Domek Aryi - w sąsiedztwie Placu Bubeusza

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Dahlien
4. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Aryanna Janon
Obrazek
Szkic domku Aryi
Wchodząc do Nimnaros od strony bramy południowej bardzo szybko dociera się do placu Bubeusza. To właśnie w jego okolicy mieści się niewielki jednokondygnacyjny domek z niewielkim skrawkiem ziemi. Ciężko stwierdzić, czy bliżej mu do neutralnej Złotej Ulicy, czy też części miasta przynależnej do Nieugiętych, jednak o mieszkającej w nim dziewczynie nie można było powiedzieć złego słowa. Ba! Aryę wszyscy znali i (prawie) wszyscy uwielbiali.
Dom z zewnątrz na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniał. Niegdyś jasne ściany teraz poszarzały, a w dachu brakowało kilku glinianych dachówek. Okna były jednak czyste, zaś w paśmie trawy okalającym nieruchomość nie było chwastów. Ukryty przed wzrokiem przechodniów na tyłach domostwa znajdował się również mały ogródek warzywny, zadaszona wiata z drewnemna opał, zaś z drugiej strony rosło drzewo owocowe. W sezonie często obradzało w słodziutkie jabłka oraz dawało sporo cienia w słoneczne dni.
Wchodząc do domu po prawej stronie pod wewnętrzną ścianą widać było rozkładaną kanapę obitą materiałem, obok niej kominek, zaś pod samym oknem z widokiem na plac stał stół z ciemnego drewna z czterema krzesłami. Na podłodze leżał okrągły dywan pleciony czerwonymi i złotymi nićmi, które jednak straciły już swój oryginalny kolor. Dodatkowo naprzeciwko kominka stał wiekowy już bujany fotel z koziołkiem pod nogi.
Po lewej stronie od wejścia stanowisko do prac domowych jak gotowanie i zmywanie. Kuchenka była prosta, połączona ze stojącym obok piecem. Podczas wypiekania ciast lub wytrawnych pyszności zapewniało to ciepło w większości pomieszczeń oraz cudowny aromat potwierdzający umiejętności kulinarne mieszkanki. Za zlew służyły dwie metalowe misy z wodą, zaś stojący w rogu kredens mieścił większość zastawy i narzędzi kuchennych.
Wchodząc dalej w głąb pomieszczenia docierało się do krótkiego korytarza. Pierwszy pokój po prawej był urządzony bardzo surowo, w typowo męskim stylu. Mimo, iż wysprzątany zdawał się być wyjątkowo zaniedbany. Miejscami tapeta odchodziła ze ścian, podłoga skrzypiała, a okno miejscami podklejono i zabezpieczono dodatkowo kartonami. Niemniej unosił się tu świeży zapach, nigdzie nie leżał kurz, a pościel na łóżku pachniała słońcem. W pomieszczeniu znajdowało się proste biurko z krzesłem oraz szafa pełna męskich ubrań w wielu miejscach zacerowanych lub pełnych łat.
Kolejne pomieszczenie po prawej stronie stanowiła łazienka. Nie można tu było mówić o luksusach. Na środku stała duża balia w ramach wanny, jednak kobiece oko mogło zauważyć, iż stojące nieopodal środki do prania sugerowały również jej drugie przeznaczenie. Na ścianie wisiało średniej wielkości lustro z kilkoma pęknięciami w lewym dolnym rogu. Pod ścianą ustawiono drewniany stołek, szafkę oraz wiklinowy duży kosz, w którym leżały brudne ubrania i pościele. Przy zewnętrznej ścianie z oknem wychodzącym na jabłonkę rozwieszono sznurki do suszenia mniejszej ilości prania.
Ostatnim pomieszczeniem po lewej stronie korytarza był pokój Aryi. Prosty, lecz bardzo zadbany od razu zdawał się mówić, że mieszka w nim młoda kobieta. Wszystko było poukładane, okno rozchylone by wpuścić świeże powietrze, a ściany jasne. Po lewej stronie od wejścia stała duża szafa, a dalej dwuosobowe łóżko, które dziewczyna za młodu dzieliła ze swą babką. Pod oknami stało biurko pełniące również funkcję toaletki, a obok niego pod ścianą najczęściej stała lutnia i lira bardki. Powyżej na ścianie wisiała półka, na której stało kilka książek, notesów i oprawiony w prostą ramkę portret uśmiechniętej od ucha do ucha staruszki.
Na samym końcu korytarza w podłodze znajdowała się klapa prowadząca do piwnicy. By do niej wejść trzeba było zejść po drabinie, lecz wtedy znalazło się w raju dla miłośników domowych przetworów. Na drewnianych regałach stało sporo słoików i beczek, gdzie kisiły się ogórki, kapusta lub przechowywano zakopane pod grubą warstwą soli mięsiwa. Kiedyś było tego o wiele więcej, lecz gdy miasto dotknęły wszechobecne problemy i zawartość spiżarki mocno ucierpiała. Co jednak zostało często ratowało Aryę od zasypiania na pusty żołądek.

Dahlien
6. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Karta postaci:
Aryanna Janon
Prowadziła mężczyznę pod murami budynków, żeby nie rzucać się w oczy potencjalnym obserwatorom. Opuścili już neutralne tereny Złotej Ulicy wstępując na ziemię Nieugiętych. Tutaj o wiele lepiej było czuć słony zapach morza w powietrzu, lecz Rivlish z dalej wbitym sztyletem raczej nie miał ochoty teraz go doświadczać. Całe szczęście, że nie wpadli po drodze na żadnego strażnika, lub co gorsza portowego amatora paju lub mocniejszych napitków.
- Już niedaleko. Jesteśmy już prawie u celu... - zachęcała arystokratę do jeszcze krótkiego wysiłku. Spodziewała się, że będzie cięższy, lecz ze zdziwieniem zaczęła podejrzewać, że gdyby osunął się na ziemię nawet ona powinna go dociągnąć do swego domostwa.
Byli już niemal przy wejściu na jej mini ogródek, gdy rozległ się szmer nieopodal nich. Dziewczyna szybko odwróciła głowę, lecz odetchnęła z ulgą widząc wychudzonego chłopca w wynędzniałych ubraniach. Biegał boso po bruku, zaś w rękach ściskał szmacianą piłkę najprawdopodobniej wypełnioną gałgankami.
- Kieran! Biegnij szybko po Pana Yadleya. Powołaj się na wszystkie przysługi jakie jest mi winien... Niech weźmie wszystkie przybory jakie ma, poza tymi do amputacji. - Dodała też po chwili namysłu. Chłopiec skinął i odbiegł w głąb miasta.
W tym czasie Arya wtaszczyła swego gościa do środka domku i pomogła mu położyć się na kanapie w głównej izbie. Upewniła się, że ten dalej dycha, po czym zaczęła zapalać świece w lampionach, żeby nieco rozjaśnić wnętrze. Mieszkała skromnie, lecz wszędzie było czysto, a na stole nawet stał wazon ze świeżymi kwiatami. Rivlishowi przez pewien czas musiał wystarczyć ten zameldunek.
Kilkanaście minut później za drzwiami dało się słyszeć męski głos.
- Uspokój się już, ty owsiku przebrzydły. Ojciec Aryi nie żyje i doskonale o tym wiesz. Nie mogła przytaszczyć nieboszczyka z powrotem do domu - rzekł ktoś tonem, którego nijak nie dało się lubić. Chwilę później drzwi się otworzyły i do środka bez żadnego pukania wparował człeczyna o, delikatnie mówiąc, gburowatym wyrazie twarzy. Omiótł szybkim spojrzeniem swego pacjenta, po czym zatrzasnął Kieranowi drzwi przed nosem. - Wracaj do matki smarku, to nie dla Ciebie.
Na przywitanie dziewczynie skinął lekko głową, co już w jego przypadku było niespotykaną uprzejmością. Nie pytał o nic. Nie musiał. Yadley Gradorsk leczył tych, którzy nie istnieli, lub świat o nich zapomniał. Nikt do końca nie wiedział skąd pochodził. Czy urodził się i żył całe życie w Nimnaros, czy też któregoś dnia przybył tu z dalekich krain? Czy miał rodzinę? Kim był wcześniej, nim jeszcze liczne zmarszczki pojawiły się na jego licu. Bezpieczniej było nie pytać. Wybrani wiedzieli jednak, że jak mało który znał się na ludzkim ciele i potrafił wielu wyciągnąć z mrocznych łap śmierci, kiedy ta już sięgała po nieszczęśników.
Stękając cicho o bolących plecach usiadł na przygotowanym przy kanapie stołku i zaczął ściągać z Rivlisha kolejne warstwy ubrań. Na widok damskich pończoch uniósł ze zdumienia brew i spojrzał na Aryę przeciągle.
- Ale wiesz młoda damo, że o ile mężczyźni lubują się w oglądaniu damskiej bielizny, to jednak niezbyt lubią nosić ją samemu? - rzekł z przekąsem, a w jego oczach błysnęło coś na kształt rozbawienia. Bardka za to spłonęła rumieńcem kolejny raz tego wieczoru.
- Nie miałam ze sobą bandaży, a musiałam jakoś ustabilizować to ostrze... - mruknęła w odpowiedzi speszona stawiając obok cyrulika misę z ciepłą wodą, mydłem i czystym kawałkiem materiału do wytarcia rąk. Podobna stała już na podłodze obok kanapy do odkładania brudnych narzędzi wraz z naręczem ręczników. Yadley umył ręce, po czym przyjrzał się Task'shamczykowi.
- No synu, ktoś bardzo chciał się Ciebie pozbyć z tego świata. Zrób skurczybykom na złość i nie umieraj, a ja się zajmę resztą. Pij. - Po ostatnich słowach przystawił do ust Rivlisha butelkę i nie dając mu czasu na sprzeciw przechylił ją. Ostry, niemal palący płyn dostał się do przełyku pacjenta, lecz starzec zmusił go do połknięcia. Widząc nietęgą minę arystokraty wyszczerzył swoje szczerbate zęby w paskudnym uśmiechu. - Samogon domowej roboty, na znieczulenie. - Po czym zaczął go opatrywać.

***

Minęło kilka godzin, lecz w końcu udało się Yadleyowi pozbyć sztyletu, zatamować krwotok i założyć szwy Arn'quertow. Kiedy pacjent zażywał zdrowotnej drzemki (a raczej zemdlał od bólu, utraty krwi i domowej roboty samogonu) Arya sprzątała po tej improwizowanej operacji. Na szczęście obyło się bez flaków na starym dywanie, lecz będzie musiała rano poszorować parkiet, by pozbyć się szkarłatnych plam.
Cyrulik w tym czasie odpoczywał przy stole grzejąc dłonie o kubek ziołowej herbaty i wpatrywał się w stary wyszczerbiony talerzyk, na którym dziewczyna położyła mu kilka prostych kanapek. Chleb był ciemny, nieco czerstwy, lecz położyła na nim grube plastry białego sera, który kupiła tego ranka. Mimo, iż nie miała wiele chętnie dzieliła się tym z innymi.
- Chłopak przeżyje, ale przez kilka dni nie powinien nigdzie wychodzić. Na pewno chcesz go tutaj ukrywać? Skoro z tego co opowiadałaś ktoś planował go zamordować sama możesz znaleźć się w niebezpieczeństwie - rzekł po dłuższej chwili milczenia starzec zerkając na śpiącego arystokratę nieufnie. Lubił Aryę. Pomimo jego parszywego charakteru zawsze była dla niego uprzejma i co jakiś czas przynosiła domowe wypieki. Nie miał wnuków, lecz w pewien specyficzny sposób traktował bardkę tak, jakby nią była. Poza tym w życiu się nie przyzna, ale za młodu podkochiwał się w jej babce.
- Nie mogę go teraz zostawić. Nie sądzę, żeby miał się gdzie podziać, poza tym w tym stanie nie zajdzie za daleko. Damy radę Panie Yadleyu. Dziękuję za pomoc. - Sama dziewczyna też była zmęczona. Włosy miała rozczochrane, pod oczami zaczęły się pojawiać cienie, a fartuszek który założyła miejscami nosił ślady krwi Rivlisha, jednak nie miała już sił go ściągnąć i zaprać.
Cyrulik na podziękowania machnął tylko lekceważąco ręką. Komu jak komu, ale jej nie zamierzał odmawiać pomocy. Poza tym była młoda i głupia, więc musiał mieć na nią oko. Zostawił jej kilka buteleczek leków oraz sakiewkę ze sproszkowanymi ziołami do robienia naparów, po czym wrócił do siebie. Arya w tym czasie pogasiła większość lampionów zostawiając tylko dwa - na stole w głównym pomieszczeniu oraz nieopodal kanapy, na której leżał Task'shamczyk. Podejrzewała, że jakby przysiadła na stołku to równie szybko by z nieco spadła, a musiała monitorować, czy mężczyzna oddycha, dlatego zajęła miejsce na podłodze tuż obok sofy. Obserwowała, czy klatka piersiowa arystokraty miarowo unosi się i opada, a ten nie planuje oddać się w ręce Merii. Naprawdę, naprawdę z całych sił starała się sama nie zasnąć, lecz nawet nie zauważyła, kiedy jej głowa opadła i półleżąc na niskim stołku zamknęła oczy odpływając w świat snów.

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Oćma
Emocje tego dnia i niewygodna pozycja musiały sprawić, że sen, który ogarnął Aryę był niespokojny, bo przysięgłaby, że śniły się jej wpatrujące się w nią, duże, zielono-żółte oczy.
W końcu Arya obudziła się.
Rivlish dalej spał; dość niespokojnie. Oddech był urywany, kręcił się na łóżku, a z jego ust słychać było wypowiadane szeptem słowa, z których tylko część była zrozumiała: "Rivlish. Przyjaciel. Twarz. Statek. Głosowanie. Sieć. Kolektyw. Śmierć. Bunt." Chyba jeszcze nie przyszedł na niego czas. Obserwując jego nagą, chociaż obandażowaną pierś, Arya nie mogła nie zauważyć, że znów wydawał się mocno zbudowany. Wrażenie, że jest chudszy, niż sądziła początkowo, które odniosła, gdy pomagała mu iść, musiało być spowodowane luźnym strojem, w który był ubrany. Nieco zaskakujące było jednak, że relatywnie łatwo dała radę zaciągnąć go aż tu, ale emocje i konieczność czasami dodawały sił. Skóra arystokraty znów odzyskała zdrowy kolor. Tak, wszystko wskazywało na to, że...
Mały ptaszek skaczący po stole w gospodzie. Skręcam mu kark. A może nie? Chyba tego nie robię. Zraniłbym... jak ona miała na imię... coś na "N"...
Czarny kamień porośnięty mchem. Kiedyś, tak dawno temu, że rzeki miały inny bieg, a góry były wyższe, stała tu świątynia Phneena. Teraz jednak...
Rivlish Arn'quert patrzy intensywnie na swojego przyjaciela. Czy się boi? Oczywiście, że nie! Ma zamiar zagłosować za obniżeniem ceł na owoce krotemy i niech tylko spróbują go powstrzymać!
Śmierć Bubeusza i Przebudzenie Sancraala przygotowały grunt. Parę strategicznych zgonów, parę plotek, parę ziaren chaosu i...
Nazywała się Ethalia i nie potraktował jej najlepiej. Owszem, chciałby zobaczyć, czy wszystko u niej w porządku, ale...
- Będę żył? - zapytał Rivlish, cichym i zmęczonym głosem.
Otworzył oczy. Brązowe.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Oćma
Karta postaci:
Aryanna Janon
Gdy otworzyła oczy za oknem było ciemno, lecz wnętrze domu rozświetlał ciepły blask świec. Co jakiś czas gdzieś w okolicy dało się słyszeć głosy tych mieszkańców miasta, którzy preferowali raczej nocne życie.
To była chyba pierwsza noc od dawna, kiedy Arya spała tak głęboko. Mimo zmęczenia ogarniającego ciało nie uchroniła się jednak przed dziwnymi snami, chociaż nigdy wcześniej nie miała koszmarów z wpatrującymi się w nią oczami. Bo to musiał być sen, prawda?
Przebudziła się obolała, bo taboret nie stanowił wygodnego legowiska. Do tego jak podniosła głowę okazało się, że jeden kosmyk jej włosów przykleił się do ust dziewczyny. W tym momencie nie było w niej zbyt wiele gracji, a raczej zmęczenie pracującej kobiety.
Słysząc głos swojego gościa uśmiechnęła się lekko i przetarła twarz.
- Niestety jeśli chciałeś odejść na tamten świat to nie postarałeś się wystarczająco. - Podniosła się z podłogi, usiadła na stołku i delikatnie dotknęła opatrunki sprawdzając, czy nie przeszedł krwią. - Uważaj, żeby się zbytnio nie ruszać, bo szwy są dalej świeże. Bardzo Cię boli? Znieczulenie powinno dalej działać, chociaż gdyby było inaczej nie musisz udawać, że mężczyźni są z kamienia i niczego nie czują.
Sięgnęła po dzbanek z wodą i nalała nieco do szklanki, by potem pomoc Rivlishowi delikatnie unieść głowę i wziąć kilka małych łyków.
- Straciłeś sporo krwi, więc masz zalecenie pić często, ale w małych ilościach żeby uzupełnić płynu. Czy jest coś, czego byś potrzebował? Nie mam zbyt wiele, ale zawsze uda się coś zorganizowac.
Uśmiechnęła się do niego przepraszająco. Nie była zbyt bogata, dom wymagał remontu, o wymianie okna w pokoju gościnnym nie wspominając. Ona nie mogła się przełamać, żeby samodzielnie zmienić coś w dawnej sypialni jej ojca. Wspomnienia były zbyt świeże.

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Oćma
Przez chwilę Rivlish nic nie mówił, jedynie robiąc to, co kazała jego opiekunka. Najwyraźniej umysł mężczyzny jeszcze nie w pełni zaczął działać i postanowił oddać się w jej ręce, jako tej, która najwyraźniej wiedziała, co i jak.
- Dz-dziękuję. Za uratowanie życia... i wszystko. - powiedział w końcu, gdy skończył pić. Zmarszczył brwi, intensywnie o czymś myśląc. - Nie... nie boli... za bardzo. Co się stało? Jak tu... wylądowałem? Zaraz... ona mnie pchnęła nożem, prawda?
Wydawał się bardziej zaskoczony tym faktem niż zły.
- A ty mnie uratowałaś. - To było stwierdzenia, nie pytanie. Zaraz przeniósł wzrok na Aryę. - Dlaczego? I gdzie jestem?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
7. Eresmes, 4. ES, Oćma
Karta postaci:
Aryanna Janon
Kiedy Rivlish skończył już swoją porcję wody ona wstała z taboretu i otrzepała fartuszek. Był brudny, więc cicho wzdychając ściągnęła go zwijając w kulkę. Na podziękowania mężczyzny jedynie lekko się uśmiechnęła. Tutaj nie było nic do skomentowania. Naturalnym było przecież, że nie mogła zostawić go samego na środku ulicy. Może znali się tylko z widzenia, lecz nie mogła zostawić go w takiej sytuacji. Skinęła więc jedynie głową na znak, że przyjmuje podziękowania.
Zostawiła go na chwilę i podeszła do drugiej części izby, w której mieściła się prowizoryczna kuchnia. Chwilę rozpalała ogień w palenisku wyćwiczonymi już ruchami, więc zrobiło się nieco jaśnie. Dodatkowo arystokratę otoczyło delikatne ciepło, więc nawet bez wierzchniego odzienia nie powinien zmarznąć.
- Miałam Ci przygotować napar z ziół kiedy się obudzisz, więc chyba nie ma co czekać. Jeśli w międzyczasie zaśniesz będę musiała Cię nieco rozbudzić, ale woda potrzebuje chwili. - Z dużej bali nalała jej nieco do mniejszego garczka i postawiła nad płomieniem, a do wysokiej szklanki wsypała nieco sproszkowanego lekarstwa, które zostawił cyrulik.
- Zbierałam swoje rzeczy, kiedy zobaczyłam Cię z tymi ludźmi. Muszę przyznać, że nie wiedziałam, iż masz taką renomę w Nimnaros. Musisz mi kiedyś opowiedzieć o swoich przygodach, żebym mogła napisać pieśń o Twych dokonaniach. - Czekając na wodę oparła się o ścianę i spojrzała na swojego gościa. - Kiedy zobaczyłam jak Cię dźgnęła musiałam coś wymyślić, więc udałam, że wołam straż do pomocy zaatakowanej kobiecie. Na szczęście podziałało, bo tamta dziewczyna szybko uciekła. Przyprowadziłam Cię tutaj, na szczęście dałeś radę dojść tu o własnych siłach.
Chciała go zapytać jak to jest możliwe, że w jednej chwili stracił na wadze i zdawał się dosłownie niknąć w oczach, by w drugiej znów naprać ciała i rumieńców na twarzy. Chciała go zapytać kim był i dlaczego w ogóle go zaatakowano. Patrząc teraz na niego widziała jednak równie zmęczonego człowieka jak ona sama, więc tę rozmowę postanowiła zostawić na później.
- Dlaczego? Po prostu potrzebowałeś pomocy. - Wzruszyła ramionami, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. - To mój dom. Znajduje się w pobliżu południowej bramy, niedaleko placu Bubeusza, chociaż formalnie stoi już na ziemiach kontrolowanych przez Nieugiętych. Chciałam zabrać Cię do Kapłanek Iselii, lecz stanowczo się temu sprzeciwiłeś. Cóż... musisz mi wybaczyć brak większych wygód.
Potarła speszona ramię. Wyraźnie wstydziła się warunków w swojej chatce, przynajmniej przed gośćmi. Na jej potrzeby była wystarczająca, a pijanemu ojcu nigdy nie robiło różnicy czy śpi w rynsztoku, czy pościelonym łóżku. Najważniejsze, że byli osłonięci przed wiatrem, deszczem i ciekawskimi spojrzeniami.
Kiedy woda się zagotowała zioła zalała wpierw letnią wodą, a następnie dodała ciepłej i intensywnie mieszała, dopóki nie powstał klarowny napój.
- Proszę, wypij to. Ma zapobiec ponownemu krwotokowi i trochę Cię znieczulić. Chociaż podobno nie jest zbyt smaczne. - Usiadła znów obok niego, pomogła unieść mu nieco głowę bez konieczności większego napinania mięśni tułowia i powoli przechylała szklankę, żeby mógł się napić. Napar był jednocześnie cierpki, kwaśny i zostawiał nieprzyjemny posmak na języku, dlatego tym bardziej powinien być jej wdzięczny, że zrobiła mu stosunkowo niewielką porcję do wypicia.

Denadareth
7. Eresmes, 4. ES, Oćma
- Renomę? - zapytał Rivlish, po czym odwrócił wzrok. - Ach, tak. Oczywiście. Chętnie ci opowiem. Chociaż tyle mogę zrobić w podzięce za uratowanie mi życia. Mam też jeszcze parę monet w sakiewce, ale obawiam się, że nie ma tego za wiele. Bardka i uzdrowicielka? Jesteś pani kobietą wielu talentów.
Dziwnie speszony, powiódł wzrokiem po pokoju.
- Urocze miejsce - powiedział, odbierając od Aryi napar. - I nie przejmuj się brakiem wygód... jest o niebo lepsze niż większość miejsc, w których zdarzyło mi się spać. Jestem pewien też, że i gorsze rzeczy jadłem i piłem.
Trzeba było przyznać, że przynajmniej te ostatnie słowa nie były chyba bezzasadne, bo Rivlish wypił napar duszkiem, nie krzywiąc się nawet na chwilę.
- Całkiem dobry, mówiąc szczerze - powiedział. - Muszę ci kiedyś opowiedzieć, o niektórych rzeczach, jakie jadłem i piłem, to zobaczysz... - Nagle wyprostował się i syknął z bólu. - Tak... w świątyni Iselii na pewno by mnie szukali... ale jesteś pewna, że nikt cię nie śledził? Jeśli dowiedzą się, że tu jestem... nie chcę cię narażać na niebezpieczeństwo, a obawiam się, że obecnie nie byłbym w stanie pokonać nawet jednego napastnika.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Widząc zmieszanie się swojego gościa na wspomnienie o jego zasługach coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że mężczyzna zapewne jest dość słabym kłamcą. Już wcześniej wyczuła jego przekręt na ulicy, kiedy stanął w obronie blondynki. Teraz również nie chciał przyjąć jej uznania. Ciekawiło ją, czy posługiwał się nazwiskiem faktycznie żyjącego fechmistrza, czy może jednak wszystko zmyślił? Nie zamierzała zarzucać mu jednak kłamstwa, musiał mieć swoje powody, żeby się nimi wysługiwać. A może kryła się za tym jakaś głębsza historia? Nie chciała oceniać go zbyt pochopnie.
- Nie musisz mi się w żaden sposób odwdzięczać. Pomagam Ci, bo tak po prostu należy. Nie mogłabym zostawić w potrzebie kogoś, kto leży ranny na ulicy. - Kolejny raz posłała mu lekki uśmiech, po czym ziewnęła zakrywając usta dłonią. To był ciężki dzień. - Nie jestem uzdrowicielką. Po prostu często pomagam w kaplicy kiedy mam wolny czas, a tam jest wielu wymagających opieki medycznej. Nieco się nauczyłam przy kapłankach. Poza tym Yadley, który Cię wcześniej opatrywał również nauczył mnie jak udzielać pierwszej pomocy.
W życiu musiała liczyć sama na siebie, dlatego takie podstawowe umiejętności były jej bardzo przydatne. Babcia niegdyś w podobny sposób uczyła ją jak gotować, szyć ubrania czy tworzyć drobne rękodzieła, które teraz czasem sprzedawała.
- Raczej nikt nas nie śledził, bo ulica była całkiem pusta, a prowadziłam Cię wśród cieni miejskich murów. Poza tym jeśli ktoś zdecydowałby się kręcić zbyt długo w okolicy mojego domku to mam... skorych do pomocy sąsiadów, którzy są mi winni drobne przysługi. - Była to po części prawda, ponieważ wielokrotnie pomagała leczyć kaca młodocianym amatorom budowania muskulatury, czy przynosiła im drobne poczęstunki. Mimo mieszkania w tak nieprzyjaznej dzielnicy była tu lubiana, dlatego sporo osób było gotowych stanąć po jej stronie.
- Już późno, powinieneś iść spać. Sen jest najlepszym lekarstwem, a rano powinieneś poczuć się lepiej. Ja też po prawdzie padam z nóg. - Zadecydowała i na chwilę zniknęła w drugim pomieszczeniu, zaś gdy wróciła niosła w rękach koc. Był prosty, w wielu miejscach pełen skrawków materiału, które w ogóle nie do niego nie pasowały, jednak gdy okryła mężczyznę ten mógł poczuć zapach kwiatów i charakterystyczną woń słońca. Mimo ubogiego życie Arya dbała o to, co już posiadała. - Dobranoc Rivlishu.

***

Nazajutrz zaraz gdy wzeszło słońce a ptaki zaczęły swój poranny koncert dziewczyna wstała, szybko się umyła i wiążąc włosy w luźny warkocz weszła do sieni, gdzie znajdował się arystokrata. Zeszłego wieczoru położyła go na kanapie, bo po prostu było bliżej, ale zasypiając zdecydowała, że powinien chwilowo zająć wolny pokój. W końcu nie wiedziała jak długo z nią zostanie.
Widząc, że ten nadal śpi zajęła miejsce przy kuchni i zaczęła mieszać w misie mąkę z wodą i przyprawami tworząc bardzo proste ciasto na chleb. Następnie podzieliła je na mniejsze części, rozwałkowała w okrągłe cienkie placuszki, a gdy palenisko nagrzało się wystarczająco mocno na płycie swej prymitywnej kuchni zaczęła smażyć podpłomyki. Ranny czy nie, mężczyzna powinien zjeść coś na śniadanie. Pracowała tak w ciszy starając się go nie zbudzić, chociaż stojąc plecami do Rivlisha nawet gdyby otworzył oczy ona by się zbyt szybko nie spostrzegła, póki ten by się nie odezwał.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Ani Rivlish męczony koszmarami, ani Arya, męczona koszmarami swego gościa i wykrzykiwanymi przez niego słowami, nie spali dobrze tej nocy. Czym były Sieć i Kolektyw, o których mamrotał ranny? Kogo zapewniał, że nic nie powiedział? Komu obiecywał, że naprawi sytuację i jaka była to sytuacja? Czemu ciągle powtarzał "nie po raz drugi, tylko nie po raz drugi"?
W końcu jednak, zmęczony raną i koszmarami, Rivlish zapadł w głęboki sen, z którego zbudził go dopiero zapach podpłomyków, przygotowywanych przez jego opiekunkę. Rozejrzał się po pokoju i zaraz uspokoił się, dostrzegając sylwetkę Aryi.
- Pachnie... wspaniale - wychrypiał przez suche gardło, powoli podnosząc się do siadu. - Czy już... ranek? Długo spałem?
Ostatnio zmieniony 14 sie 2022, 22:51 przez Denadareth, łącznie zmieniany 1 raz.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Info odnośnie domku
Bardka odwróciła się do swego gościa i uśmiechnęła się przepraszająco.
- Wybacz, obudziłam Cię? Starałam się być cicho, ale chyba mi nie wyszło. - Ściągnęła ostatniego podpłomyka z płyty i ułożyła go na talerzu, żeby nieco ostygł. Wyciągnęła również słoik z nieznaną masą w środku, po czym jak poprzedniego wieczoru nalała wody do garnuszka, żeby się zagrzała.
- Jak się dziś czujesz? Miałeś trudną noc, ale raczej nie miałeś gorączki z tego co sprawdzałam, kiedy się przebudziłam. Pozwolisz, że sprawdzę opatrunek czekając, aż woda na naszą herbatę się zagotuje? - Spytała mężczyznę, a kiedy ten skinął głową tak samo jak w nocy, tak i dzisiaj przysiadła przy nim na taborecie i zaczęła odwijać bandaże. Gdy ściągnęła ostatni przez jego tors biegła podłużna szrama, zaś kawałki mięsa trzymały się razem tylko dzięki szwom. Skóra dookoła nich była zaróżowiona, jednak w ten normalny sposób. - Całe szczęście nie wdało się zakażenie, ale i tak nałożę Ci maść, która powinna dodatkowo przyspieszyć gojenie. Tylko uprzedzam, że może trochę szczypać.
Umyła ręce, a potem wzięła niewielki słoiczek, który również zostawił im Yadley. W środku znajdowała się żółta gęsta substancja, a gdy dziewczyna nabrała jej nieco na palec i przytknęła ją do rany ta faktycznie zaczęła nieco piec. Nie było to jednak jakoś bardzo dotkliwe doznanie. Sprawnym ruchem pokryła całą szramę lekiem, po czym położyła na niej gazę i na nowo zaczęła go obandażowywać.
- Przykro mi to mówić, ale najprawdopodobniej pozostanie Ci po niej blizna. - Nie wiedziała czy to dla mężczyzny jakikolwiek problem, czy faktycznie stanie się to ujmą na jego honorze. Niektórzy traktowali je jako trofeum, a inni czym prędzej chowali pod ubraniem.
- Czy chcesz mi powiedzieć jak to się stało, że wczoraj znalazłeś się na Złotej Ulicy w towarzystwie tych ludzi? - Nie zamierzała naciskać, jeśli nie planował się z nią podzielić tą wiedzą, ale skoro rzekomo mogła znaleźć się w niebezpieczeństwie przez pomoc mężczyźnie to wolała zrozumieć na czym by ono polegało.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
- Nie, nie hałas - powiedział. - Zapach. Zawsze... miałem dobry węch. - Uśmiechnął się niemal uwodzicielsko. - Zwłaszcza co do pysznego jedzenia.
Bez wątpienia Rivlish czuł się lepiej, bo i jego głos był bardziej pewny, bardziej zawadiacki... przynajmniej dopóki nie zacząć syczeć i jojczeć z bólu, podczas gdy zajmowała się jego opatrunkiem i używała maści.
- Blizna? - Rivlish zmusił się do zawadiackiego uśmiechu. - Po prostu kolejna do kolekcji
.
No właśnie. O ile napar przyjął bez marudzenia, to na zmianę opatrunku reagował jak nadwrażliwe dziecko. Mało prawdopodobne zachowanie u legendarnego fechtmistrza. Z tym, że... Arya wyraźnie widziała mrowie blizn pokrywające ciało mężczyzny, mogła bez problemu przejechać po zgrubieniach palcami. Nawet jeśli on kłamał, to jego ciało zdawało się potwierdzać, że uczestniczył w wielu, wielu pojedynkach i nie zawsze wychodził bez szwanku.
- Jak to się stało, że byłem z tymi ludźmi i jak to się stało, że ci ludzie postanowili mnie zabić to są dwie różne sprawy - powiedział w końcu. - O której mam powiedzieć najpierw?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Zaśmiała się dźwięcznie na jego uwagę o zapachu i pokręciła głową z rozbawieniem.
- Dobrze, że mówisz, to postaram się nie otwierać okien w godzinach połowów, żeby nie przysporzyć Ci dodatkowego cierpienia. Wierz mi, iż czasami woń ryb dorównuje smrodowi spoconego ogra w upalny dzień. Niestety wiem co mówię, że taki jeden czasami się kręci po Nimnaros. Wielki, gruby stwór, który nie mył się chyba od urodzenia. - Uśmiechnęła się przekornie i skupiła się z powrotem na jego ciele.
Fakt faktem nie sposób było nie zauważyć, jak mężczyzna był brutalnie doświadczony przez życie. Współczuła mu, lecz nic nie powiedziała, bo fakt iż dalej żył pokazywał jego siłę. Widząc jak reaguje na lek starała się go nakładać jak najdelikatniej, ostrożnie przesuwając palcami po skórze mężczyzny. Ba! Nawet zaczęła go traktować jak małe dziecko, które stłukło kolano i lekko podmuchała na ranę przed nałożeniem gazy, żeby nieco złagodzić pieczenie.
- No już szanowny Panie, jesteś dużym i dzielnym chłopcem, więc na pewno poradzisz sobie z tym lekkim szczypaniem. - Wyszczerzyła się zaczepnie, po czym zostawiła go na kanapie samej dokańczając robić śniadanie. Herbatę przelała do dzbanka, żeby dłużej zachowała ciepło, a na podpłomyki nałożyła pasty ze słoika, która okazała się przetworem z warzyw z przydomowego ogródka.
- Nie jest to może zbyt wymyślne jedzenie, ale pożywne. - Pomogła mu się nieco unieść dokładając mu poduszkę za plecy, żeby mógł w miarę wygodnie zjeść śniadanie. Sama usiadła na starym bujanym fotelu po babce zajmując się swoją porcją.
- Wiesz... nie będę Cię przepytywać, bo wiem, że są rzeczy, o których po prostu czasem nie chce się lub nie może mówić. Dlatego przyjmę do wiadomości to, czym zechcesz się podzielić. - Widząc, że ten wyraźnie ma dalej suche gardło po nocy podała mu jego porcję herbaty i trwała w pogotowiu, jeśli potrzebowałby pomocy z napiciem się.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Rivlish w rzeczy samej rzucił się na jedzenie i herbatę, jedząc i pijąc zbyt łapczywie, co co chwila kończyło się spazmatycznym atakiem kaszlu i syczeniem, gdy zbyt szybko brał łyk gorącego napoju.
- A więc jest pani też wyśmienitą kucharką? - zapytał, rozglądając się za serwetką. Im bardziej udawało mu się nasycić głód, tym spokojniej i w sposób bardziej godny arystokraty jadł. - Wspaniały posiłek.
W końcu, po zakończeniu jedzenia odetchnął głębiej - chwytając się na chwilę za ranę i wciągając nagle powietrze - po czym oparł się wygodniej w krześle.
- Najpierw wolę zacząć od tego, dlaczego chcieli mnieć, gdyż może i pani znalazła się teraz na ich celowniku - powiedział. - Otóż na Archipelagu Task'shamt... jestem kimś w rodzaju szychy. Nie mam bardzo wysokiej pozycji; jestem zaledwie baronem, ale z powodu tego jak mój wybiera reprezentantów do Morskiej Rady i do Rady Domu, mam wpływy daleko większe niż wynikałoby to z mojej rangi. Mówiąc krótko, w serii zawodów i pojedynków wywalczyłem sobie solidną liczbę głosów i, zamiast sprzedać je, jak nakazuje tradycja, postanowiłem wykorzystać je, by przepchnąć moje stanowisko na temat paru ceł, ulokowania floty domowej, ograniczenia wyrębu lasów wokół siedziby Arn'quert i tak dalej. To rozgniewało parę osób, z mojego Domu i nie tylko. Stąd ten zamach... i parę wcześniejszych.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Obserwując jak ten je z jednej strony było dziewczynie bardzo miło (traktowała to jako komplement), zaś z drugiej zastanawiała się jak długo musiał głodować, skoro rzucił się na jedzenie w ten sposób. Kiedy miał już prawie skończyć podsunęła mu na talerz jeszcze kilka swoich podpłomyków pod pretekstem, że już się najadła i nie da rady zmieścić więcej. Nalała mu również drugą porcję herbaty.
- Cieszę się, że ci smakuje. - Posłała mu wdzięczny uśmiech. -Po za tym przypominam, że już się sobie przedstawialiśmy, więc mów mi proszę po imieniu. Nie jestem żadną "Panią". - Czuła się niezręcznie, kiedy ją tytułował. Ona była ledwie niższej klasy mieszczanką, kiedy on stanowił przykład arystokraty z wyższych stref.
Nie przerywała mu opowieści skupiając się na swojej filiżance herbaty. Z tego co się domyślała, to po zyskaniu większych wpływów w którymś momencie zapewne był zmuszony uciekać by ratować swoje życie i zostawił fortunę na archipelagu. To by wyjaśniało obecne położenie mężczyzny.
- Wybacz mi wścibskość, ale pozwolę sobie zapytać o coś. Te osiłki z wczoraj faktycznie wspominały Twoje umiejętności bojowe i uciekli jak tylko chwyciłeś za broń. - Nie skomentowała faktu, że szybko ją upuścił przez własne potknięcie, co chyba nie przydarzyłoby się wprawionemu w boju szermierzowi. - Dlaczego pomimo swojej siły, wpływów i umiejętności opuściłeś Archipelag?
Chciała zapytać również o jego senne majaczenia. Miała tyle pytań, a jednak mężczyzna przed nią dalej pozostawał wielką zagadką.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Tym razem Rivlish zapatrzył się długo na swój kubek herbaty i zdawał się nawet zapomnieć o nadgryzionym podpłomyku. Już zdawało się, że nie odpowie, gdy w końcu się odezwał:
- I to pytanie prowadzi nas do sedna sprawy - powiedział w końcu. - Do tego, co robię tu w Nimnaros, co robiłem w tamtej oberży i co robiłem z tą kobietą, która mnie dźgnęła. Zacznijmy od tego, że w życiu zrobiłem wiele rzeczy, z których nie jestem dumny. Fakt, że zawsze byłem dobry w fechtunku, oznaczał, że nie miałem oporów, by obrażać, napastować i drwić z innych. W końcu, gdyby nawet mnie wyzwali... cóż, częściej oni kończyli ranni niż ja. Ale można powiedzieć, że jakiś czas temu doznałem... pewnego objawienia. Stwierdziłem, że chcę się zmienić i naprawić wyrządzone krzywdy. Głosowanie, o którym mówiłem, było jedną z rzeczy, które mogłem zrobić. Wiem, że to brzmi jak przekomarzanki kupców, cła, kontyngenty i tak dalej... ale starałem się doprowadzić do wysłania floty z wód, gdzie jej jedynym zadaniem jest pokazywać potęgę Federacji na wody zagrożone piratami. Zaś ograniczenie wycinki lasów, miało na celu załagodzenie konfliktu w tamtejszymi druidami.
Znów chwila cisza, ale nie dla dodania dramatyzmu - na tych Arya się dobrze znała - a raczej, by Rivlish mógł sobie ułożyć, co ma powiedzieć. A może przygotować kłamstwo? To już pozostało Aryi do oceny.
- Ta kobieta z oberży należy do tak zwanych, za przeproszeniem oczywiście - tu Rivlish pochylił się i zniżył głos do szeptu - kobiet upadłych. Dam negocjowalnego afektu. - Westchnął nagle. - A przynajmniej tak myślałem, ale wygląda na to, że zarabia ona na życie jednak sztyletem, a nie... nie... no, nie w ten sposób, w jaki zarabiają kobiety upadłe. Za przeproszeniem. Potrzebowałem kobiety upadłem, za przeproszeniem, by pomogła mi znaleźć inną osobę swej profesji. Osobę, którą kiedyś bardzo skrzywdziłem i której chcę teraz wynagrodzić krzywdy. O ile nie jest za późno. Najwyraźniej jednak, zaufałem niewłaściwej osobie.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Spojrzała na niego przekrzywiając głowę. Dalsza część opowieści nijak nie tłumaczyła, dlaczego ciągle miała wrażenie, że posługuje się półprawdami. No i ten brak umiejętności poradzenia sobie z mieczem, kiedy rzekomo ma być fechmistrzem? Nie znała się na wielu sprawach, lecz nawet dla niej wydawało się to podejrzane.
- No cóż... jeżeli faktycznie robiłeś niekoniecznie życzliwe rzeczy innym, lecz teraz starasz się to naprawić, to już samo w sobie udowadnia, że w głębi serca nie jesteś złym człowiekiem.
Wstała z fotela i zabrała od niego talerz, żeby pozmywać naczynia po śniadaniu. Tak jak on wcześniej zamilkł na chwilę, tak teraz ona potrzebowała zająć czymś ręce, żeby zastanowić się nad kolejną odpowiedzią.
- Na Twoim miejscu uważałabym podczas poszukiwań, bo w Nimnaros rzadko kiedy kobieta, która jest gotowa zarabiać swoim ciałem nie nosi ze sobą sztyletów. Pomijam fakt, że od ostatnich czterech lat świat się drastycznie zmienił w ten gorszy sposób, to jednak poza dobrymi bogami są również im przeciwni. A rzadko kiedy który bóg nie ma swych wyznawców. Nigdy nie wiesz, kiedy za sympatyczną twarzą może kryć się potencjalny przeciwnik. - Odwróciła się do niego z rękoma całymi w pianie i uśmiechnęła przebiegle. - Na przykład nie możesz mieć pewności, że kiedy poczujesz się lepiej nie wykorzystam Cię do cna, żebyś mi pomógł w remoncie całkowicie za darmo! - Próbowała przybrać groźną minę sugerującą, że i ona może być jakąś podłą istotą. No cóż... w ogóle jej to nie wyszło.
Gdy wytarła naczynie i pochowała je na miejsce podeszła do okna, żeby wyjrzeć na zewnątrz. Miasto powoli budziło się do życia, zaczynał się zwyczajny gwar rozmów i stukot jeżdżących po uliczkach powozów.
- Jak już wyleczymy Twoje rany i będziesz chciał wznowić swoje poszukiwania zamiast chodzić po karczmach powinieneś udać się do Domu Urody. To salon, gdzie kobiety mogą zrobić wymyślne fryzury i makijaże, wykonuje się tam relaksacyjne i zdrowotne masaże, ale jeśli odpowiednio porozmawiasz z obsługą są tam kobiety, które świadczą również inne... usługi.
W żaden sposób ich nie oceniała ani nie gardziła tym co robią. Wiadomo, że każdy sposób na przetrwanie póki działa jest dobrym. Miała tylko dużą, naprawdę wielką nadzieję, że nigdy nie nastanie chwila, kiedy będzie zmuszona czynić jak one.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
- Tak - powiedział Rivlish poważnie. - Świat się zmienił. Niestety na gorsze. Rzadko jednak bywa, że zmieni idą jednotorowo. Tam, gdzie zaczynają się rozruchy, pojawiają się zarazy, zaczyna szerzyć się chaos... wkrótce pojawiają się fale przeciwne. Pomysłowość ludzi wynajduje leki. Przywódcy powstają i odpierają ataki. Mędrcy nakłaniają ludzi do spokoju. Zmiany napędzają rozwój technologii. Nawet, gdy umiera bóg...
Tu Rivlish, który właśnie sam się nakręcał, mówiąc coraz szybciej i z coraz większym zapałem nagle umarł. Uśmiechnął się przepraszająco, z pewnym zakłopotaniem.
- Chciałem powiedzieć po prostu, że może niedługo będzie lepiej. A jeśli nie niedługo to za jakieś sto, dwieście lat. To nie tak długo. - Mężczyzna zapomniał się, wzruszył ramionami nieco zbyt mocno i syknął z bólu. - Ale dziękuję za rady. Ciągle gubię się, jak zachowywać się w takim miejscu jak to, w którym są wyznawcy tak wielu różnych bogów.
No tak, w końcu na Archipelagu niemal niepodzielnie panuje Seneshess, Wężowa Pani.
- W ogóle nie znam Nimnaros - powiedział powoli, po czym zmarszczył czoło i szybko dodał. - No, poza tą poprzednią wizytą, podczas której panią... ciebie zobaczyłem po raz pierwszy. - Rivlish zabębnił palcami w stół i spojrzał na Aryę nieco nieśmiało. - A odnośnie tego co mówiłaś o kobietach... zarabiających ciałem, ile kosztowałoby wynajęcie twoich usług?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Odwróciła się od okna wyraźnie zainteresowana tym, co mówił mężczyzna. Czy on aby na pewno był zwykłym człowiekiem? Tyle mówiła o kultystach, że zapomniała, iż Rivlish sam w sobie był dla niej nieznajomym. Mimo wszystko jednak nie czuła się zagrożona w jego towarzystwie. Nawet jeśli chciałby ją skrzywdzić, to chyba w tym stanie nie dałby rady... prawda?
Zmarszczyła nieco brwi słuchając go. Sto, dwieście lat to nie tak dużo? Jej najpewniej na tym świecie już wtedy nie będzie! Chociaż w sumie...? Miała w końcu w sobie elfią krew, więc jeśli kiedyś założy rodzine niewykluczone, że mogłaby przeżyć własne dzieci. Znaczy chciałaby, żeby przyszłe pokolenia żyły w pokoju, ale coraz bardziej miała wrażenie, że może mieć właśnie do czynienia z kimś z długowiecznych ras.
Wtem słysząc pytanie mężczyzny wyraźnie się obruszyła. Napięta jak struna odruchowo zasłoniła strategiczne punkty swojego ciała, tj. biust i okolice bioder, po czym chwyciła leżącą nieopodal poduszkę i nią w niego rzuciła.
- Gdybym wiedziała, że będziesz mi zadał takie pytania zostawiłabym Cię na środku ulicy, póki nie przyszliby strażnicy. No wiesz co? Ja nie świadczę takich usług nie ważne ile byś chciał zapłacić!
Jeśli miał coś innego na myśli to wyraźnie go nie zrozumiała.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Rivlish spróbował uchylić się przed zaimprowizowanym pociskiem, zrobił zbyt gwałtowny ruch, krzyknął z bólu i runął z krzesła na podłogę, uderzając w nią z głuchym jękiem.
- Co... - wydusił. - Ale... ja... nie powiedziałem... jakich... usług... - Zdołał uspokoić oddech i spojrzał w górę na Aryę, ze strachem w oczach. - Potrzebuję... potrzebowałem przewodnika... kogoś, kto pomoże mi... w tym Domu... Urody...
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
-O... och. - Czyli tylko ona pomyślała o nieprzyzwoitościach? Tym bardziej spłonęła rumieńcem, ale równie szybko przypadła do niego i uklęknęła na podłodze. Naprawdę nie miała doświadczenia w prywatnych kontaktach z mężczyznami. No bo w sumie skąd, skoro jej ojciec był zapijaczoną szumowiną i nie miała żadnego dobrego wzorca?
- Przepraszam, bardzo Cię przepraszam. Pomyślała... z resztą to bez znaczenia. Chodź, pomogę Ci wstać.
Jak dzień wcześniej zarzuciła sobie jego rękę wokół szyi i pomogła dźwignąć się mężczyźnie, po czym poprowadziła go z powrotem na kanapę. W ogóle co on miał w głowie, że z niej wstawał? To wcale nie jej wina, że rzuciła poduszką, tylko jego, że wstawał ze swojego improwizowanego legowiska!
- Kiedy wydobrzejesz zabiorę Cię tam, ale najpierw musimy się upewnić, że rana się nie otworzyła. A dopiero robiłam ten opatrunek... naprawdę Cię przepraszam. - Wyraźnie dręczyło ją poczucie winy. Miała o niego zadbać, pomóc wrócić do zdrowia, a zamiast tego przysporzyła więcej bólu. Ostrożnie zaczęła sunąć palcami po jego torsie upewniając się, że rana nie zaczęła krwawić.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Jakimś cudem szwy wytrzymały, chociaż Rivlish cały drżał z bólu i zmęczenia, gdy oparł się o ramię Aryi.
- Nic... nic się nie stało - wysapał, siadając. - Przeżyję.
- Dla... dlaczego tak zareagowałaś? - zapytał, chcąc przełamać nieco niezręczną ciszę. - To znaczy... rozumiem, że chyba pomyślałaś, że uważam cię za... kobietę... pracujacą ciałem... ale... co byłoby w tym złego? Jesteś bardką, jaka jest różnica między pracą głosem, a pracą... innymi częściami ciała?
Natychmiast uniósł ręce, chcąc ochronić się przed potencjalnym kolejnym pociskiem, co znów wywołało u niego jęk bólu. Chyba nigdy się nie nauczy.
- Nie bij, proszę - wyjęczał. - Ja... naprawdę pytam. Nie staram się być złośliwy. Z twojego tonu wcześniej odniosłem wrażenie, że nie żywisz niechęci do kobiet zajmujących się tym procederem, więc nie wiem czemu tak się zezłościłaś, gdy pomyślałaś, że uważam cię za jedną z nich. Zresztą... zawsze... zawsze myślałem, że kopulacja sprawia wam... to znaczy, wam kobietom - powiedział szybko - przyjemność. Więc co złego za dostawanie pieniędzy za robienie tego, co się lubi? I przy okazji daniu komuś odrobiny przyjemności?
Spoiler:
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Cieszyła się, że nie zrobiła mu większej krzywdy, jednak kiedy kontynuował swój wywód miała ochotę go uderzyć w obolały tors. Co on sobie myślał, żeby dopytywać o takie kwestie?! Spojrzała na niego zmieszana i zaraz zabrała ręce, żeby przerwać jakikolwiek kontakt fizyczny z Rivlishem.
- Jest ogromna różnica! Przynajmniej dla mnie! Nie wiem jak się sprawy mają na Archipelagu, bo nigdy tak nie byłam i przyznam, że nie wiem jak wygląda Twoja kultura, ale tutaj... Ludzie rzadko kiedy dobrze myślą o sprzedawaniu swego ciała za pieniądze. Wręcz w drugą stronę mało jest osób, które to akceptują. Kobieta często staje się po prostu narzędziem, które można kupić za pieniądze. Rzadko kiedy która czerpie z tego przyjemność... Znaczy tak podejrzewam.
Podrapała się po głowie, po czym westchnęła głośno i odwróciła się do niego plecami. Musiała czymś zająć ręce. Musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie! Tylko jak na złość już wszystkie naczynia pozmywała.
- Poza tym ja jeszcze nigdy... to znaczy... A z resztą to nie Twoja sprawa! Leż, śpij, planuj czy co tam chcesz, tylko już nie wstawaj z kanapy na razie, a ja idę zrobić pranie!
Zwyczajnie nie mogła już wysiedzieć obok Rivlisha, bo ten zwyczajnie wprawiał ją teraz w zbyt wielkie zakłopotanie. A Tak przynajmniej przygotuje pościel dla niego, żeby mógł się potem przenieść do pokoju gościnnego.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
- Prze-przepraszam! - Arya usłyszała jeszcze za sobą pełen zdumienia głos jej pacjenta.
Nie dość, że go uratowała, a ten gada takie bzdury i jeszcze się dziwi, że ona musi wyjść się uspokoić. I teraz jeszcze szykowała dla niego pościel! Ciekawe, czy to doceni! I w ogóle...
Ledwie zaczęła walczyć z pościelą, a usłyszała ze strony kanapy stłumiony krzyk bólu i - teraz już całkiem dobrze jej znany - odgłos ciała uderzającego o podłogę. Gdy zajrzała do środka zauważyła Rivlisha leżącego w dziwnie powykrzywianej pozie na podłodze i krwawiącego z rany, w której część szwów - co ciekawe wyglądało na to, że zupełnie losowa część - była pozrywana...
Najdziwniejszy jednak był wyraz absolutnej paniki, jaki dostrzegła na twarzy Rivlisha. Oj, tego dnia miał niejeden powód do strachu, ale takiego bezrozumnego przerażenia Arya u niego jeszcze nie widziała.
- To... to... nie działa, to nie działa, nie działa! - zaczął powtarzać, najwyraźniej w szoku, w ogóle nie przejmując się krwotokiem.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Gdy zniknęła za drzwiami łazienki oparła się plecami o ścianę i ciężko westchnęła. Chyba nie było jednak mądrym posunięciem zabierać go do siebie. Jakby nie patrzeć samotnie mieszkająca panna nie powinna bawić się w niańkę dla obcych mężczyzn. Zapomniała, że im to tylko jedno w głowach.
Gdy już miała brać się za sprzątanie znów usłyszała hałas i okrzyk przerażenia. No co znowu?! Wybiegła szybko z pomieszczenia i widząc krwawiącego arystokratę zaraz przypadła do niego.
- Rivlishu, uspokój się! - Przestraszyła się nie na żarty. Nawet ranny, to jednak mężczyzna był od niej silniejszy i gdyby chciał to zapewne byłby w stanie zrobić jej krzywdę. Poza tym o co mu chodziło? Czy działały tu siły, których nie rozumiała, czy ten był po prostu szalony? Chwyciła go za barki, żeby nieco ustabilizować klatkę piersiową, żeby nie zerwał całkiem szwów.
- Spójrz na mnie! Co nie działa? Jesteś tu bezpieczny, nie bój się. - Aktualnie to ona bała się porównywalnie do niego, bo nie wiedziała czego się spodziewać. Jeśli ten się nie ogarnie to planowała go spoliczkować, bo może wtedy wyszedłby z tego szoku. Oby tylko nie musiała...

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
- Chciałem... zobaczyć, czy mogę wyjść... uciec... by nie przeszkadzać... ale... ale... - Rivlish zaczął się jąkaś. - To nie działa! To nie działa! Nie działa!
Najpierw pokręcił głową, a potem zaczął się drapać po policzkach i czole, mocno, do krwi.
- To nie działa! - powtórzył. - Jeśli mnie zobaczą... jeśli mnie zobaczą, to mnie rozpoznają! Jeśli mnie zobaczą, to będą wiedzieć, że to jestem ja! Będą myśleć, że to jestem ja!
Arya już była gotowa by wyprowadzić jakże satysfakcjonujący policzek, gdy Rivlish znieruchomiał, odetchnął głęboko, zamknął oczy i znów je otworzył.
- Chyba moja obecność stanowi większe zagrożenie dla ciebie niż sądziłem - powiedział spokojnym, pewnym siebie głosie. - Myślałem, że będę w stanie łatwo uniknąć rozpoznania i wycofać się, gdyby ktoś tu zajrzał, ale plany uległy zmianie. Boję się, że sprowadzam na ciebie za duże ryzyko. Czy chcesz, bym odszedł?
Uśmiechnął się zawadiacko, butnie, jak fechtmistrz, któremu żadni zabójcy nie są straszni.
- O mnie się nie martw, nie dadzą mi rady - powiedział.
Arya go nie doceniła. Potrafił dobrze kłamać. I gdyby nie to, że przyłapała go na kłamstwach wcześniej i widziała jak w żałosny sposób stracił broń, może nawet wzięłaby jego słowa za dobrą monetę. Tak to jednak, nie miała wątpliwości, że ktokolwie czychał na Rivlisha, arystokrata nie dałby mu rady.
Tylko czy to był jej problem?
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia i szybko zamiast za ramiona teraz chwyciła Rivlisha za nadgarstki, żeby tylko przestał się krzywdzić. W życiu by nie podejrzewała, że ten mężczyzna może mieć zachowania autodestruktywne. No to nieźle się wpakowała...
- Przecież już ci powiedziałam, że zostajesz tu aż do momentu jak trochę cię podleczymy! Jak widzę chyba chcesz dłużej ze mną zostać, skoro usilnie próbujesz otworzyć ranę! - Upewniwszy się, że ten już nie będzie wydrapywał sobie twarzy spojrzała mu w oczy głęboko i stanowczo dodała. - Chcę, żebyś w końcu mi trochę zaufał i dał się sobą zaopiekować.
Rozmowa rozmową, ale chwyciła zaraz czysty skrawek materiału i przycisnęła go do jego torsu. Serio on uparcie próbował zerwać te szwy...
- Chodź, skoro chcesz być bardziej schowany przed wzrokiem wchodzących do domu zabieram cię do pokoju gościnnego. Ale tak masz już grzecznie leżeć, bo jak nie to okryję cię taką ilością kołdry, że serio nie dasz rady się ruszyć! - Upewniła się jeszcze, że ten spacer nie narobi mu więcej krzywdy i znów go dźwignęła. Te odwiedziny w Domu Urody nie były jednak takim złym pomysłem, bo przydałby się jej masaż rozluźniający mięśnie.
Juz w starym pokoju jej ojca ułożyła Rivlisha na łóżku i zaraz przyniosła również zestaw do szycia oraz zapaloną świeczkę.
- Nie ruszaj się teraz, bo muszę cię na nowo opatrzeć. - W życiu mu się nie przyzna, że to będzie jej pierwsze szycie żywego człowieka. Wprawę z igłą jednak posiadała, a wczoraj przyglądała się jak Yadley to robił. Da sobie radę. Zdjęła z niego zakrwawione bandaże, ściągnęła gazę i zmarszczyła brwi niezadowolona jak pozrywał szwy. i to w jaki sposób? To miał chłop talent.
Wytarła go z krwi, wyciągnęła mu z ciała zerwane nici i odkaziła igłę nad płomieniem świecy.
- Napij się, to whisky. - Ostatnia butelka jaką miała w domu, cudem uchowana przed jej ojcem. Teraz posłuży za to jak środek przeciwbólowy. Gdy Rivlish pociągnął sążnego łyka zaczęła go zszywać. Mimo, że brakowało jej wprawy to jednak radziła sobie zdumiewająco dobrze.
Po jakimś czasie znów miał założony opatrunek z bandażem, q dziewczyna zaczęła przemywać jego twarz ręcznikiem nasączonym w chłodnej wodzie.
- Obiecaj, że gdy tutaj jesteś postarasz się nie krzywdzić samego siebie, dobrze? Ukryję cię, ale jeśli będziesz krzyczał w ciągu dnia i zwracał na siebie uwagę w ten sposób będzie to trudniejsze zadanie. - Nałożyła mu maść na rozorane policzki i przykleiła mu dwa duże plastry, po jednym na każdą stronę twarzy.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Rivlish rozkaszlał się, gdy tylko skosztował whisky. Przeciwbólowe działanie trunku najwyraźniej również nie wystarczyło, bo jęczał strasznie, gdy Arya zmieniała mu opatrunek, z najwyższym trudem powstrzymując się, by nie rzucać się na posłaniu. Za bardzo.
- Czy... mogę cię... au! - zaczął mówić, by skupić się na czymś innymi niż nieprzyjemności związane z wymianą opatrunku. - Czy mogę cię wynająć... jako moją przewodniczkę... pie... au! pielęgniarkę... i tak dalej? Aż do czasu aż znajdziemy moją... au! kobietę, którą szukam i nie naprawię zła, które wyrządziłem? Nie mam... za wiele pieniędzy... ale wynagrodzę ci to.
Owszem, miał sposób - a przynajmniej myślał, że miał - by wynagrodzić Aryi cały trud... ale nie był pewien, czy taka forma zapłaty by ją interesowała... nawet jeśli by uwierzyła, że Rivlish potrafi zrobić coś takiego.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Musiała przyznać, że dzięki opiece nad Rivlishem coraz bliżej było jej do uzdrowicielki niż barski. Gdyby jeszcze nauczyła się tworzyć maści oraz inne leki mogłaby wygryźć Yadleya z interesu. A może lepiej zawiązać spółkę?
Na pytanie arystokraty uniosła ze zdziwieniem brew do góry, po czym się roześmiała.
- Ale Ty wiesz, że nie trzeba za wszystko na tym świecie płacić? Pomagam Ci, ponieważ sama chcę to zrobić. Do Domu Urody też Cię zaprowadzę, ale szukać w środku będziesz musiał sam. Nie oczekuje od Ciebie żadnych dublonów nie nic takiego. Tylko masz się więcej sam nie ranić, rozumiemy się? - Przybrała na pozór groźną minę (a przynajmniej próbowała) i pogroziła mu palcem.

Denadareth
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Rivlish poruszył się niespokojnie na łóżku. Zaraz znieruchomiał, obawiając się bury od jego opiekunki i spojrzał na nią zakłopotany.
- Nie pomożesz mi w Domu Urody? - zapytał. - Bardzo proszę? Czasami nie radzę sobie w kontaktach z innymi. A ty... jesteś miła. I wiesz czego się tam spodziewać. Ale oczywiście i tak dziękuję za pomoc! - dodał szybko.
Ostatnio zmieniony 16 sie 2022, 17:34 przez Denadareth, łącznie zmieniany 1 raz.
Veni, rescripsi, discessi

Dahlien
8. Eresmes, 4. ES, Świt
Karta postaci:
Aryanna Janon
Dziewczyna spojrzała na niego i westchnęła ciężko. Naprawdę nie mogła go rozgryźć. W jednej chwili zachowywał się jak zawadiaka, któremu pewnie nie jedna kobieta oddałaby swe serce, a zaraz był zagubionym chłopcem z wielkimi ze strachu oczyma. On naprawdę był w stanie kogoś kiedyś skrzywdzić? Czy te blizny naprawdę powstały podczas fechtunku?
- No... Ewentualnie mogę trochę popytać, ale skoro Cię ścigają to nie obraź się, lecz bezpieczniej bedzie się wtedy rozdzielić i spotkać znowu tam, gdzie ciekawskie oczy innych nas nie wypatrzą.
Może i ciężko było jej mu odmówić, ale jakieś resztki rozsądku powinna zachować. Przynajmniej ona!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość