W pogoni za marzeniem

Starając się zmienić swoje przeznaczenie trzeba pamiętać o przewrotności Losu.
ODPOWIEDZ
Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Akcja przenosi się tu z Galerii "Pióro Feniksa"


Karcza "Pod Złamanym Żebrem" była już niemalże legendarnym miejscem w nimnarejskiej topografii. Znał je praktycznie każdy mieszkaniec, a wędrowcy szybko tu trafiali wiedzeni zapachem jadła. Wieczorami grała tu muzyka, a gwarne rozmowy słychać było przez uchylone okna. Na piętrze mieściły się pokoje do wynajęcia i właśnie do jednego z nich kierowali się oni. Ten, który przez pewien czas przysano Yrene był prosty. Łóżko, starannie pościelone. Biurko, na nim lampa oliwna i dwa krzesła obok. Szafa w rogu. Na wieszaku wisiał ciężki skórzany płaszcz, pod ścianą oparta kusza. Na podłodze rozrzucone metalowe pułapki, w które nikt nie chciałby wpaść.
Wróciwszy ze spaceru po mieście musieli przyznać, że ich główny cel został osiągnięty - pozbyli się wszelkich resztek kaca, chociaż opróżniona do połowy butelka whisky przypominała im skutecznie jak wstawili się zeszłego wieczoru. Teraz zaś, mając w głowie doświadczenia bieżącego poranka czarnowłosa sprawnie odkręciła ją i polała złotego trunku do dwóch szklanek. Musiała się napić. Dowiedzieć się, że istnieje sposób na ściągnięcie jej klątwy to jedno, ale konieczność znalezienie tego pchlarza, który ją na nią rzucił graniczyło z cudem. Nie była pewna, czy wskazanie im prywatnej galerii sztuki przez miejscową Siostrę Słońca to coś, z czego powinna się cieszyć. Haerius Vir'Draugen okazał się być dwulicowym manipulatorem i aż strach pomyśleć, do czego próbował namówić kobietę. Niemniej potrzebowali tego Obrazu Snów
- Po pierwsze jeszcze raz dziękuję ci za pomoc - rzekła do Veratha siadając na krześle przy stoliku. Upiła łyk alkoholu, po czym spojrzała mu w oczy. - Mówiłeś, że nie robisz nic bezinteresownie, szczególnie dla obcych. Zanim przejdziemy do głównej części rozmowy powiedz najpierw, ile już teraz jestem ci winna za wsparcie przy zdobywaniu informacji i ostrzeżenie przed Haeriusem?
Interesowało ją również to, że zaproponował jej swoje usługi w dalszym ciągu tej gównianej przeprawy. Zanim do nich jednak dojdą muszą ustalić to, co wydarzyło się do tej pory.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Verath poczuł się jak u siebie w domu. Natychmiast usiadł na łóżku i wyciągnął nogi.
- No, to było pouczające - powiedział. - Nie pamiętam, czy "nie dawaj się malować paskudnym upiorom" było lekcją, którą mama mi próbowała wpoić, ale na pewno powinno się tego uczyć wszystkie córki. Co zamierzasz zrobić z tym fantem? Jasne, że możemy zarobić i zapłacić mu normalnie, ale czy chcesz żeby to... coś... grzebało ci we wspomnieniach i w czym tam jeszcze ma grzebać, by odkryć prawdę? To twoja klątwa, więc twoja decyzja.
Zamyślił się.
- Myślisz, że ta laska od Illanitek wiedziała, do kogo nas wysyła? Nie zdziwiłbym się, tym świętojebliwym wiedźmom nie można ufać. A jeśli nie... to ciekawe, co by powiedziała, gdybyśmy jej nagadali, co to za indywiduum - powiedział Verath. - Ale na razie nie możemy sobie pozwolić, by go wyegzorcyzmowały, bo może nam się jeszcze przydać... a przez "nam" mam na myśli "tobie".
Gdy wspomniała o cenie za jego usługi, uśmiechnął się.
- Za dotychczasową pomoc... cóż, powiedzmy, że napatrzenie się na twoje ciało było wystarczającą zapłatą. I powiem ci, że wyglądasz tak, że... uhuhu! - Nachylił się do przodu. - Nadal mam nadzieję, że kiedyś połączy nas płomienny romans, ale mama uczyła mnie, że nie wolno wykorzystywać do tego faktu, że kobieta jest w ciężkim położeniu, tak więc na chwilę ten temat odkładamy na półkę. Przejdźmy więc do pieniędzy. Zgadzasz się, żebyśmy zarobili to w karty? Jeśli tak, to cała kasa, którą zarobimy idzie póki co dla ciebie, na poczet zapłaty dla tego dupka. Ale jak już to załatwimy i staniesz na nogi, to zwrócisz mi połowę zarobionych pieniędzy plus dodatkowe dwadzieścia... no, piętnaście procent, za to że musiałem czekać. Nie przejmuj się, dam ci rozsądny termin spłaty lub będziesz mnie spłacała w ratach.
Nie przyznał tego na głos, ale nie miał zamiaru zostawiać Yrene. Za bardzo chciał zobaczyć, jak to się wszystko potoczy. No i naprawdę ją lubił.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Zachowanie mężczyzny, jak cały czas z resztą, wyraźnie ją irytowało. Zamiast chcieć go jednak za to zabić wkurzała się tak, jak rodzeństwo denerwuje się na siebie nawzajem. Może i chciała go udusić, ale nie robiła tego, bo bez faceta byłoby nudno. Posłała mu za to gromiące spojrzenie, gdy rozwalił się na jej łóżku.
- Nie znam alternatywny, która doprowadziłaby mnie do tego... Psa ze wścieklizną. Nie wiem jak się nazywa ani gdzie jest. Jedynym tropem są moje wspomnienia, w których ten skurczybyk pokazał zarówno swoją twarz jako człowiek i jako bestia. Gdybyś mnie zapytał jak wyglądał... Ni cholera nie wiem. Ale to jest gdzieś tam w mojej głowie.
Nie miało znaczenia, czy kapłanka odsyłając ich do galerii wiedziała kim był Haerius. Liczyło się to co był w stanie zrobić. Dzięki swoim umiejętnościom mógł wyciągnąć z jej wspomnień obraz tego, którego szukali i namalować go w miejscu, w którym aktualnie się znajdował. Lepszej pomocy nigdzie nie uzyskają. Szczególnie, że czas na odnalezienie wilkołaka też mieli ograniczony.
Zaraz jednak zaprzestała rozmyślań nad przeszłością i spojrzała na Veratha. Pierwszy raz odkąd się poznali mógł zobaczyć jak jej maska na moment całkowicie spada i zamiast twardej walecznej kobiety ma przed sobą speszoną dziewczynę. Lekkie rumieńce pojawiły się na jej policzkach, a wzrokiem uciekała od jego oczu. Żeby tego było jeszcze mało ramionami objęła się na wysokości piersi jakby chcąc je przed nim ukryć. Czy ona na pewno dałaby radę w razie czego "odzyskać przegrane pieniądze oferując inny rodzaj zapłaty"?
- Śnij dalej o tym romansie. Nie ma szans - powiedziała, a jednak w jej głosie nie było tej pewności siebie, z jaką wcześniej go odrzucała.
Kalkulowała przez chwilę w głowie jego warunki. Pieniądze, tak? Nie żadne przysługi, oddawanie mu duszy czy dziewictwa (o czym Verath nie wiedział), tylko kasa. To było... Bezpieczne. A jeśli po drodze któreś z nich zginie nie będzie potrzeby, żeby potem martwić się o spłatę długu.
- To co mówisz wydaje się brzmieć uczciwie. Jeśli miałabym ci potem to oddawać to tylko w ratach. Nie będę w stanie zebrać tyłu pieniędzy naraz. Co z kolei przypomina mi o czymś innym. Mówiłeś, że to ja mam wygrać to wszystko w kartach. Zapomniałeś, że dopiero wczoraj czegokolwiek mnie nauczyłeś? Jestem w to okropna, a te pojedyncze partyjki, gdzie mi się udało było raptem szczęściem nowicjusza. Nie wytrenujesz mnie na szulera twojej kategorii w kilka godzin. Plus dziś wieczór obiecałam pójść na polowanie. Dziczyzna, pamiętasz?

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Całe szczęście, że Verath miał twarz pokerzysty. Dzięki temu nie pokazał po sobie - a przynajmniej miał nadzieję, że nie pokazał - chwilowego, tak niepasującego do niego, braku pewności siebie, który go ogarnął, gdy dziewczyna skuliła się w sobie, obejmując ramionami piersi. Czy posunął się za daleko? Z pewnym zaskoczeniem stwierdził, że nie chciał, by była na niego zła. Zrobił więc to, co zazwyczaj robił w tego typu sytuacjach.
Zamiast przeprosić, wściekł się.
- Dziewczyno, czy ty siebie słyszysz? - wyrzucił. - Ja nie chcę tu wyjeżdżać, że jesteś tylko kobieta, więc słuchaj się faceta, jeśli chodzi o kasę, ale... gdzie ty się uchowałaś? Piętnaście procent "wydaje się brzmieć uczciwie"? Przecież próbuję obrabować cię w biały dzień. Dziesięć procent, prędzej, no może dwanaście, biorąc pod uwagę, że ryzykuję, przebywając z tobą. Ale piętnaście? Zapomnij. Więc dobra, dziesięć procent, ale będę twoim utrzymankiem - mimo poczucia wstydu, które wcześniej go objęło, nie mógł się powstrzymać. - Póki latamy za tym wilkiem i twoją klątwa, opłacasz mi wyżywienie i nocleg, o alkohol troszczymy się sami we własnym zakresie... a bogowie jedni wiedzą, że na trzeźwo ciężko będzie ogarnąć ten syf.
Wyciągnął talię kart i zaczął tasować zręcznymi ruchami.
- No, nie powiem - zaczął. - Szulerka z ciebie jak... jak... no cóż, za dużo emocji na metafory, bardzo kiepska z ciebie szulerka, jasne? I będziemy musieli nad tym popracować, prawda. Ale niektóre smoki żyją krócej niż zajęłoby zrobienie z ciebie prawdziwej mistrzyni. To nie przytyk, fakt, że jesteś beznadziejna bardzo nam pomaga. Zwabisz bogatych dupków jak... jak... no, jak coś krwawiącego wrzuconego do wody z rekinami. Jak przynęta, o! A to, że jesteś kiepska nie będzie miało znaczenia, skoro będzie ci dopisywało szczęście.
Podał talię dziewczynie.
- Teraz ty przetasuj - powiedział. - Skup się na kartach. Nieważne jak tasujesz, upewnij się tylko, że nie gubisz kart.
Gdy zaczęła tasować, Verath włożył dłoń pod koc i zaczął układać palce w mistyczne znaki, wysyłając swoją wolę w stronę kart, naginając prawdopodobieństwo do swej woli.
- Wystarczy - powiedział. - Weź cztery karty z wierzchu.
Gdy Yrene to zrobiła, ujrzała cztery Smoki.
- Jeszcze raz - polecił. - Przetasuj i weź cztery karty z góry.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Ależ z niego był chujek!
Przyjmując na siebie jego słowny atak kobieta odruchowo już chyba przybrała obronną postawę. Ściągnięte brwi, krótkie prychnięcie pod nosem, założenie nogi na nogę i uniesienie głowy. Jeżeli chciał sprawić, żeby zapomniała o swoim wstydzie to brawo, udało mu się. Za to na nowo widziała w nim manipulującego ludźmi gbura. Sięgnęła po najbliżej leżącą rzecz na tyle ciężką, by nabić mu guza. Padło na butelkę whisky, ku radości lub przerażeniu Veratha. Trzeba jej jednak przyznać, że nie postarała się zbytnio rzucając, więc ten powinien ją złapać raczej bez większego problemu. Szczególnie, że w środku była jeszcze połowa zawartości.
- Zdajesz sobie sprawę, że momentami jesteś wstrętny jak ogrzy smark, prawda?
Posłała mu przez moment takie spojrzenie, jakby dokładnie w tej chwili marzyła tylko o tym, żeby go wykastrować. Własnymi rękoma. Ba! Nawet wstała ze swojego krzesła podchodząc do niego gwałtownie, pochyliła się nad nim i... wyrwała mu butelkę alkoholu z dłoni. Bez słowa już odkręciła ją i napiła się nieco bursztynowego napoju, aż przyjemne ciepło rozlało się po jej przełyku. Dopiero potem odsapnęła nieco bardziej uspokojona.
- Czyli pomoc w zdobyciu łącznie dziesięciu nimnarów, w ramach zapłaty dla ciebie sześć z możliwością oddawania tego w ratach. Zakładając, że przeżyjemy wystarczająco długo, żeby się potem rozliczyć? Plus zakwaterowanie i wyżywienie? Wiesz, po namyśle dość się cenisz. Co powiesz w takim razie na łącznie cztery nimnary, towarzystwo dziewczyny jedynej w swoim rodzaju oraz świeże porcje dziczyzny podczas naszej podróży?
Skoro już jej wytknął zbytnią łatwowierność, uległość finansową i brak własnego zaangażowania, to teraz ma. Będą się targować. Mimowolnie skierowała wzrok na to jak tasował karty. I cholera, faktycznie miał zwinne palce. Przypomniała sobie jego opowieść, jak niby tymi umiejętnościami popisywał się przed innymi, a jej oczy na chwilę rozjaśnił tłumiony śmiech. Widać musiał dużo nadrabiać ręcznymi robótkami, skoro przy tak parszywym charakterze raczej większość kobiet powinna pokazywać mu środkowy palec. Starała się jednak, żeby jej twarz nie zdradzała myśli. I prawie jej wyszło, poza pojedynczym zadrżeniem kącika ust.
Posłuchała się go. Przejmując talię od samozwańczego mistrza kart mieszała je w dość prosty, podstawowy sposób. Brakowało jej wprawy, ale już radziła sobie nieco lepiej niż zeszłego wieczora. Normalnie mógł być z niej dumny. Kiedy wyciągnęła jednak cztery smoki jej oczy rozszerzyły się w szczerym zdziwieniu. Tym bardziej podejrzany był fakt, że gdy mu je pokazała ten wcale nie wydał się zaskoczony. Po kolejnym przetasowaniu historia się powtórzyła. O ile przypadku się zdarzały, tak trzecie przetasowanie było już wystarczającym dowodem. Spojrzała na Veratha podejrzliwie, jakby był co najmniej jakimś jadowitym rodzajem węża, przy którym musiała poważnie uważać.
- Jak to robisz...? Los to sprzedajna kurwa, tak...? Musiałeś jej chyba sporo złota kiedyś rzucić.
Zaintrygowana usiadła na łóżku obok niego kolejny raz tasując karty. Po części robiła to po to, żeby nabrać nieco wprawy, ale również żeby sprawdzić, czy znów wyciągnie jakiś wysoki układ.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
- O dziękuję - powiedział Verath, łapiąc butelkę. - Chyba zaczynam wpadać ci w oko.
Rozejrzał się dookoła, nie znalazł szklanki, więc pociągnął nieco z gwinta.
- Ogrzy smark? Naprawdę? Jesteś znawczynią od ogrów? I smarków - zainteresował się, po czym pogroził jej palcem. - I doceniam, że bierzesz do serca moje nauki, ale nie szalejmy. Cztery nimnary? Biorąc pod uwagę, że wykładam dwa na start, bo przecież coś postawić musimy. Nie wspominając o wydatkach, które poniosę, przygotowując cię. Musimy się wybrać do krawca i ogarnąć ci jakieś lepsze ciuchy.
Chciał pociągnąć kolejny łyk, ale Yrene wyrwała mu butelkę z dłoni.
- Nie, nie - powiedział. - Będę szczodry i nie policzę za edukowanie cię w ekonomii i ogólnym życiowym ogarnięciu, ale nawet biorąc pod uwagę twe, jakże urocze, towarzystwo i dostawy dziczyzny, niżej niż pięć nimnarów nie zejdę. A to i tak cena promocyjna, okazja i w ogóle.
W ogóle nie zwrócił uwagi na jej pełne rozbawienia złośliwe uśmieszki. Gdy tasował karty, reszta świata przestawała się dla niego liczyć. Tak samo gdy sięgał po swą magię, by wpływać na tasowanie Yrene. Musiał przyznać, że - jak na amatorkę - szło jej nienajgorzej. Nawet nie gubiła za bardzo kart. Nawet nie zdawał się zwracać uwagi na to, że usiadła na łóżku obok niego. Nic, zero żenujących, dwuznacznych dowcipów, o tym, że już są razem w łóżku. Pełne skupienie.
Pociągnęła cztery karty - Król, Dama, Bohater, Potwór.
Tasowanie.
Kolejne cztery karty - dwa Króle i dwaj Magowie.
Tasowanie.
Wzięła pięć kart - trzy Damy i dwaj Rycerzy.
- Cóż mogę powiedzieć - Verath przeciągnął się na łóżku. - Dla jednych sprzedajna kurwa, dla mnie łatwa laska, którą bez trudu mogę owinąć wokół palca i sprawić, by tańczyła jak jej zagram.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Spojrzała na niego przelotem i wywróciła oczami. Niczego innego się po nim nie spodziewała, ale była wyraźnie zmęczona jego jakże elokwentnymi wypowiedziami.
- Serio nie mogę cię rozgryźć. Nie wiem momentami, czy naprawdę jesteś takim niegroźnym półgłówkiem, czy tylko udajesz. Chociaż obstawiam przy tym drugim. - Tym razem spojrzenie, jakie mu posłała było z tych uważnych, przeciągłych. - Nie powiem, zaimponowałeś mi w Galerii. Na czym jeszcze się znasz poza historią sztuki wszelakiej?
Wtem jednak dotarły do niej słowa szulera, na co zmarszczyła brwi. Ba! Przestała nawet tasować na moment!
- Chwila moment. Jaki krawiec? Jakie ubrania? Mam swoje i dobrze mi z nimi. Nie będziesz się bawił w przebieranki ze mną. Zapomnij! Może jeszcze powiesz, że potrzebuję sukni, żeby kusić mężczyzn?
Nie podobał jej się ten pomysł. Naprawdę musiała się posuwać do takich rzeczy, żeby zdobyć pieniądze? Nie było innych metod? Na pewno jakby poszła sprawdzić tablicę z ogłoszeniami o pracę to mogłaby znaleźć dobrze płatne legalne oferty. Prawda...? Jedynym ograniczeniem był dla niej czasu. Dwa miesiące wbrew pozorom miną bardzo szybko, a jeśli nie zdąży cały ten wysiłek pójdzie na marne.
Jednak nie mogła pozwolić sobie na zwłokę. Postanowiła posłuchać Veratha, bo ten o dziwo naprawdę chciał jej pomóc. Dziwiło ją to, ale nie zamierzała narzekać. Po prawie roku samotności była to naprawdę miła odmiana.
- Pięć nimnarów i ani miedziaka więcej. Szczególnie, że i tak mam cię karmić.
Podczas podróży nie zawsze będzie miał wygodne łóżko, a ona była ciekawa jak zniesie obozowanie w lesie. Nie zamierzała mu w końcu za każdym razem zapewniać pokoju w gospodzie, a na szlaku te nie stały na każdym kroku.
Siedząc tak jednak obok niego z kartami w ręku dalej nie mogła się nadziwić jak on to robi. Magia, tak?
- Mówisz właśnie poznaję prawdziwy powód, przez który jesteś tak znakomitym karcianym oszustem? - Oddała mu talię pełna sprzecznych uczuć.
- Skoro uważasz los za łatwą do zmanipulowania laskę to co myślisz o tej z naprzeciwka?
A tym bardziej chciała wiedzieć dlaczego jej pomaga.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
- Na czym się znam? Na sztuce dawanie rozkoszy, naturalnie - powiedział, machając ręką. - A i liznąłem tu i tam, tego i tamtego.
Verath klasnął w ręce.
- Doskonale! - zawołał. - Z moim talentem i twoją zdolnością czytania w myślach, rozpieprzymy bank! Oczywiście, że potrzebujesz sukni, by kusić mężczyzn! Patrząc na ciebie muszą myśleć, że jeśli nie będziesz miała pieniędzy na pokrycie zadłużenia to zapewnisz im niezapomnianą noc, a nie że poderżniesz im gardła. Już nie wspominając, że facet myślący kutasem, nie jest najlepszym graczem. Zbyt lubi ryzykować, za krótko się zastanawia i tak dalej.
Wyszczerzył się do Yrene.
- Najwyraźniej wiem coś o tym, skoro zgodziłem ci się pomóc, prawda? - powiedział, po czym spoważniał. - Poza tym... brzmi to jak naprawdę ciekawa przygoda! Coś bardziej interesujące niż rozpykiwanie kolejnych idiotów w karty. A chyba jako dziecko nasłuchałem się od mamy za dużo opowieści o szlachetnych rycerzach, ratujących z opresji nadobne dziewoje i chciałbym zobaczyć, jak się sprawdzę w tej roli.
Verath wziął karty od dziewczyny i zaczął je znów tasować. To jak szybko nimi poruszał... to musiała być magia, prawda?
- Nie jestem karcianym oszustem - powiedział, ale tym razem jego głos był beznamiętny, jakby koncentracja na kartach sprawiała, że nie miał sił na żadne emocje. - To znaczy jestem, ale nie tylko. Mówiąc szczerze, gdy gram i nie mogę wykonywać pewnych magicznych gestów, to używanie magii, chociaż możliwe, przychodzi mi z dużym trudem. Całe szczęście więc, że jestem prawdopodobnie, z magią czy bez, najlepszym graczem w większość karcianych gier, jakiego spotkasz w życiu. Nie musiałem używać magii, by cię ograć poprzedniego wieczora, tak jak nie musiałem ciebie manipulować. Taaak... używanie mojego talentu do zwiększenia prawdopodobieństwa wystąpienia u mnie kart, jakie chcę jest... trudne i męczące. Gdybym jednak miał wspólnika... a raczej piękną wspólniczkę, jak każdy magik sceniczny... och, siedząc gdzieś w kącie karczmy, ignorowany przez wszystkich, takiej wspólniczce mógłbym układać takie karty, jakie tylko chcę... lub sprawić, że jej przeciwnicy mieliby same blotki.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
- "Liznąłem", tak? - Mimowolnie uśmiechnęła się z przewrotnym uśmiechem, po czym pokręciła głową. On chyba naprawdę był taki cały czas. Powoli zaczynała się przyzwyczajać.
Nie znaczy to jednak, że jej się to w pełni podobało.
- O wiele bardziej wolę sprawiać wrażenie, że poderżnęłabym im gardło, gdyby choćby spróbowali pchał łapy tam gdzie nie trzeba. A wiesz dlaczego? Bo zrobiłabym to z największą przyjemnością. - Kolejny raz jej oczy ciskały gromy. - Jeśli którykolwiek z twoich celów by się odważył na to bądź świadom, że przykrywkę szlag trafi od razu.
Była groźna, to zdecydowanie. Żaden mężczyzna nie mógł pozwolić sobie, żeby ją zlekceważyć. Im dłużej Verath jednak z nią przebywał mógł zacząć odnosić wrażenie, że pod tym jej chłodem starała się ukryć swą nieco bardziej wrażliwą stronę. Bywały momenty, że przebijała ona przez tę zimną maskę dziewczyny nieco wyraźniej.
- Ach... więc jesteś moim rycerzem w lśniącej zbroi? Zamiast z paszczy wygłodniałej smoczej bestii ratujesz mnie z wilczych szponów, tak? Tylko jeśli się nie mylę ci bohaterowie z dziecięcych opowieści nie kazali sobie płacić. A może to ja coś źle zapamiętałam?
Podpuszczała go, jak nic. Ten jej cwany uśmieszek był tego najlepszym dowodem. Potem zaś nie mogła oderwać wzroku od tego jak tasował karty. Cholera. Może faktycznie mogło to czasami zrobić na kimś wrażenie. Zdecydowanie się popisywał.
- Nie musiałeś mną manipulować? A gdybyś chciał to zrobić, to jakby to wyglądało, co? Skoro mam być twoją partnerką w zbrodni to chyba dobrze, byś nauczył mnie kilku swoich sztuczek. Tak w razie czego, wiesz. Gdybyś na przykład zawiesił wzrok na kilka sekund za dużo na jakieś karczemnej dziewce czy innej pannie, a ja zostałabym zdana na własne siły?
Żart żartem, a jednak brała pod uwagę taką sytuację. Nie ufała ludziom, co z resztą już wczoraj mu powiedziała. Zbyt wiele razy przekonała się, że wiara w innych prowadzi tylko do rozczarowań.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Verath pogroził jej palcem.
- I takie właśnie podejście będziemy musieli zwalczyć - powiedział. - Bez względu na to, jak się będą gapić i czy będą po tyłku klepać, będziesz musiała się tylko śmiać głupkowato. Popracujemy nad tym i na pewno dasz radę.
Wyciągnął rękę po trzymaną przez Yrene butelkę alkoholu.
- Pora na kolejną, darmową lekcję życia od Wujcia Kela - powiedział. - A więc: "Duma jest do dupy. Ważniejsze jest, by przeżyć i być panem własnego losu". Na własnej skórze przekonałem się, że to prawda. Gdy czegoś chcesz, a wolność jest najwyższym dobrem, to warto się poniżyć, pokajać i udawać słabszą, bardziej żałosną niż się jest. Bo może i poderżnęłabyś gardła z najwyższą przyjemnością... ale oboje wiemy, że nie możesz nikogo zabić, prawda? Czy dasz głowę, że ta klauzula dotyczy tylko osób, które zabijasz w... w swojej drugiej postaci?
I znów, zaskakująco poważne jak na niego spojrzenie... które zaraz zostało zastąpione rozbawionym, kpiarskim wyrazem twarzy.
- I zdecydowanie słuchaliśmy innych opowieści - powiedział. - W tych, które ja słuchalem i czytałem, ów bohater zawsze dostawał królewnę, często największą laskę na świecie, i pół królestwa. Tak więc to, co ja sobie policzyłem, to naprawdę cena okazyjna.
Zniecierpliwiony, odebrał Yrene butelkę i się napił.
- I ja nikim nie manipuluję - powiedział. - I nie zamierzam na nikim zawieszać oka. Chyba, że dosłownie masz na myśli zawiesić oko, bo gapić się chyba mogę. A jeśli, JEŚLI uznam, że z jakąś bym chciał wylądować w łóżku, to załatwię to tak, by nie kolidowało z naszymi planami. Za nic nie przegapiłbym zakończenia tej sprawy. Uwierz mi, w łóżku potrzebuję tylko chwili.
Podrapał się po podbródku i roześmiał się.
- Chociaż to wyznanie chyba nie stawia mnie w dobrym świetle, prawda?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Uniosła brew, a w jej oczach zabłysnęła ostrzegawcza iskierka.
- Jak niby popracujemy? Kel. Czy ty siebie słyszysz? Nie jestem jedną z tych panienek, które dają się obłapywać, szczypać czy rzucać w swoim kierunku jednoznacznymi tekstami.
Oddała mu alkohol bez większego siłowania się. Nie miała jakoś bardzo na niego ochoty, chociaż fakt faktem odrobina procentów mogłaby złagodzić kotłujące się w niej emocje.
- Mam się płaszczyć? Gdybym to robiła wcześniej w swoim życiu wierz mi, że nie byłabym tym kim jestem teraz. I nie mam na myśli tej całej klątwy. Skończyłabym jako kura domowa będąca na każde skinienie mężulka. Tam skąd pochodzę ciężko o dobrą partię czy to z wykształcenia, czy zaangażowania. Wiesz co się robi z niepokornymi żonami, prawda? Przynajmniej w tych bardziej zaściankowych miejscowościach. Nie Kel. Ja musiała cały czas walczyć, żeby uznawano moją wartość. Jak niby mam o tym wszystkim zapomnieć? Zgnieść to kim jestem i schować w kieszeń?
Zaklęła pod nosem wyraźnie niezadowolona. Ale nie kłóciła się z tym, że nie mogła nikogo zabić. To jej chodziło po głowie już od dłuższego czasu. Ale nie była morderczynią. Nawet pomimo paskudnego charakteru jej ręce pozostawały czyste. Owszem, wielokrotnie chciała zabić wiele osób, jednak pozostawało to tylko w sferze marzeń kobiety.
- Wiesz, że to niesamowicie irytujące, kiedy taki jesteś? Fałszywie wyluzowany, z lekceważącym stosunkiem do całego świata, a jednak umiejący wbijać zajebiste szpile?
Spojrzała mu w oczy. Głęboko, uważnie. Jakby chciała przejrzeć go na wylot tak, jak sam Verath to robił przyglądając się aurze swoich współgraczy.
- Mam wrażenie, że doświadczyłeś w życiu cholernie wiele. Za dużo jak na jedną osobę. I dlatego taki jesteś, bo obecne problemy są niczym w porównaniu z tym, czego już doznałeś. A ten prześmiewczy sposób bycia to po prostu sposób, żeby sobie ze wszystkim poradzić. Często miewasz koszmary, Kel?
Nie skomentowała żartu o szybkim załatwianiu sprawy z panienkami. Nie uśmiechnęła się na wzmiankę o zawieszaniu oka na kimś. Przekrzywiła za to głowę patrząc na siedzącego przed nią mężczyznę.
- Jeśli będziesz kiedyś potrzebował mojej pomocy śmiało mów. Samo to ile już dla mnie zrobiłeś na to zasługuje. - Dopiero teraz się lekko uśmiechnęła. - Tylko nie myśl sobie, że możesz już spocząć na laurach.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
- Dokładnie tak, cieszę się, że rozumiesz! - powiedział Verath z uśmiechem. - Musimy nauczyć cię znosić obłapywanie, obszczypywanie i jednoznaczne teksty. Najlepiej jeszcze byś w takich sytuacjach uśmiechała się słodko, mrugała swymi jakże ślicznymi oczętami i prosiła o więcej.
Pochylił się nagle do przodu.
- Wiesz na czym polega twój problem? - zapytał. - Właśnie na tej dumie. Mocno przereklamowana rzecz. Podobnie jak godność i poczucie własnej wartości. Wszystkie te rzeczy to jedno gówno i tyle samo są warte co gówno. Jeśli nie chcesz być kurą domową, to wstajesz i wychodzisz. Zresztą uniknięcie tego losu udało ci się całkiem nieźle, prawda? Liczą się tylko przetrwanie i wolność. A jeśli kogoś zabijesz i będziesz do końca życia niewolnikiem klątwy, to nie będziesz wolna.
Miał już rzucić jakimś ciętym komentarzem na temat jej uwagi o wbijaniu szpil, gdy trafiła go jej szpila. Zachował pokerową twarz... no, oprócz nagłego zaciśnięcia pięści, gdy wspomniała o koszmarach. Zaraz jednak przybrał słodki uśmiech.
- Śpię jak dziecko - powiedział. - I nie mam na myśli, że obsrany, ale że śnię o cyckach. A za ofertę pomocy dziękuję, kto wie, może skorzystam. Zwłaszcza jeśli spodoba mi się jakaś laska, to mogę cię prosić byś ją urobiła tak, by była już niemal we mnie zakochana zanim mnie zobaczy. Innych problemów życiowych póki co nie mam.
Przynajmniej nie takie, w których ona - lub ktokolwiek - mógł mu pomóc. Może dlatego się jej przyczepił? Bo pojawiła się okazja poprawy czyjegokolwiek losu?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Kobieta głośno westchnęła ukrywając twarz w swej dłoni. Czy ten ból głowy to była zbliżająca się migrena? Nic dziwnego, że w końcu by jej dostała, jeśli cały czas musiała wysłuchiwać "mądrości" Veratha. On miał takie dziwne spojrzenie na świat. Irytował ją, to zdecydowanie. I aż korciło Yrene, żeby w końcu mu czegoś nie zrobić.
- Wyjaśnij mi proszę, bo może to ja czegoś nie rozumiem, ale JAK zamierzasz mnie tego niby nauczyć? Zakładając, że w ogóle się na to zgodzę?
Jeżeli liczył, że będzie mógł samemu skorzystać z takiej okazji, to szybciej skończy z połamanymi rękoma i podbitym okiem. Tak samo z resztą jak każdy inny mężczyzna, który spróbowałby podobnego zachowania. Nie zamierzała się na to godzić. Owszem, zdjęcie klątwy było jej głównym celem, ale nie zamierzała po drodze zagubić tego, kim była. Kobietą silną, niezależną i według niekórych nieustraszoną. Ludzie, których spotykała szanowali ją widzą osiągnięcia Yrene. Była piękna, owszem. Jednak nie zamierzała dać się traktować jak jakaś rozpustnica. Nikomu.
Spojrzała Verathowi prosto w oczy z lekkim uśmiechem, kiedy się pochylił. Ale nie prześmiewszym, protekcjonalnym czy oziębłym. Jej wzrok był uprzejmie zainteresowany, a wygięte w łuk usta lekko rozchylone.
- Możesz tak sądzić, Kel, jednak ja się nie zgadzam. Jeśli nie szanujesz sam siebie jak ktoś inny ma cię szanować? Możesz być żywy, jeśli pozwolisz zmieszać się z błotem, ale czy będziesz wtedy naprawdę żył? Zamierzam walczyć o swoje, ale by osiągnąc swoje cele nie zamierzam innym pozwolić wygrać nade mną. Dopuszczam ewentualnie kompromisy.
Nim ten zdążył się wyprostować zarzuciła mu ramię na szyję przytrzymując przy sobie. Oparła czoło o jego czoło ani na chwilę nie przerywając kontaktu wzrokowego. A jednak w jej oczach zabłysnęły psotne iskierki. Droczyła się z nim. Podjudzała, pokazując tę część swojej osoby, której do tej pory nie widział.
Całkowicie zignorowała jego późniejsze słowa. Przybliżyła twarz jeszcze bardziej do mężczyzny i kiedy już czuł na swoich ustach jej oddech ta... odsunęła się. Dalej siedziała blisko niego. Opierając się o materac za plecami wypięła tułów do przodu, założyła nogę na nogę i przechyliła głowę lekko do boku.
- Tak więc Kel, na jakie kompromisy ty jesteś w stanie pójść?
Takiego zachowania ze strony czarnowłosej na pewno się nie spodziewał.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Najwyraźniej właśnie taką formę "przyzwyczajenia" Yrene do bycia obłapywaną Verath miał na myśli i najwyraźniej dopiero w tej chwili przyszło mu do głowy, że może nie przysłużyć się to jego zdrowiu. Widocznie się zasępił, ale tylko na chwilę, bo zaraz machnął lekceważąco ręką.
- Nad tym pomyślimy jeszcze - powiedział, po czym ziewnął przesadnie. - A ty dalej o tym szacunku. Co z tego, że nikt mnie nie będzie szanował? Mam w dupie szacunek. Nawet lepiej, jeśli mnie nie doceniają. Szacunek to zbędny luksus. Gdy ktoś czegoś potrzebuje, to nie musi szanować drugiej osoby, by się do niej zwrócić.
Wskazał palcem na Yvette.
- Szczerze wątpię, czy mnie szanujesz, ale to nie ma znaczenia - powiedział. - Ty potrzebujesz coś ode mnie i jesteś gotowa za to zapłacić. To wystarcza. Już jest między nami jakaś relacja. A tak wyglądają relacje między wszystkimi ludźmi. Jedni coś chcą od innych i są gotowi coś im za to oddać... albo chcą to dostać bez dawania czegokolwiek w zamian. A życie? Co to znaczy "żyć naprawdę"? Filozoficzny bełkot. Jeśli oddychasz, to żyjesz naprawdę. Reszta ma drugorzędne znaczenie.
Chciał powiedzieć coś więcej, ale nagle Yrene znalazła się przy nim. Jego pierwszą myślą było "cholera, ale jest szybka". Jego dłoń już kierowała się w stronę rękojeści sztyletu, gdy znieruchomiał i innego rodzaju myśli pojawiły mu się w głowie. Bardziej przyjemne myśli. Może nie chciała go zjeść, a... nie, niemożliwe. A może? Darowanemu wilkołakowi nie patrzyło się w zęby, czy jak to tam się mówiło. Verath wahał się jednak o sekundę za długo i już wyciągał ręce, by ją objąć i przyciągnąć do siebie, gdy ona się wycofała.
Patrzył na nią długą chwilę, zaskoczony, lekko poirytowany i bardziej niż lekko podniecony... po czym wybuchnął śmiechem.
- No, no - powiedział, siląc się na spokój. - Właściwe zachowanie do kuszenia graczy masz opracowane do perfekcji. Wspaniale. A co do moich kompromisów... cóż, zszedłem z początkowej ceny, prawda? Kompromis.
Cholera. Co za kobieta.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Kobieta przekrzywiła lekko głowę patrząc na niego. Myślała. Próbowała go rozgryźć chociaż w małym stopniu. I nie mogła powstrzymać się od wywnioskowania, że ten naprawdę miał przewalone w życiu. Może jeszcze bardziej od niej.
- Co innego bycie niedocenianym a nieszanowanym. Gdy ktoś nie dostrzega w pełni twojego potencjału może się potem poważnie zdziwić, gdy pokażesz na co cię stać. Poza tym naprawdę sądzisz, że cię nie szanuję? Owszem, przez większość czasu mam ochotę cię udusić ale spójrz na siebie. Zacząłeś mi pomagać z własnej woli. Ochroniłeś przed dobiciem targu życia w Galerii. Potrafiłeś mnie zaskoczyć w pozytywny sposób rozmawiając z tym Haeriusem jak równy z równym. Masz rozległą wiedzę, którą się nie chwalisz. Jeżeli sądzisz, że nie masz mojego szacunku to się poważnie mylisz. Chcesz czy nie, ale właśnie doświadczyłeś tego "luksusu".
Mówiła poważnie, co było widać w jej oczach.
Zaraz jednak znów się uśmiechała, wyraźnie z siebie zadowolona. Była suką, to zdecydowanie. Specjalnie podjudzała siedzącego przed nią mężczyznę i sprawiało jej to widoczną przyjemność. Przyglądając się wyciągniętym w jej stronę ramionom mężczyzny zaśmiała się urywanie. Siedząc z założoną nogą na nodze zmieniła ich ułożenie, by teraz to ta druga znalazła się na górze, całkowicie niechcący przesuwając stopą po łydce Veratha. Trwało to raptem kilka sekund, ale jednak.
- Jak widzisz nie musisz się aż tak martwić moim treningiem. Ale będę robić wszystko na własnych warunkach. To
mój kompromis. Niech będzie, że też założę te sukienkę, na którą tak nalegasz.
Chociaż raczej perspektywa chodzenia w butach na obcasie nie napawała jej żadnymi pozytywnymi uczuciami.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Tak, coś zdecydowanie było w tym, że Kel nie miał łatwego życia. Ludziom także za bardzo nie ufał i gdy tylko Yrene zaczęła go chwalić i komplementować, zamiast uśmiechnąć się i rozluźnić, jedynie stał się bardziej spięty, a jego oczy zrobiły się zimne i podejrzliwe. Ewidentnie nie przywykł do ludzi mówiących miłe rzeczy na jego temat, a raczej nie spodziewał się po nich niczego dobrego.
- No oczywiście, facet idealny ze mnie - zaraz przeszedł w swój zwyczajowy tryb irytującego podrywacza. - Mam nadzieję, że to zapamiętasz. Ale nie przypisuj mi żadnych altruistycznych pobudek. Robię to tylko dla pieniędzy, dreszczyku emocji i okazji zaciągnięcia cię do łóżka.
Powiedział to całkowicie odruchowo, nie wiedząc nawet czemu chce ją do siebie zrazić, gdy chyba powoli zaczęła się do niego przekonywać. Bez znaczenia. Tak należało.
Znów spiął się nieco, czując dotyk stopy Yrene. Nie mógł się jednak nie uśmiechnąć, nawet gdy poprawiał się na swoim miejscu, by siedzieć wygodniej. Ale zaskoczyła go idąc na tego rodzaju ustępstwa.
- Wspaniale - powiedział. - Znasz jakiegoś odpowiedniego krawca albo kupca handlującego takimi ciuchami? Tak, tak, wiem, że to nie twój styl, ale ja jestem nowy w tym mieście i zdążyłem póki co zlokalizować tylko karczmy, szulernie i burdele.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Jej wzrok niewiele się zmienił, gdy obserwowała Veratha. Przeciągle, uważnie. Starając się wychwycić jak najwięcej szczegółów z jego zachowania. I wyciągała wnioski, które zapewne by mu się nie spodobały.
- Ciekawa jestem czy zdajesz sobie sprawę, że mimo wszystko jesteśmy do siebie dość podobni. Ja odpycham od siebie ludzi, bo nie chcę ich skrzywdzić, jeżeli straciłabym kontrolę. Ty odpychasz ludzi, bo boisz się, że sam ją stracisz, gdy zostaniesz skrzywdzony. Mylę się?
Znali się jednak zbyt krótko i powierzchownie, żeby dziewczyna próbowała przebić się przez jego mury. Ba! Doświadczyli razem zbyt mało, by pozwoliła mu wejść za swoje własne barykady. Chociaż fakt faktem powoli zaczęła dopuszczać do siebie myśl, że będzie spędzać z nim o wiele więcej czasu, niż z kimkolwiek w przeciągu ostatniego roku. Ciekawe, czy w międzyczasie się nie pozabijają.
- Jesteś niesamowicie uparty z tym zaciąganiem mnie do łóżka. Naprawdę. Skoro już wiesz, gdzie są miejskie burdele, tak dalej uważasz, że ciekawsze jest podjudzanie wilkołaka? Aż tak lubisz ryzyko? Ten pęd krwi w żyłach? Szaleńcze bicie serca i szum w uszach? Igranie z LOSEM, czy zdążysz na czas chwycić sztylet?
Uśmiechnęła się, równie uwodzicielsko co przed chwilą. Poprawiła się też, by samej z pozycji odchylonej do tyłu przejść w jej przeciwieństwo. Oparła łokieć na kolanie górnej nogi, a na dłoni ułożyła podbródek. I po jej rozbawionym spojrzeniu jasno mógł zauważyć, że gra słowna była tu całkowie przemyślana.
- Widziałam jeden sklep z gotowymi sukniami i garniturami na Złotej Ulicy. Podejrzewam, że głównie zaopatrywali się tam arystokraci przed Upadkiem. A oni nawet gdy prości ludzie nie mają co do garnka włożyć dalej wolą chodzić w jedwabiach. Pójdziemy tam później.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Verath nie byłby sobą, gdyby odkrył cokolwiek przed Yrene i gdyby zareagował w jakikolwiek inny sposób niż kpiną.
- Och, oczywiście, że jesteśmy podobni do siebie - powiedział. - Dwoje bardzo atrakcyjnych ludzi, którzy odczuwają do siebie nieodparte pożądanie. Tak, tak, bogowie stworzyli nas z tej samej formy. - Tym razem w jego próbie podrywu zabrakło jednak przekonania, jakby czytał z kartki. - A ludzi odpycham nie z jakichś głębokich psychologicznych powodów, tylko dlatego że jako ogół są po prostu do dupy.
Zaskakująco poważnie przyjął jednak dalsze słowa Yrene. To było zaskakujące, ale miała rację. Pomijając już same burdele, na pewno było wiele niemal równie atakcyjnych kobiet, które mógł zaciągnąć do łóżka, nie ryzykując, że gdy przyjdzie do pełnego pasji gryzienia, to skończy rozszarpany. Dlaczego więc tak się jej trzymał? I dlaczego to robił, nawet nie będąc pewnym, czy w ogóle w łóżku wylądują?
- Oj tam, prostytutki kosztują - powiedział, jak zwykle przyjmując kpiarki ton. - O wiele lepiej przespać się z dziewczyną, która płaci mi, prawda? Poza tym... jestem zawodowym hazardzistą - przypomniał Yrene. - Oczywiście, że lubię ryzyko. Zwłaszcza, jeśli wygrana jest tego warta.
Tym razem jednak jej zmiana pozycji go nie zaskoczyła, co nie zmieniało faktu, że patrzył na nią z przyjemnością.
- Jak tu nie kochać arystokratów, prawda? - powiedział. - Przynajmniej jest kogo okradać i ścinać podczas różnych rewolucji. No dobra, no to pójdziemy tam. Czemu nie od razu? Czy najpierw chcesz odhaczyć polowanie dla tego twardziela na dole?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Uśmiechnęła się, chociaż gest ten nie obejmował oczu kobiety.
- Tak, tak. Oczywiście. Skoro tak mówisz, to na pewno masz rację.
Mógł zapewniać ją o tym, że na niebie jest tylko jeden księżyc, lub że Szkarłat się wycofał. Nie wierzyła w ani jedno słowo mężczyzny. Ukrywał to kim naprawdę był, co potrafił i jak się tego nauczył. W porządku. Ona też wielu rzeczy nie mówiła, chociaż skubany zdążył już dużo z jej przeszłości mimochodem poznać. Nie zamierzała naciskać na niego, żeby nagle wszystko jej opowiedział, ale nie planowała również udawać, żemu wierzy.
- Jesteś tak monotematyczny, że aż nudny. Serio.
Wstała w końcu z siedzącej pozycji i przeciągnęła się. Puszczała też mimo uszu już praktycznie wszystkie jego uwagi. Niech śni dalej. Szybciej obudzi się w rynsztoku zalany w trupa i we własnych rzygowinach. Potrzebowała jego pomocy, jednak jak już ustalili szybciej połamie mu ręce, jeśli tylko spróbuje ją tknąć. Albo może lepiej nogi? Jeszcze nie zdecydowała. W każdym razie szybciej Biały Płomień zgaśnie, nim ona mu ulegnie.
- Przejdźmy się w stanim razie, bo widzę, że jednak potrzebujesz jeszcze nieco świeżego powietrza, by rozjaśnić umysł. Brzmisz dalej jak w pijackim amoku. Im szybciej kupimy tę suknię tym szybciej będę miała to z głowy. A potem poćwiczymy jeszcze w karty, skoro mam ich ogrywać. Nawet jeśli zajmiesz się korzystnym ułożeniem, to jednak powinnam radzić sobie lepiej niż podczas raptem drugiej rozgrywki, prawda? Zapewnienie wiarygodności i takie tam? Łatwiej udawać, że czegoś się nie umie niż w drugą stronę.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Verath spojrzał na nią z uznaniem. Miał już kilku partnerów w swoich przekrętach i ona była jedną z nielicznych, które nalegały na doszkolenie w kartach. Zazwyczaj wszyscy zakładali, że jego magia odwali całą robotę. A to nie zawsze tak działało... poza tym było diabelnie męczące.
- Tak, spacer brzmi dobrze.
Zerwał się z łóżku i zachwiał się tylko trochę. No dobra, może nie powinien był wstawać równie gwałtownie. Albo pić. Ale chyba jednak to pierwsze. Zdecydowanie.
- Prowadź więc - powiedział do Yrene.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Dostrzegła jego spojrzenie, na co tylko przekrzywiła głowę.
- No co?
Była inna od wszystkich, to musiał już wiedzieć. Nie chciała polegać na pomocy innych. Wolała bazować na własnych umiejętnościach, a gdy dostrzegała w sobie jakieś braki chciała je czym prędzej uzupełnić. Nigdy nie podejrzewała, że gra w karty okaże się być równie potrzebna co strzelanie z kuszy czy rozkładanie wnyków. Teraz jednak, gdy już poznała wątpliwej reputacji Casanovę ze Smokami w rękawach, musiała się nauczyć i tego.
Podczas wychodzenia z przybytku Hort rzucił im przeciągłe spojrzenie. Kobiecie nie podobał się uśmieszek spod wąsa mężczyzny. Karczmarz może wyglądał na potencjalnie twardego, przypakowanego mężczyznę, ale już się przekonała, że w głębi duszy był romantykiem. Z dość upierdliwym nawykiem swatania ludzi. Rzadko miał ku temu okazję, więc tym bardziej nie zachwyciła ją radość wąsacza.
Idąc kolejny już raz przez Złotą Ulicę tym razem wiedziała doskonale dokąd zmierza.
- Tylko wiesz... jak już wspomniałam, w tym sklepie zaopatrują się bogacze nimnarejscy. To, że nie zostało ich zbyt wielu nie znaczy, że właściciel zszedł z ceny swoich produktów. Przynajmniej tyle udało mi się dowiedzieć odkąd przybyłam do miasta.
Stojąc przed Jaśniejszą Stroną Słońca, sklepem z różnego rodzaju tekstyliami, aż przeszedł ją dreszcz na widok manekina stojącego na wystawie za szybą. Miał całą masę falbanek oraz koronek. I widocznie wzbudzał w niej niechęć.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
- "Jaśniejsza Strona Słońca"? - Verath przeczytał szyld. - Czytałem kiedyś książkę o takim tytule. Było o pewnej Siostrze Słońca, która... nieważne.
Podszedł do szyby wystawy i przyjrzał się krytycznie sukni na manekinie.
- Nie, to odpada - powiedział. - Te wszystkie falbany to chyba do jakiegoś kabaretu. Poza tym za mało odsłania.
Spojrzał po pozostałych ubraniach na wystawie.
- Hmm, najwyraźniej tymi bardziej skąpymi się nie chwalą na wystawie - powiedział. - A co do ceny... cóż, zaoferowałem moje dwa nimnary jako inwestycję w ciebie. A jeśli to będzie za mało... cóż, to albo będę musiał na szybko zarobić albo, co bardziej mi się uśmiecha, po prostu ukradniemy to, co się nam spodoba.
Następnie otworzył drzwi i wszedł do środka.
- Dzień dobry! - powiedział donośnie, po czym odwrócił się do Yrene. - Chodź kochanie! To w końcu twoje urodziny!
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Stojąc jeszcze na ulicy ostatni raz ciężko westchnęła. Jak ona nienawidziła takich przebieranek. Zaraz jednak przybrała beznamiętny wyraz twarzy, po czym weszła za mężczyzną do sklepu.
Wnętrze "Jaśniejszej Strony Słońca" było dosłownie promienne. Stojące świeczniki rozświetlały manekiny z najróżniejszymi sukniami oraz męskimi garniturami, smokingami, frakami i czego jeszcze płeć brzydka potrzebowała. Na wieszakach przygotowano stroje w różnych rozmiarach, a duże stojące lustra czekały tylko, by się w nich przejrzeć. Nie zabrakło również sofy i stojącego nieopodal stolika z kryształowymi szklankami i karafką z wodą.
Nie minęła chwila od ich pojawienia się, gdy podeszła do nich dwójka ludzi. Kobieta z wyraźnym acz skromnym makijażem ubrana w typowy strój pokojówki. Towarzyszący jej mężczyzna za to... lśnił. Dosłownie, bo jego zaczesane do tyłu włosy zdawały się dźwigać zbyt dużą ilość żelu. O ile spodnie miał dość proste, to jednak na klasycznej białej koszuli nosił mieniącą się w blasku świec cekinową kamizelkę. Przyodziane pantofle błyszczały, jakby wypolerował je chwilę przed ich przyjściem.
- Witam, witam w mym skromnym przybytku! Witajcie w Jaśniejszej Stronie Słońca! Jestem Dalton Mevuni, właściciel, projektant i główny krawiec. - Ukłonił się w dworski sposób przed nimi, a gdy już się wyprostował powiódł spojrzeniem po obojgu.
Przez sekundę na jego twarzy przewinął się niesmak, gdy oceniał stroje swoich gości, lecz szybko obdarzył ich szerokim uśmiechem.
- Usłyszałem, że droga Pani ma dziś swoje święto! Gratulacje! Czego szukacie, drodzy Państwo?
Może i nie spodziewał się takich klientów, ale pieniądz to pieniądz. Nie ważne kto płacił.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Verath całkowicie zignorował oceniające spojrzenie sprzedawcy i odpowiedział szerokim uśmiechem.
- Ach, dzień dobry! - zawołał. - Tak, tak, mój kochany Gołąbeczek ma dzisiaj urodziny! Wszystko co najlepsze dla niej! A więc kochanie, co byś chciała?
Nie czekał bynajmniej na jej odpowiedź. Zamiast tego zaczął przeglądać suknie.
- Ta jest ładna, prawda Żabciu? - powiedział. - O, albo ta, nieprawdaż Cukiereczku? Co tylko byś chciała, Słowiczku!
Spojrzał w końcu na krawca.
- Poproszę coś podobnego do tego i tego tylko, że... no cóż, materiał jest wspaniały, ale mój Króliczek woli takie suknie, które tego materiału mają mniej. A czyż powszechną wiedzą nie jest, że "mniej znaczy więcej"? - powiedział. - Tak, więc poproszę coś krótszego, moja Sarenka ma prześliczne nogi, które lubi pokazywać. No i oczywiście bez żadnych rękawów. Jaki dekolt chcesz, Rybko? Trochę większy niż ten tutaj, prawda Szczygiełku?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Spokój.
Zachowaj spokój.
Verath miał w sobie naprawdę dużo cech, które w trybie natychmiastowym potrafiły wyprowadzić Irene z równowagi. Owszem, zaczynała go lubić, ale jego obecne zachowanie sprawiało, że miała ochotę przegryźć mu grdykę. Zamknęła na moment oczy licząc uderzenia własnego serca. Wzięła dwa wdechy. I chyba na chwilę pomogło.
Gdy kolejny raz spojrzała na sprzedawcę oraz swojego "ukochanego". Być może tym razem to właśnie mag mógł się zdziwić, bo jej prezencja zdawała się nieco zmienić. Owszem, dalej była twarda i chłodna, ale nagle stała się bardziej dystyngowana. Z delikatnym uśmiechem, zadartym podbródkiem i ręką na biodrze przejrzała zaprezentowane suknie.
- Ach Skarbie... - specjalnie przeciągle na niego spojrzała. Potem tego pożałuje. - ...jak ty doskonale mnie znasz!
Właściciel zaczął pokazywać im różne opcje według wskazanych przez Szulera wytycznych. O dziwo jednak Irene kręciła nosem na więszość. Wskazywała nierówny ścieg, nadgniecioną podszewkę, nieprzyjemny materiał... ogólnie marudziła.
Sama czuła się też dziwnie. Przez prawie rok zmieniła się całkowicie, a teraz sięgała do dawnej siebie. Wiedzy i umiejętności, które matka uparcie w nią wpajała. W duchu uśmiechnęła się na tę myśl. Ciekawe co by powiedziała widząc ją teraz?
- Nie, bez przesady. Nie mam zamiaru wyglądać jak prostytutka szukająca klienta. Odsłonięty brzuch też całkowicie odpada. Wezmę tę. I tę. Poproszę również o tamtą szkarłatką w moim rozmiarze. Gdzie mogę przymierzyć? Chciałabym też prosić o buty na obcasie do przymiarki. Zależy mi na całym komplecie.
Gdy ona poszła do przymierzalni Verathowi wskazano wygodną sofę. Na niskim stoliczku stała tam już karafka z wodą i dwie szklaneczki. W oczekiwaniu aż czarnowłosa się przygotuje do mężczny podeszła pomocnica. Faktycznie była pokojówką i tu dorabiała, czy też ekscentryczny właściciel tak się jej kazał ubierać?
- Czy przynieść coś Panu? Czerwonego wina może?
Jak nic miał chłopak szczęście, by go częstowali alkoholem.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Verath uniósł brew, gdy doszło do "przemiany" Yrene. Jasne, była atrakcyjna i z łóżka by jej nie wyrzucił, ale... kobieca? Dystyngowana? Pełna klasy? No, no, no... tego się po niej nie spodziewał. Kto wie, może ten jego plan ma szanse powodzenia. Może będzie potrafiła odgrywać swoją rolę.
Jemu odgrywanie roli jej faceta wychodziło wspaniale. Już się zaczął śmiertelnie nudzić, gdy ona przymierzała suknie. Jedynym, co mogłoby wyrwać go z marazmu, byłoby oglądanie jej podczas przebierania się, a ona tego nie zaproponowała... zaś Verath czasem zachowywał się przy dziewczynie, jakby był typem samobójczym, ale wiedział, że są pewne granice, których nie należy przekraczać, jeśli nie chce się skończyć wykastrowanym, martwym lub wykastrowanym i martwym.
I jak tu nie pić?
Na szczęście obsługa była na tyle miła, że zaproponowała wino. W zasadzie nie powinien pić więcej, ale skoro oferowali... a przecież w Yrene inwestował tyle, że będzie musiał na jakiś czas ograniczyć kupowanie trunków, więc darmowego nie należało odrzucać. Hmm, ciekawe czy to, że wszyscy oferowali mu coś do picia nie było zasługą jakiegoś podświadomego użycia jego daru. Należało się temu przyjrzeć. Magia zapewniająca darmowy alkohol? To dopiero potęga! Ale wszystko w swoim czasie.
- I jak tam, moja kochana Sikoreczko? - zawołał w stronę przebieralni. - Wybrałaś coś, Łasiczko najdroższa?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Schowana w przymierzalni kobieta, z dala od wzroku towarzyszących jej osób, w końcu pozwoliła sobie na okazanie prawdziwych uczuć. Mentalnie załamana i zniesmaczona zachowaniem Veratha westchnęła cicho. Zaraz też przyłożyła palce do skroni masując je delikatnie. W myślach prosiła wszystkich znanych sobie bogów o cierpliwość, bo zaczęła się obawiać, że niedługo może jej dziewczynie zabraknąć.
Przymierzała wiele sukienek, a Mag oglądał ją w wielu wydaniach. Niektóre stroje były owszem ładne, ale zbyt skromne. Inne wręcz przeciwnie sprawiały, że wyglądała bardziej jak kobieta lekkich obyczajów, niż znacząca pewne siebie kobieta. I chociaż mężczyzna zapewne bardzo chętnie by jej wszystkie te stroje kupił ona kategorycznie odmawiała.
W końcu jednak wyszła do niego w zestawie, który faktycznie przykuwał uwagę. Do tego stopnia, że ciężko było od niej odwrócić wzrok. Długa do ziemi suknia z rozcięciem od biodra, które odkrywało smukłą nogę łowczyni na całej długości. Odkryte plecy zdobione przez srebrne łańcuszki i dekoracje w kształcie kwiatów. Podobnie wyglądające dodatki na wysokości gorsetu, który dodatkowo podkreślał jej biust. Strój zostawiał odkryte barki i ramiona kobiety, a jednak na ręce założyła rękawiczki długie aż za łokieć. W tym stroju, chociaż wiele było zasłonięte, równie dużo odkrytego ciała sprawiało, że uruchamiała się męska wyobraźnia.
- I co myślisz? Chyba się nada?
Obróciła się dookoła własnej osi. Jej długie hebanowe włosy opadały swobodnie na ramiona, a srebrne dodatki podkreślały chłodny odcień błękitnych oczu. Suknia zdecydowanie by się nadała. Sama Irene wykazywała się też zaskakującą umiejętnością chodzenia na wysokim obcasie.

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Wychodząc z przymierzalni, Yrene mogła spodziewać się, że Verath wygłosi również jakieś komentarze na jej widok, ale on nic nie powiedział. Postarał się zachować kamienną twarz, zwłaszcza, że przecież już miał okazję napatrzyć na jej ciało... ale widząc ją w tym stroju nie mógł powstrzymać się przed otworzeniem oczu - i ust - szerzej. Kieliszek wina zamarł w połowie drogi do jego ust.
- Taaak - powiedział i o dziwo nie dorzucił żadnego zdrobnienia. - Tak, sądzę, że ta sukienka się nada.
I od kiedy ona ma tę grację w ruchach? To znaczy owszem, poruszała się w sposób pewny i śmiały, ale jak myśliwy, nie jak tancerka. No, no, no... kto wie, może ten plan miał jednak szansę powodzenia.
Verath popatrzył na właściciela sklepu.
- Weźmiemy tę - powiedział.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1080
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Yrene
Stała tak na środku sklepu. I faktycznie było w niej coś, co sprawiało, że mężczyznom opadały szczęki z wrażenia. Teraz, gdy chciała wydobyć z siebie ten powab i urodę nie miała z tym żadnych trudności. Verath mógł już zrozumieć, dlaczego przedstawiciele jego płci tak bardzo zabiegali w przeszłości o jej względy. Uwolniona kobiecość działała jak magnes. Jak widać przyciągnęła do niej również tych, od których wolała trzymać się z daleka. Blizny na boku kobiecy, starannie ukryte pod materiałem sukni, były tego najlepszym dowodem.
- Uważaj, Skarbie. Ślinisz się.
Jej uśmiech był jak zawsze prowokacyjny, jednak było w nim też coś nowego. Niewielka oznaka zadowolenia. Jakby nie patrzeć każda kobieta miała w sobie nieco pychy i lubiła komplementy. Okręciła się jeszcze raz sprawdzając, w jaki sposób rozcięcie na nodze zachowuje się podczas ruchu. Dobrze, nie ograniczało jej w żaden sposób. Gdyby była potrzeba mogła spokojnie wyprowadzić kopnięcia, czy też zerwać się do ewentualnej ucieczki. Nie, żeby musiała kiedyś uciekać, ale nie zamierzała rezygnować z żadnej możliwości reakcji.
- Tak, ta będzie dobra. Ściągnę ją i poprosimy o zapakowanie.
Rzuciła jeszcze do krawca, po czym zniknęła na powrót za kotarą przymierzalni. Właściciel przybytku dopiero wtedy odzyskał język w ustach i spojrzał na Veratha.
- Doprawdy, masz Panie niesamowitą partnerkę! Powiedz, gdzie można spotkać takie wyjątkowe damy?
W między czasie Yrene oddała suknie pomocnicy, samej wracając do swoich ubrań. Ciekawe, czy jak przyjdzie pora płacenia, to mag nie złapie się za głowę?

Denadareth
11. Eresmes, 4. ES, Popołudnie
Posty: 1382
Rejestracja: 2021-06-13
Karta postaci:
Verath Caron
Z pewnym wysiłkiem Verath zamknął usta i nawet odpowiadając nie odrywał wzroku od Yrene.
- Takie kobiety? - Normalnie zapewne w tym momencie wymyśliłby długą i szczęgółową (i zawstydzającą dla Yrene) opowieść o tym, jak się poznali, ale organ, który odpowiadał za myślenie był nieco przeciążony, więc tylko wydusił z siebie: - Wygląda na to, że znajduje się je w lasach. Jak grzyby.
Po chwili jednak otrząsnął się z wrażenia, jakie zrobiła na nim kobieta. Na bogów, zachowywał się jak smarkacz, jak nastolatek, który po raz pierwszy podejrzał trochę kobiecego ciała.
- Tak, weźmiemy tę - powiedział pewniejszym głosem. - Ile płacę?
Veni, rescripsi, discessi

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość