Rezydencja Alffiego

Każdy temat to osobne miejsce. Wątki spontanicznie przenikają się, łączą i rozdzielają.
ODPOWIEDZ
Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Arya zeszła ze swoim wiernym lisim towarzyszem na dolne piętro, wcześniej ubierając się w prostą jednakże nad wyraz szykowną suknię, która nie tylko ujmowała urokiem, ale była praktyczna do wszelkich prac czy to fizycznych, czy artystycznych. Zuch dziewczyna. Lisek zaś naładowany długim snem, wirował wokół niej wyjątkowo nie gryząc jej sukienki w formie zaczepiania, a jedynie wydając z siebie swoje lisie dźwięki by zwrócić na nią uwagę. Wyglądał też na trochę głodnego.

Rytmiczne dźwięki odbywały się w salonie zza zamkniętymi drzwiami i po bliższym przysłuchaniu się, można było wywnioskować, że ktoś ćwiczy tam taniec. Przynajmniej z jakieś 4 osoby z dodatkiem kogoś, kto odzywał się o pozach, odpowiednim wyskoku i trzymaniu pionu. Z głosu brzmiała bardzo jak poznana w bibliotece Niziołka.
Drzwi do kuchni były otwarte i gdy zajrzała do środka mogła dostrzec buszującego Eugumira, w znacznie lepszym stanie(fizycznie oraz pod względem stroju) niż ostatnio. Miał na sobie upaćkany fartuch z którego wystawały chusteczki liczne.
Loki wbiegł bez pardonu do środka i rzucił się na leżącą na stole pieczeń, na co służący rzucił wszystko i z paniką zaczął bronić swojej potrawy. Wtedy też zauważył i ją.
- Ach Panna Aryanna, Witaj! Czy możesz proszę nie przejmować się swoim towarzyszem? Wygląda na to, że pragnie być bardzo GRZECZNYM przewodnikiem! A i kawa jeszcze nie gotowa, z pewnością nie leży na ganku.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Schodziła po schodach z delikatnym uśmiechem. Starała się nie nadepnąć na rudą kitę liska, bo ten wyjątkowo wchodził jej dzisiaj pod nogi. Swoim zachowaniem odganiał od niej napięcie, które gdzieś skrywała w swoim wnętrzu. Chociaż się uśmiechała dalej pozostawała spięta. W końcu dziś miała mieć kolejną lekcję z Inenomurem. Tylko... czy da radę w ogóle na nią pójść?
Będąc już na parterze podeszła z mieszanką lęku i zaciekawienia do drzwi salonu, jednak nie weszła do środka. Nie chciała przeszkadzać znajdującym się tam ludziom. Jak tak teraz pomyślała, to Alffie spędzał z nią bardzo dużo czasu, odkąd się tu zjawiła. Praktycznie całe noce. Z tego co słyszała uczniów miał sporo. Czyżby to była właśnie jedna z tych chwil, gdy edukował kogoś innego? Nadstawiła ucha ciekawa, czy również właściciel Rezydencji znajdował się w środku. Chociaż szczerze wątpiła. Nigdy go jeszcze nie spotkała za dnia. I po tym co widziała ostatnio już jej to tak nie dziwiło.
Ale teraz były inne rzeczy, o wiele ważniejsze niż arlekina. Dzień trzeba było zacząć kawą. Podeszła do kuchennych drzwi i posłała szczery uśmiech lokajowi.
- Dzień dobry Eugumirze. - Zgodnie z jego prośbą czym prędzej podeszła do Lisa i wzięła go na ręce. Zaraz też uniosła go w powietrze tak, że pyszczek miał tuż przed jej twarzą. - Loki, już Cię ostrzegałam przy ostatnich odwiedzinach tutaj. Nie możesz się tak zachowywać! Jeśli jeszcze raz się to powtórzy obiecuję, że będziesz miał karę. Żadnego głaskania przez cały dzień!
Przybrała surowy wyraz twarzy, chociaż wątpiła, żeby ten zrozumiał. Przecież był tylko liskiem, prawda? Bardzo inteligentnym swoją drogą. To jej o czymś przypomniało. Spojrzała na kucharza przekrzywiając głowę, a Lokiego przycisnęła mocniej do piersi, by się przypadkiem nie wyrwał.
- Eugumirze? Wczoraj wieczorem spotkałam innego lokaja. To znaczy chyba nim był? Mam na myśli tego borsuka, który chodzi na dwóch łapkach. No wiesz, ubrany w kolorowe ubranka z żabotem i kapelusikiem z piórkiem. - Aż jej było głupio jak go opisywała. To brzmiało jak sen małej dziewczynki. - Wiesz gdzie jest? Mam wrażenie, że w nocy mogło mu się stać coś złego i martwię się o niego.
Kątem oka dostrzegła kosz z owocami, a wśród nich kilka malin. Pamiętała, że Loki zjadał je ze smakiem, gdy się poznawali. Upewniwszy się, że może kilka wziąć chwyciła je w garść i jedną od razu przystawiła Przewodnikowi pod pyszczek. Skoro był taki głodny, to raczej nie pogardzi podarkiem.
Wtem spojrzała jeszcze raz na mężczyznę uważnie, a jej oczy zabłysnęły z podekscytowania. To znaczy na chwilę, bo potem jakby się lekko skuliła w sobie.
- Nie wiedziałam, że macie tu ganek. Doceniam to bardzo, ale... Pan Esposito jasno się wyraził, że nie mogę opuszczać Rezydencji. - A ona odebrała to bardzo dosłownie, że nawet stopy za drzwi postawić nie może.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Skarcony lisek patrzył się na nią dość dziwnie, odpowiadając swoimi dziwnymi lisimi piskami i uspokoił się dopiero gdy zaczął być karmiony malinami. Bo malinki lubił, oj lubił jakby był personifikacją Aliny.

W tym czasie Eugumir westchnął z ulgą widząc, że jego dania ocalały. Wrócił dalej do szykowania posiłków na tacki i wysłania ich windami do górne piętro oraz do dołu, jakby do piwnicy. Tace pełne były rozmaitych przekąsek, zakąsek, trunków oraz aromatycznych dań.
Zapytany o lokaja, kucharz przerwał sobie na chwilę spoglądając ze zdziwioną miną na dziewczynę.
- Masz na myśli Pana Borsuka? Nie znam. Nic mi nie wiadomo o nim, ani o jego przemyślanie wielkim treningu ze strony Czcigodnego Gospodarza. Nie ma możliwości by był teraz z nim. - Powiedział na swój dziwacznie pokraczny sposób, wycierając dłonie o swoje chustki. Chciał już wracać do pracy, jednak kolejne słowa Aryi sprawiły, że tym razem podszedł do niej bliżej jakby nie wierząc w to co słyszał. Na jego przemęczonej twarzy było to nad wyraz widoczne.
- Z całą pewnością Rezydencja oznacza tylko budynek. Wszystko co jest objęte bramą i płotem na pewno nie jest uznane za teren Rezydencji. W końcu z tyłu budynku nie ma żadnych namiotów pełnych artystów jak ty.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Patrzyła z rozczuleniem w oczach jak jej mały łobuz zajada się owocami. To było jej światełko, które rozpraszało gęste cienie. Puchaty balsam na zbolałą duszę. I teraz, gdy brał jej z palców malinki, a potem dokładnie wylizywał palce serce jej się do niego wyrywało. Stanowili naprawdę przyjemny obrazek do oglądania.
Patrzyła z zaciekawieniem jak kucharz ładuje jedzenie do windy, a potem sama jak lisek przekrzywiła lekko głowę.
- Do kogo tym razem wysyłasz to jedzenie? Mieszkam tu już od jakiegoś czasu, ale nigdy nie widziałam innych domowników. Tym bardziej na górze, a sama mam pokój na piętrze.
Uspokoiła się też na wieść o Panu Borsuku. Alffie mógł być przerażający, ale z tego co jej się wydawało nie krzywdził zwierząt. Szczególnie tak niezwykłych, jak ten mały lokaj. Będzie musiała z nim jednak potem porozmawiać, bo stworzonko było wyraźnie przepracowane. I kto wie co się wydarzyło w nocy?!
A tak. Rozmowa z Aldonzo. Mimowolnie zadrżała nieco na samą myśl.
Słuchając słów Eugumira stała przez moment niepewnie, ale jej oczy jasno mówiły, że bardzo chce wyjść. Zaczynała się już dusić w czterech ścianach, a wiatru nie czuła na twarzy odkąd tu przyszła.
- Jesteś pewien...? - Poprawiła Przewodnika na rękach. - Ostatnie czego chce to sprawić, żeby Pan Aldonzo się... zdenerwował.
Skoro był tak przerażający w dobrym nastroju to strach pomyśleć jaki był, gdy ogarniała go złość.
Z drugiej strony miała okazję zacząć dzień od kawy na ganku! Oczy jej błyszczały hamowanym podekscytowaniem. Aż w którymś momencie tak jej zaburczało w brzuchu, że mężczyzna na pewno to usłyszał. Zarumieniła się zawstydzona odwracając głowę.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Eugumir uśmiechnął się gdy usłyszał pytanie o windę oraz lokatorów. Wykonał zamaszysty wręcz teatralny gest, który można zinterpretować na tysiąc sposobów po czym poklepał pokrywkę w której zabezpieczył jedno z dań.
- Och toć ja potwory w piwnicy karmię oraz wszelkich nieproszonych gości! Ta windy sięgają na krótki zasięg i są nad wyraz proste, że aż nie ma potrzeby ich wyjaśniać, hah! - Powiedział w swój typowo pokraczny sposób i wrócił intensywnie dalej do kończenia posiłków. Dopiero gdy wysłał wszystkie tace z daniami, skupił się kompletnie na swoich gościach w kuchni, samemu pozwalając sobie na wypicie jakiegoś ciepłego naparu. Być może to była herbata, choć pachniała mocno grzybami. Gdy już chwilkę odpoczął pozwolił sobie na dalszą rozmowę z dziewczyną, jednak słysząc jej burczenie w brzuchu zaśmiał się krótko i wrócił na do szybkiego pichcenia śniadania dla niej. Gdy skończył miał w dłoniach tacę z prostą jajecznicą z pieczarkami i cieniutko pokrojoną cebulką. Do tego pajdy chleba ze smalcem. Była też tam miseczka z ugotowanym mięskiem i warzywami, najpewniej dla liska. Gestem głowy kazał jej iść za sobą i wyszedł przed budynek, gdzie postawił jej tackę koło kubka kawy. Dzisiejszy poranek był dziś wyjątkowo ciepły pomimo drobnej mgły która znikała po nocy. Słońce przyjemnie prażyło na niebie, a zarówno teren przed bramą jak i wokół był spokojny. Jedynie słychać było jakieś rozmowy głośne po drugiej stronie budynku.

Na posiadłości ogrodzonej żelaznym płotem znajdowała się głównie trawa. Przy ogrodzeniu po prawej stronie rosły niewielkie drzewka obok których były proste stoliki oraz krzesła tuż koło hamaków. Było też tam miejsce na ognisko. Po lewej stronie była niewielka sadzawka z uroczym molo, z którego zwisała zawieszona lampa naftowa. Sadzawka była prosto zdobiona i z wnętrza zdawało się coś pływać.

Eugumir uśmiechnął się.
- To na pewno zakazane byś tu była. Do potem! - Rzucił jej wracając do kuchni.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Spojrzała na lokaja bardzo uważnie, po czym westchnęła i pokręciła głową z delikatnym uśmiechem na ustach. Bardzo lubiła Eugumira, ale momentami naprawdę miała problem, żeby go zrozumieć. Wiedziała tylko, żeby nigdy nie brać jego słów w dosłownym wydźwięku.
- Już dobrze, dobrze. Nie dopytuję.
Zabawne jak interakcje z innymi domownikami wpływały na nią rozluźniająco. Były tu osoby, które szczerze polubiła. Czy w domostwie należącym do śmiertelnie groźnej "bestii" naprawdę mogła panować taka sielanka? Obserwując służbę oraz słuchając energicznych wyczynów innych artystów zastanawiała się ile z tych ludzi wiedziało o tożsamości Aldonzo? Ona ledwie zobaczyła jego przemienioną twarz, a drżała na samą myśl o mężczyźnie. A jednak skoro nikt z obecnych tutaj nie lękał się gospodarza, tylko darzył go nad wyraz wielkim szacunkiem... Bardka miała mętlik w głowie nie wiedząc co myśleć.
Zawstydzona śmiechem lokaja stała pod ścianą obserwując jego działania. Podziwiała Eugumira jak pracowity był, ale też jak sprawnie panował nad wszystkimi gotującymi się daniami. Tu chyba sprawdzało się powiedzenie, że przez żołądek do serca. Wodziła wzrokiem za ruchami lokaja może nieco zbyt nachalnie. Pomimo swych "dziwactw" Eugumir nie przerażał jej tak jak Fernando. Nie wydawał się groźny. Plus lubiła jego towarzystwo, co było widać jak na dłoni.
Gdy przyszedł czas na pójście na ganek bardka posłusznie podążyła za mężczyzną, jednak gdy miała przejść przez drzwi widać, że się zawahała. Odstawiła Przewodnika na ziemię, a sama chwilę walcząc ze sobą w końcu przekroczyła próg. Na pewno nie ściągała na siebie w ten sposób gniewu istoty, ktorej nawet nie potrafiła nazwać?
Wystarczyło jednak zejście na trawę, by zmiana nawierzchni pod bucikami całkowicie zawróciła jej w głowie. Nie wróci do tego domu póki nie będzie to konieczne! Tak tęskniła za słońcem!
- Dziękuję Eugumirze. - Posłała mu najładniejszy uśmiech, na jaki było ją stać. I chociaż nie było w nim żadnych uwodzicielskich nut, to nawet Sarya mogłaby być z niej teraz dumna. Niektórym i po takiej minie miękły kolana.
Będąc już sam na sam z Lokim podeszła do stolika i napiła się kawy. O tak... Tego jej brakowało. Eugumir robił chyba najlepszą, jaką kiedykolwiek miała okazję spróbować. Zestawiła Liskowi jego miseczkę na ziemię, żeby zwierzak miał bliżej swoją porcję jedzenia, a sama po tym... Ściągnęła buciki i aż westchnęła.
- Jak mi tego brakowało - szepnęła przymykając oczy i kierując twarz ku słońcu. Odpłynęła na moment zostawiając wszelkie zmartwienia za sobą zwyczajnie ciesząc się kontaktem z naturą. W końcu, chyba pierwszy raz odkąd przybyła do Rezydencji na jej twarzy widać było prawdziwe rozluźnienie oraz szczerą radość.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Podczas gdy Arya korzyła się w urokach słońca i jasnozielonej trawy, Loki zdążył spałaszować całą zawartość swojej miseczki. Zadowolony zaczął zaczepiać swoją właścicielkę, jednak po krótkiej chwili zmienił zdanie i postanowił skorzystać z tej rzadkiej okazji bycia na zewnątrz. Darował sobie zaczepki i pobiegł sprintem pobiegać po trawie gdzie tylko mógł szybko znikając z linii wzroku, choć można było być pewien, że wróci. W końcu to Loki.

Relaks Bardki został przerwany przez nagłe poruszenie się na hamaków tuż koło stolików. Gdy się tam spojrzała dostrzegła znajomą twarz pokrytą piegami. To była Herra ubrana w obcisły czarny strój niczym jak do baletu. Rajstopy wyglądały jakby lada moment miały się zedrzeć, a obcisła koszula miały już liczne ślady znoszenia, nie mówiąc już o jej balerinkach, które wyglądały jakby piętka zaraz miała odpaść. Mimo to niziołka była w wesołym, uśmiechniętym nastroju choć na jej twarzy można było dostrzec ślady potu i zmęczenia. Ponad to oddychała ona dość szybko, jak po jakimś ogromnym wysiłku, ale mimo to wyglądała na bardzo zadowoloną. Rozłożona na hamaku zdawała się nie dostrzec Aryi i otworzyła sobie książkę z ładną skórzaną okładką zatytułowaną "Ostatni Taniec Rusałki". Tuż koło niej leżał jej przewodnik, Mysz Hvitsverk który kręcił się po jej głowie jakby chciał znaleźć swoje gniazdo w jej włosach.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Gdy wypiła kawę do końca i zjadła swoje śniadanie postanowiła przez moment pocieszyć się namiastką wolności. Słońce przyjemnie ogrzewało jej skórę, lekki wietrzyk pieścił delikatną skórę na policzkach, a miękka trawa muskała stopy dziewczyny przy każdym kroku. Chociaż nie miała przy sobie żadnego instrumentu to dosłownie czuła, jak w jej duszy rozbrzmiewa delikatna melodia natury. Łagodna, ulotna, eteryczna... Było to na pewien dziwny sposób dość nostalgiczne. Słuchała śpiewu ptaków, które rozsiadły się na okolicznych drzewach. Szumu wiatru, który wprawiał listowie w szelest. Delikatnego chlupotu wody z sadzawki. I zupełnie nieświadomie uśmiechała się szeroko.
W pewnym momencie, korzystając z bycia samej w ogrodzie rozłożyła ręce na boki, pochyliła głowę i delikatnie wspięła się na palcach. Zaraz też wychodząc z tej pozycji zaczęła lekko tańczyć. Na początku niepewnie, jakby dawno tego nie robiła. Jakby nie była pewna, czy powinna. A jednak coś w jej duszy dosłownie wyrywało się na wierzch i nie mogła już tego dłużej dusić gdzieś na dnie swojego serca. Tyle czasu się dusiła. Czuła, jakby dopiero teraz po wyjściu z budynku oddychała pełną piersią. Przesuwała stopy nisko, ledwie ponad źdźbłami trawy. Jej partnerem w tańcu był wiatr, który okrążając dziewczynę zachęcał ją do delikatnych obrotów. Chwytając w palce rąbek sukni przeskoczyła kawałek do przodu w lekkim piruecie. Nie myślała co robi, a po prostu otworzyła się na świat.
Tańczyła tak przez pewien czas, aż przyjemnie zmęczona zakończyła swój "występ" w podobnej pozycji w jakiej zaczęła. Jednak zamiast wnieść się na palcach tym razem rozpostarła szeroko ramiona jedną nogę cofnęła do tyłu niemal klęcząc na kolanie, a drugą oparła na stopie z przodu ciała. Oddychała szybciej niż zazwyczaj, a jednak gdy w końcu otworzyła oczy widać było jak bardziej jest teraz szczęśliwa. Jak niewiele potrzeba było dziewczynie do szczęścia.
Wtem dostrzegła nieopodal Herrę. O ile niziołka na początku faktycznie mogła jej nie zauważyć, to jednak pląsy półelfki na pewno w końcu zwróciły jej uwagę.
- Witaj Herro! - Rudowłosa pomachała jej przez ogród i z szerokim uśmiechem podeszła do niej. Nie martwiła się chwilowym zniknięciem Lokiego. Już wiedziała, że Przewodnik lgnął do niej tak samo jak dziewczyna robiła to względem niego. Szczególnie w nocy, gdy zasypiała wtulona w lisie futerko.
Teraz zaś podeszła do jednej z nielicznych swoich znajomych z Rezydencji. Dziewczyna wydawała jej się naprawdę sympatyczna, a w końcu ostatnim razem jak się poznawały... nie zaprezentowała się zbyt dobrze. Szczególnie ich rozstanie nie należało do przyjemnych. Chciała to teraz naprawić.
- Już skończyłaś poranne zajęcia? Tak wydawało mi się, że słyszałam Twój głos w salonie, ale nie chciałam przeszkadzać.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Miała rację, że Herra ją zauważyła by gdy do niej podbiegła, ta z rękoma opartymi na kolanach oglądała jej występ. Uśmiechnęła się sympatycznie do rudej koleżanki machając energicznie ręką.
- Hej Aryanne! Smukłą masz technikę tańca, taką... pierwotną przypominające te tańce elfów z Dżinami! Masz zadatki do tego powinnaś kiedyś przyjść na wspólne zajęcia! A właśnie zajęcia! Tak, jak najbardziej właśnie się odbyły. Mówię Ci ten repertuar jest zabójczo trudny. Rozumiem, że 4 tańce bo cztery wielkie przesilenia ma symbolizować, ale one są bardzo wymagające, mówię Ci! Jaśnica jest tak żywiołowa i pełna emocji, że ciężko mi się skupić na samej technice jak chce płynąć z muzyką! Iselnica jest bardzo rytmiczna i skoczna więc najłatwiej mi wychodzi, choć wykańcza niesamowicie. Ciemiętnica ma za to bardzo przyjemny taniec, bardzo plastyczny i pełen nadmiernej poprawności ruchów, a takie o dziwo mi najlepiej wychodzą. Ale jeśli chodzi o Mernicę... no normalnie nie daję rady tego. Za poważne. Za smutne. Nie dla mnie, no ale muszę MUSZĘ je opanować! Także tak, mam nogi pełne roboty haha! W ogóle coś ostatnio w ogóle cię nie widziałam odkąd minęliśmy się w bibliotece. Myślałam, że w końcu przyjdziesz do namiotu mojego czy coś na ciasteczka. No ale nic, ważne że teraz jesteś i mega miło cię widzieć! Hvistvek też się cieszy na twój widok! - Herra wypuściła na Arye istną lawinę słów żywo gestykulując i wręcz pokazując podstawowe kroki do każdego z wymienionych tańców. Jej myszka w tym czasie siedziała na książce i spoglądała zainteresowana na swoją panią oraz jej rozmówczynię, jakby słuchało ich.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
No tak. Herra była takim wulkanem energii, że bardka powinna się spodziewać takiego powitania. Pochwalona dziewczyna uniosła dłoń ku górze, żeby odsunąć za ucho włosy, które uciekły z jej warkocza.
- Dziękuję Ci bardzo. Wiesz... jakoś tak samo to wyszło. Nie planowałam tego. - Speszona uśmiechnęła się niepewnie i rozejrzała za swoim Liskiem. Loki uparcie chował się po krzaczkach. Czyżby polował? W sumie przez fakt, że ciągle jej towarzyszył też nie miał okazji, by wyhasać się na dworze.
Zaskoczeniem dla bardki był fakt, że ta porównała jej taniec do tego elfów. Przez całe swoje życie Arya doświadczała samych nieprzyjemności z powodu krwi swojej matki. A jednak będąc w Rezydencji otaczały ją osoby, które akceptowały jej pochodzenie. Chociaż sama nie wiedziała do końca kim była tutaj nikt jej nie oceniał. I tak jak powiedział Aldonzo miała okazję odkrywać swoje dziedzictwo krwi jak wtedy, podczas ich wspólnej lekcji. A on zamiast spojrzeć na nią z odrazą posłał jej wtedy wzrok, który śnił jej się po nocach. I od niego bynajmniej nie miała żadnych koszmarów.
Ciekawe, bo w ciągu dnia życie w Rezydencji już jej tak nie przerażało.
- Wspólne zajęcia? - Przekrzywiła głowę uświadamiając sobie co powiedziała Herra. - Rozumiem, że mówisz o tańcach na bal organizowany przez Alffiego. On Was uczył o tej porze?
Była szczerze zdziwiona, bo spodziewała się, że Aldonzo nie pokazuje się w porach, kiedy słońce dominuje na niebie. Ciągle trwała w przekonaniu, iż ten pojawia się dopiero po zmroku. A może tak było w jej przypadku?
- Przepraszam, że nie przyszłam wcześniej. Chciałam, ale ciągle działo się tyle różnych rzeczy... miałaś rację, że lekcje z Alffiem należą do niezapomnianych. - Mimowolnie się uśmiechnęła, bo to była prawda. Z jednej strony możliwość nauki od tak utalentowanej osoby była niesamowita, a z drugiej gdy pokazał jej swoje drugie oblicze... tego zdecydowanie nie zapomni. - Potem się jeszcze okazało, że jedno ze zwierząt w kolekcji wyjątkowo nie chce się nikogo słuchać. Znasz Księżniczkę? To ta czarna puma, której wyrastają macki z grzbietu. A jeszcze wczoraj odwiedziła Rezydencję moja przyjaciółka, która swoją drogą poleciła mnie Inenomurowi. To mój pierwszy spokojny poranek od dawna.
Patrzcie Państwo jak sama się rozgadała. Herra miała w sobie tyle pozytywnej energii, że aż potrafiła nią zarazić.
Wtem usłyszały jak zza Rezydencji zbliża się kilka osób i zaraz zobaczyły cztery dziewczyny. Zdawać by się mogło, że gdyby w Nimnaros dalej rządziła arystokracja, to można by je było nazwać damami z wyższych sfer. Schludnie ubrane w stroje najwyższej jakości, z włosami upiętymi w misterne fryzury i tym wzrokiem, którym patrzyły na innych z góry. Już miały pójść dalej, kiedy zauważyły bardkę z akrobatką.
- Proszę, proszę, proszę, kogo my tu mamy? Nie sądzisz Herro, że powinnaś zejść z hamaku? Jeszcze się pobrudzi - powiedziała dziewczyna o smukłym ciele. Miała brązowe włosy i oczy w podobnym kolorze, a w jej chodzie była swoista lekkość. Tancerka, zdawało się mówić jej ciało. Na jej szyi niczym naszyjnik leżał niewielki wąż o szmaragdowych łuskach i wyjątkowo rozumnym spojrzeniu. Podobnie jak dwie pozostałe. Te jednak były niczym lustrzane odbicie - blondynki o błękitnym spojrzeniu. Nad dziewczętami latały ptaszki, które podczas postoju usiadły im na ramieniu. Ostatnia z nich miała za to włosy czarne niczym noc, a z jej szarych oczu niewiele można było odczytać. Przy jej nogach dreptał kot, również z czarnym futerkiem. Zamiast patrzeć na niziołkę ta utkwiła spojrzenie w Aryi. Aż bardce stanęły włoski na rękach dęba.
- Moje drogie, nie warto. Z resztą z hamaków może korzystać każdy. - Powiedziała czarnowłosa dźwięcznym głosem o pięknej barwie. Czy to była obelga, czy raczej wstawienie się za niziołką? Aż ciężko powiedzieć. A jednak słowa te nijak nie pasowały do cudownego brzmienia, z jakim wydostały się z jej ust.
- Hihihi, masz rację Astrid!
Szarooka podeszła bliżej dziewcząt, ale całą uwagę skupiła na Aryi.
- A więc to Ty jesteś tą nową? Bardka z ulicy, tak? Słyszałam nieco o Tobie. Szanowny Pan Esposito naprawdę jest łaskawy, że przygarnia pod swój dach niemal każdego, kto wykaże chociaż odrobinę talentu. A jednak Ty musisz mieć go naprawdę niewiele, skoro wymagasz aż tylu lekcji. Powiedz, ile czasu się uczysz? Bo na pewno jesteś świadoma, że przez Ciebie cierpią inni uczniowie, prawda? W końcu doba dalej ma tyle samo godzin, a Ty zajmujesz jej znaczną część.
Spojrzała na nią z uniesioną głową, a gdy dostrzegła lekko zaostrzone uszy bardki zmarszczyła brwi z wyraźnym niezadowoleniem. W tym czasie bliźniaczki odeszły od nich kawałek kierując się w pobliże stolika, gdzie wcześniej odpoczywała Arya.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
- A to nic nie szkodzi, jakby co oferta z moim namiotem jest dla ciebie zawsze aktualna! Postaram się nie zjeść wszystkich ciasteczek w tym czasie by i dla ciebie starczyło. A zajęcia? Tak, tak! To na ten bal co się wszyscy szykujemy, jestem częścią spektaklu wraz z innym tancerkami, nie mogę się doczekać! Allfiego w sali nie było tylko tam ćwiczyliśmy, jak będziemy bardziej gotowe to wtedy pokażemy mu co opanowaliśmy. Gospodarz nie jest w stanie być na wszystkich naszych próbach, ale już parę razy pokazywał nam swój repertuar. Jest super i masz rację, jego nauki są mega szczególnie jak przychodzi w koszuli! Zresztą to Ci już mówiłam, ale każdy z nas jak widzi go w samej koszuli czuję jak włosy stają dęba, wiesz?! Księżniczka... eee... chyba nie znam, może to jakiś nowy nabytek? - Powiedziała entuzjastycznie, jak to Herra.

Niedługo po tym zaczęła się cała akcja z nowoprzybyłymi dziołchami i widząc je uśmiech Niziołki znacznie opadł, a ona sama prychnęła pod nosem wracając lekko oburzona do czytania książki. Widać było, że nie chce ona mieć nic do czynienia z nowoprzybyłymi. Zwierzęta, które przybyły wraz z kobietami zaczęły obserwować intensywnie Hvitsverka Herry oraz Lokiego, który zauważając z daleka zgiełk zbliżył się by mieć dobry widok na to co się dzieje.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Bardka spojrzała najpierw ze zdziwieniem, a potem wyraźnym niezadowoleniem na przybyłe dziewczęta. Kiedyś zapewne postąpiłaby jak Herra, jednak ostatnie doświadczenia z Rivlishem oraz te kilka dni w Rezydencji sprawiły, że troszkę się zmieniła. Zamiast niepewności pojawiła jej iskierka gniewu. Najpierw za to, że były niemiłe dla jej jedynej koleżanki tutaj. Potem za to, że ją zlekcewazlżyły. Nie kłamała Alffiemu mówiąc, że nie chce wracać do dawnego zycia, gdzie nią pogardzano. To był pierwszy krok do tej zmiany. Zaraz przybrała na twarz uprzejmy uśmiech i lekko dygnęła.
- Jak najbardziej masz rację, nazywam się Aryanna Janon. Ciekawe jest to co mówisz, bo osobiście uważam, że jest odwrotnie. Czy nie poświęca się więcej uwagi tym bardziej utalentowanym? Zobacz, ja na przykład nic o was nie słyszałam. - Zaśmiała się lekko i dźwięcznie.
- Jak smiesz, ty...! - zaczęła brunetka, jednak Astrid powstrzymała ją unosząc rękę. Nie było żadnych wątpliwości, że te dziewczyny czuły się lepsze od innych. Tak samo nie pozostawiały złudzeń, która była ich samozwańczą przywódczynią.
- Jak widzę zupełnie nie masz pojęcia kim jestem. Trudno, nie zamierzam przedstawiać się śmieciom z ulicy. A skoro już o nich mowa, to chyba dobrze byłoby tu nieco posprzątać. - W tym momencie odwróciła głowę w kierunku bliźniaczek i lekko skinęła. Te zaczęły chichotać, trzymając w wyciągniętych rękach buciki rudowej. Zatykały przy tym nowy udając obrzydliwy fetor.
Widząc to iskierka gniewu w bardce urosła do wielkości płomienia. Naprawdę posuwały się do zachowania aż tak niskich lotów? Zostawiając Astrid poszła odzyskać swoją należność, jednak blondynki tanecznym krokiem uciekły od niej wbiegając na pomoc.
- Ależ one są brudne! Nie martw się, pomożemy ci je wyprać. W końcu trzeba pomagać nowym koleżankom, prawda? - Ilość fałszu w ich głowach nie pozostawiała żadnych złudzeń.
- Nie...! - krzyknęła Arya, ale jej trzewiki wpadły już do wody. Płomień gniewu znów się zwiększył, a spojrzenie bardki przybrało beznamiętny wyraz.
- Możecie sądzić, że jesteście lepsze od innych, a jednak reprezentujecie sobie naprawdę marny poziom. Aż się dziwię co wy tu robicie... - Spojrzała na blondynki tak, że te straciwszy pewność siebie postąpiły kilka kroków do tyłu. Arya zaś uklękła na pomoście próbując wyciągnąć buciki aż... Poczuła jak spada.
W pierwszym momencie, gdy znalazła się pod wodą ogarnęła ją panika. Nie umiała pływać! Rozpaczliwie zaczęła machać rękami, a próba nabrania powietrza pod powierzchnią skończyła się na tym, że połknęła sporo wody. Po chwili wyczuła jednak coś pod stopami. Dno? Pozwoliło jej to jednak stanąć na nogi i było na tyle plytko, że prostując się znów miała głowę nad taflą.
Pierwszym co zobaczyła była Astrid patrząca na nią z góry z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
- Idealnie, brudny mieszaniec w końcu się umy... - nie dokończyła.
Spojrzenie Aryi było beznamiętne, a w jej środku zapłonął ogień, którego się nie spodziewała. Wściekłość rozpierała ją od środka i stało się to samo co w salonie Alffiego. Straciła kontrolę.
Chociaż Astrid uporczywie chciała zaczerpnąć powietrza to nie pozwalało się nabrać. Dusiła się, zaś jej szare oczy przejawiały strach.
- Astrid? Co się dzieje?!
Brunetka chciała jej jakoś pomóc, ale nie wiedziała jak. Czarnowłosa zaczęła lekko sinieć na twarzy.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Przez to całe zamieszanie Herra nie była w stanie ignorować tego wszystkiego i już chciała się wtrącić, gdy zobaczyła wpadającą do stawu Aryie. Cała napuszona pobiegła w jej kierunku jednocześnie podwijając rękawy gotowa nawet przejść do rękoczynów w obliczu tego chamstwa, a jej Przewodnik dzielnie trzymał się na jej ramieniu próbując nie spaść.
- Dobra zostawcie ją, chyba już wystarczy tej... - Przerwała zatrzymując się gwałtownie gdy Astrid padła na kolana dusząc się. Poczuła ona bowiem pewien strach i niepewność, nie rozumiejąc za bardzo co się dzieje lub co się stało. Hvitsverk na jej ramieniu przyglądał się intensywnie Aryi, zresztą nie tylko on. Ptaszki bliźniaczek, wąż brunetki także spoglądały na nią niczym zahipnotyzowane. Jedynie kot czarnowłosej patrzył się na nią wyraźnie zaniepokojony, drżąc niespokojnie.
Loki zaś w tym czasie samemu podszedł na brzeg sadzawki spoglądając na całe zajście, lekko przekręcając głowę na bok.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Ranek
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Płomień w jej duszy buzował niczym niehamowany, a ona sama nie zamierzała go powstrzymywać. Jakby wszystkie lata schylania głowy przed innymi, ukrywania swego pochodzenia i przepraszania, że się urodziła nie były wystarczające. Czy ta dziewczyna naprawdę myślała, że może ją zastraszyć? Po tym, czego bardka doświadczyła? Na jej twarzy pojawił się niemalże niewidoczny ironiczny uśmiech.
- Astrid! Daj spokój! Astrid!
Brunetka była coraz bardziej przestraszona, a bliźniaczki zaczęły cichutko płakać.
To jednak wystarczyło, żeby Arya się otrząsnęła. Zamrugała jakby zaskoczona, a do jej oczu na nowo wrócił codzienny blask. W tym samym momencie czarnowłosa nabrała głośny hałst powietrza łakomie napełniając nim płuca. Płakała, a jednak w jej spojrzeniu była czysta nienawiść. Wstała na drżących nogach z pomocą koleżanek.
- Pożałujesz tego...!
Głos jej drżał z wysiłku. Podtrzymując się na brunetce odeszła ze swymi przybocznymi tam, skąd przybyła.
A Arya? Patrzyła za nimi zdezorientowana, jakby nie do końca zdawała sobie sprawę co tak właściwie tu zaszło. Spojrzała na Herrę, potem na siebie i...
- Moja sukienka!
Usta wygięły jej się w podkówkę, ale tylko westchnęła. Zostawiając buty w wodzie zrezygnowana zaczęła wychodzić z sadzawki. I tak by ich już nie znalazła.
Po wydostaniu się na brzeg opadła plecami na trawę ciężko oddychając. Była bardziej zmęczona, niż mogłaby podejrzewać.
- Nie spodziewałam się, że będą tutaj osoby jej pokroju. Niech zgadnę, że to jedna z tych dawnych szlachcianek, której rodzina wszystko straciła i teraz zmuszona jest nauczyć się radzić sobie w życiu i nawet nieźle jej szło, póki duma nie dała o sobie znać? One naprawdę były zazdrosne?
Przekręciła twarz w stronę słońca. Mokre warstwy nawet w tej pozycji jej ciążyły, a z kolejnym podmuchem wiatru lekko zadrżała. Zaraz powinna wrócić i się przebrać, bo inaczej skończy z katarem.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Skonfundowana całą sytuacją Herra postanowiła wyjątkowo nie wyrzucać z siebie wszystkich swoich przemyśleń i pytań. Zamiast tego głęboko westchnęła z ulgą, że nic nikomu bardziej się nie stało i usiadła na trawie tuż przy koleżance. Wzięła też swojego przewodnika na rączki i zaczęła go głaskać czule, by się jeszcze mocniej uspokoić. W końcu jej myszka zawsze była największą motywacją i pocieszeniem w tym miejscu.
- Ta o czarnych włoskach jest z domu Kaladria, a raczej tego co z tego domu zostało. Rewolucja dała się takim jak ona we znaki powinna się cieszyć, że w ogóle przeżyła. Słyszałem, że wielu wysoko postawionych osób już nie ma dziś z nami. Trochę to smutne... znaczy się jak dla mnie nikt nie powinien umierać szybciej niż jest mu to przeznaczone, wiesz? Tak przynajmniej uważam. - Powiedziała trochę nostalgicznie, nie przerywając pieszczot Hvitsverkowi. Widząc jednak, że Arya marznie z powodu przemoczenia przysunęła się do niej nieco bliżej wtulając się w nią, by poczuła się nie co lepiej.
W tym czasie Loki podszedł bliżej i usadowił się przy jej nogach, trochę jak kot, trochę jak pies jak to miał w zwyczaju. Patrzył się na niej z opadłym pyszczkiem i zmartwionym spojrzeniem.

Arya następnie poszła się przebrać i spędziła cały dzień na zajęciach, które sama uznała za słuszne. Czy to odwiedzenie artystów, sceny i namiotów z tyłu budynku? Czy może odwiedzenie kolekcji zwierząt z ciężko pracującą Elojze by zapewnić im komfort i żywność? Może poszła podpatrzeć liczne próby i zajęcia odbywające się za dnia w salonie oraz podwórzu? Jeszcze była biblioteka, czy z niej też korzystała? To już ona sama najlepiej wie. Jakkolwiek spędziła ten czas, dzień szybko zleciał ustępując dwójce księżyców na objawienie się na nieboskłonie.

(Opisz co robiłaś w ciągu dnia).

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Ujęło ją, gdy niziołka przytuliła się do niej, by nie marzła. Zupełnie nie przejmowała się tym, że zmoczy własne ubrania. No i Loki, który patrzył na nią taki zmartwiony. Ujęła w ręce liska, oparła głowę o nową koleżankę i pozwoliła sobie na niepewny uśmiech. Już od dawna wolała towarzystwo zwierząt od ludzi, a Astrid ze swoją świtą stanowiła piękne uzasadnienie tego. Herra jednak w jakiś sposób zarażała bardkę swoją pozytywną energią. Aż jej wstyd było, że każde ich spotkanie tak wygląda.
- Wiesz... aż się boję co o mnie myślisz. Kolejny raz jak mamy możliwość spędzić razem trochę czasu to dzieje się coś dziwnego. - Nie spojrzała na nią, tylko zajęła się przeczesywaniem lisiego ogona palcami. - Jak w końcu przyjdę do twojego namiotu liczę, że nic ci tam nie zepsuję przynajmniej.
Zdobyła się na krzywy uśmiech.
Chwilę jeszcze posiedziały, jednak w końcu rudowłosa musiała wrócić do wnętrza budynku. Na szczęście udało jej się przemknąć niezauważenie (a przynajmniej tak jej się wydawało). Gdyby musiała się tłumaczyć ze swojego staniu zapewne przyczyniłaby się tylko do całej masy problemów. Nie było warto, a i ona była zmęczona tym spięciem. Wykąpała się, żeby rozgrzać ciało i opłukać włosy z wody ze stawu, po czym założyła czyste ubrania. Tym razem jej sukienka miała delikatny rubinowy odcień oraz długie rękawy, od środka wykończone jaśniejszym materiałem. Tak samo zdobienia wykonano z kremowej nici tworząc z nich wzór wokół rękawów, dekoltu i pasa.
Przez jakiś czas nie mogła sobie znaleźć miejsca. Konfrontacja w ogrodzie mimo wszystko zestresowała ją. Astrid co prawda nie zrobiła niczego zaskakującego, a jednak Arya już odzwyczaiła się od wrogości. Wcześniej spotykała się z nią codziennie, jeśli nie schowała na czas swych lekko zaostrzonych uszu. Żyjąc w Rezydencji przyzwyczaiła się, że nie musi tego robić... i cóż, oto efekty. Dlatego też po kąpieli zostawiła włosy rozpuszczone wyciągając przednie pasma do przodu. Wrócił jej nawyk zakrywania uszu.


Wędrując po domostwie nie mogła się zdecydować co ze sobą począć. Na pewien czas poszła do zwierząt z Kolekcji Aldonza, żeby spędzić chwilę z Księżniczką. Bawiły się razem ku wyraźnej uciesze Elojze. Służąca widać z ulgą przyjęła obecność Aryanny, bo gdy nie musiała nakłaniać pumy do nieprzeszkadzania od razy wszystko stawało się łatwiejsze. Potem poszła do biblioteki, jednak nawet po wybraniu w miarę interesującej książki nie mogła się na niej skupić. Gdy uświadomiła sobie, że piąty raz czyta tę samą stronę zrezygnowana odłożyła ją na miejsce. Łapała się również na tym, że coraz częściej patrzy za okno kontrolując gdzie znajduje się słońce. Im bliżej wieczora tym bardziej spięta się stawała.
W końcu poszła do kuchni. Eugumir powiedział, że jej obecność nie będzie mu przeszkadzała, więc uznała, że trochę mu pomoże. Oczywiście wpierw odbyła bardzo poważną "rozmowę" ze swoim Przewodnikiem próbując mu wytłumaczyć, że nie może rozrabiać w kuchni. Ze zdziwieniem stwierdziła, że Lisek jakimś cudem chyba zrozumiał ogólny sens. Dziewczyna krzątała się po pomieszczeniu dając sobą dyrygować. Lokaj dał jej fartuszek, by nie pobrudziła swoich ubrań, a potem skrzętnie wykorzystywał pomoc dziewczyny w mieszaniu w garnkach, ugniataniu masy na ciasteczka i przelewaniu szkarłatnej cieczy do butelek. Dowiedziała się, że wino, które pijał Alffie było robione właśnie tutaj. Któżby pomyślał?

Z Eugumirem pożegnała się nim słońce na dobre zaszło za horyzontem. Wróciwszy do pokoju z ciężkim westchnięciem spojrzała Lokiego, po czym wzięła go w ramiona.
- I co ja powinnam zrobić? Gdybym powiedziała wczoraj Saryi o wszystkim co się tu dzieje na pewno kazałaby mi się spakować i odejść. Chociaż nie... nawet nie czekałaby aż się spakuję, tylko od razu stąd zabrała. Może to faktycznie słuszna decyzja?
Drapała Przewodnika za uszkiem i biła się z myślami. Z jednej strony czekała na tę rozmowę, jednak im dłużej odsuwała się ona w czasie, tym dziewczynę nachodziło coraz więcej wątpliwości. Pozwalając Liskowi hasać po pokoju wyciągnęła swoją torbę i zaczęła się pakować. Nie schowała nawet połowy swoich rzeczy, gdy w końcu wyraźnie rozbita usiadła na łóżku chowając twarz w dłoniach.
- Co ja najlepszego wyprawiam...?
Jeśli wróciłaby teraz do swojego domu niczego by nie zmieniła. Znów byłaby tylko sierotą z portu, która dorabia śpiewając na ulicy. Ludzie widzieliby w niej popychadło i "brudnego mieszańca". Czy naprawdę właśnie tego pragnęła?

Tym razem to ona zjawiła się pierwsza w salonie. Ogień w kominku już się palił, jednak tym razem ona podeszła do okna odsłaniając zasłonę. Siedząc na parapecie obracała w dłoniach maskę w kolorach krwistej czerwieni, czerni i szlachetnego złota. Nawet nie zauważyła, jak dała upust swoim emocjom zaczynając cichutko śpiewać.
- W kółko raz po raz, ciągle w miejscu spędzam dni,
Niepewność męczy mnie, od agonii dawno już mnie mdli.
Powoli gubię się, serce gdzieś ucieka mi
i nagle widzę, że nie uwolnię się.

Prześlizguję się przez wieczności mrocznej drzwi
W kieszeni tylko ból i agonia co wciąż ze mnie drwi
Czy powie kimże ja? Kiedy ja? Niepewność ta pochłania myśli me.
Nie uwolnię się i...

Może tylko śnię? Może jawa jest mym snem?
Nie wiem czy powiedzieć Ci? Zwrócić świat do góry dnem.
Ale bólu mam już dość, czy w cierpieniu jest gdzieś cel?
Chcę bez wrogich uczuć żyć, chcę żyć czując tylko biel.

Możesz kazać mówić coś, możesz mówić gdzie mam iść,
Nic to nie obchodzi mnie, serce już nie słucha dziś.
Jeśli zrobię choćby krok, jeśli tylko ruszę się,
Wszystko się zamieni w mrok, cały świat spowije czerń.

Słońce już zniknęło za horyzontem, a na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Patrząc za okno zupełnie straciła poczucie rzeczywistości, pozwoliła na jakiś czas odpłynąć myślom. I chociaż początkowo tego nie planowała zrobić, to jednak po chwili uniosła maskę do góry zakładając ją na twarz.

Zanim odpiszesz

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Gdy Arya zaczęła śpiewać po salonie, dźwięki zaczęły wypełniać cały pokój. Ponieważ przybyła tu znacznie wcześniej nie zastając nikogo pomieszczenie zdawało się nad wyraz puste i pozbawione uroku. Kominek był nie rozpalony, meble były w surowym stanie z licznymi łatkami i widocznymi reperacjami po obrażeniach pewnej kocicy. Cienie od ściennych płaskorzeźb stały nieruchomo i bez powabu jak jeszcze nigdy, a instrumenty koło fortepianu wraz z samym fortepianem zdawały się bez życia, tylko pokrywając się pomału kurzem.

Jednak gdy tylko zaczęła śpiewać zaczęła dostrzegać niezwykle zmiany, wpierw niewielkie wręcz nieznaczne, jednak rosnące z każdą zwrotką. Kolory zaczęły nabierać większej głębi na meblach i wykładzinach. Cienie na ścianach zaczęły nieznacznie dobierać lepszych konturów, a instrumenty zdawały się w nieuzasadniony sposób odbijać jej głos niczym czarodziejskie echo. Nawet przez chwilę miała wrażenie, że kominek zaiskrzył jakby chciał zapłonąć!

Lisek w tym czasie usiadł naprzeciwko swojej pani i jej słuchał z wyraźnym zainteresowaniem oraz nietypowym dla niego spokojem. W jego oczach widać było zrozumienie oraz nieco inny błysk niż zazwyczaj, choć kiedy otwierał pyszczek by zaszczekać w swój lisi sposób, nie było wątpliwości, że wciąż był to Loki jakiego znała.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Ponura atmosfera pomieszczenia na początku pasowała idealnie do tego, jak dziewczyna się czuła. Zagubiona, niepewna i wyraźnie zmieszana. O ile sama Rezydencja przestała już napawać ją nieuzasadnionym strachem, tak jednak dalej czuła napięcie. Wcześniej powodowało to niemal wszystko. Czy można nazwać to jakimś rozwojem osobistym? Zapewne tak, bo gdyby wcześniej nie spędzała czasu z powodem jej największego lęku, pewnie nie umiałaby postawić się Astrid.
Śpiewając przyciągnęła Liska do siebie, a jej zielone oczy, teraz schowane za maską, nabrały czułej łagodności. Delikatnie gładziła go po pyszczku, lecz jej wzrok równie szybko znów odbiegł za okno. Tak jak Przewodnik pewnej nocy patrzył w księżyc wzrokiem pełnym tęsknoty, tak teraz ona spoglądała na gwiazdy. Tylko ona nie potrafiła powiedzieć, czego jej brakuje. Dlaczego czuje taką pustkę w sercu. Tęskniła za czymś nienazwanym.

- Czy nadejdzie kiedyś świt? Czy noc nie pokona mnie?
Czy dla rozsypanych dusz miejsce w świetle znajdzie się?
Czy to boli? Czy to źle? Czy mam zostać czy mam biec?
Nie pamiętam jak ma być. Czy wiedziałam? Czy ty wiesz?

Czy do przodu mogę przeć? Już zrobiłam co się da.
Ludzi dookoła mnie nie zrozumiem, nie mam szans.
Jeśli kiedyś zmienię się, jeśli światło przyjmie mnie,
Świat mój legnie w gruzach gdzieś i spowije wszystko biel.

Zmiany nie były łatwe. Tak jak Alffie powiedział podczas ostatniej lekcji, żeby coś się zaczęło, coś musiało dobiec końca. Pożegnanie, nawet to bolesne, często było preludium nowych doświadczeń. A jednak chyba najbardziej przerażał ją fakt, że wkraczała w nieznane. Do tej pory miała swój mały domek. Pokój, gdzie zawsze czekała na nią ulubiona książka. Nawet żyjąc z zapijaczonym ojcem miała w nim swego rodzaju stałość. Bo zawsze się spodziewała, że ten będzie się zataczał a nie chodził, krzyczał zamiast mówić, a jego wzrok będzie albo pusty albo pełen złości i żalu.
Odkąd została sama... starała się tam nie wracać. Grając całe dnie na ulicy, odwiedzając Dom Urody, zbierając w lesie grzyby oraz zioła, czy po prostu leżąc nad rzeką czuła się o wiele lepiej, niż w całkowitej ciszy pustego domu. Przybycie do Rezydencji pana Esposito było dla niej niczym swoiste katharsis. Pomogło otrząsnąć się z marazmu i otworzyć na nowe rzeczy. I znów, gdy poznała Gospodarza zrozumiała jak bardzo ten mężczyzna ją przytłacza. Jak korzyła się pod jego spojrzeniem, a jednocześnie sama szukała tego wzroku. Nawet teraz, gdy poznała już jego drugie oblicze miała mieszane uczucia. Chociaż rozum kazał jej uciekać, tak niewidzialna siła kazała jej pozostać w jego domu. Coś ciągnęło ją do spotkania z mężczyzną. Coś, czemu nie mogła się oprzeć.
On był nocą. Mrokiem, w którym tańczyły potwory spod jej łóżka. Teraz miała już tego świadomość, a chociaż walczyła z tym magnetyzmem, to wciąż coraz bardziej przybliżała się do tej ciemności. Jednak... czyż w nocy nie było gwiazd? Czyż księżyc nie rozpraszał cieni? Bez światła nie było ciemności, a ona dopiero uczyła się żyć w tej dziwnej zależności.

-Jeśli zrobię choćby krok, jeśli tylko ruszę się,
Wszystko się zamieni w mrok, cały świat spowije czerń.
Gdy postawię chociaż krok, gdy odważę się znów iść
Wszystko to rozpadnie się, nie zostanie ze mnie nic.

Chociaż wiatr me niesie łzy, choć noc płaczem koi mnie,
Czy odnajdę drogę swą? Czy me serce przyjmie biel?
Czy mi zdradzisz imię swe? Gdzie jesteśmy, czy wiesz gdzie?
Nie pamiętam z tego nic, nie pamiętać mogę się.

Gdy otworzę oczy swe bez odwrotu przyjdzie dzień,
Bo odrzucę wszystko precz, cały świat spowije czerń...


Wiedziała jedno. Jeżeli zdecyduje się pozostać w Rezydencji już nigdy nie będzie tą samą dziewczyną, którą była kiedyś.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Jej śpiew rozbrzmiewał echem po pokoju jeszcze przez parę chwil gdy skończyła. Pozbawiony życia salon zaczął wyglądać znacznie lepiej po jej występie, a przynajmniej takie można było obrać wrażenie. W końcu nie miało to sensu by śpiew był w stanie w czarodziejski sposób zmieniać wygląd pokoju, a jednak... Arya była prawie pewna, że wcześniej na fotelach i dywanach były łatki od napraw... prawda?

Loki zaś grzecznie obserwował swoją panią, słuchając jej śpiewu z wręcz zainteresowaniem. Jego ogon kiwała się w dwie strony zamiatając potencjalny kurz na stoliku na którym siedział. Co jakiś też czas nawet się odzywał dźwiękami podobnymi do jej piosenki, jakby chciał powtórzyć po niej, trochę jak wilk wyjący do księżyca.
W pewnym jednak momencie lisek zmrużył oczka, ziewnął i gwałtownie, choć ze spokojnym wyrazem pyszczka, zasnął. Czyżby pobyt na dworze tak bardzo go wykończył? Kto wie.
Obudził się dopiero wtedy gdy ktoś zapukał do salonu.

Drzwi otworzyły się, a w progu stanęła osoba kompletnie nieznana Aryi, jednak z jakiegoś powodu gdzieś ją kojarzyła. To było dość dziwne biorąc pod uwagę wyjątkowo niezwykłą aparycję kobiety. Podobnego wzrostu co Bardka, czarno-skóra kobieta o pięknych, długich, kręconych, czarnych włosach. Intensywnie niebieskie piękne oczy i wydatne usta. Ubrana w złoto-błękitną dwuczęściową suknie, przypominającą wręcz szatę swoim luźnym krojem. Na uszach miała spore złote kolczyki wyglądające jak ucięte tabliczki, na jednej z nich była ikonka fal, zaś na drugiej ikona jakiegoś morskiego stworzenia.

Obrazek

- Wybacz, że przeszkadzamy Malihini. Doprawdym pięknym śpiewem okalałaś tu salę. Słychać, że masz talent! - Jej głos był ciepły i niezwykle sympatyczny, przesączony interesującym akcentem. Wchodząc do salonu dało się dostrzec u niej ogromną grację, a jednocześnie lekkość w poruszaniu się, gdy zbliżała się do Aryi by się z nią przywitać. Złapał ją za dłoń obiema swoimi dłońmi na przywitanie, a jeśli Aryanna by wstała to jeszcze złożyła by na jej obu policzkach dwa cmoki, też prawdopodobnie jako powitanie.
- Na imię mi Łucja. A ty musisz być pewnie naszym brakującym loulou, a przynajmniej mam nadzieję po twoim śpiewie!

Następnie jej spojrzenie spadło na Liska co utworzyła na łagodnym licu Łucji szczery uśmiech. Kucnęła tak by się zbliżyć do niego i pogłaskać go po główce, co nieco skonfundowało Lokiego, który nie wiedział jak zareagować więc odskoczył do Aryi po dotknięciu parę razy.

- Cóż za cudowny alakai! Jestem pewna, że rozwinie się w twojej opiece w coś pięknego! - Powiedziała do Aryi ofiarując jej szczery uśmiech. Następnie wstała na równe nogi i spojrzała za siebie w stronę drzwi. Wpatrywała się w nie oczekująco, a gdy nic się nie stało odchrząknęła głośno. Dopiero gdy to zrobiła dało się usłyszeć kroki i do salonu weszła kolejna postać.

Ubrany w proste, lniane ubrania za wyjątkiem wyjątkowo szykownej zielonej kurty skórzanej, pełnej elementów związanych z naturą, w pomieszczeniu pojawił się najprawdziwszy Elf. Jego skóra, pomimo sporej przeciągłej blizny na twarz, zdawała się być nieskazitelnie gładka i smukła. Jego oczy w kolorze intensywnego kasztanu. Jego włosy długie, aż do lędźwi w intensywnie brązowym kolorze, który przy świetle księżyca mieniły się na subtelną zieleń. Z jego szyi zwisał piękny czerwony amulet obtoczony srebrem. Miał też na sobie lekki płaszcz, głównie na plecy przypięty śliczną srebrną broszką przedstawiający liść dębu. W dłoni posiadał też pokrowiec na jakiś instrument. Znacznie wyższy od obu dziewczyn szedł prostym, wręcz żołnierskim krokiem obarczając całe pomieszczenie swoim wzrokiem.

Obrazek

- Pozdrawiam. Ciemno tu. Gdzie też jest mój Przewodnik? - Powiedział cicho, ale wyraźnie tak by był dobrze usłyszany. Następnie uniósł rękę w kierunku kominka mrucząc coś pod nosem. Kominek gwałtownie rozpalił się. Zasłony koło okien także ruszyły się zamykając wgląd do sali i vice versa. Także drzwi do salonu zareagowały zamykając się delikatnie niczym same z siebie. Dało się poczuć lekką bryzę miotającą pokój.
- Tak lepiej. Danfur jestem. A twoje miano Czerwonowłosa Skittari? Zapytał bym się cię o wiele, skoro będziemy pracować razem. - Odezwał się bezpośrednio do Aryanny wpatrując się intensywnie w jej lico, jakby dostrzegając coś interesującego. Jednak nie miał zbyt wiele okazji do zadawania pytań bowiem w ścianie koło fortepianu otworzyło się "sekretne" przejście, niczym ukryte drzwiczki z którego wyszedł Pan Borsuk. Miał na sobie naprawione i odświeżone ubranko, miał nowe piórko na kapelutku oraz elegancką srebrzystą koszulę ze złotymi guzikami na mankietach. Wyglądał na wielce zaaferowanego bo wbiegł do salonu jak poparzony, biegnąc w kierunku Elfa. Widząc go Danfur skupił na nim pełną uwagę, wymieniając się z Borsukiem intensywnymi spojrzeniami by na koniec wymienić się pięknym i głębokim ukłonem, zarówno Elf jak i Borsuk.
- Jesteś Panie Borsuku. Możemy zaczynać próbę. Łucjo korzystajmy póki Alffiego nie przybył jeszcze! - Oznajmił głośniej biorąc swojego Przewodnika w ramię i usadawiając go przed fortepianem. Na jego słowa Łucja westchnęła głośniej i spojrzała się przepraszającym tonem na Aryie, po czym podeszła bliżej instrumentu. Danfur w tym czasie wyjął z pokrowca przedziwny dęty instrument, przypominający flet jednak z metalowym wystającym ustnikiem(Obój).

Po chwili zaczęli swoją "próbę". Pan Borsuk ku zaskoczeniu(po raz kolejny) przystawił rączki do fortepianu i zaczął grać prostą melodię mającą na celu nadania rytmu. Nie była trudna do wykonania, jednak fakt, że czynił to BORSUK był tu chyba najciekawszym faktorem.
Następnie Łucja zaczęła śpiewać, a jej głos rozbrzmiał niczym grom. Potężny, Piękny, Niezrównany. Wypowiadała słowa w nieznanym języku dla Aryi, przypominając jednak mocno słowa podobne te do elfów. Na koniec Danfur, podkreślał jej śpiew pięknym wykonaniem Oboju, stanowiąc wręcz magiczny akcent dla występu Łucji. Melodię jaką grał nadawała nuty mystifikacji, że za tą muzyczną opowieścią jest coś więcej niż tylko widać, dając tym intensywny przekaz.

----------------------------------------------------------------------------------


W miedzy czasie na strychu rezydencji, gospodarz szykował się do wieczora. Zazwyczaj przysłonięte spore okno zostało odsłonięte wpuszczając do środka subtelne światło siostrzanych księżyców. Wewnątrz można było dostrzec ukrytą pracownie, przepełnioną rozmaitą liczbą akcesoriów. Znajdowały się tu liczne manekiny na ubrania zarówno należące do Arlekina jak i dla jego gości. Był tu stół na którym stała piękna makieta ozdobionej sali, na której znajdowały się liczne figurki osób w pięknych strojach ustawione niczym w zamrożonym przez czas tańcu. Można było tu odnaleźć stojaki pełne nieskompletowanych strojów oraz gabloty przepełnione niedokończonymi/wadliwymi maskami karnawałowymi. Liczne skrzynie z nieokreśloną zawartością, półki pełne rolek kolorowych materiałów oraz klatki, które wyjątkowo tego wieczora pozostawały puste. Tuż przy oknie był też jeden pojedynczy manekin kobiety oddalony od innych, z suknią w trakcie kreacji.

Obrazek

Tarzając się po podłodze, zbliżał się w kierunku okna. Pomału i niepośpiesznie, a jednocześnie zachłannie sięgając dłońmi przed siebie drapiąc oraz wbijając swoje szpony w deski podłogi. Czarna niczym smoła maź spływała z jego ust i oczu mącąc jego praktycznie nagie blado-szare ciało. Z trudem przeciągnął się po małych schodkach prowadzących na wyższą sekcję poddasza znajdującą się tuż nad jego sypialnią. Całe jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa przeżarte przez chorobę i brak sił, jednak mimo to udaje mu się dotrzeć do okiennic. Zmuszając swój kark do posłuszeństwa spogląda do góry, chcąc ujrzeć jedyne swoje wybawienie w jego stanie. Jedyną jego nadzieję. Zupełnie jak wtedy. Zupełnie jak za pierwszym razem, chcąc poczuć ten żar i gorąc.
Jego spojrzenie zamglone, jego umysł zduszony przez krzyk i niebywałą rządzę. Z trudem skupiając wzrok odnajduje pojedynczą konstrukcję wybijającą się ponad wszystkie dachy miasta.

Ból. Rozsadzający go od środka ból niczym żar rozgrzanego popiółu wsypany przez jego gardło wprost do jego żołądka. Rozchodzący się z torsu do kończyn, obejmując go całego w niekontrolowanym spazmie. Trwa to chwilę nim ból w końcu ustaje, a ciało jego przestaje zwijać się na podłodze. Maź przestała wylewać się z jego ciała zastąpiona jedynie drobnymi kropelkami śliny oraz już jaśniejszej, lecz wciąż granatowej krwi cieknącej z jego dziąseł.
Wstaje. Sięga po stojący w okolicy ręcznik wycierając z siebie wszelkie nieczystości. Narzuca na siebie ubranie, jeszcze nie czas na podkład, potrzebuje jedynie odzienia.

Następnie jego spojrzenie powraca do wieży. Do tej cudownej wieży. Do tej jedynej nadziei. Do jedynego wybawienia jego oraz innych. Nie potrzebuje nic tak długo jak ONO świeci nad nim. Nie potrzebuje nic tak dług jak TO tam jest. Mimowolnie jednak jego ręka sięga w stronę manekinu, którego rozmiar został idealnie wymierzony na jego życzenie. Jego palce przesuwają się po powierzchni utwardzonego oblicza marionetki schodząc do niedokończonej sukni nad którą pracuje już od pierwszego dnia. Tyle jeszcze do zrobienia, tyle poprawek, tyle krojów dołączyć trzeba, haft doszlifować. Jego dłoń gwałtownie zaczyna drżeć. Desperacko łapie ją wolną ręką, jednak nie jest w stanie zbyt długo się powstrzymać. Gwałtowny wymach łapiąc w powietrzu niewidoczną nitkę i następnie delikatne przykłada ją do swojego oka. Widzi ją... widzi jak pakuje swoje rzeczy, widzi jej niepewność, widzi jej frustrację oraz to jak szamoczę się z własną decyzją. A teraz poszła tam, choć jeszcze nie czas, choć jeszcze nie gotowe. A potem... a potem... śpiew?

Nawet nie zauważył kiedy opadł znów na deski, przykładając ucho do podłogi szamocząc kolejne nicie by wszystko usłyszeć. Jego oczy latały we wszystkie strony pogrążone w transie, podczas gdy reszta jego zmysłów łączyła się z elementami budynku oraz jego "sług" chwytając każdy szmer, każdy dźwięk.
Smutek. Niepewność. Zagubienie. Ból. Mrok. Świt? Zmiana? Wiatr. Biel? Dzień. Noc. Czerń. Wzrok. Tam? Gdzie. Tu. Ja.
Jego trans przerwany był nagłym zgromadzeniem się krwi w jego ustach i przełyku. Zaczął desperacko kasłać i kaszleć chcąc pozbyć się mazi z ciała. Nawet nie zauważył kiedy znów zaczął się przegryzać. Jego zęby tak bardzo bolały...
Wstał z podłogi po raz kolejny, podbiegając do stolika. Siłą zerwał korek z butelki mimo obleczone nim wosku i zaczął pić zawartość nowej mieszanki z wyjątkowo dobrym rocznikiem wina. Przez moment czuł ulgę jednak chwilę potem poczuł jak jego żołądek odmawia zawartości, zwracając wszystko co wypił.

Nie znowu... czemu znowu. Dotychczas zawsze to działało, nigdy nie miał takiego problemu! Tyle lat już to robi, tyle osób zdążył przerobić i wytrwać bez żadnych trudności. Dlaczego to już nie działa, co się dzieję!? To nie może się dziać! Jakim prawem wszystko ma runąć z powodu czegoś tak próżnego!? Wytrzymał tak długo, ma cały system, niezawodne metody, a jego ciało ma czelność odmawiać!? Czuł jak zgrzyta zębami z frustracji i głodu. Zataczając się podbiegł z powrotem do okna wbijając spojrzenie w blask płynący z wieży. Czuł ponownie jak żar roztacza się w jego ciele, jednak zbawienny efekt nie był w stanie pochłonąć tego uczucia które czuł. Jego oczy rozszerzyły się, dłonie rozłożył na boki i zmusił swoje ciało do rozluźnienia. Czy zrobił coś źle? Czy uraził Go w jakiś sposób? Czując jak jego nigdy nie naprawione gardło samodzielnie się otwiera, a z ust jego zaczęły wylewać się słowa.

O Biały Płomieniu, ty wiesz jak wiele zalet mam
I być dumny mogę z moich cnót


Obrócił się, ręką wskazując wokół siebie jakby chciał pokazać wszystko co zbudował przez lata, jak bardzo był w stanie odmawiać sobie wyrzeczeń przez te lata. Pomimo ociężałości w jego ruchach pojawiła się wrodzona gracja podążająca za każdym gestem.

O Biały Płomieniu, o czystość duszy więcej dbam
Niż słaby i rozwiązły, ciemny lud


Spojrzał na ogrodzenie swej rezydencji. Wszystko co czyha za nią nigdy nie dostąpi oazy jaką wybudował. Tylko Ci nieliczni wybrani mogą tu ugasić swe pragnienie pasji i sztuki, a on wraz z nimi. Czuł, że rozpiera go duma przedstawiając to przed wieżą, jednak wtedy głód stał się silniejszy zginając go w pół. Wciąż słyszał w uszach echo piosenki, która zaczęła rozszarpywać jego wnętrzności.

Więc wyjaw mi, Płomieniu, czemu ciągle widzę ją
A jej oczy drążą mnie na wskroś


Jego głos przepełniony żalem i pretensją, drżąc potężnym tenorem. Szarpnął za sznurki ponownie zaglądając nie-swymi zmysłami w tamte miejsce. Czuł jak ból ustępuje na chwilę tylko po to by powrócić silniejszy.

Widzę i czuję
Jej rude włosy cudnie lśnią
Już nie wiem czy to ja, czy obcy ktoś


Zerwał więź uderzając wściekle kukłę obok siebie, której aparycji nie mógł teraz uznać, nie chciał widzieć i nie był w stanie. Manekin poleciał w stronę ściany łamiąc się w połowie z gruchotem. Spojrzał na swoje drżące dłonie unosząc je nad siebie, jakby nie rozumiejąc co czyni, jednak nie przestając śpiewać..

Ten ogień! Z dna piekieł!
W mych żyłach czuję drżąc!
Jak może człowiekiem
Najgorsza władać z żądz!


Po raz kolejny spojrzał na Wieżę Białego Płomienia. Na jego oszalałej twarzy widać było desperację, a w głosie zaczął brzmieć błagalny ton.

Ach, nie wiń mnie! To nie ja, nie!
Pół-elfie dziewczę to nieszczęście na mnie śle!
Ach, nie wiń mnie! Jeżeli Bóg
Silniejszym od człowieka diabła zrobić mógł!


Upadł na kolano niczym w geście modlitwy, jednak już po chwili zerwał się z miejsca lądując tuż przed stołem z makietą. Ręką odrzucił wszystkie figurki, które nie były teraz dla niego istotne zrzucając je częściowo na podłogę, częściowo na skrzynki okoliczne, a niektóre nawet łamiąc. Dzięki czemu na podeście koło schodów w makietowej sali balowej została tylko jeden model, przedstawiający kobietę w czerwono złotej sukni oraz włosami w kolorze krwi. Delikatnie, jakby nie chciał w żaden sposób uszkodzić modelu pomimo zniszczeniu prawie wszystkich pozostałych, uniósł je do góry kładąc je na środku makiety niczym na piedestale. Wpatrywał się nią z nieuzasadnionym ludzkimi normami spojrzeniem czując jak ból sukcesywnie rozrywa mu brzuch, płuca i inne części ciała, jak gdyby miały pęknąć jak balon. Wbił paznokieć w stół, a nagły niewielki krąg jaskrawych płomieni zaczął otaczać figurkę paląc przy okazji znaczną część makiety.

Więc obroń mnie Płomieniu, z tamtą Bardką koniec zrób
Nie pozwól żebym w męce tej miał żyć
I zniszcz Aryanne! Niech zazna ognia piekieł lub...


Dostając nagłego olśnienia co czyni chwycił gwałtownie palący się model, nie zważając na oparzenia. Gwałtownie ugasił wszelkie tlące się elementy na niej. Koniuszek jego "szponu" delikatnie przesunęło się po policzku.

...ma kochać tylko mnie i moją być...


Wtem poczuł nowe żyłki objawiające się w eterze. Zaskoczony tym faktem chwycił je spoglądając na nowo przybyły do rezydencji osoby. ONI? Tutaj? Teraz? Dlaczego? NIE TERAZ! DLACZEGO TERAZ! Czemuż tą chwilą, czemuś nie choć trochę później!?
Wciągnął głęboko powietrze i wypuścił, wmawiając sobie, że to go uspokoi. Pomogło trochę.

Spojrzał się na rozszerzający się płomień ogarniający pomału całą makietę. Zacisnął dłonie na modelu i sięgnął w ogień efektywnie raniąc swoje ramię, rękaw koszuli.

Ten ogień, nieczysty
To twój Aryanno los
Ulegniesz to istniej
A nie, to idź na stos!


Zaciśnięta dłoń rozluźniła się zrzucając w szalejący płomień figurkę przedstawiającą pół-elkę, niczym kamień rzucony w morską otchłań, szybko znikając w płomieniach. Następnie odsunął się do tyłu na krok. Czuł ból. Czuł obowiązek. Czuł Biały Płomień. Czuł głód. Czuł frustracje. Czuł piękno. Czuł złość. Czuł radość. Czuł ropacz. Czuł... strach.

Racz miłościw być jej...


Kolejny krok w tył, oczy wpatrzone w niszczący i zaiste piękny ogień, imitacje cudownego Strażnika Nimnaros, a jednak symbolicznie satysfakcjonującym. I przytłaczającym. Zasłonił twarz, spoglądając teraz spomiędzy palców.

Racz miłościw być mnie...


Kolejny krok w tył i stop. Przytłoczony wszystkimi uczuciami zaczął czuć się bardziej sobą niż kiedykolwiek. Bezład i chaos jaki nim zawładnął zdawał się być tak wielki, jak jeszcze nigdy i jeszcze nigdy, tak jak teraz, nie czuł się tak blisko odzyskania czegoś co stracił. Jego rozrzucona, rozszarpana aura rozstawiona niczym sieć na każdą osobę i każde miejsce w całym tym miejscu, zaczęła gwałtownie odrastać i tętnić niewytłumaczalnym życiem. Życiem, któremu mu tak brakowało.

Musi moją być...


Niczym bijące serce, jego aura rozszerzała się i malała rytmicznie budząc w nim coś co nigdy nie powinno się przebudzić. Wystawił dłoń przed siebie zgniatając, wyginając i transmutując chaotyczny Eter jaki się zebrał przez niego i oczyszczając go w czystą energię, którą omiótł płomień, manipulując nim.

...LUB IŚĆ... NA... STOS!


Ostatnie słowo kończące jego pieśń przeciągnął potężnie wręcz wykrzykując z siebie. Ogień pochłaniające makietę oderwał się od swojego źródła i zgodnie z jego ruchami oraz wolą zaczęły zwijać się, maleć, przekształcać się, formując z siebie zupełnie nowe "płonące" sznurki. Na jego ustach zagościł jego nadzwyczaj szeroki uśmiech.

Ja lub ogień.

Czas się przyszykować na gości...

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Pogrążona we własnych myślach trwała w czymś w rodzaju letargu. Wydawała się być zamyślona. Jakby zagubiona we własnym świecie. A jednak siedząc tak na parapecie, ze spadającym ku dołowi rąbkiem sukni oraz maską na twarzy idealnie pasowała do salonu Aldonzo. Niczym laleczka z porcelany. Figurka, która na moment uciekła z pozytywki, by zwiedzić tak dobrze znany sobie pokój. Nieodzowny element tego domostwa. Jakby była tu od zawsze i na zawsze.
Co jakiś czas patrzyła na swego Przewodnika. Chociaż targały nią sprzeczne emocje, tak kierując swoje spojrzenie na liska wzrok dziewczyny zawsze wyrażał... miłość. Czystą i bezwarunkową. Delikatną, a jednocześnie silną. Czułą, chociaż skorą do przekory. Gdy ten zasnął głaskała go, czyniąc to niemalże machinalnie. Palce dziewczyny bowiem doskonale poznały mięciutkie futerko stworzonka. Teraz już nawet z zamkniętymi oczami była w stanie go rozpoznać. Był jej najdroższym towarzyszem.
Tę niemalże hipnotyzującą atmosferę przerwało otwarcie się drzwi. Aryanna ze zdziwieniem przeniosła na nie wzrok, bowiem jeszcze nie spotkała tutaj kogoś takiego. Kobieta zdawała się być... intensywna. Roztaczała wokół pewność siebie i siłę, której można było jej pozazdrościć. Ale nie było to przytłaczające. Wręcz przeciwnie, aż chciało się być w pobliżu kobiety. Jej ubiór również wskazywał, że była raczej kimś majętnym. Czy była gościem Alffiego? Arya szybko zeszła z parapetu wyraźnie zmieszana. Brakowało jej obycia w kontaktach z tak zacnymi osobami. Nawet równie sympatycznymi co błękitnooka.
-D... dziękuję. - Bardka uśmiechnęła się niepewnie i lekko dygnęła, by zaraz potem już wymieniać się powitalnymi gestami. Widać, że ta ją zaskoczyła. - Brakującym kim...?
Łucja. Już gdzieś słyszała to imię. Tylko gdzie? I dlaczego stojąca przed nią piękność wydawała się rudej aż taka znajoma? Nie zrozumiała też jej słów zachwytu nad Lokim, była jednak zbyt zdezorientowana, żeby i o to dopytać. Zaraz wzięła również swego Przewodnika na ręce przyciskając lisie ciałko mocno do siebie. Obydwoje byli równie zagubieni. Kolejny raz stanowili doprawdy uroczy obrazek.
Wtem ku kolejnemu zdziwieniu bardki do środka weszła następna osoba. I tutaj już na widok mężczyzny Arya rozwarła szeroko oczy ze zdziwienia. To był elf! Niemal czuła od niego zapach świeżego igliwia i lasu. Serce zabiło jej mocniej z podekscytowania. W końcu miała przed sobą przedstawiciela tej samej rasy, z której wywodziła się jej matka. Jeśli faktycznie istniało coś takiego jak los i przeznaczenie będzie musiała potem odmówić dziękczynne modły do wszystkich znanych sobie bóstw.
Danfur. To imię również kojarzyła. Tylko gdzie je usłyszała i od kogo? Poza tym dlaczego oni mówili tak, jakby wiedzieli kim była?
- Pracować razem? - Zamrugała zaskoczona, a kiedy kominek zapłonął jej zduienie stało się jeszcze większe. Słyszała, że elfy mają naturalny talent do magii, jednak to był chyba pierwszy raz, gdy mogła ją podziwiać w takim wydaniu. Zaraz pomieszczenie stało się cieplejsze w odbiorze, bardziej przytulne. Jakim cudem mogli to tak łatwo osiągnąć? Bynajmniej tych zmian w salonie nie przypisywała własnej osobie.
I wtedy przypomniała sobie, że miała na twarzy maskę. Speszona poprawiła Lokiego, by móc utrzymać go jedną ręką, a drugą rozwiązała przytrzymującą ją wstążkę. Jej oczy błyszczały ciekawością, nie dałoby się tego ukryć.
Niespodziankom nie było końca, gdy otwarło się ukryte przejście. Na widok Pana Borsuka dziewczyna mimowolnie uśmiechnęła się szeroko. Wyglądał o wiele lepiej niż zeszłego wieczoru. Ubranka miał naprawione, ale również nie był aż tak zestresowany. Nie dostrzegla również żadnych śladów po ewentualnej potyczce z innym ze sworzeń z Kolekcji Aldonza. Usłyszawszy jednak, że to niesamowite stworzenie jest Przewodnikiem przybyłego mężczyzny aż otworzyła usta ze zdumienia. Łucja wcześniej wspomniała o tym, że te niesamowite zwierzaki się rozwijają. Czy Borsuk był właśnie tego przykładem?
Obserwowała jak dwójka nieznajomych czuje się w Rezydencji jak u siebie w domu. Zaskoczony wyraz twarzy dziewczyny nie miał szansy zniknąć chociażby na chwilę. Pan Borsuk nie tylko potrafił przynieść tacę z jedzeniem, czy nalać wina do kieliszków. On grał na fortepianie! Borsuk!
Zaraz straciło to jednak na znaczeniu, gdy usłyszała muzykę. Melodię tak magiczną, że nie potrafiła się jej oprzeć. Śpiew kobiety był potężny niczym dźwięk spadającego wodospadu, a akompaniament oboju i fortepianu przeniósł ją w całkowicie inne miejsce. Na moment bardka przymknęła oczy chłonąć ich występ. Byli niesamowici. Uświadomiła sobie jak wielka dzieliła ich przepaść, jeśli chodziło o umiejętności. Nawet jeśli Łucja śpiewała w zupełnie innym stylu niż Arya, to i tak robiło to ogromne wrażenie. Czy naprawdę mogła kiedyś dorównać tej dwójce, jeśli oddałaby się w pełni pod opiekę Inenomura? Jej serce aż wyrywało się z piersi dziewczyny, jakby przybycie dwójki muzyków obudziło w niej pewien rodzaj tęsknoty. Pragnęła móc tworzyć taką muzykę jak oni. Poruszającą, sięgającą duszy.
I wtedy przypomniała sobie, gdzie słyszała już ich imiona.
- Łucja, która przyjęła miano "Delfiny". Danfur, zwany "Leśnym". To wy, prawda? Najznakomitsi uczniowie Aldonza?
Jej oczy wyrażały czysty podziw oraz zachwyt. Postąpiła jeszcze jednej niepewny krok w ich stronę, gdy zaraz zreflektowała się ze swojego nietaktu. Ukłoniła się speszona, nieco niezgrabnie, gdy trzymała dalej Lokiego na rękach.
- Nazywam się Arya. Aryanna Janon. Niedawno zaczęłam pobierać lekcje muzyki u Alffiego. To ogromny zaszczyt, że mogę was poznać osobiście.
Uśmiechnęła się, a jej spojrzenie przeskakiwało pomiędzy elfem, a kobietą.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Gdy zakończyli swój śpiew Łucja opadła teatralnie na sofę jak gdyby opadła z sił. Na jej twarzy widniał szczery uśmiech, a jej usta delikatnie wręcz niewidocznie dygotały od potęgi własnego głosu. Spojrzała się sympatycznie na Arye, lekko powiewając na siebie dłonią dla powiewu powietrza na spocone lico
- Aryanna mówisz?! Cóż za cudowne imię dla artystki! Jeszcze raz miło mi cię poznać. Tak jak mówisz, Ludwig nadał mi tytuł Delfiny ponieważ jak mówił, mój głos odbija się nawet przez bezkres Kai! Oczywiście to wielkie hoonui, ale nadal uważam, że było to urocze z jego strony! - Wypowiedziała się kobieta, wyraźnie chcąc prowadzić rozmowę z Bardką. Być może dlatego, że chciała ją lepiej poznać. Być może dlatego, że lubi rozmawiać z utalentowanymi śpiewakami oraz fanami. Albo może dlatego, że Danfur ewidentnie wbijał w nią swoje krytyczne spojrzenie, jakby oczekując wyjaśnień. Żeby dodatkowo urozmaicić ten widok, Pan Borsuk stanął tuż obok swojego prawowitego Właściciela i także wgapiał się w Delifnie z założonymi łapkami na biodrach. W między czasie też zerknął w stronę Aryi i unosząc zaciekawiony łepek pomachał do niej sympatycznie tak by nikt nie zobaczył.

- Dobrze wiesz Łucjo, że taka postawa jest nieodpowiednia. Mamy wyciągnąć piękno i rozpacz zwiastujący nadejście wielkiego snu ziemi, zimy życia, a ty przez cały czas się uśmiechasz co ruinuje całą historię. Nie wspomnę już o wydźwięku... - Powiedział krytycznie Elf do swojej towarzyszki, gromiąc ją swoim spojrzeniem, która ta starała się z całych sił ignorować. Kiedy w końcu odwrócił wzrok w centrum jego uwagi stanęła Arya do której zbliżył się na dystans 3 kroków. Następnie wykonał on gest przypominający jakąś formę przywitania się, jednak wyglądał dość egzotycznie. Układając dłonie na swojej klatce piersiowej po stronie serca, przeciągnął je w poziomie aż wyszło poza linie jego ciała, gdzie zagięły się niczym w ukłonie.

- Mae Govannon Aryanno Janon. Zaprawdę zwą mnie Leśnym, gdyż tytuł ten ma przypominać miastowym o urokach gajów mojego ludu. Widzę też, że częściowo twojego Skittari. Moim pełnym imieniem będzie Danfur Rihst Malakar. Jaki jest zatem twój rodowód naszej krwi? Nazwisko twe bowiem nie zwiastuje ojca jako członka rodów. Ni miasta naszego o tej nazwie nie znam. Zatem twoja matka. Proszę podziel się ze mną jej godnością. Jest to dla mnie niezwykle ważnym czy przypadkiem nie należy jak ja do Malakarów. - Oznajmił dźwięcznie wpatrując się w nią ze stoickim spokojem, który był dość przytłaczający gdy był tak blisko i patrzył się z góry.

Loki zaś w tym czasie zeskoczył z dłoni Aryi i pobiegł do pana Borsuka zaczepiając go, na co ten westchnął i zaczął rzucać liskowi po kątach salonu przekąski, które wyjmował z kieszeni. Wyglądało to tak, jakby Borsuk tresował liska jednocześnie zajmując go swego rodzaju zabawą.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Rudowłosa patrzyła z wyraźnym zainteresowaniem na przybyłą dwójkę. I musiała przyznać, że całkowicie inaczej ich sobie wyobrażała. No, przynajmniej Delfinę, która okazała się tak ciepłą i radosną osóbką, że nie dało się jej nie lubić. Przypominała bardce Herrę. W sumie czy niziołka wcześniej nie wspominała, że znały się z Łucją? To by wiele wyjaśniało. Mimowolnie posłała kobiecie nieśmiały, a jednak szczery uśmiech. Jej oczy błyszczały podekscytowaniem.
- Dziękuję za komplement. Chociaż prawie wszyscy mówią na mnie po prostu Arya. Nie wiedziałam, że to Alffie nadał wam pseudonimy. On naprawdę potrafi idealnie dobrać... cóż, praktycznie wszystko do danej osoby.
Mimowolnie pomyślała o blondynie. Jak to możliwe, że był tak pełen sprzeczności? Odstawiła swego lisiego Przewodnika na ziemię, a sama delikatnie zacisnęła dłoń na masce. Teraz gdy zaczęła się na tym rozwodzić była ona naprawdę zrobiona jak na wymiar. A przecież nigdy nie mierzył jej twarzy. Więc... jak?
Zaraz jednak odgoniła od siebie wszystkie rozpraszające ją myśli. O tym porozmawia z nim później. O maskach oraz innych rzeczach. Jej uwagę przyciągnął Borsuk. Nie wiedziała w jaki sposób, a jednak on prawie jak Loki potrafił ją rozczulić. Jej uśmiech poszerzył się, gdy spoglądała na czarno-białe zwierzątko. Ukradkiem, gdy dwójka wybitnych muzyków ze sobą rozmawiała odmachała mu dłonią.
Słuchając zaś uwag elfa lekko przekrzywiła głowę. A więc ćwiczyli pieśń przygotowaną na bal. Zwiastunkę zimy, tak? To ona była pożegnaniem, o którym kiedyś mówił jej Aldonzo? Stratą, po której przychodziła pełna nadziei wiosna z nowym życiem. I tamtą melodię grał Gospodarz na flecie podczas ich lekcji. Zastanawiała się, które maski z pracowni mężczyzny przypadłyby im w udziale podczas występów.
Wtem jednak Danfur skupił na nią swoją uwagę pesząc dziewczynę. Wystarczył już fakt, że miała przed sobą elfa! Pierwszy raz w życiu! Patrząc na jego rysy twarzy, delikatne i silne jednocześnie zastanawiała się jak mogła wyglądać jej matka. Podobno były bardzo do siebie podobne, jednak zapewne ona posiadała podobne cechy jak Leśny. Czy też roztaczała wokół siebie takie uczucie... pierwotności? Wydawało się dziewczynie, że czuje coś. Coś, czego nie potrafiła opisać słowami, a jednak kojarzyło się jej z naturą w jej najczystszej postaci.
Pytanie, które jej zadał sprawiło jednak, że spuściła niepewnie głowę. Jak miała mu odpowiedzieć, skoro nie posiadała takiej wiedzy?
- Moja matka... wiem tylko, że miała na imię Yinlen. Nie znałam jej, zmarła przy porodzie. Potem w domu już o niej nie mówiono. Chociaż... raz babcia mi powiedziała, że pochodziła z samego serca Tinii. Miasta położonego najbardziej pośrodku lasów. Przepraszam, ale nie wiem z jakiego rodu pochodziła.
Z nieuzasadnionego powodu było jej wstyd. Nie znała swoich korzeni ani nie miała możliwości ich odkryć. Przynajmniej nie dzięki znanym sobie sposobom. Nie zachowały się żadne pamiątki po czystokrwistej elfce, która zakochała się w nimnarejskim strażniku. Wszyscy, którzy ją znali już dawno odeszli. Jedyną wskazówką było podobieństwo dwóch kobiet oraz krew, która płynęła w żyłach Aryanny.
Przez to wszystko rudowłosa bardka uciekła wzrokiem od spojrzenia mężczyzny.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Elf słysząc imię matki Aryi zamarł, a jego oczy rozszerzyły się. Trwało to zaledwie chwilę, moment prawie niezauważalny, a jednak mimo to Arya mogła dostrzec tą reakcję. Danfur następnie pokiwał głową z odzyskanym stoickim spokojem po czym dotknął swojego czoła w kolejnym, nieznanym Bardce geście. Być może to był jakiś gest podziękowania wśród elfów?
- A więc nie należała do Malakarów. Rozumiem. Jej odejście zasmuca moją duszę. Tak niewielu z nas pozostało z Tinii. Łączę się z twoją stratą Skittari. - Powiedział swoim pięknym elfickim głosem po czym odsunął się od swojej rozmówczyni i podszedł w stronę ściany na której oparł się plecami, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Prócz tej jednej reakcji, którą z siebie wyzwolił, odczytanie co czuje i myśli Danfur nie należało do najłatwiejszych. Zarówno jego mowa ciała jak i słowa były nad wyraz opanowane, jakby nie chciał by najmniejsza emocja ulatywała z niego. Czy wszystkie Elfy tak mają? Czy może po prostu Danfur swoje przeżył i tak nauczył się zachowywać?
Pan Borsuk widząc swojego właściciela podbiegł do niego bliżej i zaczął mu się przyglądać, kładąc mu łapkę na nodze trochę tak jakby chciał go pocieszyć.

Gdy Leśny odsunął się, dość szybko na jej miejsce pojawiła się Delfinia, która szybko przysunęła się do niej od boku i założyła rękę na ramieniu, zupełnie jak męscy kumple mają tendencję do takich gestów. Będąc tak blisko Arya mogła wyczuć nosem mieszankę perfum z mocnym akcentem na słodki zapach jakieś orientalnego owocu. Łucja uśmiechnęła się, co zresztą robiła dość nagminnie i zagadała do Bardki.
- To może opowiesz coś o sobie? Ludwig cię dorwał w swoje lima, to oznacza, że musisz mieć w sobie mieć coś naprawdę nui! Już mogłam usłyszeć jak śpiewasz i twoja barwa głosu jest naprawdę... naprawdę u'i! Już się bałam, że Gospodarz znajdzie następnego ʻehaʻeha jak Danfur, jednak widzę, że się myliłam, co mnie bardzo cieszy! To opowiadaj. - Rzekła śpiewaczka, a jej specyficzny ciepły akcent nieco przeszkadzał w poprawnym zrozumieniu jej słów.

W tym czasie Loki nadal próbował zaczepić Borsuka, jednak nie czuł się bardzo komfortowo by zbliżać się do Elfa więc co podchodził bliżej to odskakiwał do tyłu przy najmniejszym geście, a potem znowu podchodził i odskakiwał. Do przodu i do tyłu. Trwało to dłuższą chwilę nim Lisek sobie odpuścił i podbiegł usiąść sobie koło kominka.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Bardka przekrzywiła lekko głowę dostrzegając reakcję elfa. Nie spodziewała się takiej. Wydawał się zaaferowany, jakby... rozpoznał jej imię? Miała przeczucie, albo może raczej wątłą nadzieję, że w końcu mogłaby się czegokolwiek dowiedzieć o swojej rodzicielce. A czy był ktoś lepszy, niż przedstawiciel tej samej rasy? Członek jednego z elfich rodów? Postąpiła jeden krok w jego stronę, zaś w oczach dziewczyny błysnął zalążek wiary, którą niegdyś porzuciła.
- Danfurze, czy ty ją znałeś? Moją matkę? Yinlen?
On jednak znów przybrał ten beznamiętny wyraz twarzy, z którego nic nie dało się wyczytać. Już otwierała usta, by zadać kolejne pytanie, gdy dopadła od niej Delfina. Artystka była... niesamowita. Energiczna, żywiołowa, atencyjna. Ściągała na siebie całą uwagę bardki nawet w takim momencie. Arya nie miała jak się uchronić przed wpływem jej osobowości.
Dalej speszona, choć już w widocznie mniejszym stopniu uśmiechnęła się do śpiewaczki. Pozwoliła się jej też przytulać, chociaż od zapachu perfum nowej znajomej aż zakręciło się jej w głowie.
- Och... to nie jest wcale ciekawa historia. Podejrzewam, że jedna z wielu podobnych w tych czasach. - Machinalnie, nawet nie zdając sobie sprawy z własnego gestu, odgarnęła włosy do tyłu. Założyła je za ucho, odsłaniając lekko szpiczastą końcówkę. - Przybyłam do Rezydencji kilka dni temu, a z Alffiem odbyliśmy raptem jedną lekcję. Pomógł mi uświadomić sobie własne braki w grze na instrumentach i pokazał, jak stworzyć akompaniament dla kogoś. Chociaż muszę to jeszcze poćwiczyć. Gram na lutni, flecie i lirze. Trochę tańczę. To znaczy samodzielnie, gdy melodia mnie porwie, ale to bardziej dla własnej przyjemności. No i śpiewam. Muzyka... ona jest ze mną praktycznie od zawsze. Babcia się śmiała, że nim nauczyłam się mówić już nuciłam proste melodie. Podobno to też mam po matce.
Spojrzała kątem oka na Leśnego. Była ciekawa, czy na jego twarzy znów dostrzeże jakąś oznakę, że mógł znać zmarłą elfkę. A coś jej mówiło, że było to bardzo prawdopodobne.
- To tak nie do końca, że Aldonzo mnie znalazł. Raczej ja jego, bo mamy wspólną znajomą. Moja przyjaciółka robiła z nim jakieś interesy i w ten sposób dowiedziała się, że Alffie jest łowcą talentów, który przygarnia pod swoje skrzydła artystów potrzebujących pomocy. A ja... cóż. Znalazłam się na takim etapie swojego życia, że naprawdę jej potrzebuję. Myślałam, że zostanie moim sponsorem, pomoże znaleźć nauczyciela. Nigdy nawet nie śniłam, że mógłby sam zacząć poświęcać mi swój czas... nawet kosztem innych uczniów.
Przy ostatnich słowach nieco sposępniała. Przypomniała sobie co Astrid powiedziała jej w ogrodzie. By móc tyle się z nią spotykać Aldonzo podobno zmienił grafik innych artystów, których do tej pory szkolił. Kolejny raz zaczęła się zastanawiać co takiego w niej zobaczył? I czy będzie w stanie spełnić jego oczekiwania?
W międzyczasie obserwowała też zachowanie Lokiego. Dziwne... dlaczego leśne stworzenie nie chciało podejść do elfa, który sam mówił, jak cenił sobie swój gaj? Nie mogła się na tym jednak wystarczająco skupić mając niemalże wiszącą na niej Delfinę.

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Danfur nie odpowiedział na pytanie Aryi od razu. Zamyślony na niemożliwych do odczytania z niego myślach zerkał na swojego Przewodnika, którego zachowanie było nad wyraz łatwe do odczytania. Na ryjku Pana Borsuka dostrzec można było zmartwienie, a delikatne głaskanie łapką kolana swojego właściciela było zapewne niezręczna próbą pocieszenia go. Czyżby wieść o kolejnym martwym Elfie dawała mu się we znaki? A może chodziło o coś innego co powiedziała Arya? Nie wiadomo.
Dopiero gdy Borsuk zostawił kolano Leśnego w spokoju, ten odchrząknął i odezwał się do Bardki.
- Przykro mi, ale nie znam tej kobiety. - Powiedział nieco ciszej, a w głosie jego można było wyczuć nutę oschłości, kontrastującą z jego standardową melodyjnością. Po tych słowach zamilkł, nadal podpierając ścianę co nuż spoglądając na drzwi do salonu, jakby oczekując lada moment, że się otworzą.

W między czasie Łucja nie odstąpiła Aryie nawet o krok, tak zresztą jak przewidywała. Z zaangażowaniem słuchała opowieści dziewczyny, a na jej twarzy można było zobaczyć szczere zainteresowanie jej historią. Ciężko powiedzieć czy była to wyćwiczona etykieta rozmów, talent aktorski czy faktycznie ją to interesowało, jednak efekt był zdumiewający. Aż chciało się jej mówić jeszcze więcej i szczegółowo gdy dopytywała się i reagowała ewidentnie wsłuchana w rozmowę.
- Och kochana jesteś zaprawdę kompasem talentów! Wygląda na to, że możesz udać się w każdym kierunku sztuki i się w nim odnaleźć. Jak Bardka istna, no nie powiem sama kiedyś tak miałam jak ty. Och gdyby nie muzyka nigdy nie odnalazłabym w sobie odwagi by być sobą, by uwolnić swoje prawdziwe Leo! Jestem pewna, że rozwiniesz skrzydła na cały Nimnaros, co tam nimnaros, na całą dolinę Toledain! Nie mogę się doczekać wspólnych prób! - Powiedziała wręcz krążąc wokół dziewczyny niecałe pół kroku od niej, przejeżdżając dłońmi po jej ramionach, poprawiając włosy oraz zagięte elementy ubioru oraz pozwalając też sobie przejechać palcem po jej elfickim uchu z wyraźnym zadowoleniem. Wygląda na to, że Delfinia także nie ma nic przeciwko wobec mieszańców podobnie zresztą jak Herra. Na koniec tego damskiego osaczenia z jej strony Arya zdała sobie sprawę, że dostała coś na nadgarstku czego wcześniej nie miała. Zawinięte błękitnym rzemykiem, małe morskie muszelki. Nie wiadomo w którym momencie Łucja jej to założyła, a gdy Czerwonowłosa spojrzała się pytająco na nią ta jedynie mrugnęła przyjaźnie.

Wtem wrota do salonu otworzyły się, a do środka wkroczyła postać będąca oczekiwanym przez wszystkich gospodarzem.
Ubrany w przepastną kremową koszulę z szerokimi rękawami, które zostały ukrócone w miejscach przy łokciu oraz w połowie przedramienia dla lepszej funkcjonalności. Zarówno luźne mankiety jak i szeroki kołnierz były zakończone falbanami. Na przedramionach miał złote aksamitne rękawiczki wykonane z cienkiego materiały, które zachodziły mu jedynie przez pierścień na środkowym palcu u obu dłoni. Jadeitowa kamizelka zapinana trzema złotymi guzikami, na których można było dostrzec wygrawerowaną ikonę podzielonego na wiele części koła. Na ramionach zarzuconą miał purpurową, elegancką pelerynę, która przypięta była złotym łańcuszkiem. Wygodne kremowe spodnie niczym dzwonki, której wewnętrzna część została odsłonięta ukazując biało-niebieskie pończochy, typowe dla arlekina. Czerwone butki z dodatkowym podkuciem niczym wisienka zwieńczająca to na przysłowiowym torcie. Włosy zaś związane dziś były pastelową chustką tworząc bardziej bujny i rozłożysty kucyk, niczym jego dzisiejszy ubiór. Pióropusza brak.
Dodatkowo warto wspomnieć, że jego dzisiejszy cień do oczu nie był standardowo brunatny, lecz wymalowana czerwień podchodziła pod pastelowy odcień. Reszta jego arelkinowej, uśmiechniętej charakteryzacji nie uległa zmianie.

Alffie objął wzrokiem pomieszczenie. Jego spojrzenie wpierw objęło okiennice oraz fortepian, a następnie zaczęły przesuwać się po znajdujących się w salonie gościach. Wpierw padło na Danfura, który raptownie odbił się od ściany by stanąć w pełni wyprostowany, witając się gospodarzem ukłonem pełnym gracji. Alffie kiwnął mu jedynie głową niewzruszony. Tej nocy jego postura wydawała się być Aryannie nienaturalnie sztywna, choć jego drobne dłoni ruchy oraz sposób w jaki się poruszał były dość płynne.
Następną osobą na które padło jego spojrzenie była Łucja, która też zdała się odsunąć do Aryi jakby pragnąc zbliżyć się do samego gospodarza jednak po dwóch krokach zatrzymała się, a na jej twarzy widać było zawahanie gdy jego zimne zielone oczy wbiły się w czarnoskórą. Delfinia dygnęła do niego serdecznie, na co Aldonzo odpowiedział witającym gestem dłoni, dość oficjalnym. Jego twarz pozostawała jednak niezmienna, bez wyrazu mimo krzykliwego makijażu i stroju.
Na koniec padło na Arye.
Zieleń.
Przeszywająca jak ostrze, jakby było w stanie rozerwać każdą warstwę jej tajemnic, każdą myśl, każde uczucie. Przenikający ją wzrok gospodarzy uwiązł się na niej przez krótką chwilę, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Dało dostrzec się w nim reakcje, niewielką. Wręcz niezauważalną, ale nie dla Aryanny. Dostrzegła bowiem jak koniuszek jego ust zadrżał na jej widok. Na chwilę, na ledwo moment.
- Widzę, że wszyscy już są. Możemy zaczynać. - Powiedział, a jego lekko zachrypnięty głos zdawał się być pozbawiony większych emocji, może nawet i sił. Mimo to wypowiadał słowa wyraźnie i tak by wszyscy go zrozumieli. Odwrócił wzrok od Rudo-włosej i dopiero kiedy to zrobił Arya mogła wziąć z powrotem powietrza w płuca. Nawet nie zdała sobie sprawy, że przez ten cały czas miała wstrzymany oddech.

Aldonzo przeszedł się po pomieszczeniu kierując się w kierunku swojego fotela. Nie śpieszył się, a w tym czasie jego uczniowie wykorzystali moment by usiąść na sofach koło stolika. Danfur po lewej stronie od fotela, Łucja od prawej, a Loki oraz Pan Borsuk z tyłu
tuż koło kominka, gdzie dwójka przewodników postanowiła się ogrzać przy żarze trzaskającego ognia.
Alffie usiadł na swoim miejscu, niczym jak na tronie, zamaszystym ruchem odrzucając pelerynę na bok tak by jej nie pognieść przy spoczynku. Wzrokiem błądził po pomieszczeniu, rozglądając się po miejscach i rzeczach pozornie nieistniejących. Ostatecznie jednak jego spojrzenie powróciło i skupiło się na swoich drogich uczniach.
- Leśny. Delfine. Rad jestem, że was widzę. Przygotowania trwają pełnym natężeniem i wasz wkład w zbliżający się Bal Przedświtu jest niezbędny. Widzę też, że dane było wam poznać Panne Aryanne Janon. Cieszy mnie to. - Jego głos zdawał się być równie stoicki co u samego Elfa, jednak sposób w jaki wypowiedział pełne imię Pół-elfki miało wyraźny melodyjny wydźwięk.
- Wkrótce przejść będziemy musieli do intensywnych prób. Do tego koniecznym będzie nam zdobycie kogoś kto podjąłby na swoich barkach repertuar Ciemiętnicy. Uważam, że Aryanna jest idealnym kandydatem na to stanowisko.

Dłonie Esposito uniosły się z oparć, a palce jego rozszerzyły się lekko jeszcze lepiej prezentując jego wymalowane, niezwykle długie paznokcie, które nadal jakby na to nie patrzeć, wydawały się być bardzo ostre. Następnie ręce zaczęły zbliżać się niczym w spowolnionym tempie w swoją stronę, aż palce jego dłoni nie skrzyżowały się między sobą. Z tak właśnie złączonymi dłońmi, gospodarz rzucił swoje spojrzenie w stronę Aryi i tam ono zawisło. W między czasie Danfur oraz Łucja zaczęli opowiadać o swoich pierwszych wrażeniu z dziewczyną czyli tak naprawdę to co czują teraz. Jednak ciężko było dobrze zrozumieć co mówili... dlaczego? To już dziewczyna sama najlepiej wiedziała.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Bardka przez krótki moment przyglądała się elfowi, gdy ten stał tak pod ścianą. Jego zachowanie było... nietypowe. Ewidentnie imię Yinlen coś mu powiedziało, a jednak nie chciał się do tego przyznać. Dlaczego? W głowie dziewczyny powstało natychmiastowo milion możliwych scenariuszy, a jednak nie miała w sobie śmiałości dopytać o to więcej.
Do tego ten oschły ton głosu. Z czego się brał? Rozchyliła lekko usta jakby mimowolnie słowa miały z niej ulecieć. Tęsknota za osobą, której nigdy nie poznała. A teraz w jakimś stopniu odniosła wrażenie, że mogłaby uchwycić chociaż namiastkę cienia zmarłej elfki. Bo Danfur coś wiedział, tego była pewna. Dlaczego jednak tak zareagował? Czy dla czystokrwistych elfów związanie się z człowiekiem było czymś poniżającym? Czy jak ludzie, którzy do tej pory drwili z jej rodowodu elfy też gardziły w jakimś stopniu mieszańcami i tymi, którzy wydali ich na świat? Czy to słowo, którego używał... "Skitari"? Czy to było coś obraźliwego?
Poczuła delikatne ukłucie w sercu, jednak szybko zdusiła je szybko. W końcu obiecała sobie, że przestanie być taką ofiarą. Przestanie się nad sobą użalać. Poczyniła już ku temu swe pierwsze kroki stawiając się Astrid i nie pozwalając traktować się z wyższością. Nie zmieni tego kim jest, musiała to zaakceptować. Bo były osoby, które ceniły ją jaka była. Sama Arya też musiała zacząć się bardziej cenić.
Odgoniwszy od siebie te myśli przybrała na usta delikatny uprzejmy uśmiech. I bynajmniej nie był on wymuszony, bo spędzając czas z Łucją działo się to niemal odruchowo. Przypominała jej ona Herrę. Autentyczną, energiczną, żywiołową.
- Miło mi, że tak myślisz. Dziękuję. I faktycznie jestem bardką, chociaż samoukiem. To właśnie tym się zajmowałam nim przybyłam do rezydencji Aldonza. Najczęściej występowałam na Złotej Ulicy, czasami w karczmach oraz w Domu Urody podczas różnych mniej oficjalnych wydarzeń. Chociaż jak już się dowiedziałam jeszcze wiele mi brakuje do prawdziwego profesjonalizmu. - Zaśmiała się lekko, chociaż nie było w tym aż tak szczerej wesołości. Tak... Alffie pokazał jej jakie posiadała braki, a jednocześnie pomagał je wypełnić techniczną wiedzą oraz nowymi umiejętnościami, gdy ostatnim razem tutaj grali we dwójkę.
Gdy Łucja któryś raz z kolei powiedziała o próbach i współpracy między nimi rudowłosa przestąpiła z nogi na nogę. No tak. Dla nich było to takie oczywiste. W końcu czemu ktoś miałby w ogóle rozpatrywać opuszczenie domu Esposito, skoro już się tu dostał? Jednak czy którykolwiek z uczniów bladolicego muzyka był świadom, kim naprawdę był Gospodarz? Czy poznali jego drugą twarz tak jak Arya? Zachodziła w głowę wielokrotnie dlaczego jako jedyna dostała pokój w głównym domostwie, skoro inni artyści mieszkali w namiotach w ogrodzie. Tłumaczenie, że chciał pracować nad jej talentem nie przekonywało bardki. Usłyszenie tylko jednej piosenki w jej wykonaniu nie mogło spowodować takiego efektu! Prawda...?
Musiała jednak przyznać, że bezpośredniość Delfiny nieco ją peszyła. Spięła się lekko, gdy ta ją obchodziła dookoła i poprawiała strój. Szkarłatna suknia, którą miała na sobie tego wieczoru była jedną z tych lepszych, jakie posiadała. Może nikt nie wziąłby jej za arystokratkę czy inną bogatą damę, jednak nie przywodziła już na myśl sieroty z portu. Elojze wcześniej wzięła od niej ubrania do wyprania, a skoro wcześniej wpadła do stawu jej robocze ubranie nie nadawało się do spotkania w salonie. Teraz jednak miała wrażenie, jakby starsza i bardziej doświadczona dziewczyna poprawiała jej niedopracowaną stylizację. Gdy ta obchodziła ją dookoła Arya wiodła za nią wzrokiem, a kiedy piosenkarka przejechała palcem po jej uchu nie wytrzymała. Zarumieniona cofnęła się kilka kroków zasłaniając małżowinę dłonią.
- Łucjo! - Jej śmiech tym razem należał do tych nieco nerwowych, speszonych. A jednak nie miała jej tego za złe. Zwyczajnie nie była przyzwyczajona do takiego traktowania.
Nie miała jednak okazji powiedzieć cokolwiek więcej, bo oto dołączył do nich blondwłosy mężczyzna. Czekała na to spotkanie, a jednocześnie się go obawiała. Wyprostowała się czując dreszcz przebiegający jej wzdłuż kręgosłupa. Serce dziewczyny zabiło szybciej, oddech również przyspieszył. Patrzyła na niego uważnie, gdy witał się ze swymi uczniami. Rozdzierały ją mieszane uczucia, jednak najbardziej zdziwiła ją... ulga. Z jakiegoś dziwnego powodu ucieszyła się, że dzisiejszego wieczoru nic mu nie było. Zdawało się, że po ataku, którego doświadczył nie musiał się mierzyć z większymi konsekwencjami zdrowotnymi. Im dłużej go obserwowała tym bardziej nie była jednak pewna. Był... sztywny. Jednocześnie ociężały, ale zdawał się płynąć przez salon. Już widziała to wcześniej. Pierwszej nocy, gdy pili razem wino, a on przyjął ją wtedy podczas gry na fortepianie. I jeśli wierzyć Herze, to jego ówczesna biała koszula też nie była bez znaczenia. A im więcej wina wypił, tym mniej sztywny się stawał.
Powoli, powolutku układała w głowie coraz więcej puzzli. I wcale jej się nie podobało, do jakich wniosków dochodziła.
Gdy na nią spojrzał jednak niemal zamarła. Znów miała wrażenie, że mogłaby zatonąć w jego oczach, których zieleń była tak podobna i różna od jej własnych. Jakby miała przed sobą krzywe zwierciadło pokazujące ją taką samą i inną jednocześnie. Bała się go, ale za strachem było coś jeszcze. Coś, czego nie potrafiła jeszcze nazwać. Nie wiedząc jak zareagować po prostu stała. Wytrzymała wzrok Gospodarza, aż w końcu lekko dygnęła na przywitanie. Fakt, że ten niemal uśmiechnął się na jej widok tylko dodatkowo namieszał jej w głowie.
Wzięcie oddechu było dla niej kolejnym zaskoczeniem. Czuła się tak jak pierwszej nocy, gdy nieświadomie cofnęła się przed nim pod samą ścianę. Wtedy podczas przedstawiania się Alffiego była równie przytłoczona jego obecnością co teraz. Tej nocy jednak tym bardziej nie wiedziała czego może doświadczyć.
Zacisnęła nieco mocniej dłoń na masce, którą dalej trzymała. Prezent. Od niego dla niej.
Co takiego naprawdę w niej widział?
Musiała jednak przyznać Gospodarzowi, że zdecydowanie uwielbiał mieć wielkie wejścia i wyjścia. Patrząc teraz na niego, siedzącego niemalże u szczytu stołu z Przewodnikami za swymi plecami wyglądał jak Pan na włościach. Cóż... w sumie nim był. Ale to jak się prezentował oraz sposób w jaki patrzył na swoich uczniów... dlaczego wcześniej nie zobaczyła jak władczy on był? Zdawał się lubić to, jaką miał nad nimi kontrolę.
A ona mimowolnie uśmiechnęła się przekornie w duszy przypominając sobie jak droczyła się z nim podczas ostatniej lekcji. Może zgodziła się początkowo zostać w jego domu, a jednak pokazała mu, że nie miał kontroli nad nią.
Przynajmniej w takim przeświadczeniu żyła.
W końcu jednak stojąc chwilę dłużej od innych postanowiła usiąść w fotelu vis a vis Gospodarza, przy przeciwległym szczycie stołu, a maskę położyła sobie na kolanach. Niby równa jemu samemu. I chociaż na pewno widział jej strach oraz to ile miała w sobie wątpliwości nie uciekała spojrzeniem od jego zielonych oczu. Była świadoma, więcej niż mniej, do czego był zdolny. A jednak nie zamierzała w pełni się podporządkować.
Gdy jednak przemówił zaskoczył ją. Do tego stopnia, że rozchyliła szerzej oczy ze zdumienia. Ciemiętnica była świętem dość niezwykłym, magicznym. Mawiało się, że w tym czasie wszelkie granice między różnymi światami się zacierały, a ludzie często zmieniali się tak bardzo, jakby powstawali na nowo. Po tym, jak zobaczyła jego drugie oblicze na pewno miałaby jednego "demona", z którym mogłaby toczyć bój. Gdyby ktoś jej powiedział, że wybrał tę rolę przez czysty przypadek w życiu by w to nie uwierzyła.
A jednak jej dusza wyrywała się z ekscytacji. Mogłaby wystąpić na balu, który rozpowszechniłby jej imię. Zaistniałaby w świecie wpływowych ludzi i docenianych artystów, a jej śpiew rozniósłby się echem po sali pełnej spragnionych doznań osób.
Zadrżała lekko, a zanim w końcu się odezwała musiała przełknąć ślinę.
- Doceniam, że pokładasz we mnie tak wielką wiarę Aldonzo. Naprawdę, bo podobne słowa od nauczyciela twojego pokroju to nie byle co. - Wahała się. Bardzo. Chciała się zgodzić już teraz i ustalić terminy prób, wypytać bardziej szczegółowo o bal i zadanie jakie dla niej przygotował. Z drugiej strony... zanim to nastąpi musieli porozmawiać. Czekała na niego cały wczorajszy wieczór, a jednak nie przyszedł do niej. Nie mogła przemilczeć tak ważnych spraw. Szczególnie, że była już w połowie spakowana do odejścia. - Zanim jednak oficjalnie dołączę do was na scenie pozwólcie mi się z tym przespać na spokojnie. Przed podjęciem decyzji chciałabym też wiedzieć więcej o swojej roli, jaką dla mnie zaplanowałeś. Liczę, że poświęcisz mi potem chwilę czasu nas na sam i wyjaśnisz czego ode mnie oczekujesz.
Jej wzrok był ostrożny, uważny. Miała przed sobą drapieżnika i tego była już boleśnie świadoma. Inteligentnego, przebiegłego drapieżnika, który poza swą własną siłą miał również niesamowicie ostry i przebiegły umysł. Wiedza ta sprawiała, że czuła się jakby stała oko w oko z wilkiem w środku lasu, który wręcz oblizywał się na jej widok. Tak też się zachowywała. Patrzyła mu prosto w oczy, starając się opanować odruchy swojego ciała, które całe napięte trwało w gotowości do ewentualnej ucieczki. Próbowała zachowywać się naturalnie, ale on na pewno widział jej zmagania. Musiał je dostrzegać. Nie było innej opcji, skoro patrzył na nią tak, jakby już znał wszystkie sekrety dziewczyny.
- Nie wiedziałam też, że dzisiejszego wieczoru miałeś spotkać się z Łucją i Danfurem. Rozumiem, że jeśli chodzi o naszą lekcję powinnam przyjść kiedy indziej? - Przekrzywiła lekko głowę, niby całkowicie niewinnie z delikatnym uśmiechem. A jednak kryło się za nim coś jeszcze. Lekka próba prowokacji, co było dość zaskakujące nawet dla niej samej. W końcu ten ją przerażał, a mimo wszystko podjudzała go. To raczej nie miało prawa skończyć się dla niej dobrze, czyż nie?

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Wpatrujący się w nią gospodarz nie zdawał się okazywać nawet kszty emocji. Jego twarz była niezmienna niczym głaz, jakby jego makijaż był zaschniętą gładzią budowlaną, która nigdy nie miała zamiaru się poruszać. Jego oczy nie mrugały i utrzymywały kontakt wzrokowy bez względu na słowa jego uczniów obok, ani słowa czy też gesty samej Aryi. Można było łatwo pomyśleć, że zawiesił się w tej pozie, niezdolny do poruszenia się lub może nawet zamarł do końca swych dni w tej pozie. Nie można było przez ten moment dostrzec u niego, żadnych gestów życia, żadnego rumieńca cielesności prócz zbyt intensywnie zielonych oczu jak dla osoby martwej. To był jedyny dowód, że tam był.
Jego spojrzenie urwało się w końcu, spoglądając na Danfura. Elf natychmiast wyprostował się mimo, że już wcześniej był w pozycji wyprostowanej czekając na to co powie jego nauczyciel. Zaczęli wymieniać między sobą spojrzenia, zupełnie jakby mogli porozumiewać się bez słów lub po prostu chcieli między sobą dać coś do zrozumienia. Ciężko było powiedzieć co miało tu miejsce.
- Leśny przyjdź jutro. Przedstawisz Aryannie wszystko co powinna wiedzieć. - Odezwał się w końcu Alffie i choć mówił cicho niczym szeptem, nie było mowy by go nie usłyszeć. Danfur zerknął w stronę Pół-elki i kiwnął głową w jej kierunku na zrozumienie.
Następnie Arlekin odwrócił głowę w kierunku swojej ciemnoskórej uczennicy, która uśmiechnęła się szeroko do niego. Już chciała się odezwać, jednak Aldonzo uniósł do góry dwa palce w geście uciszenia, co najwyraźniej poskutkowało.
- Delfine. Potrzebuje byś złożyła jutro wizytę do Rozjemców. Muszę wiedzieć jaka w końcu jest ich decyzja. Wiem, że ty poradzisz sobie z tym zadaniem najlepiej. - Powiedział, a jego słowa widać, że sprawiły nie małą radość dla Łucji. Zdawało się, że czegokolwiek by nie powiedział, to ona by się ucieszyła z jego słów, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie.

Wstał. Jego ruch nadal był płynny, choć ciało zdawało się być sztywne. Niespiesznymi krokami podszedł w stronę kominka odwracając się plecami do wszystkich zebranych i podchodząc do odpoczywających przewodników.
- Wasza niespodziewana wizyta jest zawsze mile widziana. Idźcie już. Chciałbym rozpocząć lekcję. - Powiedział do dwójki swoich "prymusów", na co Ci wymienili między sobą spojrzenia i poszli w stronę wyjścia. Wychodząc Danfur zaprezentował gestem dłoni coś co można by zaprezentować jako "do zobaczenia", a Łucja uściskała na pożegnanie Arye, dając jej jeszcze całusa w policzek gdy się tego nie spodziewała. Po tych krótkiej wymianie uprzejmości drzwi do salonu się zamknęły, a w salonie pozostała jedynie Bardka, Alffie oraz przewodnicy. Widać było, że Pan Borsuk wyraźnie się zafrasował gdy Danfur zaczął opuszczać pokój jednak nie pobiegł za swoim panem spoglądając jedynie pytająco do Esposito.

Ten nie poruszał się, nadal tkwiąc plecami do dziewczyny.

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
To znów się działo. W mniejszym stopniu niż wcześniej, a jednak teraz o wiele wyraźniej dostrzegała dziwne zachowania swojego Gospodarza. Za każdym razem zdawał się być prawie inną osobą. Czuła się, jakby weszła na wyjątkowo cienką taflę lodu, gdy zima ustępuje powoli miejsca cieplejszym dniom. Niemal miała wrażenie, jak mroźne lustro pęka pod jej stopami. A gdy pęknie? Zatopi się w tych zielonych oczach, z których nie potrafiła nic odczytać. Ich beznamiętny wyraz sprawiał, że nie wiedziała czego się spodziewać.
Dopiero jak ten spojrzał na Danfura odetchnęła nieco głębiej. Z całych sił starała się być odważna. Schować swe emocje pod gruby płaszcz złudnej pewności siebie, poczucia humoru i uśmiechu. Gdy mieszkała z ojcem w chwilach jego gorszego humoru najczęściej uciekała mu z pola widzenia. Będąc w rezydencji miała jednak wrażenie, że nawet schowana pod kołdrą przy zgaszonych światłach dalej jest obserwowana. Odkąd Esposito pokazał przy niej swą twarz skrytą pod maską wiecznie uśmiechniętego arlekina uczucie to tylko się wzmogło. Przed nim nie miała jak się schować. Pozostała więc konfrontacja.
Drgnęła niespokojnie, gdy elf podniósł się z miejsca. Zamrugała nieco skonsternowana nie rozumiejąc do końca co się działo. Ta ich "walka na spojrzenia" była według niej całkowicie nie na miejscu. Chociaż... czy to w ogóle była walka? Inenomur zdawał się w ogóle nie dopuszczać do siebie możliwości, że ktoś mógłby podważać jego pozycję wśród zebranych. O ironio, a ona robiła to praktycznie cały czas.
Słysząc słowa blondyna aż otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia. Przecież dopiero powiedziała, że nie jest pewna, czy się zgodzi z nimi wystąpić! A on już zakładał, że będzie potrzebowała pomocy Danfura? Aż się w niej krew zagotowała! Rozstawiał ich niczym laleczki. Po lekko ściągniętych brwiach dziewczyny widać było, co myślała o takim zachowaniu. Zaraz westchnęła jednak i uśmiechnęła się do Leśnego. Przecież to nie jego wina, że Alffie jest takim apodyktycznym pajacem.
Po pożegnaniu się z Danfurem nieśmiałym machnięciem dłonią i Delfiną, którą również ucałowała w policzki i nawet uścisnęła lekko, zaczęła żałować. Czy naprawdę mądrze było zostawać tutaj sam na sam z mężczyzną, który spędzał jej sen z powiek? Serce zabiło jej mocniej, tętno gwałtownie przyspieszyło, a oddech stał się płytszy. Przeniosła spojrzenie z zamkniętych drzwi na plecy Esposito. I zaczęła się zastanawiać, czy tym razem opuści ten salon o własnych siłach.
- Aldonzo... nie zrozumiem mnie źle, ale... - Język zaczął się jej pląteć. Czuła, jakby serce miało się jej zaraz wyrwać z piersi. - Prawdopodobnie najbardziej logiczną decyzją, jaką mogłabym podjąć byłoby opuszczenie twojej posiadłości. Po tym co się ostatnio stało...

Nie wiedziała jakich słów użyć. Bała się. O wiele łatwiej było przemawiać do jego pleców, bo gdyby na nią spojrzał, głos uwiązłby jej w gardle.
- Nie chcę oceniać cię po pozorach. Ty nie skreśliłeś mnie, gdy przyznałam się do mieszanego pochodzenia. Na koniec naszej ostatniej lekcji... co się wtedy tak właściwie wydarzyło? Wydawałeś się chory. Cierpiałeś. I co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Ale potem...
Uniosła prawą rękę i chwyciła się za przeciwległy łokieć, chcąc dodać sobie w ten sposób otuchy.
- Myślałam, że pragniesz mnie zabić. I to uczucie, jakbym wpadła w jakąś sieć, przez którą nie mogłam się ruszyć. Mówiłam już wcześniej, że chcę ci zaufać, ale by to zrobić musisz dać mi zrozumieć. Aldonzo, kim ty tak właściwie jesteś?
Zadała to pytanie, chociaż odpowiedź kłębiła się w jej głowie. Pamiętała jego lodowate zimne ręce, kiedy prowadził ją do fotelu i gdy chwycił ją za podbródek. Pamiętała dziwny smak wina, który pijał. JEGO wina. Grube zasłony w każdym pokoju. Brak okien w jego pracowni. To, że wydawało jej się, iż nie brał wdechów, gdy byli tak blisko siebie, że powinna czuć jego oddech na policzkach. Pamiętała jak nieludzko zwinnie złapał Lokiego oraz jak sprawny był.
Pamiętała to wszystko. I nie miała pojęcia co zrobi, gdy ten to faktycznie powie. Co zrobi wiedząc, że naprawdę ma przed sobą żądnego krwi wampira?

Heinreich
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 474
Rejestracja: 2022-02-28
Karta postaci:
ALFFIE
Gdy dziewczyna zaczęła otwierać się ze swoimi przemyśleniami, mówiąc mu swoją rozterkę prosto w jego plecy, ten stał nadal nie reagując. Można by obrać wrażenie, że jej przez to nie słucha, jednak nie było mowy o takiej możliwości. W końcu Arya wierzyła, że doskonale on spostrzega co, kto i jak się wokół niego dzieję. Nie potrzeba jego reakcji by te słowa potwierdzić.
Początkowo stał niczym niewzruszony posąg. Jakby wszelkie troski i problemy nie docierały do niego. Światło kominka rzucało światło na jego figlarną sylwetkę, tworząc przeciągły cień wibrujący po dywanie salonu. Gdyby ktoś zobaczył go po raz pierwszy, mógłby autentycznie dojść do wniosków, że napotkał jakiś marmurowy twór przebrany w pastelowe ubrania.

Jego barki i klatka zaczęły unosić się do góry. Palce jego dłoni zadrżały. Jego klatka zaczęła opadać, słychać było cichy świst jak przy wypuszczania powietrza. Jego szyja wraz z głową lekko przekręciła się w lewo i w prawo. Uniesienie się klatki piersiowej. Głowa przesunęła się nieco w górę, a potem w dół. Opadnięcie klatki. Wdech, wydech, wdech, wydech.
W tym czasie Loki wstał z dywanika koło kominka i zaczął wpatrywać się w arlekina z wyraźnym zaciekawieniem. Parę razy pociągnął nosem, jakby wyczuł coś interesującego, jednak nie ruszał się z miejsca trochę tak jakby nie wiedział za bardzo co robić. Zaś Pan Borsuk poprawiał swoje ubranko, wpatrując się w swoje własne łapki, jakby przejmował się ich stanem. Najwyraźniej albo nie rozumiał, albo zwyczajnie nie słuchał rozmowy tej dwójki. Ciężko było odkryć co potrafił, a co nie. Z korytarza można też było usłyszeć jeszcze przez moment głosy Danfura i Łucji, a potem wyraźny dźwięk zamykanych drzwi frontowych symbolizujący, że uczniowie opuścili Rezydencje. Wtem ciało Alffiego gwałtownie się ruszyło i... upadło na ziemie. Nie był to jednak czyn bezwładny. Bardziej przypominało to teatralny upadek, po którym gospodarz wylądował na plecach.

- No w końcu poszli. Wreszcie trochę swobody! Nie spodziewałem się ich wizyty przynajmniej przez następny tydzień!
Na twarzy Ludwiga widniał szeroki uśmiech, a jego wyraz twarzy wskazywał na ogromną ulgę. Zupełnie nie przypominał osoby, która jeszcze parę minut temu siedziała niczym głaz na fotelu, okalając wszystko swoim zimnym wzrokiem. Jego upadek wywołał gwałtowną reakcję Pana Borsuka, który podbiegł do niego przestraszony i złapał za rączkę, jakby chciał sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Podobną, lecz jednak w innych intencjach, reakcję miał też Loki, który podszedł bliżej obwąchując leżącego, ciekawy dlaczego on tak nagle leży. Alffie złapał zarówno Borsuka jak i Lisa pod pachę, a następnie uniósł nogi do góry w gimnastycznej pozie by raptownie wstać metodą "sprężynki".

Skocznym krokiem poszedł w stronę fortepianu, trzymając nadal przy sobie dość skonfundowane zwierzęta. W jego zachowaniu aż tryakał wigor oraz niewidziana jeszcze u niego swoboda. Szeroki uśmiech zdawał się być znacznie bardziej naturalny, pomimo nad wyraz podkreślającego go makijażu. Czego nie można powiedzieć o zszokowanej minie Borsuka i skołowanym wyrazie pyszczka Lokiego. Gdy już podszedł do instrumentu, Arlekin wykonał jeszcze figlarny piruet i postawił na taborecie Pana Borsuka by miał dostęp do klawiszy. Następnie pochylił się do niego głaskając go czule za uszkiem i składając na jego futrzanej główce całusa, na co ten zadrżał zaskoczony całą sytuacją.

Odstąpiwszy od Przewodnika Danfura, Alffie skierował się w stronę fotela. Postawił na nim liska, którego zdążył jeszcze obrócić w dłoniach niczym piłkę, po czym zaczął głaskać/drapać i jego. Loki zaczął wydawać z początku oburzone dźwięki za to, że został potraktowany jak jakiś przedmiot tak bez szacunku żadnego. Jednak po chwili zaczął przymykać oczka, bo był pieszczony w miejscach, które bardzo mu odpowiadały. Na koniec gospodarz wyjął spod wgłębienia w fotelu coś co wyglądało na aksamitny/wysokiej jakości kocyk, którym przykrył całego zwierzaka. Loki kręcił się pod nim jak kot kilka razy i wystawił łepek zadowolony, patrząc się z pod niego teraz na wszystko. Nie wyglądało by zamierzał z tego sam wychodzić, chyba mu było wygodnie.

Na koniec Alffie zwrócił się do Aryi. Podszedł do niej bliżej stawiając komicznie wielki, jednak zręczny krok i wpatrzył się w nią. Zamiast jednak mrożącej i przeszywającej zieleni, Bardka mogła dostrzec drobne iskierki w jego oczach, jak u kogoś przepełnionego życiem i chęciami. Z innych rzeczy jakie mogła zauważyć to, że jego biały podkład nieco się rozmazał w okolicach kości policzkowych. Ciężko powiedzieć czy to przez złe nałożenie, czy może jego gwałtowne skoki. Spod podkładu można było dostrzec wyraźne ślady zaczerwienienia jak przy zgrzaniu się. Również wartym wspomnienia było, że mrugał częstszymi interwałami niż zwykle, przypominając nieco zachowanie kotów, które czynią tak gdy czują komfort.
- Teraz gdy zostaliśmy sami, możemy w końcu zacząć naszą lekcję. Trzeba kuć talent, póki gorący! Nocy tej miały być tańce i zaprawdę powiadam, że będą one. Pozwól zatem, że poprowadzę cię w kroki świata walca. - Powiedział, a jego głos brzmiał już znacznie lepiej niż jeszcze nie dawno, pozbywając się jego uporczywej chrypki. Następnie pstryknął palcami na co Borsuk głośno westchnął, poprawił swój kapelutek oraz rękawy i zaczął grać bardzo rytmiczną, nieco skoczną melodię.

Arlekin wykonał pełny skłon w kierunku swojej uczennicy, a potem podniósł się do góry, wyciągając teatralnie dłoń w jej kierunku w zapraszającym geście. Z uśmiechem na ustach i z lekko przekręconą głową, patrzył się na nią oczekując jej reakcji.
- To jak Aryanno? Zatańczymy?

Dahlien
24. Eresmes, 4. ES, Zmierzch
Posty: 1067
Rejestracja: 2022-02-26
Karta postaci:
Aryanna Janon
Obserwując plecy mężczyzny była napięta niczym struna. W końcu powiedziała na głos swoje przemyślenia i wątpliwości mając świadomość, że jeśli mu się ona nie spodobają, to równie dobrze słońce dnia następnego może już dla niej nie zaświecić.
Naprzemiennie opadające i unoszące się ramiona Esposito wyglądały, jakby w końcu zaczął oddychać. Bo wielokrotnie miała wrażenie, że wstrzymuje przy niej tę czynność. Ale skoro tak, to czy on... Dyszał? A może pochwycił woń nowej ofiary?
Odgoniła od siebie te niemądre myśli. Przecież to śmieszne, prawda? Ostatnio doświadczyła chyba zbyt wiele stresu. Aż zwątpiła w to, co mówiła jeszcze przed chwilą. Wampiry istniały tylko w książkach, prawda?
Drgnęła niespokojnie, jakby już miała się zaraz znowu odezwać i ruszyć. I dokładnie w tym momencie Alffie upadł na dywan. Czy znów wymiotował? Kolejny raz jej pierwszym odruchem był krok w jego stronę z chęcią pomocy, ale zaraz się zatrzymała. Chyba jednak było z nim w porządku. Zdziwienie i niepewność jasno malowały się twarzy dziewczyny wraz z rosnącą w sercu frustracją. Naprawdę nie potrafiła go zrozumieć! Był całkowicie nieprzewidywalny! Gdy spodziewała się, że poruszając raczej trudny temat będzie tym Alffiem, który ją przerażał, on był zabawowym arlekinem.
Przez to wszystko była cholernie zagubiona.
Cofnęła się nieco, gdy wampirza sprężynka skoczyła na proste nogi z Przewodnikami pod pachą. Takiego chyba go jeszcze nie widziała. A może? Gdy grał jej "Wiosnę"?
I czy dobrze widziała, że pod makijażem on się rumienił na myśl o tej lekcji?
Gdy do niej podszedł i wyciągnął dłoń Aryanna dalej stała niezmiennie. Ze zmarszczonymi brwiami, napięta i z bijącym sercem. Dlaczego on był taki pełny sprzeczności?!
- Nie odpowiedziałeś mi... Nie żartuję Aldonzo mówiąc, że po tym wszystkim pewnie wszyscy moi bliscy gdyby się dowiedzieli zabrali by mnie stąd przy pierwszej okazji.
Ona powinna sama stąd odejść.
Zwlekała przez chwilę, aż w końcu... westchnęła. Widziała do czego był zdolny. Jeśli by chciał, to już dawno mógł zrobić jej krzywdę. Ale zamiast tego oferował jej kolejną lekcję. Czy to znaczyło, że chciał, żeby tutaj z nim została?
Dalej się go bała, jednak teraz niepewność w jej oczach nabrała jeszcze nowego znaczenia.
- Widziałam już wcześniej walca... Ale nigdy sama go nie zatańczyłam.
Przestąpiła z nogi na nogę, aż w końcu uniosła lekko rękę. Wyglądało jakby miała mu ją podać, lecz cofnęła się w ostatnim momencie. Wyraźnie walczyła sama ze sobą, samej będąc niby spłoszone zwierzę, co idealnie znajdowało odzwierciedlenie w oczach rudowłosej. Jak lis, który który cierpi z głodu i ma przed sobą klatkę z naprawdę apetycznym rodzajem karmy w środku. Wcześniej była gotowa spakować się i odejść, więc dlaczego teraz gotowa była odrzucić ten pomysł?
W końcu jednak uległa i położyła swoją dłoń na dłoni Alffiego. Tak drobną, delikatną i kruchą w porównaniu do jego. I tym razem mógł dostrzec również jej zawstydzenie.
- W ogóle nie tańczyłam z partnerem.
Jego skóra naprawdę była bardzo zimna. Co będzie, jeżeli jednak się nie myliła co do tego, kim jest jej Gospodarz? Kolejny raz była zagubiona. Nie wiedziała na czym stoi.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość