy biegunów~
~Ruiny niegdyś pięknego miasta, pokrytego niezliczonym bogactwem i kunsztem achitektury~
~Kolorowe cienie poddane lamentowi, niezdolne do powrócenia do ciała~
~Olbrzymie struktura na horyzoncie poruszająca się niczym żywa istota, wchłaniająca wszystko wokół siebie swoimi licznymi mackami~
~Zbliża się do mnie, a wraz z nią przesuwa się fala chaosu, której świat nie zdąży powstrzymać. Wszystko zostanie jednym, jedno będzie wszystkim~
~Ten olbrzym...ach to przecież ja, prowadząca świat ku nowemu świtu, pogrążonego w sieci...~
~Przedemną moja rodzicielka, piękna jak zawsze. Wyciąga do mnie dłonie. Widać, że tęskni...~

Obrazek

WRÓĆ DO MNIE



Ya gwałtownie otworzyła oczy przebudzając się z transu, gdy tylko pan Garrick się do niej odezwał. Nie widać po niej było, że przed chwilą doznała zatrważającego koszmaru. Prędzej wyglądała, jak nieco niewyspana dziewczynka, która właśnie przebudziła się z lekkiej drzemki. Przetarła swoje oczka swoimi zbyt długimi rękawami, chcąc wytrzepać ze swoich oczu resztki wizji, którą doznała. Nie przypilnowała się i lekko popuściła kontrolę. Nie może tego robić, nie potrzebuję ona pomocy od swoich komratów. Ze wszystkim radziła sobie sama i właśnie samodzielnie odkryje wszystko co "należy". Na dobry początek... gruszki! Jak tylko usłyszała o tym owocu, była zaciekawiona jak smakuje. Nie miała, żadnej wiedzy na temat takiego obiektu i nie mogła się doczekać by zmienić ten stan rzeczy. Niestety miasto cierpi na niedosyt Miodowych Gruszek i przez to mogą narodzić się pewne kłopoty. Nie mogła na to pozwolić. Zamierzała pomóc odzyskać te owoce i odkryć tajemnice ich cudownego smaku, bo na pewno muszą cudownie smakować skoro inni tak mówią!

- Dobrze proszę pana. Ciocia się ucieszy. - Odpowiedziała osobie o nazwisku Shaim, ciesząc się, że nie zadawał za dużo pytań dotyczących osoby, która ją tu przyprowadziła. Szczegóły tylko komplikowały sprawy, łatwiej było po prostu uwierzyć w dawaną prawdę i nie przejmować się konsekwencjami. A przynajmniej tak uważała już od długiego czasu, jeszcze sprzed poznaniem matki. Chcąc nie chcąc pewnych zachowań nie mogła z siebie wypaczyć.

Przeciągnęła się na wozie, sprawdzając jak wygląda jej stan ubrań. Tylko trochę zakurzone ujdzie. Sprawdziła też swoje uszka. Lekko migotały w pół-cieniu, czyli tak jak zawsze. Czasami niektórych to dziwiło, jednak na świecie można było spotkać bardziej zaskakujące rzeczy, czy też dziwy. Spojrzała na swoje zamocowane sznureczki. Były znacznie poluzowane. Westchnęła i zaczęła je poprawiać, jednak wtedy odezwał się nowy głos blisko wozu w którym siedziała. Instynktownie zaczęła rozciągać swoją świadomość w tamtym kierunku, jednak gwałtownie wstrzymała się. Nie. Obiecała sobie, że tylko w ostateczności. To nie była ostateczność. Cofnęła swój umysł do granic własnej główki i przysunęła się bliżej plandeki by zajrzeć przez nią co się dzieję na zewnątrz. Jej uszka opadły luźno na jej głowie, gdyż poczuła się gorzej za własne nawyki.

Awatar użytkownika
Szary Pies
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 75
Rejestracja: 2022-09-13
Karta postaci:
Szary Pies
Szary Pies. Tak. Właśnie tak się przedstawi. Nie ma potrzeby silić się na wymyślanie nowego imienia. Ani tym bardziej wracać do starych. Nie przypuszczał, żeby zła sława osobników takich jak Marvin z Drekhardu albo Tom z Północy dotarła na zachód Doliny Toledain, ale lepiej dmuchać na zimne. Jego nieupilnowane myśli wybiegły w przeszłość i na południowy wschód. Krzyki kobiet i mężczyzn, zawodzenie dzieci, przeraźliwe wycie bydła, ogień i on, zwący się teraz Szarym Psem, uciekający konno z pożogi, którą sam wywołał, z jukami ciężkimi od kosztowności, które w parę tygodni przepuścił.
- Uspokój się, durniu - zganił w myślach sam siebie - Stare dzieje.
Cały czas idąc ku południowej bramie, zapalił fajkę. Odrobina ettejki na skołatane nerwy starego, zmęczonego człowieka. Zaciągnął się. Od razu lepiej. Popatrzył na wschodzące słońce. Ogarnął wzrokiem budzące się do życia miasto. Dał się porwać przyjemniejszym myślom. Piękna pogoda jak na połowę mrocznicy. A jaki przyjemny wietrzyk. Aleido miłościwa, niezła dzierlatka! A tamta ruda! Hoho, ma czym poodychać. A jakie foremne!
Jak długo palił i gapił się na urodziwe nimnarejskie mieszczki? Chyba trochę za długo. Musi wziąć się w garść. Nie można spóźniać się pierwszego dnia roboty. Pierwsze wrażenie to podstawa. Zgasił fajkę. Przyspieszył kroku. Zdobyty z niejakim trudem, dobry humor już go nie opuszczał.
- Ochrona transportu owoców między Nimnaros a Nediranem. Ha! To nie może być trudne nawet w dzisiejszych, powalonych czasach. -pomyślał - Ponoć trasa nie była już tak bezpieczna jak dawniej, ale co złego mogło się na niej czaić. Stado wilków? Naagru? Banda bandytów, rekrutujących się spośród sfrustrowanych, głodujących chłopów? Na pewno nic co dorównywałoby tej cholernej, zmutowanej wiwernie z Nowego Dyrdum.
Pośpiesznie odpędził od siebie wspomnienia ostatniej przygody i szybkim krokiem szedł, delektując się rannym, świeżym powietrzem i perspektywą łatwego, przyzwoitego zarobku. W niedługim czasie dotarł na umówione miejsce. Przy wozie stało już dwóch mężczyzn. Od starszego, Szary wyczuł woń owoców i warzyw. (Pewnie nasz szanowny kierownik - pomyślał stary najemnik) Drugi, młodszy i bardziej muskularny pachniał delikatnie, ale dziwnie. Szary nie mógł zidentyfikować tego zapachu. Przyjrzał się nieznajomemu.
- Na ogon Seneshess! Facet ma chyba jeszcze bardziej pokiereszowaną mordę ode mnie. - pomyślał. Głośno jednak rzekł, zwracając się do obydwu mężczyzn:
- Błogosławieństwo Iselii, Aleidy i kogo tam jeszcze, szacowni panowie. Zwą mnie Szarym Psem. Ochrona transportu gruszek. Zapalą panowie?

Dahlien
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Garrick ostatni raz sprawdził uprzęże na koniach, mocowanie kół, szczelność plandeki stanowiącej zadaszenie wozu i wyraźnie zadowolony pokiwał głową. Byli gotowi do drogi. Upewnił się jeszcze, że ma odpowiednie zaświadczenia. Biurokracja nawet w takich momentach musiała być dopilnowana, co zawsze wyjątkowo irytowało mężczyznę. No ale mus to mus.
Spojrzał znowu na dziewczynkę. Była dziwna. Coś mu w niej nie pasowało. Miał jakieś takie mrowienie na plecach, między łopatkami. Z drugiej strony złoty nimnar przyjemnie obciążał kieszeń kupca. "To tylko mała dziewczynka. Co się może stać?" - pomyślał i przechodząc obok niej poczochrał króliczkę po głowie między uszami.
- No, zuch mała. Jakbyś czegoś potrzebowała po drodze to śmiało mów.
Zaraz uwagę mężczyzny przykuł zbliżający się mięśniak. Garrick przez chwilę zastanawiał się, czy to ten od zbierania i dźwigania, czy od ochrony? Z samego wyglądu kwalifikował się do obu kategorii. Shaim w duchu podziękował opiekuńczym bogom, bo może dzięki temu podróż minie im względnie spokojniej.
- A tak, tak. Pan Janon. Witam. Śmiało proszę wrzucić swoje bagaże na wóz, jest tam sporo miejsca. Za chwilę wyruszamy, jeszcze tylko... o właśnie!
Kupiec odwrócił głowę ku zbliżającemu się najmicie. O ile przy Lotracu mógł mieć pewne wątpliwości, na które ogłoszenie ten odpowiedział, tak przy szarym wiedział, że nie chciał go spotkać w ciemnej uliczce.
- Idealnie, jesteście Panowie na czas. Rzadkość w tej podłej erze, w jakiej przyszło nam żyć. Nazywam się Garrick Shaim, ale samo Garrick wystarczy. Spędzimy z sobą kilka dni, więc liczę na owocną, hehe, współpracę! - Pozwolił sobie na lekki żart w celu przełamania pierwszych lodów.
Już miał wsiadać na kozioł i chwytać lejce, gdy przypomniał sobie jeszcze o jednym.
- A tak, pieczęć od straży. Cholerna biurokracja... To zajmie krótszą chwilę, nim zdążycie wypalić, ale najwyżej dokończycie w drodze, więc śmiało! Zaraz wracam.
Wyciągnął zza pazuchy zwinięte w rulon dokumenty i poszedł do stróżówki. Upierdliwość, że wszelkie wyjazdy biznesowe musiały mieć stosowne potwierdzenia.

Denadareth
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
T'jarth Ik'tan
T'jarth, zaabsorbowany rozmową z Garrickiem i podekscytowany nowym zadaniem, w ogóle nie zauważył króliczouszej dziewczynki, nawet gdy rzucał swoje rzeczy na wóż, na którym się znajdowała.
- Bardzo mi miło, proszę pana - zwrócił się do Garricka. - Cieszę się, że będziemy razem współpracowali.
Większą uwagę poświęcił nowoprzybyłemu. Gdy go zobaczył, to nadludzkim wysiłkiem woli jedynie się powstrzymał, by nie zwiększyć swojego ciała o parę centymetrów. Ten... Szary Pies... wydawał się być podobnie groźnym typem, jak ciało T'jartha, jednak wszystko wskazywało, że on był naprawdę niebezpieczny. W przeciwieństwie do zmiennokształtnego.
Zapalić? Tak, pamiętał, że stali czasem palili jakieś świństwa, ale T'jarth nigdy nie próbował czegoś takiego. Najwyraźniej jednak twardzi faceci i zawodowi siepacze robili takie rzeczy, więc nie należało się wyłamywać.
- Witaj, Szary Psie. Jestem Lorac Janon - powiedział, stosownie niskim głosem. - I owszem, z chęcią zapalę. Nie ma jak dobre... dobra... no, rzecz do palenia.
Oczywiście pierwsza próba zaciągnięcia się i już T'jarth kaszlał i rzęził, jakby tylko sekundy dzieliły go od śmierci z uduszenia. Oni naprawdę palili takie paskudztwa?!
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Szary Pies
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 75
Rejestracja: 2022-09-13
Karta postaci:
Szary Pies
Szary przez kilka chwil palił, przyglądając się rzężącemu mężczyźnie z rozbawieniem i zdziwieniem.

- Dziwny typ. - pomyślał. - Gada jakby chciał, a nie mógł. Chyba dostał obuchem w łeb o raz za dużo. I nie umie palić. Ale cóż, facet jest tragarzem. Płacą mu za dźwiganie, a nie za popisywanie się błyskotliwością i elokwencją. Ani tym bardziej za umiejętność palenia.

Zaciągnął się raz jeszcze. Dobra wystarczy już tej ettejki. Przynajmniej do zmroku. Zręcznym ruchem wskoczył na wóz by zostawić tam swój tobół. Poczuł niemiłosierne łupnięcie w krzyżu. Zaklął pod nosem. Trzeba było wejść spokojnie, a nie bawić się w udawanie młodzieniaszka. Przecież tu nie było nawet żadnych dziewuch przed którymi mógłby się popisać. Powoli i ostrożnie wyprostował się, odkładając tobół. Nagle zobaczył wpatrzone w niego oczy. Poczuł króciutki impuls przerażenia. Szybko ustąpiło ono miejsca zdziwieniu i konsternacji. Cóż to? Przecież nie wypalił dzisiaj nawet całej uncji ettejki, a niewielka paczuszka paju, którą zabrał ze sobą na wszelki wypadek (czy raczej na wszelką zachciankę), spoczywała bezpiecznie na dnie jego tobołu. Zamrugał trzy razy. Patrzyło na niego dziecko. Najdziwniejsze dziecko, jakie w życiu widział. Wyglądało trochę jak zwykła dziewczynka, trochę jak zając czy królik, a trochę jak kot. Najbardziej jednak przypominało coś co można spotkać tylko w sennych majakach albo wizjach po paju.

- To bachor Shaima? Kogo ten poczciwina przeleciał? Dżina? Demonicę? Samą, kurwa, Asstet? - Szary zagubił się we własnych nerwowych myślach. - Dobra. Jego sprawy. Co za różnica. To po prostu dzieciak. Dziwny dzieciak i tyle.

Uspokoił się, rozluźnił i szeroko uśmiechnął do dziewczynki. Starał się wyglądać na tyle poczciwie, nieszkodliwie i dobrodusznie, na ile mógł mężczyzna o jego aparycji i stanie uzębienia.

- Cześć mała. - zagaił łagodnie. - Urodę to masz pewno po mamusi, co?

Heinreich
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
Ya'Shuheragydoria
Dziw czy nie, Ya od początku swojego zaistnienia uważała się za dziecko i taka była jej rola w oczach ludu. Nie miała z tym żadnego problemu i uważała, że to normalne jak ludzie traktują ja adekwatnie do wieku. Dlatego też nie tylko nie protestowała gdy Garrick ją pogłaskał, a nawet przyjęła ten gest z lekkim uśmiechem. Lubiła kontakt z innymi, lubiła się przytulać tak jak lubiła się bawić i być rozpieszczaną. Innymi słowy lubiła być dzieckiem, sprawiało jej to satysfakcję oraz prostą przyjemność.

Gdy przyjrzała się pozostałym konwojentom, mogła z początku stwierdzić, że wyglądali na silnych. Obaj wyglądali jak dorodni przedstawiciele gatunku męskiego o nietuzinkowej krzepie, która nadawała się idealna do noszenia ciężkich rzeczy. Biorąc pod uwagę liczne skrzynki i beczki w wozie, to mogą się jak najbardziej przydać. Jeden był jedynie brzydszy od tego drugiego. Nie była za bardzo w stanie powiedzieć o nich coś więcej bo ich nie znała. Zamierzała dopiero ich poznać tak jak ludzie mają zazwyczaj siebie poznawać, za pomocą rozmów i spędzania razem wspólnego czasu. Jeśli by po prostu ich odczytała, nie stanowiłoby to żadnego rozwoju z jej strony.

Zerknęła na duszącego się mięśniaka nie przykładając do niego większej uwagi. Może i wyglądał silnie, ale miała wrażenie, że w środku może być bardziej wrażliwy niż się wydaje. W końcu trochę dymku i już zaczął kaszleć jak ktoś chory. Ya nie zamierzała się odzywać do niego pierwsza, w końcu jeszcze jej nawet nie zauważył.

Inaczej było z drugim mięśniakiem o szarych włosach i licznych oszpeceniach. Ten gdy wszedł na wóz wyglądał na obolałego, jednak w środku chyba nie był słaby. Wydawał się silny, być może jego wola była równie silna co jego ciało. Jeśli tak to z pewnością znajdzie się dla niego użytek na szlaku. Widząc, że Siwy Pan robi do niej dziwne miny, a potem się do niej odzywa, Ya poprawiła swoją broszkę na zapięciu kaptura, poprawiając też i sam kaptur jakby z zawstydzenia.
- Ubieram się podobnie do mojej mamy, bo dużo mnie nauczyła. Poza tym... Ja... witam cię nieznajomy. - Odpowiedziała cicho, ukrywając twarz pod kapturem. Nie była wciąż przyzwyczajona do takich typu rozmów. Czuła dyskomfort nie wiedząc co myśli o niej rozmówca i wprawiało to ją nie pokój. Miała nadzieję, że ten Pan nie myśli o niej podle.

Denadareth
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
T'jarth Ik'tan
T'jarth skończył w końcu kaszleć i zgasił podany mu tytoń.
- Tak, ekhm, no... dobry, tak bardzo dobry... dobre... coś do palenia - powiedział, odchrząkując jeszcze raz.
To był dopiero początek wyprawy. W zasadzie nie zaczęli nawet jechać. Jeszcze będzie wiele okazji by poznać tego Szarego Psa, wiele okazji by go okłamać i by zadzierzgnąć tę, no, męską przyjaźń. Podczas wszystkich wielkich wypraw i misji, była ona bardzo ważna. Wiedział o tym z książek, na przykład tej o niziołkach, które miały wyrzucić jakiś kolczyk czy łańcuszek do wulkanu.
Póki co jednak nie wiedział, jak zagaić rozmowę z Szarym Psem. Na szczęście ten najpierw wskoczył na wóz i T'jarth mógł popędzić z pomocą, gdy wydawało się, że Pies spadnie z pojazdu... a później, jakby w odpowiedzi na modlitwy T'jartha - których ten oczywiście nie wypowiedział, bo samą koncepcję bogów uznawał za absurdalną - na wozie zjawiła się dziewczynka.
Z uszami królika.
Nigdzie w pamięci T'jartha nie było nawet wzmianki o takich stworzeniach, nie pamiętał też, by mówili o tym inni zmienni. Z drugiej strony, czy było to aż tak dziwne? Skoro byli jaszczuroludzie, kotoludzie, ryboludy pewnie też były, to czemu nie królikoludzie?
- Ekhm, witaj dziewczynko - powiedział, po czym przedstawił się. - A jak ty masz na imię? Zgubiłaś się? Gdzie jest twoja mama?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Szary Pies
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 75
Rejestracja: 2022-09-13
Karta postaci:
Szary Pies
Chociaż odpowiedź dziecka nie potwierdziła ani nie rozwiała żadnej z tłoczących się w umyśle Szarego Psa roboczych hipotez, dotyczących życia erotycznego Garricka Shaima, nieśmiała i nieporadna wypowiedź dziewczynki utwierdziła go w przekonaniu, że ma do czynienia ze zwykłym, nieszkodliwym dzieckiem. Uleciały z niego resztki niepokoju. Wzmianka, że mała ubiera się podobnie do swojej mamy po raz pierwszy zwróciła uwagę Szarego na jej strój. Wyszukany, elegancki, z pewnością meharski, może szlachecki. Coraz ciekawiej.

- Urocze pacholę - pomyślał. - Aż dałbym jej ciastko czy jakąś landrynę. - Odruchowo przeszukał kieszenie - Niestety! Tylko ettejka, krwawinek i esgarnarski tytoń. Bez przesady! Nie będę przecież upalał dziecka. Inna sprawa, że jak będę tak rozdawał ziółka na lewo i prawo, to za parę dni sam nie będę miał co zapalić.

Jeszcze raz spojrzał na dziewczynkę. Rozmowa ze starym rębajłą wyraźnie ją peszyła. Szaremu dręczenie niewinnych dzieci nie sprawiało żadnej uciechy. Uśmiechnął się jeszcze raz do małej. I, tym razem znacznie ostrożniej, zsunął się z wozu na ziemię. Słońce było już dość wysoko nad horyzontem. Garrick jeszcze nie wracał. Szary westchnął.

- Chromolona biurokracja! - pomyślał z mieszaniną irytacji i rozbawienia. - Akurat to, co było najbardziej wkurwiające w tym mieście za lat jego świetności zostało bez zmian. Wszystko idzie ku gorszemu. Na targu bida, sporo fajnych knajpek padło, na ulicy za byle głupotę można dostać po ryju, albo i pod żebro, zamtuzy drogie, a mimo to straż jak dawniej czepia się o każdej pierdołę. Dobrze, że przynajmniej mieszczki cały czas ładne.

Starając się nie patrzeć do wnętrza wozu, by nie onieśmielać dziewczynki, przysłuchiwał się wymianie zdań pomiędzy nią a Janonem. Choć nie lubił mieszać się w sprawy nie dotyczące bezpośrednio jego samego i stanu jego sakiewki, zaintrygowało go to dziecko. Poza tym, jeżeli dziewczynka faktycznie pochodzi z jakiegoś zagranicznego, arystokratycznego rodu, niewykluczone, że jej rodzina będzie skłonna szczodrze sypnąć groszem staremu siepaczowi...ekhem...specjaliście od ochrony, za wzorcową opiekę nad ich pociechą. Uśmiechnął się w duchu.

- Przygłupi tragarz, witający się ze wszystkimi jak wielki pan i dziecko, wyglądające jak owoc namiętnego romansu meharyjskiej szlachcianki i naćpanego pajem zająca. No, w takim towarzystwie jeszcze nie podróżowałem.

Dahlien
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
No dobra, chwila jak nie było Garricka spokojnie by wystarczyła, żeby wypalić pół fajki, a to i tak było więcej czasu, niż ten zakładał. Wrócił wyraźnie poirytowany drapiąc się po głowie. Widocznie załatwienie głupiego stempelka okazało się dość problematyczne.
- Doprawdy, bez tej całej papierologii świat byłby prostszy. O! Widzę, że poznaliście już Yę? Pojedzie z nami do Nediranu, gdzie czeka na nią rodzina - rzucił w kwestii wyjaśnienia i uśmiechnął się do dziewczynki. - Mam nadzieję Panowie, że będziecie dla niej mili! Sam mam już wnuczkę w jej wieku, więc jak zobaczę coś, co by mnie zmartwiło...! - Nie dokończył, za to pogroził im palcem, by zaraz głośno się roześmiać. On to miał jednak dziwne poczucie humoru.
Ciekawy był również fakt, że wspominał o wnukach, gdzie sam jakiś stary nie był. Ile on mógł mieć tak na oko lat? Niecałe pięćdziesiąt? Widać nad własnymi dzieciakami za młodu pracował, skoro już się w dobrego dziadzia zabawia.
- No moi drodzy, gotowi? To pakujcie się na wóz! Ewentualnie mam też wolne miejsce na koźle, jeśli ktoś z was lubi czuć wiatr we włosach.
Sam poklepał po kolei każdego z koni po chrapach, na co te zarżały z zadowoleniem. Chwilę później już wdrapał się na miejsce woźnicy. Pogoda zapowiadała się całkiem dobra. Niebo było czyste, żadne chmury nie straszyły ulewnym deszczem. Warunki idealne do podróżowania i zwiedzenia okolicy, w jakiej przyszło im żyć.

Heinreich
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
Ya'Shuheragydoria
Gdy drugi pan wszedł na wóz i zaczął się do niej odzywać, Ya poczuła dość spory dyskomfort i zamilkła kryjąc się za kapturem. Jednego osiłka bez czytania mogłaby zdzierżyć, ale dwóch to już było dla niej za dużo. Wiedziała jak powinna się zachować, co powiedzieć i jak traktować tych panów jednak wstyd odebrał jej mowę i maniery. Tak bardzo kusiło ją by się więcej o nich dowiedzieć by nie musieć czuć się taka...bezbronna. Okropne uczucie.

Na ratunek na szczęście przybył jej pan Garrick, który nie tylko wyjaśnił innym gdzie dziewczynka zmierza, ale też jak ma na imię! Od razu polubiła bardziej tego kupca, aż posłała mu wdzięczny uśmiech za wyrwanie jej z niezręcznej sytuacji. Może oszukanie go nie było zbytnio sprawiedliwe, ale co miała poradzić? Nikt nie chce znać przykrej prawdy, każdy chce dostać wygodne kłamstwa.

Dzięki nieco odzyskanej pewności siebie postanowiła zwrócić się do Pana Loraca, choć była nadal zasłonięta pod kapturem.
- Miło mi Pana poznać panie... Janon. Mam nadzieję, że... że będzie miał pan przyjemną podróż.

Denadareth
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
T'jarth Ik'tan
T'jarth zasmucił się tym, jak przestraszył dziewczynkę. Chyba wybrał zbyt groźnie wyglądające ciało. Wciąż brakowało mu wyczucia w budowie powłok od zera. Westchnął cieżko i wgramolił się na wóz. Przynajmniej dziewczynka nie przestraszyła się go na tyle, by całkowicie unikać rozmowy z nim.
- Bardzo mi miło... Ya? Yu? Yo? - podrapał się po głowie. - Przepraszam bardzo, ale jak to się odmienia?
Uśmiechnął się przepraszająco. Zazwyczaj dobrze radził sobie z różnymi językami, ale bywały chwile, gdy zgadzał się z Osiadłymi, że telepatia była najlepszą metodą komunikacji.
- Tak, gotowy, panie Shaim - powiedział, zajmując miejsce.
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
Ya'Shuheragydoria
Dziewczynka udawała, że poprawia sznureczki na swoim ubraniu jednocześnie starając się nie za bardzo tarzać swoimi za długimi rękawami po podłodze wozu. Jednocześnie zerkała na osoby, które siedziały na przeciwko niej i rozpoczęła próby lepszego zrozumienia z kim przyszło jej podróżować. Już wcześniej zauważyła, że wyglądali na silnych jednak chciała zrozumieć jacy są w środku znaczy się jakimi osobami tak naprawdę są.

- Wystarczy Ya. - Odpowiedziała cichutko panu Janonowi. On wydawał się dziewczynce osoba wygadaną, która jasno mówi czego chce i co myśli. Jeśli faktycznie tak było to powinna szybko przyzwyczaić się do jego obecności, o ile jego zamiary nie będą wobec niej nieprzyjemne. Miała nadzieję, że jest miły.

Jeśli zaś chodzi o Pana... No właśnie... Jak on miał na imię? Coś z Szarym kolorem... Jak to było... O chyba Szary Pies! Dziwne imię, niespotykane. Może to jakiś tytuł? Czy on wyglądał na osobę z tytułami? Na pewno wyglądał na kogoś kto dużo przeżył, być może i ledwo biorąc pod uwagę liczne kreski i plamki na skórze od ran.

A przepraszam... Czemu się pan nazywa Szarym Psem? - Zapytała zaciekawiona choć wciąż trochę onieśmielona.

Awatar użytkownika
Szary Pies
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 75
Rejestracja: 2022-09-13
Karta postaci:
Szary Pies
Szary wesoło skinął głową Garrickowi i sprężystym krokiem, acz ostrożnie (i możliwie dostojnie) wdrapał się na miejsce obok niego. Jako, że był odpowiedzialny za ochronę, wolał mieć cały czas oko na drogę i jej okolicę. Gdy usłyszał pytanie dziewczynki, odwrócił się do niej i promiennie uśmiechnął, jednocześnie starając się nie prezentować braków w uzębieniu i nie nawiązywać intensywnego kontaktu wzrokowego. Jego przekrwione, rozbiegane gały, każda w skrajnie innym kolorze, często budziły strach, zwłaszcza wśród dzieci.

- Dajże spokój z tym "panem", Ya. - wyszczerzył się do dziewczynki. ((Cholera. Zapomniałem.) pomyślał i postarał się, by każdy kolejny jego uśmiech nie prezentował szczerb) - Na "pana" trzeba mieć stosowny wiek, pieniądze i prezencję. Ja mam tylko wiek. Mów mi "Szary". Prawie wszyscy mi tak mówią.

- Parę lat temu pracowałem z takim jednym wykształconym arystokratą, poetą amatorem, Xenonesh mu było. - Podjął po chwili.- Wtedy nazywali mnie Kundlem, bo mam niezły węch i dużo wałęsałem się bez celu po świecie. Xenonesh uważał, że nie godzi się tak przedstawiać ludziom. Przekonał mnie, żebym zaczął mówić o sobie "Szary Pies", że niby to brzmi dostojniej. Coś tam jeszcze gadał o zaszczytnych tradycjach tego imienia, związanych z wędrownymi kapłanami Mystysa z dawnych wieków, ale nie pamiętam dokładnie o co mu chodziło. Nie znam się na historii. W ogóle rzadko rozumiałem o czym on do mnie gadał. - zaśmiał się krótko, szczekliwie - Tak czy inaczej, imię mi podpasowało, zwłaszcza, że wtedy miałem już szare włosy. Wierz mi albo nie, ale jeszcze dziesięć lat temu byłem zupełnie rudy.

Uśmiechnął się łagodnie do dziecka i odwrócił się. Niewinne pytanie dziewczynki wywołało całą lawinę wspomnień. Nie tylko szczęśliwych.

- Stary, dobry Xeno. - pomyślał. - Biedaczyna. Ale nic nie mogłem dla niego zrobić. Nic. - próbował przekonać sam siebie.

Sięgnął do kieszeni po fajkę. Powstrzymał się jednak.

- Dobra. Żadnej faji ani skrętów do pierwszego postoju - Obiecał sobie.

Dahlien
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Garrick wyszczerzył się przyjaźnie do Szarego, gdy ten zajął miejsce na koźle. Był wyraźnie zadowolony z towarzystwa. Raczej nigdy im się nie przyzna, że poważnie obawiał się tego, kto odpowie na ogłoszenia. Bogowie i los jednak jak widać sprzyjali ich sprawie. Strzelił z bacika w powietrzu dając koniom znak do marszu, a wóz lekko się zatrząsnął. Przejeżdżając pod łukiem bramy oficjalnie żegnali się z Nimnaros, a Biały Płomień migotał za nimi na tle nieba. Magiczny ogień, którego natury prosty człowiek nie mógł nijak zrozumieć zdawał się lekko migotać. Zupełnie, jakby życzył im bezpiecznej podróży i rychłego powrotu do domu.
Jechali na południowy-wschód kierując się na Harnyl. Teoretycznie droga nadmorska zdawała się być na pierwszy rzut oka szybsza, jednak ostatnio chodziły słuchy o częstszej aktywności piratów. Lepiej było nie ryzykować. A że pogoda naprawdę im sprzyjała, to i przejażdżka należała do przyjemnych. Jechali wzdłuż ściany lasu nie niepokojeni przez żadne zagrożenia. I tylko Garrickowi nie zamykały się usta, gdy opowiadał o swojej ukochanej wnuczce. Jak nic nim dojadą do Nedirianu poznają całą historię jego rodziny.
- ...no i w tedy moja mała Audra narysowała swego dziadzia jako smoczego pogromcę! Muszę przyznać, że bardzo dobrze przedstawiła Denadaretha jako zwierzynę łowną. Potem biegała ze swoim dziełem po domu mówiąc, że jakbym spotkał smoka na wyprawie, to mam jej jego głowę przywieźć. Sądzicie, że jakiegoś spotkamy?
Zaśmiał się rubasznie, po czym spojrzał przez ramię na Janona i Yę.
- A właśnie! Jeśli nie jedliście śniadania to w tamtej skrzyni jest torba z prowiantem. Moja ukochana Elise przygotowała dla nas kanapki na drogę. Chleb był nieco czerstwy, ale da radę zjeść bez trudów. Śmiało, częstujcie się.
Gdy wóz podskoczył na jakimś wyboju kupiec zganił sam siebie za brak uwagi i znów wrócił spojrzeniem na trakt.
- Byliście kiedyś na farmie Miodowych Grusz? Ja miałem już wcześniej okazję. Mówię wam, robi wielkie wrażenie. Drzew jest tyle, że gdzie wzrokiem nie sięgnąć, tam gałęzie się uginają od dorodnych owoców. Skubane są bardzo wymagające w hodowli i tylko tamtejszy klimat im odpowiada. Ale jak obrodzą to tak, że przejeść ich nie idzie! Próbowaliście ich już?
Zagada ich na śmierć. Jak nic.

Denadareth
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
T'jarth Ik'tan
O dziwo, trafił swój na swego. T'jarth był zachwycony mogąc podjąć rozmowę z Garrickiem! I nie ustępował mu w paplaninie.
- Och, naprawdę narysowała coś takiego! - zawołał po wysłuchaniu kolejnej opowieści o wnuczce. - A ma pan jakieś jej rysunki? Tak? Wspaniale! Och, na krew starożytnych, ale ślicznie rysuje! Jak dobrze ludzi przedstawia! Aha, to są drzewa? No cóż... bardzo... ludzkie! I brązowe. A ta brązowa trawa to nawiązanie do Pól Skamienienia w Ur'Norish? Ah, brązowe kredki były w przecenie, rozumiem.
Farma Miodowych Grusz... Farma Miodowych Grusz... coś się kołatało w głowie sobowtórniaka, ale nie mógł sobie przypomnieć, czy tam był. Może męczył go jedynie nieuchwytny skrawek jednego ze wspomnień swoich braci? Ale dlaczego jeden ze zmiennych miałby odwiedzać tę farmę?
- Nie, nigdy tam nie byłem - powiedział, z pewnością której nie czuł. - A proszę mi powiedzieć, będzie można skubnąć jedną gruszkę lub dwie? Tyle o nich słyszałem! Ale rzeczywiście, to całe mówienie o jedzeniu sprawia, że zaczyna burczeć mi w brzuchu. - Burczenie w brzuchu było jedną z tych absurdalnych reakcji, które jego ciało też czasem imitowało. Jak stali mogli to znosić? - Bardzo chętnie skorzystam z oferty, kanapki wyglądają - i pachną - świetnie.
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
Ya'Shuheragydoria
Podczas gdy Pan Garrick oraz Pan Janon prowadzili ze sobą żywą rozmowę, Ya starała się jakoś dogadać z Panem, którego siwizna dość mocno obsypała całe obliczę. Czuła się już bardziej pewna siebie by próbować rozmawiać z nim mimo jego przerażającego uzębienia oraz dziwnego spojrzenia, które tak jakby łykało na wszystko i wszystkich. To pewnie przez jego ciężką przeszłość, a może to jakiś nawyk bycia najemnikiem? Nie wiedziała, może się dowie podczas podróży.

Nie chciała nikomu za bardzo przeszkadzać, szczególnie ich woźnicy\gospodarzowi. Po cichutku podeszła do skrzyni i wyjęła dwie kanapki, jedną zostawiła dla siebie, a drugą podała Szaremu nieśmiało. Nie chciała wyjść na samolubną. Mówił on o jakiejś osobie i w głosie jego zabrzmiała nuta nostalgii. Czyżby tęsknił za tą osobą? Może coś się wydarzyło? Ach, jakie to irytujące, że od razu nie wie takich podstawowych rzeczy. Chciała go jakoś pocieszyć.
- Dobrze Panie... to znaczy się, Szary. Ten Pan Xenonesh wydaje się być bardzo ciekawą osobą. Nie za bardzo wiem o jakie tradycje chodzi niestety ale... moja mama często mówiła, że na Pustyniach Dradkh'Mehari, gdy spotkasz coś Szarego to nie napotkasz czegoś złego. A ja myślę, że chyba nie jesteś zły. - Powiedziała już nieco głośniej, by można było ją usłyszeć przez głośną dyskusję, która odbywała się między pozostałą dwójką. Usiadła po tym z powrotem na swoje miejsce i zaczęła jeść swoją kanapeczkę małymi kęsami.

Awatar użytkownika
Szary Pies
22. Eresmes, 4. ES, Świt
Posty: 75
Rejestracja: 2022-09-13
Karta postaci:
Szary Pies
- Dzięki! - powiedział z uśmiechem Szary, przyjmując od dziewczynki kanapkę. Miał na myśli zarówno poczęstunek, jak i słowa dziecka.

- Twoja mama z pewnością była bardzo mądrą damą - rzekł jeszcze do Yi, nim wgryzł się w kanapkę.

-Hmm.. całkiem niezła. - pomyślał. - Z wędzonym boczkiem. Takie jak za dostatnich lat robiła moja matula.

Myślami odbiegł ponad czterdzieści lat w przeszłość, do krainy dzieciństwa. Północno-zachodnia Norska, kraina biedna, zimna, bez perspektyw, za to obfitująca w zagrożenia, a jednak tak wytęskniona. Jak surowa, kłótliwa, zapijaczona, a jednak ukochana matka. Przed laty Xenonesh opowiadał Szaremu, o jakimś tolediańskim eposie, którego bohater, w pierwszych ustępach dzieła skosztował ciastka zamoczonego w naparze z eldriońskich ziół i przez pozostałe wersy, pod wpływem znanego z dzieciństwa smaku, rozpamiętywał całe swoje życie. Szary kompletnie nie znał się na literaturze, ale zawsze wydawało mu się to kuriozalne. Teraz jednak, pod wpływem kanapki podanej przez króliczouchą dziewczynkę, doświadczał czegoś bliźniaczo podobnego. Ludzie nie widziani przez dekady stawali mu przed oczami niemal jak żywi. Matka, ojciec, rodzeństwo, inni krewni, starzy przyjaciele, pierwsze kochanki... ach, Fruella, to była dziołcha... Może gdyby Szary został dłużej w Norsce i rozejrzał się za praktyką u jakiegoś szanowanego rzemieślnika w Fjaedgardzie, jak radził mu ojciec, zamiast spieprzać za przygodą, łatwą kasą i panienkami do Drekhardu, może teraz żyłby spokojnie, jak Garrick, zaopiekowany przez żonę, otoczony kochającymi dziećmi i wnukami.

Gdy po kilku dłuższych chwilach, dotarła do niego, dotąd puszczana mimo uszu, rozmowa woźnicy i tragarza, głębiej zastanowił się nad dwoma mężczyznami. Shaim sprawiał wrażenie najpoczciwszego człowieka w całej Dolinie Toledain, ale, kto wie, może kryje jakieś przykre tajemnice. Janon, zwłaszcza gdy się rozgadał, wydał się Szaremu znacznie bardziej zastanawiający. Niby prosty tragarz, do tego najwyraźniej brak mu piątej klepki, a równocześnie wypowiadał się rzadko spotykanym, kwiecistym stylem. Może pochodził z dobrej rodziny, szlachty czy miejskiego patrycjatu, ale ojciec wydziedziczył go jako półgłówka i poczciwina musiał radzić sobie sam jak umiał, polegając tylko na własnej krzepie. Biedaczysko...

- Co się ze mną dzieje? - zreflektował się po chwili w myślach Szary. - Zaczynam myśleć jak jakaś pieprzona Córa Słońca. Czas na emeryturę...

Dahlien
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Garrick był wyraźnie zadowolony, że w Janonie znalazł kompana do rozmowy. Tym bardziej, że tragarz zainteresował się jego ukochaną Audrą! Oczywiście w połach płaszcza miał rysunki swej ukochanej wnuczki - ten ze smokiem i kilka innych.
- Widzę potrafisz docenić prawdziwą sztukę, Lorac! Mówię Wam ludzie, że jak nic moja kochana dziewczynka ma talent. Kto wie? Może w przyszłości zostanie sławną artystką?
Rozmarzył się chłopina jak nic. Słysząc jednak, że jego towarzysze podróży zgodnie z sugestią poczęstowali się kanapki wyszczerzył zęby w uśmiechu. Jego żona robiła najlepszy prowiant na drogę w tej części Calivanu! Nawet ogólne niedobory żywności jej w tym nie przeszkadzały. Plus Shaim wbrew pozorom też potrafił sporo załatwić.
- Jedzcie, jedzcie! Przed nami całkiem dość długa podróż, a wy musicie być w formie! Ya, smakuje ci? - zagadnął do dziewczynki, a gdy ta akurat zbliżyła się do nich z kanapką dla Szarego znów pogłaskał ją po głowie. Chyba mimo nietypowego wyglądy małej widział w niej bardziej rówieśniczkę Audry, niż niewielkiego dziwologą. A z resztą... nawet jako dziwoląg była naprawdę słodka i urocza. Potwierdzało to chociażby jak rozmawiała z ich ochroniarzem.
- Właścicielem plantacji Miodowych Grusz jest stary Thormond. To dobry poczciwina, chociaż to głównie jego dzieciaki pracują już w sadzie. Sądzę jednak, że jak dobrze z nim zagadacie to coś dostaniecie. Szczególnie jak usłyszy, że nigdy ich nie jedliście. - Tu puścił do Janona porozumiewawcze oczko. Facet miał gadane, a z tą swoją ciekawością świata bardziej przywodził na myśl wścibskiego nastolatka, niż rosłego chłopa.
Jechali tak przez dobrą godzinę, a słońce wspięło się na niebie nieco wyżej. Zrobiło się również cieplej. Trakt był spokojny i aż dziw brał, że ludzie mieli problemy z podróżowaniem tędy. Wszystko sprawiało wrażenie, że Szary Pies chyba będzie się nudził. Z dwojga złego lepiej jednak, gdyby nie mieli potrzeby sprawdzenia umiejętności swojego ochroniarza w praktyce.
W pewnym momencie Garrick ściągnął gwałtownie wodze.
- Prrrrr...!
Konie zarżały głośno, jednak zatrzymały się zgodnie z wolą mężczyzny. Wtedy też gromadka zobaczyła to co Shaim. Zza drzew wytoczyła się powoli kulka brązowego futra i dość nieporadnie zaczęła przechodzić przez trakt. Brązowa sierść, małe okrągłe uszka, okrągłe ciałko... młody niedźwiadek zdawał się nie zauważać powozu i dzielnie brnął przed siebie. Śledząc trasę zwierzęcia Szary mógł już się domyśleć, że jego celem był krzew jeżyn po drugiej stronie drogi. Był naprawdę uroczy, a kiedy w pewnym momencie łapki mu się zaplątały i padł pyszczkiem na ziemię zaraz kichnął od pyłu. To był jednak dzielny misiu, bo podniósł się, by kontynuować swą przeprawę ku owockom.

Denadareth
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
T'jarth Ik'tan
- Mmm, pychota - powiedział T'jarth, przełykając ostatni kęs kanapki. - Proszę podziękować małżonce. I trzymam kciuki za Audrę. Kariera artystki bardzo przystoi młodym damom. Moja bratanica, Arya, jest na przykład wyśmienitą bardką. Może pan o niej słyszał? Śliczna dziewczyna, rude włosy, zielone oczy, cudowny uśmiech. A jej głos!
To było niesamowite, ale naprawdę wczuł się w rolę wuja dziewczyny. I tęsknił za nią. Mam nadzieję, że wszystko u niej było w porządku.
- A czy Audra - zaczął, ale zamarł, widząc niedźwiadka.
Oooo! Jakie to było słodkie, kochane i nieporadne. Z tą myślą przyszła inna.
- Eee... - zaczął patrząc na Garricka i Żółtego Kojota, czy jakmutam było. - Czy takie małe niedźwiadki nie chodzą ze swoimi matkami? A te są duże i groźne? Może powinniśmy już zacząć udawać trupy?
Veni, rescripsi, discessi

Heinreich
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
Ya'Shuheragydoria
Widząc, że drogę im zablokowało jakieś duże zwierzę, które z tego co pamiętała było powszechnie nazwane "niedźwiedziem", uszka Ya zastrzykły do góry. Dotychczas były oklapnięte jednak teraz unosiły się w ostrzegawczym tonie, odsłaniając lśniący puszek w środku. Na twarzy dziewczynki też pojawił się niepokój. Czy ma jakoś zadziałać? Czy ma jakoś pomóc na to? Czy to było bezpieczne? Czy powinna użyć swojego talentu by odstraszyć zwierzę?! Poczuła czuć na sobie lekki atak paniki, coś czego nigdy za dobrze nie znała i nie chciała nigdy poznać.
Spojrzała się na Szarego i złapała go przez swoje przydługie rękawy za dłoń. Widać było po niej, że się niepokoi, nie zamierzała tego ukrywać bo faktycznie tak było. Wolałaby by ktoś inny zajął się problemem niż ona, a Szary wydawał się być bardzo kompetentną osobą. Na pewno da radę!
- Proszę Szary! To zwierzę nam przeszkadza w drodzę, musi pan pomóc choć! - Powiedziała próbując wyciągnąć go poza wóz, co było dość trudne biorąc pod uwagę, jak rosłym był chłopem, a ona drobną dziewczynką. Wciąż jednak próbowała, bo nie wiedziała co innego zrobić.

Awatar użytkownika
Szary Pies
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 75
Rejestracja: 2022-09-13
Karta postaci:
Szary Pies
Pojawienie się niedźwiadka i gwałtowne reakcje towarzyszy podróży na to wydarzenie wyrwały Szarego ze stanu głębokiego zamyślenia. Poczuł jak dziewczynka szarpie go za ramię.
- Spokojnie Ya, nic nam nie grozi. - spróbował uspokoić dziecko, jak najłagodniejszym tonem. - Jak ten mały zejdzie z drogi, od razu możemy ruszać. - zwrócił się do wszystkich na wozie. - No, chyba, że w okolicy jest jego mama. Wtedy sytuacja może się odrobinę skomplikować.

Szary zamilkł, wytężając węch i słuch w poszukiwaniu niedźwiedzicy.

Dahlien
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Garrick był wyraźnie strapiony obserwując młodego niedźwiedzia. Do tego stopnia, że nie odpowiedział na pytania Janona o piękną młodą bardkę. Konie też parskały głośno przestępując w miejscu z nogi na nogę. Żadne z nich nie wiedziało za bardzo jak zareagować.
- Że jechać dalej? - Kupiec spojrzał ze zdziwieniem na Szarego, ale przecież z własnym ochroniarzem kłócić się nie będzie. Szczególnie, że mając swój stacjonarny kram rzadko kiedy zapuszczał się samemu na szlak handlowy.
Shaim pospieszył konie, a te chociaż opornie, to jednak ruszyły dalej przed siebie. Niedźwiadek początkowo zdawał się nie zwracać na nich uwagi palaszujac soczyste owoce prosto z krzaczka. Do czasu, aż wóz nie zbliżył się niebezpiecznie blisko niego. Spojrzał na nich przestraszonymi oczkami i ryknął na swój dziecięcy sposób. Zarówno zwierzątko jak i wydany przez niego dźwięk był doprawy uroczy! Rozczulający wręcz! Całkowite przeciwieństwo groźnego ryku dobiegające od strony lasu, czemu towarzyszył akompaniament łamanych gałęzi.
Już po chwili, zgodnie z tym co przewidział Lotrac stanęli niemalże twarzą w twarz z dorosłą samicą niedźwiedzia. I ta wydawała się wyraźnie niepocieszona faktem, że właśnie odgrodzili ją od jej młodego.

Denadareth
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
T'jarth Ik'tan
Lorac cofnął się, przełykając ślinkę. Nie uśmiechała mu się walka z niedźwiedzicą, zwłaszcza taką, która chce chronić swoje młode.
- Eeee - wyszeptał do Garricka. - Udawanie trupa tu chyba nie pomoże? Da się... jakoś wycofać?
Niestety, na wozie nie dało się nagle zacząć jechać do tyłu. Konie musiałyby zawrócić, obracając wóz... a tego typu ruchy mogłyby rozsierdzić niedźwiedzia.
- Jakieś pomysły? - zapytał w eter. - Może... może wystarczy siedzieć i się nie ruszać? A ona i maluch sobie pójdą?
Veni, rescripsi, discessi

Awatar użytkownika
Szary Pies
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 75
Rejestracja: 2022-09-13
Karta postaci:
Szary Pies
- No żesz kurrrrrrrrrrrrrr... - mruknął Szary. Momentalnie uspokoił się i odwrócił się, dostrzegając spojrzenie Yi. - czę. - dokończył cicho.

- Dobra. Nie jest jeszcze aż tak źle. - powiedział szeptem, zezując na wszystkich towarzyszy i uśmiechając się słabo do dziewczynki.

- Nie ruszajcie się. - zakomenderował cichutko - Nie wydawajcie żadnych dzwięków. Wy dwoje - skinął do Yi i Janona - nie wychylajcie się z wozu. Te cholery też się nas boją. Jak uznają że nie stanowimy zagrożenia, dadzą nam spokój.

- No i znowu przerąbane. - pomyślał ponuro - Iść na zwarcie z dorosłym niedźwiedziem. No i mam co chciałem. Bezstresowe zlecenie na beztroską jesień życia. Taa. Trzeba było zostać w mieście i zbierać nagrody, za jakichś, flirtujących z rozbojem i kradzieżą, gówniarzy. Że też w porę nie usłyszałem tej cholernej niedźwiedzicy. Zdziadziałem do reszty. I tak skończy niesławny Marvin z Drekhardu, poszukiwany żywy lub martwy w całej Andurii. Zajebany przez niedźwiedzia, któremu dał sobie podejść pod mordę, jak byle frajer na grzybobraniu. I jeszcze będę miał na sumieniu małą, niewinną dziewuszkę i tych dwóch chłopków roztropków. Garrick raczej nic mi nie pomoże, o małej nie wspominając. Lotrac wygląda na twardziela, ale chyba jest bardziej zestrachany niż Ya. Przerąbane.

Takie to niewesołe myśli zaprzątały starą głowę człeka zwanego Szarym Psem, gdy momentalnie, niemal automatycznym, wyćwiczonym przez dekady ruchem, sięgnął prawą ręką po przypasaną przy swej lewej nodze szablę, a lewą ręką ujął największy ze swoich noży, po czym zamarł w bezruchu, czekając na rozwój sytuacji i wytężając zmysły.

Heinreich
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
Ya'Shuheragydoria
O nie. Sytuacja się pogorszyła. Dlaczego to się stało?! Przecież pan Szary dobrze wiedział co trzeba robić, brzmiał na takiego pewnego siebie! Nawet teraz gdy wszystkich pouczał nadal tak brzmiał. To była prawda? Kłamstwo? Nie był w stanie powiedzieć i to nie było nic dobrego. Chciała to sprawdzić, sprawdzić wszystko i uspokoić całą sytuację, ale nie mogła. Znaczy... mogła, ale wtedy złamie obietnice swoją oraz Mamy. Nie tej ze snu, tylko tej mamy, która jej pomogła być sobą. Poczuć się sobą. Żyć sobą. Nie chciała łamać słowa. Chciała by gdziekolwiek jest, by myślała o niej, że jest grzeczną dziewczynką. Nie chciała jej zawieść.

Choć wymagało to ogromnego wysiłku i mnóstwo nerwów, Ya postanowiła jeszcze raz dać szansę innym i zaufać panu Szaremu. Puściła ramię siwego najemnika i pośpiesznie usiadła na swoim miejscu, kuląc się w sobie i zakrywając całą swoją twarz zza kapturem. Jej uszka opadły jeszcze bardziej, a ona sama zaczęła lekko drżeć niczym ze strachu.

Dahlien
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Garrick przełknął głośno ślinę, ale posłuchał swego ochroniarza. Przecież nie będzie się kłócił z tym rzekomo mądrzejszym, prawda? Polecenie chociaż proste nie było jednak zrozumiałe dla koni zaprzęgniętych do powozu. Te widząc rosłego drapieżnika zarżały wyraźnie zaniepokojone kopiąc nerwowo kopytami o ziemię.
Sytuacja nie wyglądała na zbyt ciekawą. Młody niedźwiadek słysząc swoją matkę zaczął nawoływać ją z drugiej strony powozu, na co ta tym bardziej się rozsierdziła. Jak oni śmieli odgrodzić ją od własnego dziecka?! Małe oczka wpatrywały się w Szarego Psa z dziką agresją. Mężczyzna już wiedział, że samica będzie chronić młode. Stanięcie naprzeciwko tak masywnego mieszkańca lasu mogło być jedną z najgłupszych decyzji jego życia. Niedźwiedzica ryknęła głośno, po czym zaczęła szarżować na Szarego.
W tym czasie maleństwo wyraźnie zadowolone z bliskości swej rodzicielki wrócił do przerwanego zajęcia - pałaszowania jerzyn. Jak na prawdziwego żarłoka przystało owoce, do których miał dostęp szybko znikały w jego pyszczku. A temu ciągle było mało! W poszukiwaniu jakichś pominiętych smakołyków. Kopał łapkami w ziemi, by przedostać się do najniższych gałązek.
Nim jeszcze Janon i Ya schowali się pod dachem powozu dostrzegli coś jeszcze. Tuż obok krzewu, przy którym hasał misiek rosła kolejna roślina. Miała szerokie mięsiste liście o postrzępionych brzegach, a wśród nich przebijały się drobne kwiaty. Każdy z nich posiadał pięć płatków w kolorze pastelowego, bladego fioletu. Pośród nich przebijały delikatne żółte słupki. Pobliskie zamieszanie wypłoszyło stamtąd kilka pszczółek, które zebrawszy na swe odnóża tyle pyłku ile były w stanie wzbiły się do lotu. A skoro jako pracowite robotnice zdobyły to, co zamierzały najpewniej polecą do ula.
Lorac uświadomił sobie coś jeszcze. Skądś kojarzył tę roślinę. Nie był pewien, czy napotkał ją samodzielnie podczas swych wędrówek, czy był to ktoś ze spokrewnionych mężczyźnie osób. A jednak był w stanie wygrzebać wiedzę na ten temat. Co jeszcze ważne gdyby pozwolić niedźwiadkowi kopać dalej prędzej czy później dotrze do niej naruszając system korzeniowy.


Wiedza T'jartha

Awatar użytkownika
Szary Pies
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 75
Rejestracja: 2022-09-13
Karta postaci:
Szary Pies
Szary nie czuł już strachu. Nie czuł nawet zawodu. W chwilach bezpośredniego zagrożenia życia, kiedy szanse przeżycia były niewielkie, a wszystkie drogi ucieczki trafił szlag, działał instynktownie. Przestawał być pociesznym dziadźką. Stawał się bestią. Mniejszą niż ta stojąca z nim oko w oko, jednak jeszcze bardziej amoralną. Podczas gdy niedźwiedzica kierowała się instynktem macierzyńskim, szlachetnym odruchem chwalonym tłumnie przez poetów, kapłanów i filozofów, Szary, gdzieś w tym zakamarku duszy, który, poza sytuacjami ekstremalnymi, starał się jak najściślej kontrolować, po prostu lubił mierzyć się z groźnym przeciwnikiem. Lubił walkę. Lubił zabijać. Albo zostać zabitym, w chwili morderczego uniesienia.

Z wariackim uśmiechem, całym ciężarem ciała, natarł na niedźwiedzicę, wbijając jej szablę w pierś, a nóż w gardło. Zaśmiał się szczekliwie, gdy obryzgała go jucha zwierzęcia. I tak, w pięknych, idyllicznych warunkach przyrody, rozgrywały się śmiertelne zapasy między dwoma bestiami. Jedną wielką i brunatną, drugą zaś małą i siwą. Dziewiczą zieleń trawy splugawił głęboki szkarłat krwi.

Denadareth
22. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1300
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
T'jarth Ik'tan
Pierwszą myślą T'jarth było pozwolić niedźwiadkowi wykopać korzeń mandragory i umrzeć. Zwierzątko było słodkie i kochane, ale było tylko zwierzęciem. Zmiennokształtny wciąż miał czasem problemy by pozbyć się przyrodzonego poczucia wyższości swojej rasy i uznać życie ludzi za (niemal) równie cenne co własne... a życie zwierzęcia zdecydowało miało drugorzędne znaczenie.
Sytuację zmienił Szary Pies, atakując niedźwiedzicę - zwłaszcza, że wyglądało, że miał całkiem dobre widoki na zabicie jej.
W takiej sytuacji śmierć niedźwiadka nic by nie przyniosła. Owszem, ocalenie go również mogło być bezużyteczne, pewnie i tak by umarł...
Zdecydowały, o dziwo, względy praktyczne.
Działanie korzenia raczej nie zabiłoby ich czwórki. Raczej. Ale na pewno nie byłoby przyjemne.
Krzycząc głośno, szaleńczo machając rękami, miotając się jak ptak ze złamanym skrzydłem, T'jarth wyskoczył z wozu i rzucił się w stronę niedźwiadka, wykrzykując swój okrzyk bojowy:
- A sio! A sio!
Veni, rescripsi, discessi

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość