Rezydencja Alffiego

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Arya zeszła ze swoim wiernym lisim towarzyszem na dolne piętro, wcześniej ubierając się w prostą jednakże nad wyraz szykowną suknię, która nie tylko ujmowała urokiem, ale była praktyczna do wszelkich prac czy to fizycznych, czy artystycznych. Zuch dziewczyna. Lisek zaś naładowany długim snem, wirował wokół niej wyjątkowo nie gryząc jej sukienki w formie zaczepiania, a jedynie wydając z siebie swoje lisie dźwięki by zwrócić na nią uwagę. Wyglądał też na trochę głodnego.

Rytmiczne dźwięki odbywały się w salonie zza zamkniętymi drzwiami i po bliższym przysłuchaniu się, można było wywnioskować, że ktoś ćwiczy tam taniec. Przynajmniej z jakieś 4 osoby z dodatkiem kogoś, kto odzywał się o pozach, odpowiednim wyskoku i trzymaniu pionu. Z głosu brzmiała bardzo jak poznana w bibliotece Niziołka.
Drzwi do kuchni były otwarte i gdy zajrzała do środka mogła dostrzec buszującego Eugumira, w znacznie lepszym stanie(fizycznie oraz pod względem stroju) niż ostatnio. Miał na sobie upaćkany fartuch z którego wystawały chusteczki liczne.
Loki wbiegł bez pardonu do środka i rzucił się na leżącą na stole pieczeń, na co służący rzucił wszystko i z paniką zaczął bronić swojej potrawy. Wtedy też zauważył i ją.
- Ach Panna Aryanna, Witaj! Czy możesz proszę nie przejmować się swoim towarzyszem? Wygląda na to, że pragnie być bardzo GRZECZNYM przewodnikiem! A i kawa jeszcze nie gotowa, z pewnością nie leży na ganku.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Schodziła po schodach z delikatnym uśmiechem. Starała się nie nadepnąć na rudą kitę liska, bo ten wyjątkowo wchodził jej dzisiaj pod nogi. Swoim zachowaniem odganiał od niej napięcie, które gdzieś skrywała w swoim wnętrzu. Chociaż się uśmiechała dalej pozostawała spięta. W końcu dziś miała mieć kolejną lekcję z Inenomurem. Tylko... czy da radę w ogóle na nią pójść?
Będąc już na parterze podeszła z mieszanką lęku i zaciekawienia do drzwi salonu, jednak nie weszła do środka. Nie chciała przeszkadzać znajdującym się tam ludziom. Jak tak teraz pomyślała, to Alffie spędzał z nią bardzo dużo czasu, odkąd się tu zjawiła. Praktycznie całe noce. Z tego co słyszała uczniów miał sporo. Czyżby to była właśnie jedna z tych chwil, gdy edukował kogoś innego? Nadstawiła ucha ciekawa, czy również właściciel Rezydencji znajdował się w środku. Chociaż szczerze wątpiła. Nigdy go jeszcze nie spotkała za dnia. I po tym co widziała ostatnio już jej to tak nie dziwiło.
Ale teraz były inne rzeczy, o wiele ważniejsze niż arlekina. Dzień trzeba było zacząć kawą. Podeszła do kuchennych drzwi i posłała szczery uśmiech lokajowi.
- Dzień dobry Eugumirze. - Zgodnie z jego prośbą czym prędzej podeszła do Lisa i wzięła go na ręce. Zaraz też uniosła go w powietrze tak, że pyszczek miał tuż przed jej twarzą. - Loki, już Cię ostrzegałam przy ostatnich odwiedzinach tutaj. Nie możesz się tak zachowywać! Jeśli jeszcze raz się to powtórzy obiecuję, że będziesz miał karę. Żadnego głaskania przez cały dzień!
Przybrała surowy wyraz twarzy, chociaż wątpiła, żeby ten zrozumiał. Przecież był tylko liskiem, prawda? Bardzo inteligentnym swoją drogą. To jej o czymś przypomniało. Spojrzała na kucharza przekrzywiając głowę, a Lokiego przycisnęła mocniej do piersi, by się przypadkiem nie wyrwał.
- Eugumirze? Wczoraj wieczorem spotkałam innego lokaja. To znaczy chyba nim był? Mam na myśli tego borsuka, który chodzi na dwóch łapkach. No wiesz, ubrany w kolorowe ubranka z żabotem i kapelusikiem z piórkiem. - Aż jej było głupio jak go opisywała. To brzmiało jak sen małej dziewczynki. - Wiesz gdzie jest? Mam wrażenie, że w nocy mogło mu się stać coś złego i martwię się o niego.
Kątem oka dostrzegła kosz z owocami, a wśród nich kilka malin. Pamiętała, że Loki zjadał je ze smakiem, gdy się poznawali. Upewniwszy się, że może kilka wziąć chwyciła je w garść i jedną od razu przystawiła Przewodnikowi pod pyszczek. Skoro był taki głodny, to raczej nie pogardzi podarkiem.
Wtem spojrzała jeszcze raz na mężczyznę uważnie, a jej oczy zabłysnęły z podekscytowania. To znaczy na chwilę, bo potem jakby się lekko skuliła w sobie.
- Nie wiedziałam, że macie tu ganek. Doceniam to bardzo, ale... Pan Esposito jasno się wyraził, że nie mogę opuszczać Rezydencji. - A ona odebrała to bardzo dosłownie, że nawet stopy za drzwi postawić nie może.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Skarcony lisek patrzył się na nią dość dziwnie, odpowiadając swoimi dziwnymi lisimi piskami i uspokoił się dopiero gdy zaczął być karmiony malinami. Bo malinki lubił, oj lubił jakby był personifikacją Aliny.

W tym czasie Eugumir westchnął z ulgą widząc, że jego dania ocalały. Wrócił dalej do szykowania posiłków na tacki i wysłania ich windami do górne piętro oraz do dołu, jakby do piwnicy. Tace pełne były rozmaitych przekąsek, zakąsek, trunków oraz aromatycznych dań.
Zapytany o lokaja, kucharz przerwał sobie na chwilę spoglądając ze zdziwioną miną na dziewczynę.
- Masz na myśli Pana Borsuka? Nie znam. Nic mi nie wiadomo o nim, ani o jego przemyślanie wielkim treningu ze strony Czcigodnego Gospodarza. Nie ma możliwości by był teraz z nim. - Powiedział na swój dziwacznie pokraczny sposób, wycierając dłonie o swoje chustki. Chciał już wracać do pracy, jednak kolejne słowa Aryi sprawiły, że tym razem podszedł do niej bliżej jakby nie wierząc w to co słyszał. Na jego przemęczonej twarzy było to nad wyraz widoczne.
- Z całą pewnością Rezydencja oznacza tylko budynek. Wszystko co jest objęte bramą i płotem na pewno nie jest uznane za teren Rezydencji. W końcu z tyłu budynku nie ma żadnych namiotów pełnych artystów jak ty.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Patrzyła z rozczuleniem w oczach jak jej mały łobuz zajada się owocami. To było jej światełko, które rozpraszało gęste cienie. Puchaty balsam na zbolałą duszę. I teraz, gdy brał jej z palców malinki, a potem dokładnie wylizywał palce serce jej się do niego wyrywało. Stanowili naprawdę przyjemny obrazek do oglądania.
Patrzyła z zaciekawieniem jak kucharz ładuje jedzenie do windy, a potem sama jak lisek przekrzywiła lekko głowę.
- Do kogo tym razem wysyłasz to jedzenie? Mieszkam tu już od jakiegoś czasu, ale nigdy nie widziałam innych domowników. Tym bardziej na górze, a sama mam pokój na piętrze.
Uspokoiła się też na wieść o Panu Borsuku. Alffie mógł być przerażający, ale z tego co jej się wydawało nie krzywdził zwierząt. Szczególnie tak niezwykłych, jak ten mały lokaj. Będzie musiała z nim jednak potem porozmawiać, bo stworzonko było wyraźnie przepracowane. I kto wie co się wydarzyło w nocy?!
A tak. Rozmowa z Aldonzo. Mimowolnie zadrżała nieco na samą myśl.
Słuchając słów Eugumira stała przez moment niepewnie, ale jej oczy jasno mówiły, że bardzo chce wyjść. Zaczynała się już dusić w czterech ścianach, a wiatru nie czuła na twarzy odkąd tu przyszła.
- Jesteś pewien...? - Poprawiła Przewodnika na rękach. - Ostatnie czego chce to sprawić, żeby Pan Aldonzo się... zdenerwował.
Skoro był tak przerażający w dobrym nastroju to strach pomyśleć jaki był, gdy ogarniała go złość.
Z drugiej strony miała okazję zacząć dzień od kawy na ganku! Oczy jej błyszczały hamowanym podekscytowaniem. Aż w którymś momencie tak jej zaburczało w brzuchu, że mężczyzna na pewno to usłyszał. Zarumieniła się zawstydzona odwracając głowę.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Eugumir uśmiechnął się gdy usłyszał pytanie o windę oraz lokatorów. Wykonał zamaszysty wręcz teatralny gest, który można zinterpretować na tysiąc sposobów po czym poklepał pokrywkę w której zabezpieczył jedno z dań.
- Och toć ja potwory w piwnicy karmię oraz wszelkich nieproszonych gości! Ta windy sięgają na krótki zasięg i są nad wyraz proste, że aż nie ma potrzeby ich wyjaśniać, hah! - Powiedział w swój typowo pokraczny sposób i wrócił intensywnie dalej do kończenia posiłków. Dopiero gdy wysłał wszystkie tace z daniami, skupił się kompletnie na swoich gościach w kuchni, samemu pozwalając sobie na wypicie jakiegoś ciepłego naparu. Być może to była herbata, choć pachniała mocno grzybami. Gdy już chwilkę odpoczął pozwolił sobie na dalszą rozmowę z dziewczyną, jednak słysząc jej burczenie w brzuchu zaśmiał się krótko i wrócił na do szybkiego pichcenia śniadania dla niej. Gdy skończył miał w dłoniach tacę z prostą jajecznicą z pieczarkami i cieniutko pokrojoną cebulką. Do tego pajdy chleba ze smalcem. Była też tam miseczka z ugotowanym mięskiem i warzywami, najpewniej dla liska. Gestem głowy kazał jej iść za sobą i wyszedł przed budynek, gdzie postawił jej tackę koło kubka kawy. Dzisiejszy poranek był dziś wyjątkowo ciepły pomimo drobnej mgły która znikała po nocy. Słońce przyjemnie prażyło na niebie, a zarówno teren przed bramą jak i wokół był spokojny. Jedynie słychać było jakieś rozmowy głośne po drugiej stronie budynku.

Na posiadłości ogrodzonej żelaznym płotem znajdowała się głównie trawa. Przy ogrodzeniu po prawej stronie rosły niewielkie drzewka obok których były proste stoliki oraz krzesła tuż koło hamaków. Było też tam miejsce na ognisko. Po lewej stronie była niewielka sadzawka z uroczym molo, z którego zwisała zawieszona lampa naftowa. Sadzawka była prosto zdobiona i z wnętrza zdawało się coś pływać.

Eugumir uśmiechnął się.
- To na pewno zakazane byś tu była. Do potem! - Rzucił jej wracając do kuchni.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Spojrzała na lokaja bardzo uważnie, po czym westchnęła i pokręciła głową z delikatnym uśmiechem na ustach. Bardzo lubiła Eugumira, ale momentami naprawdę miała problem, żeby go zrozumieć. Wiedziała tylko, żeby nigdy nie brać jego słów w dosłownym wydźwięku.
- Już dobrze, dobrze. Nie dopytuję.
Zabawne jak interakcje z innymi domownikami wpływały na nią rozluźniająco. Były tu osoby, które szczerze polubiła. Czy w domostwie należącym do śmiertelnie groźnej "bestii" naprawdę mogła panować taka sielanka? Obserwując służbę oraz słuchając energicznych wyczynów innych artystów zastanawiała się ile z tych ludzi wiedziało o tożsamości Aldonzo? Ona ledwie zobaczyła jego przemienioną twarz, a drżała na samą myśl o mężczyźnie. A jednak skoro nikt z obecnych tutaj nie lękał się gospodarza, tylko darzył go nad wyraz wielkim szacunkiem... Bardka miała mętlik w głowie nie wiedząc co myśleć.
Zawstydzona śmiechem lokaja stała pod ścianą obserwując jego działania. Podziwiała Eugumira jak pracowity był, ale też jak sprawnie panował nad wszystkimi gotującymi się daniami. Tu chyba sprawdzało się powiedzenie, że przez żołądek do serca. Wodziła wzrokiem za ruchami lokaja może nieco zbyt nachalnie. Pomimo swych "dziwactw" Eugumir nie przerażał jej tak jak Fernando. Nie wydawał się groźny. Plus lubiła jego towarzystwo, co było widać jak na dłoni.
Gdy przyszedł czas na pójście na ganek bardka posłusznie podążyła za mężczyzną, jednak gdy miała przejść przez drzwi widać, że się zawahała. Odstawiła Przewodnika na ziemię, a sama chwilę walcząc ze sobą w końcu przekroczyła próg. Na pewno nie ściągała na siebie w ten sposób gniewu istoty, ktorej nawet nie potrafiła nazwać?
Wystarczyło jednak zejście na trawę, by zmiana nawierzchni pod bucikami całkowicie zawróciła jej w głowie. Nie wróci do tego domu póki nie będzie to konieczne! Tak tęskniła za słońcem!
- Dziękuję Eugumirze. - Posłała mu najładniejszy uśmiech, na jaki było ją stać. I chociaż nie było w nim żadnych uwodzicielskich nut, to nawet Sarya mogłaby być z niej teraz dumna. Niektórym i po takiej minie miękły kolana.
Będąc już sam na sam z Lokim podeszła do stolika i napiła się kawy. O tak... Tego jej brakowało. Eugumir robił chyba najlepszą, jaką kiedykolwiek miała okazję spróbować. Zestawiła Liskowi jego miseczkę na ziemię, żeby zwierzak miał bliżej swoją porcję jedzenia, a sama po tym... Ściągnęła buciki i aż westchnęła.
- Jak mi tego brakowało - szepnęła przymykając oczy i kierując twarz ku słońcu. Odpłynęła na moment zostawiając wszelkie zmartwienia za sobą zwyczajnie ciesząc się kontaktem z naturą. W końcu, chyba pierwszy raz odkąd przybyła do Rezydencji na jej twarzy widać było prawdziwe rozluźnienie oraz szczerą radość.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Podczas gdy Arya korzyła się w urokach słońca i jasnozielonej trawy, Loki zdążył spałaszować całą zawartość swojej miseczki. Zadowolony zaczął zaczepiać swoją właścicielkę, jednak po krótkiej chwili zmienił zdanie i postanowił skorzystać z tej rzadkiej okazji bycia na zewnątrz. Darował sobie zaczepki i pobiegł sprintem pobiegać po trawie gdzie tylko mógł szybko znikając z linii wzroku, choć można było być pewien, że wróci. W końcu to Loki.

Relaks Bardki został przerwany przez nagłe poruszenie się na hamaków tuż koło stolików. Gdy się tam spojrzała dostrzegła znajomą twarz pokrytą piegami. To była Herra ubrana w obcisły czarny strój niczym jak do baletu. Rajstopy wyglądały jakby lada moment miały się zedrzeć, a obcisła koszula miały już liczne ślady znoszenia, nie mówiąc już o jej balerinkach, które wyglądały jakby piętka zaraz miała odpaść. Mimo to niziołka była w wesołym, uśmiechniętym nastroju choć na jej twarzy można było dostrzec ślady potu i zmęczenia. Ponad to oddychała ona dość szybko, jak po jakimś ogromnym wysiłku, ale mimo to wyglądała na bardzo zadowoloną. Rozłożona na hamaku zdawała się nie dostrzec Aryi i otworzyła sobie książkę z ładną skórzaną okładką zatytułowaną "Ostatni Taniec Rusałki". Tuż koło niej leżał jej przewodnik, Mysz Hvitsverk który kręcił się po jej głowie jakby chciał znaleźć swoje gniazdo w jej włosach.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Gdy wypiła kawę do końca i zjadła swoje śniadanie postanowiła przez moment pocieszyć się namiastką wolności. Słońce przyjemnie ogrzewało jej skórę, lekki wietrzyk pieścił delikatną skórę na policzkach, a miękka trawa muskała stopy dziewczyny przy każdym kroku. Chociaż nie miała przy sobie żadnego instrumentu to dosłownie czuła, jak w jej duszy rozbrzmiewa delikatna melodia natury. Łagodna, ulotna, eteryczna... Było to na pewien dziwny sposób dość nostalgiczne. Słuchała śpiewu ptaków, które rozsiadły się na okolicznych drzewach. Szumu wiatru, który wprawiał listowie w szelest. Delikatnego chlupotu wody z sadzawki. I zupełnie nieświadomie uśmiechała się szeroko.
W pewnym momencie, korzystając z bycia samej w ogrodzie rozłożyła ręce na boki, pochyliła głowę i delikatnie wspięła się na palcach. Zaraz też wychodząc z tej pozycji zaczęła lekko tańczyć. Na początku niepewnie, jakby dawno tego nie robiła. Jakby nie była pewna, czy powinna. A jednak coś w jej duszy dosłownie wyrywało się na wierzch i nie mogła już tego dłużej dusić gdzieś na dnie swojego serca. Tyle czasu się dusiła. Czuła, jakby dopiero teraz po wyjściu z budynku oddychała pełną piersią. Przesuwała stopy nisko, ledwie ponad źdźbłami trawy. Jej partnerem w tańcu był wiatr, który okrążając dziewczynę zachęcał ją do delikatnych obrotów. Chwytając w palce rąbek sukni przeskoczyła kawałek do przodu w lekkim piruecie. Nie myślała co robi, a po prostu otworzyła się na świat.
Tańczyła tak przez pewien czas, aż przyjemnie zmęczona zakończyła swój "występ" w podobnej pozycji w jakiej zaczęła. Jednak zamiast wnieść się na palcach tym razem rozpostarła szeroko ramiona jedną nogę cofnęła do tyłu niemal klęcząc na kolanie, a drugą oparła na stopie z przodu ciała. Oddychała szybciej niż zazwyczaj, a jednak gdy w końcu otworzyła oczy widać było jak bardziej jest teraz szczęśliwa. Jak niewiele potrzeba było dziewczynie do szczęścia.
Wtem dostrzegła nieopodal Herrę. O ile niziołka na początku faktycznie mogła jej nie zauważyć, to jednak pląsy półelfki na pewno w końcu zwróciły jej uwagę.
- Witaj Herro! - Rudowłosa pomachała jej przez ogród i z szerokim uśmiechem podeszła do niej. Nie martwiła się chwilowym zniknięciem Lokiego. Już wiedziała, że Przewodnik lgnął do niej tak samo jak dziewczyna robiła to względem niego. Szczególnie w nocy, gdy zasypiała wtulona w lisie futerko.
Teraz zaś podeszła do jednej z nielicznych swoich znajomych z Rezydencji. Dziewczyna wydawała jej się naprawdę sympatyczna, a w końcu ostatnim razem jak się poznawały... nie zaprezentowała się zbyt dobrze. Szczególnie ich rozstanie nie należało do przyjemnych. Chciała to teraz naprawić.
- Już skończyłaś poranne zajęcia? Tak wydawało mi się, że słyszałam Twój głos w salonie, ale nie chciałam przeszkadzać.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Miała rację, że Herra ją zauważyła by gdy do niej podbiegła, ta z rękoma opartymi na kolanach oglądała jej występ. Uśmiechnęła się sympatycznie do rudej koleżanki machając energicznie ręką.
- Hej Aryanne! Smukłą masz technikę tańca, taką... pierwotną przypominające te tańce elfów z Dżinami! Masz zadatki do tego powinnaś kiedyś przyjść na wspólne zajęcia! A właśnie zajęcia! Tak, jak najbardziej właśnie się odbyły. Mówię Ci ten repertuar jest zabójczo trudny. Rozumiem, że 4 tańce bo cztery wielkie przesilenia ma symbolizować, ale one są bardzo wymagające, mówię Ci! Jaśnica jest tak żywiołowa i pełna emocji, że ciężko mi się skupić na samej technice jak chce płynąć z muzyką! Iselnica jest bardzo rytmiczna i skoczna więc najłatwiej mi wychodzi, choć wykańcza niesamowicie. Ciemiętnica ma za to bardzo przyjemny taniec, bardzo plastyczny i pełen nadmiernej poprawności ruchów, a takie o dziwo mi najlepiej wychodzą. Ale jeśli chodzi o Mernicę... no normalnie nie daję rady tego. Za poważne. Za smutne. Nie dla mnie, no ale muszę MUSZĘ je opanować! Także tak, mam nogi pełne roboty haha! W ogóle coś ostatnio w ogóle cię nie widziałam odkąd minęliśmy się w bibliotece. Myślałam, że w końcu przyjdziesz do namiotu mojego czy coś na ciasteczka. No ale nic, ważne że teraz jesteś i mega miło cię widzieć! Hvistvek też się cieszy na twój widok! - Herra wypuściła na Arye istną lawinę słów żywo gestykulując i wręcz pokazując podstawowe kroki do każdego z wymienionych tańców. Jej myszka w tym czasie siedziała na książce i spoglądała zainteresowana na swoją panią oraz jej rozmówczynię, jakby słuchało ich.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
No tak. Herra była takim wulkanem energii, że bardka powinna się spodziewać takiego powitania. Pochwalona dziewczyna uniosła dłoń ku górze, żeby odsunąć za ucho włosy, które uciekły z jej warkocza.
- Dziękuję Ci bardzo. Wiesz... jakoś tak samo to wyszło. Nie planowałam tego. - Speszona uśmiechnęła się niepewnie i rozejrzała za swoim Liskiem. Loki uparcie chował się po krzaczkach. Czyżby polował? W sumie przez fakt, że ciągle jej towarzyszył też nie miał okazji, by wyhasać się na dworze.
Zaskoczeniem dla bardki był fakt, że ta porównała jej taniec do tego elfów. Przez całe swoje życie Arya doświadczała samych nieprzyjemności z powodu krwi swojej matki. A jednak będąc w Rezydencji otaczały ją osoby, które akceptowały jej pochodzenie. Chociaż sama nie wiedziała do końca kim była tutaj nikt jej nie oceniał. I tak jak powiedział Aldonzo miała okazję odkrywać swoje dziedzictwo krwi jak wtedy, podczas ich wspólnej lekcji. A on zamiast spojrzeć na nią z odrazą posłał jej wtedy wzrok, który śnił jej się po nocach. I od niego bynajmniej nie miała żadnych koszmarów.
Ciekawe, bo w ciągu dnia życie w Rezydencji już jej tak nie przerażało.
- Wspólne zajęcia? - Przekrzywiła głowę uświadamiając sobie co powiedziała Herra. - Rozumiem, że mówisz o tańcach na bal organizowany przez Alffiego. On Was uczył o tej porze?
Była szczerze zdziwiona, bo spodziewała się, że Aldonzo nie pokazuje się w porach, kiedy słońce dominuje na niebie. Ciągle trwała w przekonaniu, iż ten pojawia się dopiero po zmroku. A może tak było w jej przypadku?
- Przepraszam, że nie przyszłam wcześniej. Chciałam, ale ciągle działo się tyle różnych rzeczy... miałaś rację, że lekcje z Alffiem należą do niezapomnianych. - Mimowolnie się uśmiechnęła, bo to była prawda. Z jednej strony możliwość nauki od tak utalentowanej osoby była niesamowita, a z drugiej gdy pokazał jej swoje drugie oblicze... tego zdecydowanie nie zapomni. - Potem się jeszcze okazało, że jedno ze zwierząt w kolekcji wyjątkowo nie chce się nikogo słuchać. Znasz Księżniczkę? To ta czarna puma, której wyrastają macki z grzbietu. A jeszcze wczoraj odwiedziła Rezydencję moja przyjaciółka, która swoją drogą poleciła mnie Inenomurowi. To mój pierwszy spokojny poranek od dawna.
Patrzcie Państwo jak sama się rozgadała. Herra miała w sobie tyle pozytywnej energii, że aż potrafiła nią zarazić.
Wtem usłyszały jak zza Rezydencji zbliża się kilka osób i zaraz zobaczyły cztery dziewczyny. Zdawać by się mogło, że gdyby w Nimnaros dalej rządziła arystokracja, to można by je było nazwać damami z wyższych sfer. Schludnie ubrane w stroje najwyższej jakości, z włosami upiętymi w misterne fryzury i tym wzrokiem, którym patrzyły na innych z góry. Już miały pójść dalej, kiedy zauważyły bardkę z akrobatką.
- Proszę, proszę, proszę, kogo my tu mamy? Nie sądzisz Herro, że powinnaś zejść z hamaku? Jeszcze się pobrudzi - powiedziała dziewczyna o smukłym ciele. Miała brązowe włosy i oczy w podobnym kolorze, a w jej chodzie była swoista lekkość. Tancerka, zdawało się mówić jej ciało. Na jej szyi niczym naszyjnik leżał niewielki wąż o szmaragdowych łuskach i wyjątkowo rozumnym spojrzeniu. Podobnie jak dwie pozostałe. Te jednak były niczym lustrzane odbicie - blondynki o błękitnym spojrzeniu. Nad dziewczętami latały ptaszki, które podczas postoju usiadły im na ramieniu. Ostatnia z nich miała za to włosy czarne niczym noc, a z jej szarych oczu niewiele można było odczytać. Przy jej nogach dreptał kot, również z czarnym futerkiem. Zamiast patrzeć na niziołkę ta utkwiła spojrzenie w Aryi. Aż bardce stanęły włoski na rękach dęba.
- Moje drogie, nie warto. Z resztą z hamaków może korzystać każdy. - Powiedziała czarnowłosa dźwięcznym głosem o pięknej barwie. Czy to była obelga, czy raczej wstawienie się za niziołką? Aż ciężko powiedzieć. A jednak słowa te nijak nie pasowały do cudownego brzmienia, z jakim wydostały się z jej ust.
- Hihihi, masz rację Astrid!
Szarooka podeszła bliżej dziewcząt, ale całą uwagę skupiła na Aryi.
- A więc to Ty jesteś tą nową? Bardka z ulicy, tak? Słyszałam nieco o Tobie. Szanowny Pan Esposito naprawdę jest łaskawy, że przygarnia pod swój dach niemal każdego, kto wykaże chociaż odrobinę talentu. A jednak Ty musisz mieć go naprawdę niewiele, skoro wymagasz aż tylu lekcji. Powiedz, ile czasu się uczysz? Bo na pewno jesteś świadoma, że przez Ciebie cierpią inni uczniowie, prawda? W końcu doba dalej ma tyle samo godzin, a Ty zajmujesz jej znaczną część.
Spojrzała na nią z uniesioną głową, a gdy dostrzegła lekko zaostrzone uszy bardki zmarszczyła brwi z wyraźnym niezadowoleniem. W tym czasie bliźniaczki odeszły od nich kawałek kierując się w pobliże stolika, gdzie wcześniej odpoczywała Arya.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
- A to nic nie szkodzi, jakby co oferta z moim namiotem jest dla ciebie zawsze aktualna! Postaram się nie zjeść wszystkich ciasteczek w tym czasie by i dla ciebie starczyło. A zajęcia? Tak, tak! To na ten bal co się wszyscy szykujemy, jestem częścią spektaklu wraz z innym tancerkami, nie mogę się doczekać! Allfiego w sali nie było tylko tam ćwiczyliśmy, jak będziemy bardziej gotowe to wtedy pokażemy mu co opanowaliśmy. Gospodarz nie jest w stanie być na wszystkich naszych próbach, ale już parę razy pokazywał nam swój repertuar. Jest super i masz rację, jego nauki są mega szczególnie jak przychodzi w koszuli! Zresztą to Ci już mówiłam, ale każdy z nas jak widzi go w samej koszuli czuję jak włosy stają dęba, wiesz?! Księżniczka... eee... chyba nie znam, może to jakiś nowy nabytek? - Powiedziała entuzjastycznie, jak to Herra.

Niedługo po tym zaczęła się cała akcja z nowoprzybyłymi dziołchami i widząc je uśmiech Niziołki znacznie opadł, a ona sama prychnęła pod nosem wracając lekko oburzona do czytania książki. Widać było, że nie chce ona mieć nic do czynienia z nowoprzybyłymi. Zwierzęta, które przybyły wraz z kobietami zaczęły obserwować intensywnie Hvitsverka Herry oraz Lokiego, który zauważając z daleka zgiełk zbliżył się by mieć dobry widok na to co się dzieje.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Bardka spojrzała najpierw ze zdziwieniem, a potem wyraźnym niezadowoleniem na przybyłe dziewczęta. Kiedyś zapewne postąpiłaby jak Herra, jednak ostatnie doświadczenia z Rivlishem oraz te kilka dni w Rezydencji sprawiły, że troszkę się zmieniła. Zamiast niepewności pojawiła jej iskierka gniewu. Najpierw za to, że były niemiłe dla jej jedynej koleżanki tutaj. Potem za to, że ją zlekcewazlżyły. Nie kłamała Alffiemu mówiąc, że nie chce wracać do dawnego zycia, gdzie nią pogardzano. To był pierwszy krok do tej zmiany. Zaraz przybrała na twarz uprzejmy uśmiech i lekko dygnęła.
- Jak najbardziej masz rację, nazywam się Aryanna Janon. Ciekawe jest to co mówisz, bo osobiście uważam, że jest odwrotnie. Czy nie poświęca się więcej uwagi tym bardziej utalentowanym? Zobacz, ja na przykład nic o was nie słyszałam. - Zaśmiała się lekko i dźwięcznie.
- Jak smiesz, ty...! - zaczęła brunetka, jednak Astrid powstrzymała ją unosząc rękę. Nie było żadnych wątpliwości, że te dziewczyny czuły się lepsze od innych. Tak samo nie pozostawiały złudzeń, która była ich samozwańczą przywódczynią.
- Jak widzę zupełnie nie masz pojęcia kim jestem. Trudno, nie zamierzam przedstawiać się śmieciom z ulicy. A skoro już o nich mowa, to chyba dobrze byłoby tu nieco posprzątać. - W tym momencie odwróciła głowę w kierunku bliźniaczek i lekko skinęła. Te zaczęły chichotać, trzymając w wyciągniętych rękach buciki rudowej. Zatykały przy tym nowy udając obrzydliwy fetor.
Widząc to iskierka gniewu w bardce urosła do wielkości płomienia. Naprawdę posuwały się do zachowania aż tak niskich lotów? Zostawiając Astrid poszła odzyskać swoją należność, jednak blondynki tanecznym krokiem uciekły od niej wbiegając na pomoc.
- Ależ one są brudne! Nie martw się, pomożemy ci je wyprać. W końcu trzeba pomagać nowym koleżankom, prawda? - Ilość fałszu w ich głowach nie pozostawiała żadnych złudzeń.
- Nie...! - krzyknęła Arya, ale jej trzewiki wpadły już do wody. Płomień gniewu znów się zwiększył, a spojrzenie bardki przybrało beznamiętny wyraz.
- Możecie sądzić, że jesteście lepsze od innych, a jednak reprezentujecie sobie naprawdę marny poziom. Aż się dziwię co wy tu robicie... - Spojrzała na blondynki tak, że te straciwszy pewność siebie postąpiły kilka kroków do tyłu. Arya zaś uklękła na pomoście próbując wyciągnąć buciki aż... Poczuła jak spada.
W pierwszym momencie, gdy znalazła się pod wodą ogarnęła ją panika. Nie umiała pływać! Rozpaczliwie zaczęła machać rękami, a próba nabrania powietrza pod powierzchnią skończyła się na tym, że połknęła sporo wody. Po chwili wyczuła jednak coś pod stopami. Dno? Pozwoliło jej to jednak stanąć na nogi i było na tyle plytko, że prostując się znów miała głowę nad taflą.
Pierwszym co zobaczyła była Astrid patrząca na nią z góry z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
- Idealnie, brudny mieszaniec w końcu się umy... - nie dokończyła.
Spojrzenie Aryi było beznamiętne, a w jej środku zapłonął ogień, którego się nie spodziewała. Wściekłość rozpierała ją od środka i stało się to samo co w salonie Alffiego. Straciła kontrolę.
Chociaż Astrid uporczywie chciała zaczerpnąć powietrza to nie pozwalało się nabrać. Dusiła się, zaś jej szare oczy przejawiały strach.
- Astrid? Co się dzieje?!
Brunetka chciała jej jakoś pomóc, ale nie wiedziała jak. Czarnowłosa zaczęła lekko sinieć na twarzy.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Przez to całe zamieszanie Herra nie była w stanie ignorować tego wszystkiego i już chciała się wtrącić, gdy zobaczyła wpadającą do stawu Aryie. Cała napuszona pobiegła w jej kierunku jednocześnie podwijając rękawy gotowa nawet przejść do rękoczynów w obliczu tego chamstwa, a jej Przewodnik dzielnie trzymał się na jej ramieniu próbując nie spaść.
- Dobra zostawcie ją, chyba już wystarczy tej... - Przerwała zatrzymując się gwałtownie gdy Astrid padła na kolana dusząc się. Poczuła ona bowiem pewien strach i niepewność, nie rozumiejąc za bardzo co się dzieje lub co się stało. Hvitsverk na jej ramieniu przyglądał się intensywnie Aryi, zresztą nie tylko on. Ptaszki bliźniaczek, wąż brunetki także spoglądały na nią niczym zahipnotyzowane. Jedynie kot czarnowłosej patrzył się na nią wyraźnie zaniepokojony, drżąc niespokojnie.
Loki zaś w tym czasie samemu podszedł na brzeg sadzawki spoglądając na całe zajście, lekko przekręcając głowę na bok.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Płomień w jej duszy buzował niczym niehamowany, a ona sama nie zamierzała go powstrzymywać. Jakby wszystkie lata schylania głowy przed innymi, ukrywania swego pochodzenia i przepraszania, że się urodziła nie były wystarczające. Czy ta dziewczyna naprawdę myślała, że może ją zastraszyć? Po tym, czego bardka doświadczyła? Na jej twarzy pojawił się niemalże niewidoczny ironiczny uśmiech.
- Astrid! Daj spokój! Astrid!
Brunetka była coraz bardziej przestraszona, a bliźniaczki zaczęły cichutko płakać.
To jednak wystarczyło, żeby Arya się otrząsnęła. Zamrugała jakby zaskoczona, a do jej oczu na nowo wrócił codzienny blask. W tym samym momencie czarnowłosa nabrała głośny hałst powietrza łakomie napełniając nim płuca. Płakała, a jednak w jej spojrzeniu była czysta nienawiść. Wstała na drżących nogach z pomocą koleżanek.
- Pożałujesz tego...!
Głos jej drżał z wysiłku. Podtrzymując się na brunetce odeszła ze swymi przybocznymi tam, skąd przybyła.
A Arya? Patrzyła za nimi zdezorientowana, jakby nie do końca zdawała sobie sprawę co tak właściwie tu zaszło. Spojrzała na Herrę, potem na siebie i...
- Moja sukienka!
Usta wygięły jej się w podkówkę, ale tylko westchnęła. Zostawiając buty w wodzie zrezygnowana zaczęła wychodzić z sadzawki. I tak by ich już nie znalazła.
Po wydostaniu się na brzeg opadła plecami na trawę ciężko oddychając. Była bardziej zmęczona, niż mogłaby podejrzewać.
- Nie spodziewałam się, że będą tutaj osoby jej pokroju. Niech zgadnę, że to jedna z tych dawnych szlachcianek, której rodzina wszystko straciła i teraz zmuszona jest nauczyć się radzić sobie w życiu i nawet nieźle jej szło, póki duma nie dała o sobie znać? One naprawdę były zazdrosne?
Przekręciła twarz w stronę słońca. Mokre warstwy nawet w tej pozycji jej ciążyły, a z kolejnym podmuchem wiatru lekko zadrżała. Zaraz powinna wrócić i się przebrać, bo inaczej skończy z katarem.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Skonfundowana całą sytuacją Herra postanowiła wyjątkowo nie wyrzucać z siebie wszystkich swoich przemyśleń i pytań. Zamiast tego głęboko westchnęła z ulgą, że nic nikomu bardziej się nie stało i usiadła na trawie tuż przy koleżance. Wzięła też swojego przewodnika na rączki i zaczęła go głaskać czule, by się jeszcze mocniej uspokoić. W końcu jej myszka zawsze była największą motywacją i pocieszeniem w tym miejscu.
- Ta o czarnych włoskach jest z domu Kaladria, a raczej tego co z tego domu zostało. Rewolucja dała się takim jak ona we znaki powinna się cieszyć, że w ogóle przeżyła. Słyszałem, że wielu wysoko postawionych osób już nie ma dziś z nami. Trochę to smutne... znaczy się jak dla mnie nikt nie powinien umierać szybciej niż jest mu to przeznaczone, wiesz? Tak przynajmniej uważam. - Powiedziała trochę nostalgicznie, nie przerywając pieszczot Hvitsverkowi. Widząc jednak, że Arya marznie z powodu przemoczenia przysunęła się do niej nieco bliżej wtulając się w nią, by poczuła się nie co lepiej.
W tym czasie Loki podszedł bliżej i usadowił się przy jej nogach, trochę jak kot, trochę jak pies jak to miał w zwyczaju. Patrzył się na niej z opadłym pyszczkiem i zmartwionym spojrzeniem.

Arya następnie poszła się przebrać i spędziła cały dzień na zajęciach, które sama uznała za słuszne. Czy to odwiedzenie artystów, sceny i namiotów z tyłu budynku? Czy może odwiedzenie kolekcji zwierząt z ciężko pracującą Elojze by zapewnić im komfort i żywność? Może poszła podpatrzeć liczne próby i zajęcia odbywające się za dnia w salonie oraz podwórzu? Jeszcze była biblioteka, czy z niej też korzystała? To już ona sama najlepiej wie. Jakkolwiek spędziła ten czas, dzień szybko zleciał ustępując dwójce księżyców na objawienie się na nieboskłonie.

(Opisz co robiłaś w ciągu dnia).

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Ujęło ją, gdy niziołka przytuliła się do niej, by nie marzła. Zupełnie nie przejmowała się tym, że zmoczy własne ubrania. No i Loki, który patrzył na nią taki zmartwiony. Ujęła w ręce liska, oparła głowę o nową koleżankę i pozwoliła sobie na niepewny uśmiech. Już od dawna wolała towarzystwo zwierząt od ludzi, a Astrid ze swoją świtą stanowiła piękne uzasadnienie tego. Herra jednak w jakiś sposób zarażała bardkę swoją pozytywną energią. Aż jej wstyd było, że każde ich spotkanie tak wygląda.
- Wiesz... aż się boję co o mnie myślisz. Kolejny raz jak mamy możliwość spędzić razem trochę czasu to dzieje się coś dziwnego. - Nie spojrzała na nią, tylko zajęła się przeczesywaniem lisiego ogona palcami. - Jak w końcu przyjdę do twojego namiotu liczę, że nic ci tam nie zepsuję przynajmniej.
Zdobyła się na krzywy uśmiech.
Chwilę jeszcze posiedziały, jednak w końcu rudowłosa musiała wrócić do wnętrza budynku. Na szczęście udało jej się przemknąć niezauważenie (a przynajmniej tak jej się wydawało). Gdyby musiała się tłumaczyć ze swojego staniu zapewne przyczyniłaby się tylko do całej masy problemów. Nie było warto, a i ona była zmęczona tym spięciem. Wykąpała się, żeby rozgrzać ciało i opłukać włosy z wody ze stawu, po czym założyła czyste ubrania. Tym razem jej sukienka miała delikatny rubinowy odcień oraz długie rękawy, od środka wykończone jaśniejszym materiałem. Tak samo zdobienia wykonano z kremowej nici tworząc z nich wzór wokół rękawów, dekoltu i pasa.
Przez jakiś czas nie mogła sobie znaleźć miejsca. Konfrontacja w ogrodzie mimo wszystko zestresowała ją. Astrid co prawda nie zrobiła niczego zaskakującego, a jednak Arya już odzwyczaiła się od wrogości. Wcześniej spotykała się z nią codziennie, jeśli nie schowała na czas swych lekko zaostrzonych uszu. Żyjąc w Rezydencji przyzwyczaiła się, że nie musi tego robić... i cóż, oto efekty. Dlatego też po kąpieli zostawiła włosy rozpuszczone wyciągając przednie pasma do przodu. Wrócił jej nawyk zakrywania uszu.


Wędrując po domostwie nie mogła się zdecydować co ze sobą począć. Na pewien czas poszła do zwierząt z Kolekcji Aldonza, żeby spędzić chwilę z Księżniczką. Bawiły się razem ku wyraźnej uciesze Elojze. Służąca widać z ulgą przyjęła obecność Aryanny, bo gdy nie musiała nakłaniać pumy do nieprzeszkadzania od razy wszystko stawało się łatwiejsze. Potem poszła do biblioteki, jednak nawet po wybraniu w miarę interesującej książki nie mogła się na niej skupić. Gdy uświadomiła sobie, że piąty raz czyta tę samą stronę zrezygnowana odłożyła ją na miejsce. Łapała się również na tym, że coraz częściej patrzy za okno kontrolując gdzie znajduje się słońce. Im bliżej wieczora tym bardziej spięta się stawała.
W końcu poszła do kuchni. Eugumir powiedział, że jej obecność nie będzie mu przeszkadzała, więc uznała, że trochę mu pomoże. Oczywiście wpierw odbyła bardzo poważną "rozmowę" ze swoim Przewodnikiem próbując mu wytłumaczyć, że nie może rozrabiać w kuchni. Ze zdziwieniem stwierdziła, że Lisek jakimś cudem chyba zrozumiał ogólny sens. Dziewczyna krzątała się po pomieszczeniu dając sobą dyrygować. Lokaj dał jej fartuszek, by nie pobrudziła swoich ubrań, a potem skrzętnie wykorzystywał pomoc dziewczyny w mieszaniu w garnkach, ugniataniu masy na ciasteczka i przelewaniu szkarłatnej cieczy do butelek. Dowiedziała się, że wino, które pijał Alffie było robione właśnie tutaj. Któżby pomyślał?

Z Eugumirem pożegnała się nim słońce na dobre zaszło za horyzontem. Wróciwszy do pokoju z ciężkim westchnięciem spojrzała Lokiego, po czym wzięła go w ramiona.
- I co ja powinnam zrobić? Gdybym powiedziała wczoraj Saryi o wszystkim co się tu dzieje na pewno kazałaby mi się spakować i odejść. Chociaż nie... nawet nie czekałaby aż się spakuję, tylko od razu stąd zabrała. Może to faktycznie słuszna decyzja?
Drapała Przewodnika za uszkiem i biła się z myślami. Z jednej strony czekała na tę rozmowę, jednak im dłużej odsuwała się ona w czasie, tym dziewczynę nachodziło coraz więcej wątpliwości. Pozwalając Liskowi hasać po pokoju wyciągnęła swoją torbę i zaczęła się pakować. Nie schowała nawet połowy swoich rzeczy, gdy w końcu wyraźnie rozbita usiadła na łóżku chowając twarz w dłoniach.
- Co ja najlepszego wyprawiam...?
Jeśli wróciłaby teraz do swojego domu niczego by nie zmieniła. Znów byłaby tylko sierotą z portu, która dorabia śpiewając na ulicy. Ludzie widzieliby w niej popychadło i "brudnego mieszańca". Czy naprawdę właśnie tego pragnęła?

Tym razem to ona zjawiła się pierwsza w salonie. Ogień w kominku już się palił, jednak tym razem ona podeszła do okna odsłaniając zasłonę. Siedząc na parapecie obracała w dłoniach maskę w kolorach krwistej czerwieni, czerni i szlachetnego złota. Nawet nie zauważyła, jak dała upust swoim emocjom zaczynając cichutko śpiewać.
- W kółko raz po raz, ciągle w miejscu spędzam dni,
Niepewność męczy mnie, od agonii dawno już mnie mdli.
Powoli gubię się, serce gdzieś ucieka mi
i nagle widzę, że nie uwolnię się.

Prześlizguję się przez wieczności mrocznej drzwi
W kieszeni tylko ból i agonia co wciąż ze mnie drwi
Czy powie kimże ja? Kiedy ja? Niepewność ta pochłania myśli me.
Nie uwolnię się i...

Może tylko śnię? Może jawa jest mym snem?
Nie wiem czy powiedzieć Ci? Zwrócić świat do góry dnem.
Ale bólu mam już dość, czy w cierpieniu jest gdzieś cel?
Chcę bez wrogich uczuć żyć, chcę żyć czując tylko biel.

Możesz kazać mówić coś, możesz mówić gdzie mam iść,
Nic to nie obchodzi mnie, serce już nie słucha dziś.
Jeśli zrobię choćby krok, jeśli tylko ruszę się,
Wszystko się zamieni w mrok, cały świat spowije czerń.

Słońce już zniknęło za horyzontem, a na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Patrząc za okno zupełnie straciła poczucie rzeczywistości, pozwoliła na jakiś czas odpłynąć myślom. I chociaż początkowo tego nie planowała zrobić, to jednak po chwili uniosła maskę do góry zakładając ją na twarz.

Zanim odpiszesz

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Gdy Arya zaczęła śpiewać po salonie, dźwięki zaczęły wypełniać cały pokój. Ponieważ przybyła tu znacznie wcześniej nie zastając nikogo pomieszczenie zdawało się nad wyraz puste i pozbawione uroku. Kominek był nie rozpalony, meble były w surowym stanie z licznymi łatkami i widocznymi reperacjami po obrażeniach pewnej kocicy. Cienie od ściennych płaskorzeźb stały nieruchomo i bez powabu jak jeszcze nigdy, a instrumenty koło fortepianu wraz z samym fortepianem zdawały się bez życia, tylko pokrywając się pomału kurzem.

Jednak gdy tylko zaczęła śpiewać zaczęła dostrzegać niezwykle zmiany, wpierw niewielkie wręcz nieznaczne, jednak rosnące z każdą zwrotką. Kolory zaczęły nabierać większej głębi na meblach i wykładzinach. Cienie na ścianach zaczęły nieznacznie dobierać lepszych konturów, a instrumenty zdawały się w nieuzasadniony sposób odbijać jej głos niczym czarodziejskie echo. Nawet przez chwilę miała wrażenie, że kominek zaiskrzył jakby chciał zapłonąć!

Lisek w tym czasie usiadł naprzeciwko swojej pani i jej słuchał z wyraźnym zainteresowaniem oraz nietypowym dla niego spokojem. W jego oczach widać było zrozumienie oraz nieco inny błysk niż zazwyczaj, choć kiedy otwierał pyszczek by zaszczekać w swój lisi sposób, nie było wątpliwości, że wciąż był to Loki jakiego znała.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Ponura atmosfera pomieszczenia na początku pasowała idealnie do tego, jak dziewczyna się czuła. Zagubiona, niepewna i wyraźnie zmieszana. O ile sama Rezydencja przestała już napawać ją nieuzasadnionym strachem, tak jednak dalej czuła napięcie. Wcześniej powodowało to niemal wszystko. Czy można nazwać to jakimś rozwojem osobistym? Zapewne tak, bo gdyby wcześniej nie spędzała czasu z powodem jej największego lęku, pewnie nie umiałaby postawić się Astrid.
Śpiewając przyciągnęła Liska do siebie, a jej zielone oczy, teraz schowane za maską, nabrały czułej łagodności. Delikatnie gładziła go po pyszczku, lecz jej wzrok równie szybko znów odbiegł za okno. Tak jak Przewodnik pewnej nocy patrzył w księżyc wzrokiem pełnym tęsknoty, tak teraz ona spoglądała na gwiazdy. Tylko ona nie potrafiła powiedzieć, czego jej brakuje. Dlaczego czuje taką pustkę w sercu. Tęskniła za czymś nienazwanym.

- Czy nadejdzie kiedyś świt? Czy noc nie pokona mnie?
Czy dla rozsypanych dusz miejsce w świetle znajdzie się?
Czy to boli? Czy to źle? Czy mam zostać czy mam biec?
Nie pamiętam jak ma być. Czy wiedziałam? Czy ty wiesz?

Czy do przodu mogę przeć? Już zrobiłam co się da.
Ludzi dookoła mnie nie zrozumiem, nie mam szans.
Jeśli kiedyś zmienię się, jeśli światło przyjmie mnie,
Świat mój legnie w gruzach gdzieś i spowije wszystko biel.

Zmiany nie były łatwe. Tak jak Alffie powiedział podczas ostatniej lekcji, żeby coś się zaczęło, coś musiało dobiec końca. Pożegnanie, nawet to bolesne, często było preludium nowych doświadczeń. A jednak chyba najbardziej przerażał ją fakt, że wkraczała w nieznane. Do tej pory miała swój mały domek. Pokój, gdzie zawsze czekała na nią ulubiona książka. Nawet żyjąc z zapijaczonym ojcem miała w nim swego rodzaju stałość. Bo zawsze się spodziewała, że ten będzie się zataczał a nie chodził, krzyczał zamiast mówić, a jego wzrok będzie albo pusty albo pełen złości i żalu.
Odkąd została sama... starała się tam nie wracać. Grając całe dnie na ulicy, odwiedzając Dom Urody, zbierając w lesie grzyby oraz zioła, czy po prostu leżąc nad rzeką czuła się o wiele lepiej, niż w całkowitej ciszy pustego domu. Przybycie do Rezydencji pana Esposito było dla niej niczym swoiste katharsis. Pomogło otrząsnąć się z marazmu i otworzyć na nowe rzeczy. I znów, gdy poznała Gospodarza zrozumiała jak bardzo ten mężczyzna ją przytłacza. Jak korzyła się pod jego spojrzeniem, a jednocześnie sama szukała tego wzroku. Nawet teraz, gdy poznała już jego drugie oblicze miała mieszane uczucia. Chociaż rozum kazał jej uciekać, tak niewidzialna siła kazała jej pozostać w jego domu. Coś ciągnęło ją do spotkania z mężczyzną. Coś, czemu nie mogła się oprzeć.
On był nocą. Mrokiem, w którym tańczyły potwory spod jej łóżka. Teraz miała już tego świadomość, a chociaż walczyła z tym magnetyzmem, to wciąż coraz bardziej przybliżała się do tej ciemności. Jednak... czyż w nocy nie było gwiazd? Czyż księżyc nie rozpraszał cieni? Bez światła nie było ciemności, a ona dopiero uczyła się żyć w tej dziwnej zależności.

-Jeśli zrobię choćby krok, jeśli tylko ruszę się,
Wszystko się zamieni w mrok, cały świat spowije czerń.
Gdy postawię chociaż krok, gdy odważę się znów iść
Wszystko to rozpadnie się, nie zostanie ze mnie nic.

Chociaż wiatr me niesie łzy, choć noc płaczem koi mnie,
Czy odnajdę drogę swą? Czy me serce przyjmie biel?
Czy mi zdradzisz imię swe? Gdzie jesteśmy, czy wiesz gdzie?
Nie pamiętam z tego nic, nie pamiętać mogę się.

Gdy otworzę oczy swe bez odwrotu przyjdzie dzień,
Bo odrzucę wszystko precz, cały świat spowije czerń...


Wiedziała jedno. Jeżeli zdecyduje się pozostać w Rezydencji już nigdy nie będzie tą samą dziewczyną, którą była kiedyś.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 451
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Jej śpiew rozbrzmiewał echem po pokoju jeszcze przez parę chwil gdy skończyła. Pozbawiony życia salon zaczął wyglądać znacznie lepiej po jej występie, a przynajmniej takie można było obrać wrażenie. W końcu nie miało to sensu by śpiew był w stanie w czarodziejski sposób zmieniać wygląd pokoju, a jednak... Arya była prawie pewna, że wcześniej na fotelach i dywanach były łatki od napraw... prawda?

Loki zaś grzecznie obserwował swoją panią, słuchając jej śpiewu z wręcz zainteresowaniem. Jego ogon kiwała się w dwie strony zamiatając potencjalny kurz na stoliku na którym siedział. Co jakiś też czas nawet się odzywał dźwiękami podobnymi do jej piosenki, jakby chciał powtórzyć po niej, trochę jak wilk wyjący do księżyca.
W pewnym jednak momencie lisek zmrużył oczka, ziewnął i gwałtownie, choć ze spokojnym wyrazem pyszczka, zasnął. Czyżby pobyt na dworze tak bardzo go wykończył? Kto wie.
Obudził się dopiero wtedy gdy ktoś zapukał do salonu.

Drzwi otworzyły się, a w progu stanęła osoba kompletnie nieznana Aryi, jednak z jakiegoś powodu gdzieś ją kojarzyła. To było dość dziwne biorąc pod uwagę wyjątkowo niezwykłą aparycję kobiety. Podobnego wzrostu co Bardka, czarno-skóra kobieta o pięknych, długich, kręconych, czarnych włosach. Intensywnie niebieskie piękne oczy i wydatne usta. Ubrana w złoto-błękitną dwuczęściową suknie, przypominającą wręcz szatę swoim luźnym krojem. Na uszach miała spore złote kolczyki wyglądające jak ucięte tabliczki, na jednej z nich była ikonka fal, zaś na drugiej ikona jakiegoś morskiego stworzenia.

Obrazek

- Wybacz, że przeszkadzamy Malihini. Doprawdym pięknym śpiewem okalałaś tu salę. Słychać, że masz talent! - Jej głos był ciepły i niezwykle sympatyczny, przesączony interesującym akcentem. Wchodząc do salonu dało się dostrzec u niej ogromną grację, a jednocześnie lekkość w poruszaniu się, gdy zbliżała się do Aryi by się z nią przywitać. Złapał ją za dłoń obiema swoimi dłońmi na przywitanie, a jeśli Aryanna by wstała to jeszcze złożyła by na jej obu policzkach dwa cmoki, też prawdopodobnie jako powitanie.
- Na imię mi Łucja. A ty musisz być pewnie naszym brakującym loulou, a przynajmniej mam nadzieję po twoim śpiewie!

Następnie jej spojrzenie spadło na Liska co utworzyła na łagodnym licu Łucji szczery uśmiech. Kucnęła tak by się zbliżyć do niego i pogłaskać go po główce, co nieco skonfundowało Lokiego, który nie wiedział jak zareagować więc odskoczył do Aryi po dotknięciu parę razy.

- Cóż za cudowny alakai! Jestem pewna, że rozwinie się w twojej opiece w coś pięknego! - Powiedziała do Aryi ofiarując jej szczery uśmiech. Następnie wstała na równe nogi i spojrzała za siebie w stronę drzwi. Wpatrywała się w nie oczekująco, a gdy nic się nie stało odchrząknęła głośno. Dopiero gdy to zrobiła dało się usłyszeć kroki i do salonu weszła kolejna postać.

Ubrany w proste, lniane ubrania za wyjątkiem wyjątkowo szykownej zielonej kurty skórzanej, pełnej elementów związanych z naturą, w pomieszczeniu pojawił się najprawdziwszy Elf. Jego skóra, pomimo sporej przeciągłej blizny na twarz, zdawała się być nieskazitelnie gładka i smukła. Jego oczy w kolorze intensywnego kasztanu. Jego włosy długie, aż do lędźwi w intensywnie brązowym kolorze, który przy świetle księżyca mieniły się na subtelną zieleń. Z jego szyi zwisał piękny czerwony amulet obtoczony srebrem. Miał też na sobie lekki płaszcz, głównie na plecy przypięty śliczną srebrną broszką przedstawiający liść dębu. W dłoni posiadał też pokrowiec na jakiś instrument. Znacznie wyższy od obu dziewczyn szedł prostym, wręcz żołnierskim krokiem obarczając całe pomieszczenie swoim wzrokiem.

Obrazek

- Pozdrawiam. Ciemno tu. Gdzie też jest mój Przewodnik? - Powiedział cicho, ale wyraźnie tak by był dobrze usłyszany. Następnie uniósł rękę w kierunku kominka mrucząc coś pod nosem. Kominek gwałtownie rozpalił się. Zasłony koło okien także ruszyły się zamykając wgląd do sali i vice versa. Także drzwi do salonu zareagowały zamykając się delikatnie niczym same z siebie. Dało się poczuć lekką bryzę miotającą pokój.
- Tak lepiej. Danfur jestem. A twoje miano Czerwonowłosa Skittari? Zapytał bym się cię o wiele, skoro będziemy pracować razem. - Odezwał się bezpośrednio do Aryanny wpatrując się intensywnie w jej lico, jakby dostrzegając coś interesującego. Jednak nie miał zbyt wiele okazji do zadawania pytań bowiem w ścianie koło fortepianu otworzyło się "sekretne" przejście, niczym ukryte drzwiczki z którego wyszedł Pan Borsuk. Miał na sobie naprawione i odświeżone ubranko, miał nowe piórko na kapelutku oraz elegancką srebrzystą koszulę ze złotymi guzikami na mankietach. Wyglądał na wielce zaaferowanego bo wbiegł do salonu jak poparzony, biegnąc w kierunku Elfa. Widząc go Danfur skupił na nim pełną uwagę, wymieniając się z Borsukiem intensywnymi spojrzeniami by na koniec wymienić się pięknym i głębokim ukłonem, zarówno Elf jak i Borsuk.
- Jesteś Panie Borsuku. Możemy zaczynać próbę. Łucjo korzystajmy póki Alffiego nie przybył jeszcze! - Oznajmił głośniej biorąc swojego Przewodnika w ramię i usadawiając go przed fortepianem. Na jego słowa Łucja westchnęła głośniej i spojrzała się przepraszającym tonem na Aryie, po czym podeszła bliżej instrumentu. Danfur w tym czasie wyjął z pokrowca przedziwny dęty instrument, przypominający flet jednak z metalowym wystającym ustnikiem(Obój).

Po chwili zaczęli swoją "próbę". Pan Borsuk ku zaskoczeniu(po raz kolejny) przystawił rączki do fortepianu i zaczął grać prostą melodię mającą na celu nadania rytmu. Nie była trudna do wykonania, jednak fakt, że czynił to BORSUK był tu chyba najciekawszym faktorem.
Następnie Łucja zaczęła śpiewać, a jej głos rozbrzmiał niczym grom. Potężny, Piękny, Niezrównany. Wypowiadała słowa w nieznanym języku dla Aryi, przypominając jednak mocno słowa podobne te do elfów. Na koniec Danfur, podkreślał jej śpiew pięknym wykonaniem Oboju, stanowiąc wręcz magiczny akcent dla występu Łucji. Melodię jaką grał nadawała nuty mystifikacji, że za tą muzyczną opowieścią jest coś więcej niż tylko widać, dając tym intensywny przekaz.

----------------------------------------------------------------------------------


W miedzy czasie na strychu rezydencji, gospodarz szykował się do wieczora. Zazwyczaj przysłonięte spore okno zostało odsłonięte wpuszczając do środka subtelne światło siostrzanych księżyców. Wewnątrz można było dostrzec ukrytą pracownie, przepełnioną rozmaitą liczbą akcesoriów. Znajdowały się tu liczne manekiny na ubrania zarówno należące do Arlekina jak i dla jego gości. Był tu stół na którym stała piękna makieta ozdobionej sali, na której znajdowały się liczne figurki osób w pięknych strojach ustawione niczym w zamrożonym przez czas tańcu. Można było tu odnaleźć stojaki pełne nieskompletowanych strojów oraz gabloty przepełnione niedokończonymi/wadliwymi maskami karnawałowymi. Liczne skrzynie z nieokreśloną zawartością, półki pełne rolek kolorowych materiałów oraz klatki, które wyjątkowo tego wieczora pozostawały puste. Tuż przy oknie był też jeden pojedynczy manekin kobiety oddalony od innych, z suknią w trakcie kreacji.

Obrazek

Tarzając się po podłodze, zbliżał się w kierunku okna. Pomału i niepośpiesznie, a jednocześnie zachłannie sięgając dłońmi przed siebie drapiąc oraz wbijając swoje szpony w deski podłogi. Czarna niczym smoła maź spływała z jego ust i oczu mącąc jego praktycznie nagie blado-szare ciało. Z trudem przeciągnął się po małych schodkach prowadzących na wyższą sekcję poddasza znajdującą się tuż nad jego sypialnią. Całe jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa przeżarte przez chorobę i brak sił, jednak mimo to udaje mu się dotrzeć do okiennic. Zmuszając swój kark do posłuszeństwa spogląda do góry, chcąc ujrzeć jedyne swoje wybawienie w jego stanie. Jedyną jego nadzieję. Zupełnie jak wtedy. Zupełnie jak za pierwszym razem, chcąc poczuć ten żar i gorąc.
Jego spojrzenie zamglone, jego umysł zduszony przez krzyk i niebywałą rządzę. Z trudem skupiając wzrok odnajduje pojedynczą konstrukcję wybijającą się ponad wszystkie dachy miasta.

Ból. Rozsadzający go od środka ból niczym żar rozgrzanego popiółu wsypany przez jego gardło wprost do jego żołądka. Rozchodzący się z torsu do kończyn, obejmując go całego w niekontrolowanym spazmie. Trwa to chwilę nim ból w końcu ustaje, a ciało jego przestaje zwijać się na podłodze. Maź przestała wylewać się z jego ciała zastąpiona jedynie drobnymi kropelkami śliny oraz już jaśniejszej, lecz wciąż granatowej krwi cieknącej z jego dziąseł.
Wstaje. Sięga po stojący w okolicy ręcznik wycierając z siebie wszelkie nieczystości. Narzuca na siebie ubranie, jeszcze nie czas na podkład, potrzebuje jedynie odzienia.

Następnie jego spojrzenie powraca do wieży. Do tej cudownej wieży. Do tej jedynej nadziei. Do jedynego wybawienia jego oraz innych. Nie potrzebuje nic tak długo jak ONO świeci nad nim. Nie potrzebuje nic tak dług jak TO tam jest. Mimowolnie jednak jego ręka sięga w stronę manekinu, którego rozmiar został idealnie wymierzony na jego życzenie. Jego palce przesuwają się po powierzchni utwardzonego oblicza marionetki schodząc do niedokończonej sukni nad którą pracuje już od pierwszego dnia. Tyle jeszcze do zrobienia, tyle poprawek, tyle krojów dołączyć trzeba, haft doszlifować. Jego dłoń gwałtownie zaczyna drżeć. Desperacko łapie ją wolną ręką, jednak nie jest w stanie zbyt długo się powstrzymać. Gwałtowny wymach łapiąc w powietrzu niewidoczną nitkę i następnie delikatne przykłada ją do swojego oka. Widzi ją... widzi jak pakuje swoje rzeczy, widzi jej niepewność, widzi jej frustrację oraz to jak szamoczę się z własną decyzją. A teraz poszła tam, choć jeszcze nie czas, choć jeszcze nie gotowe. A potem... a potem... śpiew?

Nawet nie zauważył kiedy opadł znów na deski, przykładając ucho do podłogi szamocząc kolejne nicie by wszystko usłyszeć. Jego oczy latały we wszystkie strony pogrążone w transie, podczas gdy reszta jego zmysłów łączyła się z elementami budynku oraz jego "sług" chwytając każdy szmer, każdy dźwięk.
Smutek. Niepewność. Zagubienie. Ból. Mrok. Świt? Zmiana? Wiatr. Biel? Dzień. Noc. Czerń. Wzrok. Tam? Gdzie. Tu. Ja.
Jego trans przerwany był nagłym zgromadzeniem się krwi w jego ustach i przełyku. Zaczął desperacko kasłać i kaszleć chcąc pozbyć się mazi z ciała. Nawet nie zauważył kiedy znów zaczął się przegryzać. Jego zęby tak bardzo bolały...
Wstał z podłogi po raz kolejny, podbiegając do stolika. Siłą zerwał korek z butelki mimo obleczone nim wosku i zaczął pić zawartość nowej mieszanki z wyjątkowo dobrym rocznikiem wina. Przez moment czuł ulgę jednak chwilę potem poczuł jak jego żołądek odmawia zawartości, zwracając wszystko co wypił.

Nie znowu... czemu znowu. Dotychczas zawsze to działało, nigdy nie miał takiego problemu! Tyle lat już to robi, tyle osób zdążył przerobić i wytrwać bez żadnych trudności. Dlaczego to już nie działa, co się dzieję!? To nie może się dziać! Jakim prawem wszystko ma runąć z powodu czegoś tak próżnego!? Wytrzymał tak długo, ma cały system, niezawodne metody, a jego ciało ma czelność odmawiać!? Czuł jak zgrzyta zębami z frustracji i głodu. Zataczając się podbiegł z powrotem do okna wbijając spojrzenie w blask płynący z wieży. Czuł ponownie jak żar roztacza się w jego ciele, jednak zbawienny efekt nie był w stanie pochłonąć tego uczucia które czuł. Jego oczy rozszerzyły się, dłonie rozłożył na boki i zmusił swoje ciało do rozluźnienia. Czy zrobił coś źle? Czy uraził Go w jakiś sposób? Czując jak jego nigdy nie naprawione gardło samodzielnie się otwiera, a z ust jego zaczęły wylewać się słowa.

O Biały Płomieniu, ty wiesz jak wiele zalet mam
I być dumny mogę z moich cnót


Obrócił się, ręką wskazując wokół siebie jakby chciał pokazać wszystko co zbudował przez lata, jak bardzo był w stanie odmawiać sobie wyrzeczeń przez te lata. Pomimo ociężałości w jego ruchach pojawiła się wrodzona gracja podążająca za każdym gestem.

O Biały Płomieniu, o czystość duszy więcej dbam
Niż słaby i rozwiązły, ciemny lud


Spojrzał na ogrodzenie swej rezydencji. Wszystko co czyha za nią nigdy nie dostąpi oazy jaką wybudował. Tylko Ci nieliczni wybrani mogą tu ugasić swe pragnienie pasji i sztuki, a on wraz z nimi. Czuł, że rozpiera go duma przedstawiając to przed wieżą, jednak wtedy głód stał się silniejszy zginając go w pół. Wciąż słyszał w uszach echo piosenki, która zaczęła rozszarpywać jego wnętrzności.

Więc wyjaw mi, Płomieniu, czemu ciągle widzę ją
A jej oczy drążą mnie na wskroś


Jego głos przepełniony żalem i pretensją, drżąc potężnym tenorem. Szarpnął za sznurki ponownie zaglądając nie-swymi zmysłami w tamte miejsce. Czuł jak ból ustępuje na chwilę tylko po to by powrócić silniejszy.

Widzę i czuję
Jej rude włosy cudnie lśnią
Już nie wiem czy to ja, czy obcy ktoś


Zerwał więź uderzając wściekle kukłę obok siebie, której aparycji nie mógł teraz uznać, nie chciał widzieć i nie był w stanie. Manekin poleciał w stronę ściany łamiąc się w połowie z gruchotem. Spojrzał na swoje drżące dłonie unosząc je nad siebie, jakby nie rozumiejąc co czyni, jednak nie przestając śpiewać..

Ten ogień! Z dna piekieł!
W mych żyłach czuję drżąc!
Jak może człowiekiem
Najgorsza władać z żądz!


Po raz kolejny spojrzał na Wieżę Białego Płomienia. Na jego oszalałej twarzy widać było desperację, a w głosie zaczął brzmieć błagalny ton.

Ach, nie wiń mnie! To nie ja, nie!
Pół-elfie dziewczę to nieszczęście na mnie śle!
Ach, nie wiń mnie! Jeżeli Bóg
Silniejszym od człowieka diabła zrobić mógł!


Upadł na kolano niczym w geście modlitwy, jednak już po chwili zerwał się z miejsca lądując tuż przed stołem z makietą. Ręką odrzucił wszystkie figurki, które nie były teraz dla niego istotne zrzucając je częściowo na podłogę, częściowo na skrzynki okoliczne, a niektóre nawet łamiąc. Dzięki czemu na podeście koło schodów w makietowej sali balowej została tylko jeden model, przedstawiający kobietę w czerwono złotej sukni oraz włosami w kolorze krwi. Delikatnie, jakby nie chciał w żaden sposób uszkodzić modelu pomimo zniszczeniu prawie wszystkich pozostałych, uniósł je do góry kładąc je na środku makiety niczym na piedestale. Wpatrywał się nią z nieuzasadnionym ludzkimi normami spojrzeniem czując jak ból sukcesywnie rozrywa mu brzuch, płuca i inne części ciała, jak gdyby miały pęknąć jak balon. Wbił paznokieć w stół, a nagły niewielki krąg jaskrawych płomieni zaczął otaczać figurkę paląc przy okazji znaczną część makiety.

Więc obroń mnie Płomieniu, z tamtą Bardką koniec zrób
Nie pozwól żebym w męce tej miał żyć
I zniszcz Aryanne! Niech zazna ognia piekieł lub...


Dostając nagłego olśnienia co czyni chwycił gwałtownie palący się model, nie zważając na oparzenia. Gwałtownie ugasił wszelkie tlące się elementy na niej. Koniuszek jego "szponu" delikatnie przesunęło się po policzku.

...ma kochać tylko mnie i moją być...


Wtem poczuł nowe żyłki objawiające się w eterze. Zaskoczony tym faktem chwycił je spoglądając na nowo przybyły do rezydencji osoby. ONI? Tutaj? Teraz? Dlaczego? NIE TERAZ! DLACZEGO TERAZ! Czemuż tą chwilą, czemuś nie choć trochę później!?
Wciągnął głęboko powietrze i wypuścił, wmawiając sobie, że to go uspokoi. Pomogło trochę.

Spojrzał się na rozszerzający się płomień ogarniający pomału całą makietę. Zacisnął dłonie na modelu i sięgnął w ogień efektywnie raniąc swoje ramię, rękaw koszuli.

Ten ogień, nieczysty
To twój Aryanno los
Ulegniesz to istniej
A nie, to idź na stos!


Zaciśnięta dłoń rozluźniła się zrzucając w szalejący płomień figurkę przedstawiającą pół-elkę, niczym kamień rzucony w morską otchłań, szybko znikając w płomieniach. Następnie odsunął się do tyłu na krok. Czuł ból. Czuł obowiązek. Czuł Biały Płomień. Czuł głód. Czuł frustracje. Czuł piękno. Czuł złość. Czuł radość. Czuł ropacz. Czuł... strach.

Racz miłościw być jej...


Kolejny krok w tył, oczy wpatrzone w niszczący i zaiste piękny ogień, imitacje cudownego Strażnika Nimnaros, a jednak symbolicznie satysfakcjonującym. I przytłaczającym. Zasłonił twarz, spoglądając teraz spomiędzy palców.

Racz miłościw być mnie...


Kolejny krok w tył i stop. Przytłoczony wszystkimi uczuciami zaczął czuć się bardziej sobą niż kiedykolwiek. Bezład i chaos jaki nim zawładnął zdawał się być tak wielki, jak jeszcze nigdy i jeszcze nigdy, tak jak teraz, nie czuł się tak blisko odzyskania czegoś co stracił. Jego rozrzucona, rozszarpana aura rozstawiona niczym sieć na każdą osobę i każde miejsce w całym tym miejscu, zaczęła gwałtownie odrastać i tętnić niewytłumaczalnym życiem. Życiem, któremu mu tak brakowało.

Musi moją być...


Niczym bijące serce, jego aura rozszerzała się i malała rytmicznie budząc w nim coś co nigdy nie powinno się przebudzić. Wystawił dłoń przed siebie zgniatając, wyginając i transmutując chaotyczny Eter jaki się zebrał przez niego i oczyszczając go w czystą energię, którą omiótł płomień, manipulując nim.

...LUB IŚĆ... NA... STOS!


Ostatnie słowo kończące jego pieśń przeciągnął potężnie wręcz wykrzykując z siebie. Ogień pochłaniające makietę oderwał się od swojego źródła i zgodnie z jego ruchami oraz wolą zaczęły zwijać się, maleć, przekształcać się, formując z siebie zupełnie nowe "płonące" sznurki. Na jego ustach zagościł jego nadzwyczaj szeroki uśmiech.

Ja lub ogień.

Czas się przyszykować na gości...

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 997
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Pogrążona we własnych myślach trwała w czymś w rodzaju letargu. Wydawała się być zamyślona. Jakby zagubiona we własnym świecie. A jednak siedząc tak na parapecie, ze spadającym ku dołowi rąbkiem sukni oraz maską na twarzy idealnie pasowała do salonu Aldonzo. Niczym laleczka z porcelany. Figurka, która na moment uciekła z pozytywki, by zwiedzić tak dobrze znany sobie pokój. Nieodzowny element tego domostwa. Jakby była tu od zawsze i na zawsze.
Co jakiś czas patrzyła na swego Przewodnika. Chociaż targały nią sprzeczne emocje, tak kierując swoje spojrzenie na liska wzrok dziewczyny zawsze wyrażał... miłość. Czystą i bezwarunkową. Delikatną, a jednocześnie silną. Czułą, chociaż skorą do przekory. Gdy ten zasnął głaskała go, czyniąc to niemalże machinalnie. Palce dziewczyny bowiem doskonale poznały mięciutkie futerko stworzonka. Teraz już nawet z zamkniętymi oczami była w stanie go rozpoznać. Był jej najdroższym towarzyszem.
Tę niemalże hipnotyzującą atmosferę przerwało otwarcie się drzwi. Aryanna ze zdziwieniem przeniosła na nie wzrok, bowiem jeszcze nie spotkała tutaj kogoś takiego. Kobieta zdawała się być... intensywna. Roztaczała wokół pewność siebie i siłę, której można było jej pozazdrościć. Ale nie było to przytłaczające. Wręcz przeciwnie, aż chciało się być w pobliżu kobiety. Jej ubiór również wskazywał, że była raczej kimś majętnym. Czy była gościem Alffiego? Arya szybko zeszła z parapetu wyraźnie zmieszana. Brakowało jej obycia w kontaktach z tak zacnymi osobami. Nawet równie sympatycznymi co błękitnooka.
-D... dziękuję. - Bardka uśmiechnęła się niepewnie i lekko dygnęła, by zaraz potem już wymieniać się powitalnymi gestami. Widać, że ta ją zaskoczyła. - Brakującym kim...?
Łucja. Już gdzieś słyszała to imię. Tylko gdzie? I dlaczego stojąca przed nią piękność wydawała się rudej aż taka znajoma? Nie zrozumiała też jej słów zachwytu nad Lokim, była jednak zbyt zdezorientowana, żeby i o to dopytać. Zaraz wzięła również swego Przewodnika na ręce przyciskając lisie ciałko mocno do siebie. Obydwoje byli równie zagubieni. Kolejny raz stanowili doprawdy uroczy obrazek.
Wtem ku kolejnemu zdziwieniu bardki do środka weszła następna osoba. I tutaj już na widok mężczyzny Arya rozwarła szeroko oczy ze zdziwienia. To był elf! Niemal czuła od niego zapach świeżego igliwia i lasu. Serce zabiło jej mocniej z podekscytowania. W końcu miała przed sobą przedstawiciela tej samej rasy, z której wywodziła się jej matka. Jeśli faktycznie istniało coś takiego jak los i przeznaczenie będzie musiała potem odmówić dziękczynne modły do wszystkich znanych sobie bóstw.
Danfur. To imię również kojarzyła. Tylko gdzie je usłyszała i od kogo? Poza tym dlaczego oni mówili tak, jakby wiedzieli kim była?
- Pracować razem? - Zamrugała zaskoczona, a kiedy kominek zapłonął jej zduienie stało się jeszcze większe. Słyszała, że elfy mają naturalny talent do magii, jednak to był chyba pierwszy raz, gdy mogła ją podziwiać w takim wydaniu. Zaraz pomieszczenie stało się cieplejsze w odbiorze, bardziej przytulne. Jakim cudem mogli to tak łatwo osiągnąć? Bynajmniej tych zmian w salonie nie przypisywała własnej osobie.
I wtedy przypomniała sobie, że miała na twarzy maskę. Speszona poprawiła Lokiego, by móc utrzymać go jedną ręką, a drugą rozwiązała przytrzymującą ją wstążkę. Jej oczy błyszczały ciekawością, nie dałoby się tego ukryć.
Niespodziankom nie było końca, gdy otwarło się ukryte przejście. Na widok Pana Borsuka dziewczyna mimowolnie uśmiechnęła się szeroko. Wyglądał o wiele lepiej niż zeszłego wieczoru. Ubranka miał naprawione, ale również nie był aż tak zestresowany. Nie dostrzegla również żadnych śladów po ewentualnej potyczce z innym ze sworzeń z Kolekcji Aldonza. Usłyszawszy jednak, że to niesamowite stworzenie jest Przewodnikiem przybyłego mężczyzny aż otworzyła usta ze zdumienia. Łucja wcześniej wspomniała o tym, że te niesamowite zwierzaki się rozwijają. Czy Borsuk był właśnie tego przykładem?
Obserwowała jak dwójka nieznajomych czuje się w Rezydencji jak u siebie w domu. Zaskoczony wyraz twarzy dziewczyny nie miał szansy zniknąć chociażby na chwilę. Pan Borsuk nie tylko potrafił przynieść tacę z jedzeniem, czy nalać wina do kieliszków. On grał na fortepianie! Borsuk!
Zaraz straciło to jednak na znaczeniu, gdy usłyszała muzykę. Melodię tak magiczną, że nie potrafiła się jej oprzeć. Śpiew kobiety był potężny niczym dźwięk spadającego wodospadu, a akompaniament oboju i fortepianu przeniósł ją w całkowicie inne miejsce. Na moment bardka przymknęła oczy chłonąć ich występ. Byli niesamowici. Uświadomiła sobie jak wielka dzieliła ich przepaść, jeśli chodziło o umiejętności. Nawet jeśli Łucja śpiewała w zupełnie innym stylu niż Arya, to i tak robiło to ogromne wrażenie. Czy naprawdę mogła kiedyś dorównać tej dwójce, jeśli oddałaby się w pełni pod opiekę Inenomura? Jej serce aż wyrywało się z piersi dziewczyny, jakby przybycie dwójki muzyków obudziło w niej pewien rodzaj tęsknoty. Pragnęła móc tworzyć taką muzykę jak oni. Poruszającą, sięgającą duszy.
I wtedy przypomniała sobie, gdzie słyszała już ich imiona.
- Łucja, która przyjęła miano "Delfiny". Danfur, zwany "Leśnym". To wy, prawda? Najznakomitsi uczniowie Aldonza?
Jej oczy wyrażały czysty podziw oraz zachwyt. Postąpiła jeszcze jednej niepewny krok w ich stronę, gdy zaraz zreflektowała się ze swojego nietaktu. Ukłoniła się speszona, nieco niezgrabnie, gdy trzymała dalej Lokiego na rękach.
- Nazywam się Arya. Aryanna Janon. Niedawno zaczęłam pobierać lekcje muzyki u Alffiego. To ogromny zaszczyt, że mogę was poznać osobiście.
Uśmiechnęła się, a jej spojrzenie przeskakiwało pomiędzy elfem, a kobietą.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość