Biała Dłoń

Sesyjka na rozgrzewkę
ODPOWIEDZ
Bubeusz
Karta postaci:
Daron
Świat Darona podskakiwał i stukotał, kręcąc się jak karuzela. A potem się zatrzymał. Futrzak poczuł, jak w zwiotczałe ciało czeladnika znowu wstępuje wigor, a nogi znajdują oparcie na gruncie.

Daron kręcił głową i mrugał, rozbieganym wzrokiem próbując objąć sytuację.
- San...kra - wykrztusił, samemu pewnie nie wiedząc do kogo i w jakim celu.

Stwór ze skrzyni ukazał się tymczasem w drzwiach chaty. Z cichym sykiem rozpostarł odnóża, które wystrzeliły w rozmaitych kierunkach niby baty. A potem, cały rozjarzony i rozwibrowany, zaczął schodzić w dół za nimi. Nie spieszył się.

- Ogo.. goniem... ogniemgo - próbował się wysłowić Daron, jak pijany szperając w swoich torbach. W jego dłoni zalśniła buteleczka siarkopyłu. Wziął zamach, żeby rzucić, ale w tym momencie sankryczny pająk zatańczył odnóżami w dziwny, skoordynowany sposób... i patrzący na to Daron nagle się zawiesił. Zastygł, wpatrując się w potwora, jakby oglądał coś najbardziej niesamowitego na świecie.
Nie przerywając kręcenia, pająk na pozostałych odnóżach zsuwał się niżej i niżej...

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Ruchami Futrzaka znów pokierował instynkt. I chyba tylko dlatego zrobił to co zrobił - a może Mrezom po prostu brakowało szóstej klepki? Kot siłą wyrwał Daronowi fiolkę z dłoni - być może pozostawiając na niej przypadkowe ślady po pazurach - po czym zupełnie nie myśląc o konsekwencjach po prostu rzucił nią w poczwarę, celując w podłogę przed nią. W tej samej chwili spróbował raz jeszcze chwycić Darona, by pociągnąć go za sobą do drzwi wyjściowych.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
Wraz z brzękiem tłuczonego szkła, siarkopył huknął głośno, wchodząc w natychmiastową reakcję z powietrzem. Gęsta chmura żółtawego pyłu niemal natychmiast eksplodowała niezwykle jasnym światłem. Kiedy na nowo otworzyli oczy, był już tylko zwyczajny ogień.

Sankryczne stworzenie rajcowało się niczym odlane z oliwy. Intensywnym, żywym, bardzo ruchliwym płomieniem o niebieskawym zabarwieniu przy nasadzie. Pająk bez żadnego dźwięku karlał, kurczył się, skręcał i wyginał. Odnóża spłonęły najszybciej, dosłownie sublimując w eter razem z płomieniem. Wkrótce palił się już tylko kloc odwłoka, który również niezwykle szybko zniknął niczym zabrany w niebyt. Nic nie dogorywało, nic nie śmierdziało, nie było żadnego popiołu - stworzenie po prostu ulotniło się, nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Deski starych schodów poczerniały od ognia, ale nie zapaliły się.

Cisza.

Rozdygotany Daron chwycił się silnego ramienia mreza, aby nie upaść. Czuł, jak schodzi z niego otępienie, stres i to dziwne uczucie dysocjacji.
- Ja pierdolę - zaklął słabym głosem, ostrożnie siadając na ziemi, kiedy byli już na zewnątrz. Wciąż miał jeszcze przyspieszony oddech. Oparł się plecami o ścianę i spojrzał w niebo. Przetarł wierzchem dłoni pot z czoła, po czym wsadził dwa palce w oczy i rozmasował ich kąciki. Zamrugał.
Wszystko było chyba dobrze.
Spojrzał na Futrzaka.

W jego oczach jaśniała wdzięczność.

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Obraz Mreza został jednak przez moment przysłonięty przez spodnią część łapy. Zanim jednak padły pytania o to ile pazurów czy poduszek widzi (a było ich odpowiednio pięć i siedem), kot jeszcze kilka razy zamachał mu tak przed nosem. W przerwach na pokaz dziwacznej kociej anatomii Daron widział raczej poirytowany, czujnie przyglądający mu się tygrysi pysk.
- Khryba ne. - Wyharczał z powątpiewaniem. - Ty ne perr-dorr terrass.
Futrzak wyprostował się, patrząc na chłopaka z góry.
- Ty khryba byh dosstacz w pyssk. - Stwierdził, markotniejąc.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
- Ja khyba dostałem w sam środek głowy - zgodził się Daron. - Nigdy czegoś takiego nie... nie zrobiono mi z głową - aż się skrzywił na samo wspomnienie obrazów, jakie przelatywały mu przed oczami. - A ty... jesteś cały?

Odsapnąwszy chwilę, czeladnik wstał i zaczął otrzepywać się z kurzu. Dopiero teraz dostrzegł czerwone pręgi od tygrysich pazurów na swojej prawej dłoni.

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Futrzak w odpowiedzi skinął głową z potwierdzającym pomrukiem. Wyglądał jednak na dziwnie zakłopotanego, może nawet zaniepokojonego, kiedy Daron zaczął gapić się w swoją dłoń. Mrez pokazał łapskiem najpierw na czerwone szramy, potem na swoją pierś.
- Buterrka. - Wyjaśnił. - Pah-onk byh dosstacz.
Kot przeciągnął się, aż chrupnęły jego kości.
- Orrk byh, byh poszed darreko. - Dodał ze złością. - Newem. My iszcz tesz muszecz khyba. Szybko.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
- A, to... - zrozumiał Daron. - Drobiazg, naprawdę. Zrobiłeś najlepiej jak mogłeś. - Uśmiechnął się niezręcznie.

- Co? A, no, ork. Właśnie, działajmy... - Słowa mreza przypomniały mu, gdzie są i co właściwie robią. Widać było, że jeszcze nie w pełni się pozbierał mentalnie, ale chciał sprawiać wrażenie, że wszystko jest ok.

- Nie wiem, czy powinniśmy wrócić do góry, przeszukać tę skrzynię... Może jest w niej coś jeszcze? Czy lepiej gonić orka? - zastanowił się czeladnik. - A potrafisz wyczuć jego zapach? W którą stronę pobiegł?

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Jeżeli Daron robił sobie jakiekolwiek nadzieje, to te niestety prysły jak mydlana bańka. Mrez od razu pokręcił głową, i to dość żywiołowo.
- Ne. Czhoweek ssa duszo. Ssapah ssa duszo.
I w ten oto sposób uchylona przez mężczyznę furtka została z łoskotem przez kota zatrzaśnięta. Ale faktycznie to nie był koniec ich przygody, ani trochę. Futrzak rozejrzał się po ich najbliższej okolicy.
- Ty mówicz czo robicz. - Oznajmił, jakby w ramach przypomnienia. - Mrrrez to okhrrona.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
Kącik ust Darona drgał, jakby chciał się podnieść w pozbawionym radości uśmiechu. Uspokoił się, kiedy mężczyzna spojrzał w niebo.
- Ściemnia się już - stwierdził. - Bez sensu teraz łazić po mieście i go szukać, jeśli nie wiemy, gdzie uciekł...

Pokręcił się na jednej nodze, rzucając krótkie, nieco chaotyczne spojrzenia na uliczki i idących nimi ludzi. Aż w końcu zadecydował, machając ręką w stronę domu, którego o mało co nie spalili.

- Przeszukajmy tę jego melinę, może w skrzyni trzymał coś jeszcze... a potem zajdźmy do jedynego miejsca, o którym wiemy, że mógłby się tam ukryć - rzekł i widząc minę Futrzaka, dodał: - do ich zamkniętego sklepu.

- Co to było za diabelstwo..? Nigdy chyba tego nie zapomnę... - mruknął Daron, kiedy szli po schodach i mijali poczerniałe miejsce. - Dlaczego Znak mnie nie ochronił? - zapytał nagle z pretensją do świata. - Muszę tam chyba złożyć reklamację...

*

W skrzyni było kilka działek paju, zawiniętych w zmięte kawałki papiergaminu. Był też amulet w kształcie pająka o pięciu wygiętych po łuku odnóżach. Z jednej strony dwa, a z drugiej trzy.
Daron podniósł znalezisko do góry i pozwolił, by się kołysało na cienkim łańcuszku przed ich oczami.
- Widzisz to? Ewidentnie ich znak. Może posiadanie go w czymś nam pomoże? - zaczął się zastanawiać czeladnik, obracając kamiennego pająka w palcach. Już miał założyć go na szyję, lecz powstrzymał się w ostatniej chwili. - Myślisz, że jest zaczarowany? Że jak go założę, to coś się stanie? - głośno się zastanawiał.

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Po raz kolejny spotkał się z raptem wzruszeniem ramion ze strony kota - jednak tym razem było ono nie tyleż spóźnione, co wręcz gwałtowne, jakby Futrzak chciał coś powiedzieć, ale słowa uciekły mu razem z Dorgiem. Wpatrzony w dziwaczny amulet warknął jedynie ze zniechęceniem - a może wręcz obrzydzeniem - po czym stanął na palcach stóp i natarczywie obwąchał podejrzany przedmiot. Najwyraźniej niczego niezwykłego się w ten sposób nie dowiedział, gdyż pokręcił wtedy głową.
- Newem - burknął - u Mrrress szaman byh mecz to tyrrko. Wy czhoweek dżiwny bycz.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
Amulet powędrował do kieszeni Darona.
Młodzieniec spojrzał na swojego towarzysza i mrugnął.
- To co, schodzimy do paszczy lwa... - rzekł, wpatrując się we wnętrze skrzyni. Wyglądała tak niewinnie. Nie uwierzyłby, co w niej siedziało, jeśli nie zobaczyłby tego na żywo.
Po chwili wahania zwinął leżące na dnie działki paju i również schował je w kieszeni.

Rzucił jeszcze okiem na pomieszczenie i wpadł na pomysł. Chwycił jakiś Dorgowy, brudny podkoszulek, owinął nim koniec nogi od krzesła, po czym wytarł w tłustych od brudu naczyniach.
- Nie jest to może najlepszej klasy pochodnia, ale lepsze to niż nic - stwierdził, wręczając Futrzakowi swoje śmierdzące dzieło. - Zapalimy ją przed sklepem. Jak spotkamy tam jakieś jeszcze dziwy, nie będą miały z nami szans. Pamiętaj, nie możemy ufać naszym zmysłom. Wszystko traktuj najpierw ogniem. Jeśli się nie zapali, siekaj orężem.

*

- To tutaj - rzekł Daron, kiedy stanęli przed zabitym deskami sklepem w jednej z ciemnych uliczek Labiryntu. Słońce już zaszło, a ludzie pochowali się w domach. Przez pustą ulicę przelatywał rześki wiaterek zwiastujący dość zimną noc.

Futrzak przyjrzał się zamkniętemu sklepowi. Stojące przed wejściem skrzynki i beczki były poprzewracane w nieładzie. Część z nich roztrzaskano, żeby pozyskanymi w ten sposób deskami zabić okna i drzwi. Nie było widać żadnego towaru ani wartościowych przedmiotów. Plandeka niegdyś wisząca nad wejściem była obdarta i smętnie zwieszała się z dachu, zakrywając część ściany. Koślawy budynek był częścią długiej pierzei kamiennych ruin, na których nabudowano w nieładzie drewniane, kilkupoziomowe chaty. Nie wyglądało na to, że sklep ma zaplecze, bowiem drzwi gospodarcze również znajdowały się po tej samej stronie ulicy. I również były zabite dechami, a klamka została wyrwana i leżała gdzieś między resztkami beczek i skrzynek. Z kolei na zamkniętych na klucz drzwiach głównych widniał znak konfiskaty i odlana w czerwonym wosku pieczęć Lojalistów.

- Masz jakiś pomysł, jak się dostać do środka? - zapytał Daron, mimowolnie ściszając głos. Rozejrzał się, aby się upewnić, że nikt ich nie obserwuje, po czym skupił się na stojącym przed nimi budynku.
Obleczone głębokimi cieniami zmierzchu, miejsce to wyglądało doprawdy przygnębiająco.

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Zielone ślepia lśniły w półmroku, gdy Futrzak badał wzrokiem każdą ścianę, każde drzwi, każde okno rudery. Z włócznią, tarczą i łukiem na grzbiecie, do tego z kłami i pazurami wyglądał... groteskowo. Wyglądał zupełnie jak kot, zuchwale planujący zrzucić kolejną szklankę ze stołu - choć może ciut większy, ciut mniej czworonożny i ciut bardziej zabójczy.
- Dakhr. - Odparł, wskazując w górę. - Mrrress ssprrafczacz.
Nie ruszała go mroczna atmosfera, łopocząca plandeka czy pozabijane dechami okna. Sus za susem zostawiał ją w dole, z kocią gracją i nadludzką szybkością wspinając się na dach. Jedynie odrywane pazurami drzazgi sypały się za nim gdy wdrapywał się w górę. Po chwili ostatnią rzeczą, jaką widział Daron był jasny czubek jego ogona, lecz i on w końcu zniknął mu z oczu.

Futrzak podniósł wzrok i ostrożnie badając grunt pod nogami rozglądał się za czymś do zrzucenia z dachu.
Albo za drogą do środka.
Jednym z tych dwóch.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Dach był rozległy i bardzo nieregularny. Właściwie przypominał mozaikę rozmaitych desek, płacht i darni, a każdy dom w pierzei miał nieco inną wysokość, czasem też i przybudówki. Można było nim przejść niemal pół ulicy, a jeśli umiało się wspinać po ścianach, poruszanie się dachami pozwoliłoby zapewne przemieścić się w dowolne miejsce w Labiryncie. W najbliższej okolicy nie dostrzegł jednak niczego, co pomogłoby Daronowi wspiąć się na górę.

Mrez przeszedł się nad sklepem, próbując wyczuć coś nietypowego. I wyczuł. Zapach, który skądś znał. Z pewnością był to jakiś człowiek... albo może ork? Dorg? Tak, sądząc po nikłym stopniu zażyłości tego osobnika z higieną osobistą, mógłby to być Dorg. Musiał tu być bardzo niedawno, skoro ślad jeszcze się utrzymał.

Kierując się nosem, szybko zlokalizował kwadratową, zbitą z desek pokrywę, która nie była przybita do dachu.

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Pomimo tego, że Nimnaros wystawiało go na potężną próbę, Futrzak miał do swojego nosa niemal bezgraniczne zaufanie. To było potwierdzenie, którego najwyraźniej szukali. Mrez nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, ale już od dawien dawna znajdował się na ścieżce prosto do piekła - przysłowiowy pierwszy krok miał już dawno, dawno za sobą. Chociaż ciekawość nakazywała mu wręcz rzucić się do środka, z kłami i z pazurami, z trudem i wbrew własnej naturze utemperował ją odrobiną pomyślunku - i nachylił się, przykładając ucho do szpary. Nasłuchiwał jakichkolwiek dźwięków - czegokolwiek, co zdradziłoby coś więcej niż tylko czyjąś obecność.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
Cisza. Jeśli ktoś tam był, to najwyraźniej siedział bez ruchu, bo z dołu nie dobiegały do Futrzaka nawet najcichsze szmery. No, może poza jednym.
- I co? Masz coś? - zapytał Daron, starając się nie być głośnym na całą ulicę, ale też nie szepcząc, tak, aby kot był w stanie go usłyszeć.

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Mrez fuknął, a z poirytowania aż cofnęły mu się uszy. Najciszej jak tylko potrafił, przemknął na czworaka do krawędzi dachu. Pokazawszy się Daronowi, kot pokiwał energicznie głową, po czym w dziwnym geście zasłonił pysk otwartą łapą, a następnie znów zniknął, wracając do znalezionej dziury. Raz jeszcze przysłuchał się, czy nic się nie zmieniło - po czym ściągnął z pleców łuk i włócznię, zostawiając sobie tylko znacznie mniejszą tarczę. Uniósł ostrożnie deskę, po czym w pełnym skupieniu, z podniesionymi czujnie uszami, wślizgnął się do środka, najciszej jak tylko potrafił.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
W środku było pusto, duszno i sucho. Pachniało dziwnym, drażniącym... czymś. Mrez, zszedłszy niewielką drabinką na poziom podłogi, nie dostrzegł nikogo. Jego koci wzrok doskonale sprawdził się w ciemnościach zabitej deskami miejscówki. Zauważył plamy na podłodze oraz resztki szkła po zbitych fiolkach. Musi uważnie chodzić, żeby w nic nie nadepnąć. Szafy stały puste, jedna z nich leżała przewrócona. Niewielka lada, wyraźnie opróżoniona ze wszystkich rzeczy, nie przyciągała uwagi. Gdzieś jakiś zydelek, a gdzieś miotła, porzucona w nieładzie.

W drzwiach głównych dyndał kluczyk. I, co ciekawe, przyczepiony był do niego breloczek - bardzo podobny do amuletu, jaki znaleźli w skrzyni Dorga.

Zanim jednak mrez zdążył cokolwiek zrobić, jego czujne uszy odwróciły się w stronę przejścia na zaplecze sklepu. Wychwycił dźwięk. Coś na chwilę zaszurało w szmatach. I uspokoiło się. A potem odchrząknęło cicho.

Ktoś tam spał! Futrzak zakradł się do przejścia i ostrożnie wychylił głowę. Jego oczom ukazał się stary stolik z kilkoma krzesłami wokół. Leżały na nim jakieś papiery, zgaszona, prawie całkiem wypalona już świeczka i kilka naczyń. Kominek, jeszcze ciepły od dogasających węgielków. Kilka skrzyń ułożonych w rogu jedna na drugiej. Komoda z szufladami, z czego część była powysuwana, a jedna wypadła całkiem i leżała na podłodze.

A za stołem coś w rodzaju kanapy, na której, owinięty we własny płaszcz, drzemał człowiek. Miał czarną czuprynę i odwrócony był plecami, ciężko więc było poznać, kto to. Po skórzanym ochraniaczu na przedramieniu i leżącym tuż obok korbaczu można jednak było wnioskować, że to jakiś wojownik. Strażnik? Na nogach miał założone buty i nie wyglądało, że przyszedł tutaj spać.
A może raczej miał strzec tej wielkiej, żelaznej klapy do podziemi, która znajdowała się w rogu pomieszczenia? Była zamknięta, ale brakowało kłódki.

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Dłonie niejednego złodziejaszka zacierałyby się na ten widok. Sztylet niejednego rzezimieszka błyskałby już złowrogo w półmroku. To była okazja jedna na tysiąc - jeśli nie większa. Pomimo tego, że Mrezowi zdolności matematyczne kończyły się na rachowaniu kości, nawet on zdawał sobie sprawę z tego, że wszystko w tym pomieszczeniu - każdy przedmiot, każda wskazówka, każda najmniejsza rzecz była teraz w zasięgu jego łapsk. Dotyczyło to również życia mężczyzny. Niejeden skurwiel zgasiłby je, bezdusznie, bezkarnie, jak tę świeczkę czy ogienek w kominku, w zamian choćby za tę stertę brudnych papierów. W tej chwili jednak rozgorzała walka - w okrutnym wojowniku z areny poczucie obowiązku, dług wobec wybawców oraz dawno utracony honor szamotały się na szali, na której spoczęły wszystkie te rzeczy.

Futrzakowi zdarzało się zabijać, i to zabijać na paskudne, bolesne sposoby. Nigdy, przenigdy nie robił tego jednak bez powodu. Może i nie było mu dane zostać świętym wojownikiem, może i przyniósł swojej rodzinie niezmierny wstyd i hańbę - ale nie chciał porzucić tej odrobiny samego siebie, którą z takim trudem utrzymał w całości, niespaczoną skurwysyństwem ludzi i ich miast. Mimo to, był nauczony służyć, był nauczony wykonywać polecenia w zamian za zapłatę - i czyż nie tego wymagał teraz od niego Daron? Czy nie powinien był chwycić za swój nóż i utopić żądne krwi ostrze w człowieczej gardzieli? Czy ten dług, który miał wobec mistrza i jego ucznia na pewno wymagał śmierci tego rozbójnika? Ilu jeszcze strażników znajdzie w piwnicy, i ilu z nich szczęśliwie będzie równie bezbronnych i tępych co ten?

Futrzak stał tak w idealnym bezruchu przez długą chwilę zanim podjął decyzję. Ta zaś zaprowadziła go z powrotem na zewnątrz, a dyndający u drzwi kluczyk - do kieszeni jego spodni. Najciszej jak potrafił skierował się na dach, ostrożnie zakrywając dyktą przejście i podnosząc swój osamotniony wcześniej rynsztunek. Nie zwlekając, na czworakach przemknął najdalej jak tylko się dało, upewnił się, że Daron był jedynym gapiem w okolicy, a potem zeskoczył, jakby nigdy nic, z dachu budynku z powrotem na poziom gruntu, z należycie kocią gracją.
- To tam. - Wyprostował się, ofiarowując Daronowi znaleziony klucz. - Orrk bycz tam, arre ssa duszo czhoweek inny.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
Szeroko otwarte oczy Darona świeciły białkami w zapadającej ciemności nocy.
- Co się..? Jak to, wlazłeś do środka? - Nie mógł nadążyć chłopak. - Kto tam jest, ilu ich jest? Jakim cudem cię nie widzieli? Skąd masz klucz? To klucz do drzwi? Mów wszystko, co widziałeś! - Z trudem utrzymywał szept.

Kapnąwszy się, że ekscytuje się trochę za bardzo, rozejrzał się szybko po ulicy. Czy nikt ich nie widzi? Zauważył kilka snujących się ulicą ludzkich sylwetek, ale były daleko. To jacyś pracownicy. Wyglądali na pijanych i nieświadomych ich obecności. Zaraz wejdą w jakąś boczną uliczkę i znikną z pola widzenia.

Jasne było, że dla alchemika takie nocne akcje zdecydowanie nie były chlebem powszednim.

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Futrzak w odpowiedzi na lawinę Daronowych pytań potrząsnął łbem i fuknął nosem.
- Kurrrrwa, szzz! - Znowu zasłonił swój pysk łapą w jakimś dziwnym geście. - Ty byh rrossmawacz duszo.
Kot mruknął jeszcze coś tam pod nosem, coś co brzmiało tyleż jak ludzka mowa, co jak warkotliwy bełkot.
- Górrra, tam bycz czurra, pod desssko. - Zaczął wyjaśniać, ciszej. - Bandyta w szrodek, on byh ssspacz. Czffi w parrterr bycz, do piwnicz. Mrress byh krrucz ukrrrad, mrress byh ne móg wencze. Tam duszo czhoweek mosze bycz.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
Daron posłusznie umilkł, przywołany do porządku, ale oczy wciąż mu się świeciły. Pokiwał głową, że rozumie.
- Może... - zaczął cichutko, drapiąc się po zaroście pod ustami. - Może obezwładnimy tego śpiącego i wyniesiemy go gdzieś, gdzie go na spokojnie przesłuchamy i dowiemy się, ilu ludzi jest w piwnicy i co się tam dzieje?

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
- Newem. - Mrez pokręcił głową. - Dorrk byh ne rrossmawacz.
Futrzak zastanowił się przez chwilę. Najwyraźniej pomysł Darona był mu nie w smak, bo krzywił się, jakby właśnie w jego nozdrza uderzył jakiś nieprzyjemny zapach. Obejrzał się raz jeszcze na rozpadającą się ruderę, z jakąś dziwną opieszałością, raczej wyraźnie dając do zrozumienia, że nie ma ochoty tam wracać i więcej ryzykować.
- Sssapytacz miszcz? - Zasugerował.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
- W sumie... - młody czeladnik szybko podchwycił tę myśl. Najwyraźniej i jemu spodobała się wizja ciepłego łóżeczka zamiast kolejnego nadstawiania karku. - Mamy klucz, możemy tam wrócić w każdej chwili. Jest ciemno, a oni akurat tam są. Może będzie rozsądniej trafić na moment, kiedy ich tam nie będzie?

Odwrócił się w stronę ulicy i dotknął mrezowego ramienia, aby i Futrzak poszedł. Ruszyli do domu.
- Dziś i tak był bardzo intensywny dzień - rzekł już spokojniej, kiedy się oddalili. - Wiemy, że sekta nie została rozgromiona przez gwardzistów. Wiemy, że nadal tam się spotykają. Mamy klucz i mamy ich naszyjnik. Wciąż żyjemy i nikt z nas nie jest ranny. Myślę, że to bardzo dobry wynik, jak na pierwszy dzień. A ty co myślisz, Futrzaku?

Daron kierował się na wschód, do siedziby swojego mistrza. Czy to oznaczało niewypowiedziane zaproszenie mreza na kolację i nocleg?

Elethain
Karta postaci:
Futrzak
Mrez raz jeszcze udowodnił jak niemożebnie żałosnym był rozmówcą: jedynie mruknął oszczędnie w odpowiedzi, kontynuując wędrówkę. Nie zrobił tego nawet złośliwie, czy w nerwach - taka była po prostu jego natura. Nie miał w zwyczaju mówić więcej, niż było potrzebne, a jeżeli całość dało się podsumować gestem czy warknięciem, to tym lepiej. Ludzka mowa męczyła go wystarczająco mocno jeśli chodziło o samo za nią nadążanie, a co dopiero zmuszanie się do jej umiarkowanie zrozumiałej imitacji. Był jednak drugi powód jego niechęci do rozmowy - wciąż czujnie rozglądał się wokół, a uszy sterczały podniesione do góry, nasłuchując każdego podejrzanego szmeru. Bezpieczeństwo Darona nadal było w jego łapskach i nie zamierzał pozwolić sobie na zlekceważenie zagrożenia, które nawet dzisiaj połakomiło się przecież na ich życie. Trzecim powodem było to, że podobnie jak czeladnik, tak kot miał o czym myśleć - z tą różnicą, że on wolał robić to w ciszy.
art: Aboy Ningthouja @ Artstation

Bubeusz
Karta postaci:
Daron
I tak szli pustoszejącymi uliczkami miasta, w blasku latarni, jeśli akurat jakieś jeszcze były zapalane, oraz świec przebijających się z okien kamienic. Potężny mrez z rynsztunkiem na plecach, i nie taki wcale drobny mieszczanin w zielonym płaszczu, ale przy wojowniku wyglądający jak drobny, przypadkowy przechodzień. A nad nimi właśnie wschodził księżyc.

Daron gadał i gadał, lecz coraz mniej, aż w końcu i jego przytłumiło milczenie Futrzaka.

I tak zresztą będą musieli wszystko powtórzyć Mistrzowi.

Obrazek


KOOOONIEC.

Zamykamy sesję testową Ręce bogini (Dena też już kopnąłem), i przenosimy się z akcją do Twierdzy Nimnaros.


Dawaj Fą swoje wnioski.
Moje wnioski są takie, że było zajebiście. Mega mi się podoba Twoja postać i jak świetnie się w nią wczuwasz. Druga rzecz, to przetestowałem trochę sankrę, dziwy i te inne rzeczy chaosu - wydaje mi się, że to ma sens i szansę działać. Jestem ciekawy, jak ten wątek rozwinie się dalej, już w Twierdzy.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość